Skocz do zawartości
Spablo1

No to pojechaliśmy...

Rekomendowane odpowiedzi

Spablo1

Po kilku latach, kiedy z różnych nieprzewidzianych przyczyn nie mogliśmy spędzić wakacji tak jak byśmy chcieli, udało się nam w końcu wyjechać.

 

Za cel naszej eskapady wybraliśmy na początek Kotlinę Kłodzką :yay:

 

Dzień I (19 lipca 2011)

 

Po spakowaniu wszelkich potrzebnych i niepotrzebnych rzeczy pojechaliśmy po naszą budkę, która spokojnie sobie stała i czekała na nas w Januszewicach.

 

Moja lepsza połówka rozlokowała przywiezione holownikiem bagaże. Kaśka (młodsza córka) zajęła się tankowaniem czystej wody do zbiornika a ja wspólnie z Magdą (starszą córką) mieliśmy ciężkie zadania typu podniesienie podpór, założenie lusterek sprawdzenie świateł i takie tam pierdyÔÇŽ Wszystko sprawne i gotowe.

 

W końcu siedzimy gotowi do drogi. Ruszamy. :drive:

 

Po przejechaniu ok 200 metrów okazało się, że po włączeniu prawego kierunkowskazu, mruga cała buda. Oczywiście zacząłem sprawdzać. Niewiele widziałem bo była północ. W końcu zdecydowaliśmy, że jedziemy. Okazało się, że aby kierunek działał prawidłowo, należy najpierw nadusić na STOP. Nauczyłem się i pojechaliśmy na upragnione wakacje.

 

Droga do Wrocławia przebiegła bez problemów. Klaudia z Kaśką spały jak zwykle. Magda jest moją towarzyszką podróży od maleńkości. Towarzyszyła więc mi i tym razem.

 

Gdy dojechaliśmy do Wrocławia nie wierzyłem, że to jest to miasto. Przejazd prawie w całości w pełni gotową obwodnicą miasta. Żegnajcie brukowe ulice Wrocławia. Jak wszystko będzie gotowe to przejazd przez to miasto będzie przyjemnością BRAWO !!!

 

Szczerze mówiąc to chciało mi się spać ale postanowiłem, że pójdę spać dopiero po pokonaniu górki w Bardzie Śląskim. I tak też się stało. Na stację Orlen przed Kłodzkiem dojechaliśmy po godz. 03.00.

 

Silnik – stop. Podpory – w dół. Załoga – spać.

 

Obudziliśmy się ok. 08.00. Poranna kawa i pyszne kanapki przyszykowane przez moje kochanie postawiły nas na nogi.

 

post-1984-0-16356700-1311284489_thumb.jpg

 

Naszym celem była miejscowość Pasterka położona na północ od Kudowy Zdr. Co ciekawe, granica z Czechami przebiega przy tej miejscowości od północy.

Piękna pogoda, spokój na drodze i przyjemna dla ucha muzyka, sprawiła, że kilkudziesięcio kilometrowy odcinek drogi do Kudowy minął szybko.

 

Do Pasterki można dojechać jedynie od drogi nr 387, zwaną Szosą Stu Zakrętów. Nigdy tamtędy nie jechałem dlatego wcześniej chciałem dowiedzieć się o tej drodze możliwie jak najwięcej.

 

Adrenalina rosła. Okazało się jednak, że nie taki diabeł straszny.

 

post-1984-0-21450000-1311284518_thumb.jpg

 

post-1984-0-85147000-1311284532_thumb.jpg

 

post-1984-0-12784000-1311284727_thumb.jpg

 

Piękną drogą, z której widać Szczeliniec, pośród starych drzew i wielkich głazów dojechaliśmy na miejsce.

 

post-1984-0-86278100-1311284632_thumb.jpg

 

post-1984-0-50911300-1311284561_thumb.jpg

 

post-1984-0-60947400-1311284610_thumb.jpg

 

post-1984-0-61684400-1311284942_thumb.jpg

 

post-1984-0-66449100-1311284751_thumb.jpg

 

Zakotwiczyliśmy w Ośrodku Caritas w Pasterce. Jest to urocze miejsce a uroku przede wszystkim dodaje fakt, że nie działa tu żadna macierzysta sieć komórkowa.

Cisza aż kłuje w uszy.

 

post-1984-0-23659400-1311284664_thumb.jpg

 

Ośrodek ten dysponuje polem namiotowym z dostępem do energii elektrycznej i sanitariatami. Ponieważ byliśmy jedynymi użytkownikami tego pola, wszystko mieliśmy do własnej dyspozycji. Pani Ania kierownik ośrodka, młoda dziewczyna z Wrocławia, zaproponowała nam hasło do WiFi. Jest to tu jedyny kontakt dla turystów ze światem zewnętrznym.

 

Teraz kolejna kawa, drugie śniadanko i krótki odpoczynek.Ponieważ jest dopiero godzina 12.00, postanawiamy udać się na zwiedzanie atrakcji Kotliny Kłodzkiej.

 

Ale o tym napiszę jutro :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
gfizyk

Zapowiada się fajnie! Życzymy udanego wypoczynku!

I czekam na cdn ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
radwan

Witam

 

udanego urlopu zyczymy :)

 

pozdrawiamy :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gregorio

udanego wypoczynku i upragnionego słoneczka :skromny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tomii

Fajny początek relacji waytogo.gif. Czekam na więcej i życzę miłego wypoczynku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Spablo1

 

Dzień I (19 lipca 2011) 

Jako pierwszy cel obraliśmy podziemne miasto w kompleksie Osówka. Aby tam dojechać musieliśmy pokonać drugą część Szosy Stu Zakrętów. Tym razem w dół. Droga kręta ale widoki na głazy i drzewa sprawiają, że mija ona dość szybko. Kilka zakrętów o 180 stopni i dość duża różnica wysokości. Po drodze zza szyb samochodu oglądamy krajobraz i piękne stare domy.

 

post-1984-0-78964800-1311324551_thumb.jpg

 

post-1984-0-26242000-1311324635_thumb.jpg

 

post-1984-0-54616400-1311324649_thumb.jpg

 

Po godzinie turystycznej jazdy dojeżdżamy na parking przy kompleksie Osówka. Myślę, że można tu spokojnie przenocować z kamperkiem czy przyczepką i nikt nas nie wygoni. N – 50*4010,03 E- 16*257,06

 

W kasie okazuje się, że za parking należy zapłacić jednorazowo 4 zł. Bilety można zakupić na kilka wybranych tras podziemnych http://www.osowka.pl/oferta.html

 

My wybraliśmy trasę ekstremalną. Ceny biletów za tę trasę 20 zł /osobę.

 

Poczekaliśmy na godzinę wejścia i uzbrojeni w kaski i latarki ruszyliśmy za przewodnikiem. Pokonaliśmy kilkusetmetrowy odcinek trasy udostępniony do zwiedzania. Odcinek zalany wodą przepłynęliśmy taką blaszaną łódką. Miałem wrażenie, że woda wleje się do tej łodzi gdy do niej wsiądę. Okazało się jednak, że z moją wagą nie jest aż tak bardzo źle. Następnie szlak prowadził przez mostek zawieszony na linach nad przeraźliwie zimną wodą. Przypadkowe zsunięcie nogi do wody groziło stanięciem włosów dęba. Generalnie wspaniałe wrażenia. Trzeba zastanowić się nad historią tych terenów, które kryją w sobie jeszcze wiele tajemnic.

 

post-1984-0-24637900-1311325021_thumb.jpg

 

post-1984-0-82513700-1311325058_thumb.jpg

 

post-1984-0-59092800-1311325074_thumb.jpg

 

post-1984-0-41704400-1311325040_thumb.jpg

 

post-1984-0-76718400-1311325088_thumb.jpg

 

Po półtoragodzinnej podziemnej eskapadzie wyszliśmy na powierzchnię.

 

Przy samochodzie krótki popas i dalej w drogę. Tym razem kierunek Wambierzyce.

 

W promieniach popołudniowego słońca dotarliśmy pod Bazylikę.

 

Oczywiście parking płatny 2 zł/godz.

 

Do świątyni prowadzą monumentalne, kamienne schody o trzech ciągach. Wszystkich stopni jest 56, z czego 33 w środkowym ciągu symbolizuje lata życia Jezusa na Ziemi. Wnętrze świątyni utrzymane w duchu baroku zdobią malowidła, obrazy i rzeźby. W sumie świątynia jest bardzo bogato zdobiona. Jedynie ganek prowadzący wokół kościoła utwierdził nas w przekonaniu, że wiele jest jeszcze do zrobienia aby nasze dzieci mogły pokazać swoim dzieciom kawałek historii naszego pięknego kraju.

 

post-1984-0-19411600-1311325320_thumb.jpg

 

post-1984-0-71225300-1311325335_thumb.jpg

 

post-1984-0-57632500-1311325346_thumb.jpg

 

post-1984-0-37731000-1311325363_thumb.jpg

 

post-1984-0-64892100-1311325383_thumb.jpg

 

Troszkę rozczarowani stanem Bazyliki poszliśmy w stronę ruchomej szopki w Wambierzycach. Niestety nawet w okresie letnim szopka jest czynna tylko do godz. 16.00.

 

Postanowiliśmy pojechać jeszcze do Polanicy. Po obowiązkowych zakupach w Biedronce i znalezieniu bankomatu, poszliśmy do parku zdrojowego. Chcieliśmy skosztować tej cudownej, zdrowotnej wody. Dowiedzieliśmy się tam, że nic za darmo. Zdrowie także kosztuje. Za jednorazowe korzystanie z nalewaków wody zdrojowej należy zapłacić 1,20 zł + 0,30 zł za jednorazowy kubeczek. Można pobrać tylko 0,5 litra/ głowę :)

 

post-1984-0-07337100-1311325604_thumb.jpg

 

post-1984-0-10837100-1311325615_thumb.jpg

 

post-1984-0-54731900-1311325661_thumb.jpg

 

post-1984-0-93394700-1311325681_thumb.jpg

 

Po uzdrowieniu cudowną polanicką wodą zrobiliśmy sobie jeszcze krótki spacer po uroczym deptaku i stwierdziliśmy, że nadszedł czas na zasłużone wieczorne piwo.

 

post-1984-0-64848800-1311325645_thumb.jpg

 

Zmęczeni ale zadowoleni dojechaliśmy do naszej Pasterki.

 

CdnÔÇŽ

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Adam1988
:banan: Zazdrościmy.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
radwan

Witam

 

Paweł byc tam i nie zaliczyc Strzelińca? polecam tam spacerek :)

 

super relacja :)

 

pozdrawiamy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
gfizyk

To NFZ nie refunduje tej wody? :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kit

czekamy na ciąg dalszy :slina:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Bluesmen

A ja mam takie pytanie czy te 0,5 litra wody na głowę trzeba spożyć na miejscu czy można zabrać ze sobą. I wcale się nie nabijam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Spablo1

A ja mam takie pytanie czy te 0,5 litra wody na głowę trzeba spożyć na miejscu czy można zabrać ze sobą. I wcale się nie nabijam.

 

Owszem. Możesz. Widziałem, że ludzie nalewali sobie wodę do różnego rodzaju naczyń. Myślę także, że aż tak bardzo nie jest przestrzegane owe 0,5 litra. Jednak pani w okienku, ta która sprzedaje kubeczki, bacznym okiem przygląda się wszystkim nalewającym ten cenny dar ziemi :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Cathay

Pawełku, Ty tu nie pierdu pierdu o półlitrówkach, tylko pisz relację dalszą!

No chyba że cały dzień spędziliście w Pasterce, to rozumiem że nie ma o czym pisać. Chociaż właściwie o o młodej pani kierownik też możemy poczytać!

kawa.gif

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Spablo1

Dzień II (20 lipca 2011)

 

Podczas wieczornej degustacji piwa, zaplanowaliśmy, że w kolejnym dniu zaliczymy Szczeliniec oraz Błędne Skały. Dokładnie w tej kolejności.

 

Po przebudzeniu, wypoczęci oraz pokrzepieni życiodajną, polanicką wodą zdrojową za 1,20 zł musieliśmy nieco zweryfikować nasze plany. Niestety poranne słońce zastąpiły gęste chmury, z których w każdej chwili mógł spaść deszcz. Wyszliśmy z założenia, że wdrapywanie się na Szczeliniec podczas spodziewanego deszczu to średnia przyjemność. Ponadto z góry chcieliśmy podziwiać panoramę okolicy a nie chmury i mgłę. Ok, na Szczeliniec pójdziemy jutro (jak poprawi się pogoda) a dziś na początek Błędne Skały.

 

Pod parking przed wjazdem na Błędne Skały dojechaliśmy krótko przed godz. 10.00. Stało już tam kilkanaście samochodów. Po chwili podszedł do nas miły pan z kasą fiskalną na pasku i poinformował, ze wjazdy na górę są o pełnych godzinach, natomiast zjazdy w dół o każdej półgodzinie. Zainkasował jedyne 10 zł opłaty za wjazd i poszedł do kolejnego samochodu.

 

Gdy wybiła 10.00 wszyscy niczym na rajdzie Monte Carlo rozpoczęli zdobywanie jak najlepszej pozycji przed szlabanem. Myślałem, że za zajęcie jednej z pierwszych pozycji będą przyznawane jakieś nagrody na górnym parkingu. Nic takiego nie miało miejsca.

 

Wjazd odbywa się dość krętą i stromą drogą o długości ponad 4 km. Z natury jestem dość leniwy, więc stwierdziłem, że warto było wydać na dole te 10zł. Po drodze mijaliśmy bardziej oszczędnych, którzy postanowili tę drogę pokonać pieszo.

 

Na górze pan parkingowy wskazał nam miejsce i poszliśmy zdobywać Błędne Skały. Po drodze przy wejściu przybiliśmy sobie oczywiście kolejną pieczątkę kolekcjonerską do naszego zeszytu (tym razem za darmochę) i marsz do kasy. Ceny za bilety 5 zł osoba dorosła a 2,50 młodzież ucząca się i studenci.

 

Błędne Skały są z pewnością warte zobaczenia. Jest to niepowtarzalny labirynt skalny obejmujący grzbiet Skalniaka. Powstałe bloki skalne tworzą kilkusetmetrową trasę turystyczną o niepowtarzalnym uroku, którą zwiedzając często dosłownie przeciskamy się pomiędzy skalnymi wąskimi szczelinami.Wysokość korytarzy waha się w granicach 6-8 m, szerokość jest różna - miejscami wynosi tylko kilkadziesiąt centymetrów. Nawet podczas deszczu przechodzi się znaczny odcinek drogi pod skalnymi parasolami. Przejście labiryntu zajmuje ok.45 minut, osobom z tuszą dłuuużej...

 

Wszyscy oczywiście mieliśmy radochę z miejsc, w których miejsca było bardzo mało na przeciśnięcie się. Nie musiałem jednak wracać chociaż muszę przyznać, że miejscami trzeba było się nagimnastykować.

 

post-1984-0-76448800-1311489237_thumb.jpg

 

post-1984-0-50804800-1311489272_thumb.jpg

 

post-1984-0-94892400-1311489319_thumb.jpg

 

post-1984-0-11706600-1311489362_thumb.jpg

 

post-1984-0-51526000-1311489399_thumb.jpg

 

Po wyjściu z labiryntu jest miejsce, w którym można sobie odpocząć i posilić się przygotowanymi wcześniej kanapkami. Można też na straganie zakupić pamiątki. Później pozostaje do pokonania jeszcze kilkusetmetrowy odcinek szlakupo bardzo niewygodnych kamieniach, wzdłuż granicy Państwa i po dotarciu dopunktu wyjścia można zająć miejsce w bolidzie. Na górnym parkingu można zaliczyć kromę chleba ze smalcem i ogórkiem za jedynego piątaka. Zjazd jak wspomniałem następuje o każdej połowie godziny, a że samochody zjechały kilkanaście minut temu, pan parkingowy łaskawie pozwolił nam zjechać.

 

post-1984-0-87860000-1311489536_thumb.jpg

 

Niestety podczas zjazdu zaczął padać deszcz. Szczeliniec więc pozostanie przez nas na razie niezdobyty.

 

Jedziemy więc do Kaplicy Czaszek w Czermnej. Czermna to taka dzielnica Kudowy Zdrój. Ponieważ dojazd jest dobrze oznakowany, trafiamy bez problemu. Parking 4 zł. Wstęp płatny 4 zł osoba dorosła 2 zł młodzież do 18 roku życia. Na szczęście pan bileter nie zażądał metryk urodzenia więc młodszą córkę udaje się nam przemycić na bilet ulgowy. Czekamy aż poprzednia grupa wyjdzie z kaplicy. Gdy grupa ta wyszła, pani z okazałą tabliczką zawieszoną na szyi z napisem „Wolontariusz – Helena” oznajmia, że pokażdej grupie przewodnik-zakonnica musi chwilę odpocząć. Czas ten wykorzystujemy za spacer po starym, przykościelnym cmentarzu, na którym widnieje cała masa niemieckobrzmiących nazwisk. Deszcz leje niemiłosiernie więc cała nasza grupa czeka z utęsknieniem na łaskawe przyjście wypoczętej zakonnicy. Zanim to nastąpi, czeka nas jeszcze wykład Wolontariuszki Heleny: niczego nie dotykamy, nie rozmawiamy, nie robimy zdjęć, tylko słuchamy i oglądamy. W końcu wrota do kaplicy zostają otwarte. Przewodniczka opowiada historię powstania kaplicy. Nagle nastrój skupienia przerywa piskliwy głos wolontariuszki Heleny: „Przecież mówiłam, że nie wolno robić zdjęć ! Głucha pani czy co ?” W tak miłej atmosferze minął nam pobyt w kaplicy. Dowiedzieliśmy się, że jest to wielki wspólny grobowiec ofiar wojen Śląskich oraz chorób zakaźnych z XVIII wieku którego ściany i sufit wyłożone są 3 tysiącami czaszek i kości ludzkich. Pod podłogą spoczywa dalsze kilkadziesiąt (20-30 tys) szczątków ludzi. Kaplica wybudowana została w 1776 roku przez księdza Wacława Tomaszka, któremu budowa kaplicy, zbieranie szczątków, dezynfekcja i impregnacja oraz układanie szczątków zajęły osiem lat... Kaplica Czaszek to jedyny tego typu obiekt w Polsce i jeden z trzech w Europie.

 

post-1984-0-12572200-1311489643_thumb.jpg

 

post-1984-0-40132200-1311489681_thumb.jpg

 

Wychodzimy z kaplicy i znów pojawia się pytanie: Co dalej ?

 

Napotykamy na reklamę Skansenu Muzeum Kultury Ludowej Pogórza Sudeckiego w pobliskiej Pstrążnej. Postanawiamy tam pojechać. Kilkukilometrowy odcinek pokonujemy w strugach deszczu.

 

Na miejscu dokonujemy zakupu biletów w cenach 6 zł normalny i 4 zł młodzież ucząca się i studenci. Przybijamy kolejną pieczątkę do kolekcji i wchodzimy.

Napotykamy na starą szafę, w której stoją różne produkty z aronii. Kupujemy herbatę za 7 zł i 0,5 litrową butelką „fenomenu aronii”. Wieczorem okazuje się, że jest to jedynie sok bez %%% :(

 

W skansenie oglądamy meble i narzędzia pochodzące z XVIII i późniejszych wieków. Wystawę stanowią zabytkowe obiekty drewniane takie jak domy z wyposażeniem, gospoda , budynki gospodarcze. Skansen położony jest na sporym zboczu, na którego szczycie stoi piękny, zrekonstruowany wiatrak. Na dojście doniego zdecydowały się tylko córki. My z Klaudią stwierdziliśmy, że z dołu też dobrze widać :)

 

post-1984-0-33388800-1311489807_thumb.jpg

 

post-1984-0-39861300-1311489842_thumb.jpg

 

post-1984-0-05036100-1311489898_thumb.jpg

 

post-1984-0-23803800-1311489960_thumb.jpg

 

post-1984-0-11038700-1311490000_thumb.jpg

 

post-1984-0-71160800-1311490043_thumb.jpg

 

Opuszczamy skansen. Wracając do Kudowy, odwiedzamy jeszcze po drodze Ruchomą Szopkę. Jest to dzieło Frantiska Stepana, który rozpoczął rzeźbić swoją szopkę w wieku zaledwie 15 lat scyzorykiem w lipowym drewnie. Po dwudziestych latach żmudnej pracy wykonał 250 figurek, które poruszane ręcznie stanowiły szopkę. Dziś szopka poruszana jest za pomocą energii elektrycznej. Figurki z szopki przedstawiają sceny z życia pasterzy, mieszczan oraz narodzin Jezusa Chrystusa. Po ukończeniu szopki, Franciszek Stepan z nudów dobudował drewniane organy składające się z 270 piszczałek. O szopce i organach opowiada mieszkająca tam wnuczka artysty.

Wstęp do muzeum za przysłowiowe „co łaska”.

 

post-1984-0-06045400-1311490133_thumb.jpg

 

post-1984-0-74619300-1311490180_thumb.jpg

 

post-1984-0-73507900-1311490222_thumb.jpg

 

Ponieważ deszcz trochę zelżał postanawiamy wstąpić jeszcze do Kudowy do Muzeum Zabawek. Postawienie samochodu jest trudne, ale po krótkim czasie udaje nam się zaparkować za 3 zł/godz. Udajemy się do Muzeum Zabawek. Od wejścia wita nas wielka tablica z napisem: dorośli 8 zł, dzieci 6 zł.Postanawiamy, że wraz z Klaudią zostaniemy na zewnątrz. Muzeum natomiast zobaczymy jedynie ze zdjęć (fotografowanie 5 zł). Dziewczyny poszły do muzeum a my z moim Dziubusiem z żalem zauważamy, że wielu z rodziców widząc tę tablicę postanawia zostać przed muzeum.

Czyżby ceny biletów były zbyt wysokie ?

 

post-1984-0-46936400-1311490303_thumb.jpg

 

post-1984-0-58647500-1311490381_thumb.jpg

 

post-1984-0-09110200-1311490440_thumb.jpg

 

post-1984-0-47165500-1311490491_thumb.jpg

 

post-1984-0-57830200-1311490526_thumb.jpg

 

Robi się późno. Jeszcze tylko bieżące zakupy i wracamy Szosą Stu Zakrętów do Pasterki. Po drodze patrzymy na przykryty chmurami Szczeliniec. Może jutro będzie nam dane tam wejść ?

 

Docieramy do naszej budki przed godz. 21.00. Leje. Kolacja więc w środku. Po kolacji gramy w Scrabble i zmęczeni ale zadowoleni idziemy spać.

 

Może jutro zaświeci słońceÔÇŽ ???

 

CdnÔÇŽ

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
finger

Czekamy z niecierpliwością na dalszy opis wycieczek . Przypomina nam się zeszłoroczny wypad do Polanicy i jej okolic . Szkoda tylko , że to wszystko w pigułce bo czasu jak zwykle mało . Eeeeeh ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×