Skocz do zawartości
Mandrol

Skandynawia 2014 w 6 tygodni

Rekomendowane odpowiedzi

Mandrol

Dzień trzydziesty czwarty – 05.08.2014

Przez prawie całą noc padało ale rano już nie było śladu po kroplach deszczu. Zjedliśmy śniadanko i pojechaliśmy do „Lilleputhammer” (http://www.lilleputthammer.no/index.php/org/english) a przy okazji chłopcy pobawili się w „Lekeland” (http://uk.lekeland.no/index.php), który jest zlokalizowany zaraz obok. „Lilleputhammer” to wesołe miasteczko, w którym można spędzić cały dzień na zabawie i my tak go właśnie spędziliśmy. Chłopcy już od dawna zagadywali, kiedy będą jakieś karuzele bo już dawno nic nie było. Więc tym bardziej byli ucieszeni kiedy mogli do woli używać karuzel, za które nie trzeba co chwilę płacić bo wszystko jest w cenie biletu, który nie był tani- kosztował 1120 NOK razem z wizytą w figloraju „Lekeland”. Przez cały dzień niebo było zachmurzone i zanosiło się na deszcz ale dopiero około godziny 17:00, kiedy byliśmy w środku figloraju, lunęło jak z cebra. Tak więc można powiedzieć, że pogoda dopisała. Aha- nasz Krzyś miał znowu awarię- w czasie zabawy przewrócił się w parku i odarł policzek. Zgodnie stwierdziliśmy, że musimy na niego uważać bo nie dowieziemy go do domu w całości :]  Zrobiliśmy małe zakupy- pamiątkowe koszulki i bluzy i po ulewie wróciliśmy na kemping. Jako że pogoda się poprawiła to postanowiliśmy skorzystać z kąpieli w kempingowym basenie, pozjeżdżaliśmy na basenowej zjeżdżalni, zjedliśmy smaczne naleśniki i poszliśmy spać, gdyż znowu się rozpadało. Zasnęliśmy bardzo szybko po wyczerpującym dniu pełnym udanej zabawy w wesołym miasteczku i figloraju.

 

Link do zdjęć: https://picasaweb.google.com/100456735598335997679/Skandynawia2014_Dzien34_Lilleputhammer

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

W tym odcinku coś dla miłośników kolei...

 

Dzień trzydziesty piąty – 06.08.2014

Niestety ale w nocy padało i ranek też przywitał nas deszczem. Dzień zapowiadał się atrakcyjnie dla chłopców bo mieliśmy w planach kolejny park rozrywki „Hunderfossen Familiepark” (http://www.hunderfossen.no/english/). Czekaliśmy prawie do południa i w końcu zdecydowaliśmy się pojechać w dalszą drogę do Szwecji, do Årjäng do naszego znajomego Norwega- Aslaka (to ten gość ze specyficznej "czerwonej" Łady Nivy, który przyjechał do nas w roku 2008 po narodzinach Dominika- zdjęcia jego Nivki na samym końcu :bevil: ). Za kemping zapłaciliśmy 540 NOK za 2 doby i o godzinie 13:00 ze stanem licznika 34539km ruszyliśmy w drogę. Po drodze zahaczyliśmy o Hamar i muzeum kolejnictwa (http://www.norsk-jernbanemuseum.no/en), które postanowiliśmy zwiedzić ponieważ pogoda się poprawiła. Przejechaliśmy się starym pociągiem i zobaczyliśmy stare lokomotywy- większość z nich została wyprodukowana na początku XX wieku (lata 1909-1914) więc niektóre miały już ponad 100 lat. Przejechaliśmy się również małym pociągiem i po zabawie pociągami zjedliśmy na szybko zupkę nad brzegiem pobliskiego jeziora a następnie ruszyliśmy na stację benzynową Shella, żeby uzupełnić paliwo (643,14 NOK za 45,26l- średnie spalanie- 10,55l/100km). Po zatankowaniu wyruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Szwecji- na podwórku u naszego koleżki byliśmy o godzinie 22:30 ze stanem licznika 34874km. Po drodze mijaliśmy się z nim ponieważ akurat wracał z lotniska w Oslo z pracy w Korei.

 

post-8122-0-94101400-1453816512_thumb.jpg

 

Link do zdjęć: https://picasaweb.google.com/100456735598335997679/Skandynawia2014_Dzien35_RustbergLillehammerArjang

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzień trzydziesty szósty – 07.08.2014

Nazajutrz wstaliśmy dosyć późno zmęczeni wczorajszym dniem gdyż na miejsce przybyliśmy późno o godzinie 22:30. Było już ciemno a jedyne światło w domu naszego norweskiego przyjaciela pochodziło z …latarki i naszej przyczepki, gdyż w środku domu nie było prądu. Okazało się, że Aslak nie zapłacił za rachunki i dlatego odcięto mu prąd. W międzyczasie kiedy on zajmował się jazdą po urzędach i bankach z misją przywrócenia prądu my wzięliśmy się za sprzątanie domu, który był strasznym śmietnikiem za sprawą jego kolegi, który zamieszkuje u niego w czasie, kiedy Aslak pracuje za granicą. Trochę nam z tym zeszło- walczyliśmy z tym kilka godzin bo stwierdziliśmy, że jak już sprzątać to na maxa. Po południu pojechaliśmy do centrum handlowego na zakupy, żeby móc zjeść meksykańskie tacos, które Aslak razem z jego dziewczyną postanowił przygotować dla nas w podzięce za wizytę „Perfekcyjnej Pani i Pana domu”. Trzeba przyznać, że przygotowali wszystko również perfekcyjnie. Wieczorem odpoczywaliśmy i patrzyliśmy wszyscy na bajki, które chłopcy z zaciekawieniem oglądali, nie rozumiejąc ani słowa po angielsku :]

Poniżej samochodziki w garażu Aslaka…

 

post-8122-0-60977100-1453885677_thumb.jpgpost-8122-0-25304500-1453885682_thumb.jpgpost-8122-0-90148900-1453885683_thumb.jpgpost-8122-0-94123400-1453885685_thumb.jpgpost-8122-0-71459500-1453885687_thumb.jpgpost-8122-0-12089600-1453885690_thumb.jpg

 

Link do zdjęć: https://picasaweb.google.com/100456735598335997679/Skandynawia2014_Dzien36_Arjang

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzień trzydziesty siódmy – 08.08.2014

Rano Aslak wraz z dziewczyną pojechali do Oslo, gdyż znalazł się kupiec na jej kawalerkę- 18m2 za około 1 400 000 NOK czyli jakieś 700 000 PLN! Po śniadaniu pojechaliśmy na granicę odebrać podatek z naszych norweskich Trolli a przy okazji kupiliśmy kolejne pamiątki. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Arvikę, gdzie w szpitalu miła Pani pielęgniarka za darmo zdjęła Krzysiowi szewki. W Årjäng na stacji Statoil zatankowaliśmy paliwo (605,56 SEK za 41,42l- średnie spalanie- 9,02l/100km) i po powrocie do domu naszego norweskiego koleżki zaczęliśmy pakowanie łóżka z IKEI, które kupił i chciał wyrzucić bo mu się nie podobało. Uznaliśmy, że możemy spakować kilkadziesiąt kilogramów na nasz pokład więc zapodaliśmy kombinowanie, jak to zmieścić. W końcu się udało. W międzyczasie Kasia zrobiła pranie a Marek przygotował cały zestaw na jutrzejszy wyjazd. Okazało się, że silnik Orlando „zjadł” trochę oleju w czasie przejechania ponad 7 500km z obciążeniem około 1100kg więc trzeba było wylać całą litrową bańkę, żeby uzupełnić jego stan do wymaganej wartości.

 

Link do zdjęć szewków :]  :yay::]  : https://picasaweb.google.com/100456735598335997679/Skandynawia2014_Dzien37_Arjang

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzień trzydziesty ósmy – 09.08.2014

O godzinie 11:35 ze stanem licznika 35087km ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku urodzinowego celu Krzysia i Dominika. Po drodze bardzo się rozpadało a ulewa jechała z nami. Po drodze zatankowaliśmy na stacji Preem, zlokalizowanej w miejscowości Angelholm (757,23 SEK za 52,70l- średnie spalanie- 12,67l/100km). Próbowaliśmy zatrzymać się po drodze, żeby nie wjeżdżać do Danii ale niestety nie było niczego konkretnego przy autostradzie a nie chcieliśmy zjeżdżać w głąb lądu i szukać czegoś w pobliskich miejscowościach. Tak więc dojechaliśmy do mostu łączącego Szwecję z Danią, za który zapłaciliśmy 720 DKK= 98 EUR. Kontynuowaliśmy jazdę aż do pierwszego parkingu za Kopenhagą, który był zlokalizowany w miejscowości Roskilde. Na parkingu zatrzymaliśmy się o godzinie 19:30 a licznik wskazał 35644km.

 

post-8122-0-06839200-1453900036_thumb.jpg

 

Link do zdjęć: https://picasaweb.google.com/100456735598335997679/Skandynawia2014_Dzien38_ArjangRoskilde

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzień trzydziesty dziewiąty – 10.08.2014

Po zjedzeniu śniadania, o godzinie 10:10 wyruszyliśmy w dalszą drogę. Przejechaliśmy most przed Odensą, za który zapłaciliśmy 360 DKK i na kempingu w „Billund Legoland Village” (http://www.legoland.dk/en/Accommodation1/Stay-in-LEGOLAND/LEGOLAND-Holiday-Village/zalogowaliśmy się o godzinie 13:45. Chłopcy nie mogli uwierzyć, że jesteśmy w Legolandzie- do końca nie zdradziliśmy, gdzie jedziemy na następną atrakcję. Zapłaciliśmy 796 DKK z góry za 2 doby a licznik naszego Orlando wskazał 35886km.

Po zakotwiczeniu naszego zestawu poszliśmy pod bramy Legolandu dowiedzieć się od której jest on otwarty i czy mamy szansę na jakieś zniżki. Chłopcy byli podekscytowani i z uśmiechami na twarzy wróciliśmy na kemping, który postanowiliśmy pozwiedzać. Znaleźliśmy rożne zwierzęta a wśród nich były wilki, wiewiórki, misie, bobry, orły, dzięcioł, szopy a nawet osiołek, na którym chłopcy chcieli się przejechać ale nie mogli bo wszystko to było wykonane z klocków LEGO :yay:  Poszaleliśmy na placach zabaw i zmęczeni oraz pełni nadziei na to, że jutro będzie ładna pogoda poszliśmy spać.

 

post-8122-0-49224200-1453901035_thumb.jpg

 

Link do zdjęć: https://picasaweb.google.com/100456735598335997679/Skandynawia2014_Dzien39_RoskildeBillund

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzisiejszy odcinek dla fanów (takich jak ja) najlepszych klocków na świecie!!!

 

Dzień czterdziesty – 11.08.2014

Poniedziałkowe urodziny Krzysia rozpoczęliśmy od porannego „ataku” na lokalną cukiernię, żeby kupić tort- było tylko coś w stylu „tortopodobnego” z truskawkami więc nie mieliśmy większego wyboru. Po śniadanku „zaatakowaliśmy” kasy biletowe- Legoland otwarty od godziny 10:00 a kwadrans później było już ludzi jak much. Kupiliśmy bilety dla chłopaków (289 DKK za bilet dziecięcy- razem 82 EUR) a my weszliśmy za darmo dzięki naszym chłopcom i płatkom śniadaniowym, które kupiliśmy w Norwegii, na których były darmowe wejściówki dla dorosłych :yay:  Chłopcy byli wniebowzięci i zachwyceni, my zresztą też. Na jednej z ulotek przeczytaliśmy, że Legoland składa się z 60 milionów klocków LEGO i jesteśmy w stanie w to uwierzyć. Cały dzień spędziliśmy na zwiedzaniu parku pełnego ulubionych przez miliony dzieci na całym świecie klocków LEGO, na jeżdżeniu na karuzelach a na samym końcu zahaczyliśmy o sklep, żeby mieć jakiś zestaw Lego City na pamiątkę i kubek z wygrawerowanymi imionami „Dominik” i „Krzysztof”. Na kemping wróciliśmy o godzinie 19:00, zjedliśmy torcik- tzn. chłopcy zjedli truskawki a my to coś, co u nas nazywa się biszkoptem i złożyliśmy jeden zestaw Lego City- kampera bo samochodu z przyczepką niestety nie było :oslabiony:  Pogoda nam dopisała chociaż przez cały dzień pokropywało od czasu do czasu. Pełni wrażeń zasnęliśmy z nadzieją, że przestanie padać bo okazało się, że po drodze zgubiliśmy pokrywę wywietrznika (chyba na jednym z mostów bo strasznie wiało i rzucało całym zestawem) i zaczęło nam kropić do środka. Zrobiliśmy mały „tuning” z workami i szmatami i jakoś dotrwaliśmy do rana.

 

Link do zdjęć: https://picasaweb.google.com/100456735598335997679/Skandynawia2014_Dzien40_Legoland

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzień czterdziesty pierwszy – 12.08.2014

Ranek powitał nas deszczem więc po śniadaniu poszliśmy na „Lalandię” (http://www.lalandia.dk/uk/Pages/forside.aspx), gdzie był figloraj (200 DKK) no i aquapark (789,75 DKK), w którym szaleliśmy do wieczora. Po powrocie na kemping złożyliśmy jeden zestaw Lego City- pomoc drogową a w międzyczasie zapłaciliśmy za kemping- 398 DKK, żeby móc rano spokojnie wjechać na kemping po porannych zakupach w piekarni. Siedząc w przyczepie, przy dosyć ulewnym deszczu, zgodnie stwierdziliśmy, że ta duńska pogoda nas dobija więc trzeba z rana ruszać w stronę domku.

 

Link do zdjęć: https://picasaweb.google.com/100456735598335997679/Skandynawia2014_Dzien41_Lalandia


Dzień czterdziesty drugi – 13.08.2014

Rano spakowaliśmy graty i o godzinie 11:15 ze stanem licznika 35899km wyruszyliśmy w stronę Niemiec. Po drodze chcieliśmy zahaczyć o Horsens, żeby pokazać chłopcom i Kasi miasto, gdzie w roku 2002 tata Marek studiował ale niestety pobłądziliśmy troszkę. Jako, że wszyscy w samochodzie spali (poza kierowcą oczywiście), postanowiliśmy ruszyć w stronę Niemiec. Po drodze dopadła nas ulewa, która podążała za nami na nasze nieszczęście ze względu na zgubioną pokrywę wywietrznika. Zatankowaliśmy na stacji Statoil w Vejle (562,72 DKK za 52,64l- średnie spalanie- 11,78l/100km) i kontynuowaliśmy naszą podróż w kierunku granicy duńsko- niemieckiej. Kolejne tankowanie mieliśmy już w Niemczach na stacji Total w Walsleben (81,01 EUR za 58,32l- średnie spalanie- 12,49l/100km). Po drodze zadzwoniliśmy do dziadka Leona z życzeniami urodzinowymi. Na autostradach w Niemczech można jeździć 100km/h z przyczepką (wszędzie indziej jest 80km/h) więc skorzystaliśmy z tej opcji, żeby jak najwięcej nadgonić. Później okazało się, że byłem w błędzie- ks. Mariusz mnie wyprostował- moglibyśmy jechać, gdybym miał znaczek TUV i naklejkę „100km/h”. Anyway, około godziny 20:30 zatrzymaliśmy się gdzieś na parkingu w okolicach miejscowości Düben- oczywiście znowu zaczęło padać i musieliśmy zrobić kolejny raz nasz „tuning”, żeby woda nie wlewała się do środka przyczepy. Stan licznika wskazał 36596km.

 

post-8122-0-03726800-1454073214_thumb.jpg


Dzień czterdziesty trzeci – 14.08.2014

Następnego dnia wstaliśmy wcześniej ponieważ wszyscy chcieliśmy jak najszybciej być już w domu. Po zjedzeniu śniadanka spakowaliśmy nasz zestaw i sprawdziliśmy na nawigacji, ile nam zostało do przejechania. Było tego około 500km więc o godzinie 9:10 ruszyliśmy z kopyta w kierunku granicy w Zgorzelcu. Po przejechaniu 184km dotarliśmy do granicy Polski- była godzina 11:35. Postanowiliśmy zatankować na stacji BP w Okmianach (271,13 PLN za 48,33l- średnie spalanie- 11,40l/100km) i pomknęliśmy dalej autostradą A4 w stronę Czernicy. Przed dojazdem do domu zatankowaliśmy znowu do pełna na stacji Orlen w Rydułtowach (130,01 PLN za 24,67l- średnie spalanie- 9,53l/100km) i o godzinie 16:30 dotarliśmy szczęśliwie do domu. Hurrraaaa!!!

 

post-8122-0-70710700-1454073740_thumb.jpg

 

Link do zdjęć: https://picasaweb.google.com/100456735598335997679/Skandynawia2014_Dzien43_DubenCzernica

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Ale amator ze mnie :zolta:  Okazało się, że zrobiliśmy kilka filmików przechadzających się reniferów, skaczących delfinów (specjalnie dla Ciebie JoluR :przytul: ), zanurzającego się kaszalota, świetnego i jedynego w swoim rodzaju stada kóz, też jedynego na świecie najsilniejszego prądu wodnego (czy takiego świetnego to oceńcie sami) no i skoczków na skoczni a ja patałach o nich zapomniałem i dopiero na samym końcu fotek okazało się, że one są na samym dole folderu :oslabiony:  Totalny brak profesjonalizmu- masakra :czerwona:

 

Link do filmików: https://picasaweb.google.com/100456735598335997679/Skandynawia2014_Filmiki

(jeśli nie otworzy się kolejny film to należy odświeżyć stronę poprzez naciśnięcie klawiszu F5)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Heniekag

Kurna przestałbyś zawstydzać forum. :blagac:

Jak Ty jesteś amator to co trzeba by było powiedzieć o reszcie forum.

Super relacja pod względem szczegółów. Czytałem wszystkie części i choć w wielu miejscach byłem to i tak nie umywam się z do Ciebie - choć by ze względu na przygotowanie się do wyjazdu i notatkach z wyjazdu.

 

Dzięki i pozdrawiam

Miłego rzeźbienia wieżyczek, znaczy derricków :) - tych co to niby są najważniejsze w całej kupie żelastwa. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Kurna przestałbyś zawstydzać forum. :blagac:

Jak Ty jesteś amator to co trzeba by było powiedzieć o reszcie forum.

Super relacja pod względem szczegółów. Czytałem wszystkie części i choć w wielu miejscach byłem to i tak nie umywam się z do Ciebie - choć by ze względu na przygotowanie się do wyjazdu i notatkach z wyjazdu.

 

Dzięki i pozdrawiam

Miłego rzeźbienia wieżyczek, znaczy derricków :) - tych co to niby są najważniejsze w całej kupie żelastwa. ;)

Dzięki za miłe słowa i cieszę się, że się podobało podziw.gif Może nie za bardzo skupiłem się na opowiedzeniu tego, co żeśmy pozwiedzali ale mówi się, że jedno zdjęcie wyraża 1000 słów... Jest to moja pierwsza w życiu "epopeja rodzinna" i na przyszłość będę bardziej szczegółowy w opisie biggrin.gif (uwzględnię to podczas pisania naszej księgi rodzinnej msn-wink.gif )

 

Co do wieżyczek- nie wiem czy doczytałeś na początku o mojej "ostatniej wieży" ale "dzięki" kryzysowi naftowemu musiałem zamknąć pewien rozdział w moim życiu zawodowym :oslabiony:  Z jednej strony dobrze bo ropa tanieje ale z drugiej strony grono moich znajomych straciło pracę bądź jeszcze straci :( Dobrze jednak dla mnie, że za "ścianą" były drzwi, które akurat się przede mną otworzyły i dalej jestem w tym samym kraju ale w innej branży- tym razem energetyka B)

 

Mam nadzieję, że Ciebie kryzys nie dotknął. Widzę, że zamieszkujesz "dół" Norwegii- z miast Twojego regionu to kojarzę Horten, gdzie moja poprzednia norweska firma ma filię i to oni robili pewne ważne rzeczy na szczyty moich poprzednich "wieżyczek" :rolleyes:

 

Oki doki- postaram się dziś napisać podsumowanie co i jak i na samym końcu pokażę koszty całej podróży, które chyba w większości się nie spodobają sad.gif Ale też wytłumaczę dlaczego takie duże te koszty bo jak sam wiesz Norwegia do tanich krajów nie należy :blush:

 

Pozdrówka i miłego weekendu życzę!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
JolaR

 (specjalnie dla Ciebie JoluR :przytul: )

No tak! Żebym Wam jeszcze bardziej zazdrościła! :P;) (żarcik, of course)

 

Oczywiście obejrzałam wszystkie! Fajna sprawa! Dzięki :przytul::)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Podsumowanie
W czasie od 3 lipca do 14 sierpnia 2014 roku czyli w ciągu 43 dni przejechaliśmy 9635km, do przejechania których musieliśmy zatankować 1043,59l oleju napędowego.
Możemy zgodnie stwierdzić, że nasza wyprawa udała się w 100%!!! Wyjazd przebiegł w 99% zgodnie z założonym planem- jechaliśmy według naszego segregatora, w którym były zapisane miejsca i atrakcje dla nas a przede wszystkim dla chłopców dlatego też tyle miejsc, w których nasze pociechy mogły się wyszaleć. Jedynym miastem, do którego nie dojechaliśmy było Kristiansand, gdzie jest siedziba norweskiej firmy dla której pracował do ubiegłego lata tata Marek. Może kiedyś przy okazji wyjazdu na zachodnie wybrzeże. Może za rok, może za dwa zaczniemy znowu od Molde (będzie okazja odwiedzić Państwa Dąbrowskich), poprzez Trollstigen (zostało nam kilka tras widokowych do przejechania w tym obrębie) i na zachód do Bergen, Haugesund, Stavanger i na dół do Kristiansand. Pożyjemy zobaczymy. Dodatkowo pogoda spisała się na medal- takiego ciepłego lata nie było w Norwegii od 114 lat więc mogliśmy poczuć się szczęśliwcami. Sami Norwedzy przyznawali, że nie pamiętają takich wysokich temperatur na dalekiej północy! A te kilka dni deszczu na pewno nie wpłynęło na końcowy wynik naszej podróży.

Samochód: Chevrolet Orlando LTZ, rok produkcji 2012, 163 KM, automat
Nasz holownik spisał się na medal! W czasie naszej podróży w naszym samochodzie musieliśmy wymienić tylko żarówkę H4 z lewego przedniego reflektora, małą 5W z prawego oraz dolać 1 litr oleju silnikowego w Årjäng w Szwecji. Zużycie oleju silnikowego znalazło odzwierciedlenie w masie ciągniętej przyczepki, szczególnie po norweskich górach co jednak nie zrobiło wielkiego wrażenia na naszym Orlando. Nasz samochód radził sobie bez problemu na każdym kilometrze naszej wędrówki a większość trasy została przejechana przy użyciu tempomatu gdyż chcieliśmy uniknąć mandatu za przekroczenie prędkości, co nam się udało i z tego się też bardzo cieszymy. Skandynawia to taka kraina, gdzie ludziom się nie śpieszy i jak jest 50km/h to wszyscy jadą te 50, jak jest 70km/h to wszyscy jadą 70 i tak było najwygodniej, żeby dostosować prędkość naszego zestawu do prędkości innych samochodów. Jak wszystkim dobrze wiadomo, mandaty w Norwegii są bardzo wysokie dlatego dostosowaliśmy naszą prędkość do obowiązujących przepisów i prędkości poruszających się samochodów. Nasz samochód spalił średnio 10,8l/100km uwzględniając 80% drogi z przyczepką i 20% bez przyczepki na dojazdy do okolicznych atrakcji.


Przyczepa: Hobby Classic 420TM, rok produkcji 1990
Pierwsze zdanie, jakie mi się nasunęło odnośnie naszej przyczepki to: „Holender płakał jak sprzedawał i chyba jeszcze gonił jak odjeżdżała bo się rozmyślił i nie chciał sprzedać”.
Pełen SZACUNEK i RESPECT dla naszej przyczepki, która pomimo 24 lat życia ani raz nas nie zawiodła (poza urwaną osłoną wywietrznika- pewnie ze starości nie wytrzymała). Szczególne podziękowania należą się dla księdza Mariusza Chmury (http://cirrustravel.blogspot.com/) i Pawła Dudały (http://nidacamp.blogspot.com/), którzy wyszukali i przygotowali to cudo dla naszej pierwszej, mandryszowskiej wyprawy. Dodam, że po roku czasu właśnie ta przyczepka została oficjalnie naszą pierwszą, własną cepką i mamy nadzieję, że jeszcze nam posłuży na wakacyjne czy weekendowe wyjazdy zanim przesiądziemy się na coś nowszego i większego tongue.gif

Kasia- żona i mama, nawigator
Dzięki Kasi zawsze mieliśmy coś w koszyku do zjedzenia i picia. Gdyby nie ona to pewnie byśmy z głodu zginęli. Pełen szacuneczek za kapuśniaka- takiego w Skandynawii nikt nie umie ugotować!!! Poza tym pilnowała, żeby pranie było zawsze zrobione, żebyśmy mogli w czystych rzeczach reprezentować nasz kraj poza granicami Polski no i żeby konserwy były do końca zjedzone. Z zupkami chińskimi już nie wyszło ale nic się nie zmarnowało (ciocia Basia może coś na ten temat powiedzieć- pewnie się ucieszyła z prezentu weselnego hahaha1.gif ).

Dominik i Krzyś
Nasze chłopaki spisały się na medal- byli bardzo wytrwali i chętni do spędzenia tych 43 dni w samochodzie i przyczepie. Pomagali jak mogli, kiedy ustawialiśmy naszą przyczepę na kempingu i kiedy ją przygotowywaliśmy do zaczepienia i wyjazdu w dalszą drogę. Najważniejsze, że mogliśmy być razem przez taki długi okres czasu mając na uwadze, że tata Marek co chwilę musi wyjeżdżać za granicę do pracy. Koniec naszej wyprawy- wizyta w Legolandzie była dla nich bardzo dużą i miłą niespodzianką. Chłopcy zgodnie stwierdzili, że pasują im takie wakacje ale będzie jeszcze lepiej pasowało gdy kupimy sobie własną przyczepkę, najlepiej taką aerodynamiczną z przyciemnianymi szybami, które mieliśmy okazje zobaczyć na kempingach w Skandynawii.

Marek- mąż i tata, kierowca
Przez cały czas to on prowadził nasz zestaw i tylko raz przydarzył mu się mały incydent… Dbał o to, żeby z naszej przyczepki znikały chińskie zupki ale w pewnym momencie powiedział: „DOŚĆ”. Fakt faktem głodu nie zaznał ale z wyprawy przyjechał z za dużymi spodniami na pasie i trudno w to uwierzyć ale schudł prawie 9 kg! Anyway, pomimo bólów kręgosłupa walczył dzielnie żeby dowieźć nas w każde miejsce, które było zapisane na naszej trasie.

Koszt całej podróży
Nasza wyprawa okazała się bardzo sporym wydatkiem ale przed wyjazdem stwierdziliśmy zgodnie, że nie będziemy patrzeć na koszty ponieważ miała to być „wyprawa życia” naszego dotychczasowego życia i chcieliśmy, żeby cała rodzina była z tego zadowolona. Dlatego też mieliśmy tyle wizyt w parkach rozrywki w Sztokholmie, Lillehammer czy Billund, czy też również Whale i Puffin Safari. Do tego doszły zakupy pamiątek, potrzebnego jedzenia i picia (głównie pieczywa, warzyw i owoców, od czasu do czasu piwko na czas relaksu kempingowego biggrin.gif a alkohol to naprawdę spory wydatek w Norwegii sad.gif ). Poniżej zamieściliśmy najważniejsze koszty podróży, które złożyły się na bardzo dużą sumę końcową wallbash.gif . Myślę jednak, że warto było wydać tyle kasy bo robiliśmy to co chcieliśmy robić, zobaczyliśmy to co chcieliśmy i nikt nam niczego nie dyktował co mamy robić i wszystko zależało tylko od nas a nie biura podróży, w którym wykupuje się wycieczkę zagraniczną.
1. Przyczepka – 3350 PLN,
2. Paliwo – 6816,13 PLN za 1043,59l oleju napędowego,
3. Promy – 5828,30 PLN za 18 promów wliczając w to prom z Gdyni na Karlskronę,
4. Kempingi – 4031,65 PLN za 16 kempingów,
5. Mosty – 622,81 PLN za 2 mosty,
6. Rozrywka – 8462,99 PLN,
7. Pozostałe (pamiątki, jedzenie, itp.) – 13089,89 PLN.
Całość wyprawy zamknęła się w kwocie 42 201,77 PLN.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Heniekag

Co do wieżyczek- nie wiem czy doczytałeś na początku o mojej "ostatniej wieży" ale "dzięki" kryzysowi naftowemu musiałem zamknąć pewien rozdział w moim życiu zawodowym :oslabiony:  Z jednej strony dobrze bo ropa tanieje ale z drugiej strony grono moich znajomych straciło pracę bądź jeszcze straci :( Dobrze jednak dla mnie, że za "ścianą" były drzwi, które akurat się przede mną otworzyły i dalej jestem w tym samym kraju ale w innej branży- tym razem energetyka B)

 

Niestety nie doczytałem. :( Ale miło, że jednak dalej masz dla kogo pracować. Jednak szkoda, że musisz robić to tak daleko od swoich - cóż wielu zażywa takiego marynarskiego trybu życia. :(

Rzeczywiście wielu straciło pracę a paradoksalnie ceny ropy nie wpłynęły jakoś znacząco na cenę paliw na stacjach, choć czasami zdarzają się momenty, że niewiedzieć czemu udaje się nagle zatankować ON poniżej 10 NOK ale to naprawdę rzadko, tak to dalej trzyma się w tygodniu pomiędzy 13 i 14 NOK a w weekend zjeżdża do 11, 12.

 

 

Mam nadzieję, że Ciebie kryzys nie dotknął. Widzę, że zamieszkujesz "dół" Norwegii- z miast Twojego regionu to kojarzę Horten, gdzie moja poprzednia norweska firma ma filię i to oni robili pewne ważne rzeczy na szczyty moich poprzednich "wieżyczek" :rolleyes:

 

Miejsce zamieszkania bywa w Norwegii myjące. Do biura mam 660 km. Założenie było, że miałem być w biurze raz w miesiącu, w praktyce jestem 3, 4 razy w roku.

Ja jestem z branży elektrycznej i dalej walczę jeszcze dla offshore (nawet dostałem nowy projekt - rzeźbiony w Chinach) ale firmę mam elastyczną i w dobie kryzysu w offshore przerzuciła się na rybaki.

Jednak ze względu właśnie na odległość od biura to niewiadomo jak to będzie dalej - zobaczymy.

 

Podsumowanie

 

1. Przyczepka – 3350 PLN,

2. Paliwo – 6816,13 PLN za 1043,59l oleju napędowego,

3. Promy – 5828,30 PLN za 18 promów wliczając w to prom z Gdyni na Karlskronę,

4. Kempingi – 4031,65 PLN za 16 kempingów,

5. Mosty – 622,81 PLN za 2 mosty,

6. Rozrywka – 8462,99 PLN,

7. Pozostałe (pamiątki, jedzenie, itp.) – 13089,89 PLN.

Całość wyprawy zamknęła się w kwocie 42 201,77 PLN.

 

Witamy w Norwegii. :) Żeby jednak nie wystraszyć potencjalnych wybierających się, dodać trzeba, że do Norwegii jeździ się przede wszystkim dla widoków i trochę z tych kosztów większość z nas mogła by trochę zredukować.

Na pewno kempingi (jest bardzo dużo miejsc, gdzie można stać i za to nie płacić), pewnie trochę promów (czasami da się je ominąć) i kosztów atrakcji.

Super, że powstało takie zestawienie, bo to trochę pokazuje z czym trzeba się liczyć. Jakby jeszcze autor dał się namówić na rozbicie pozycji 7 to pokazało by to ile tak na prawdę trzeba zarezerwować na jedzenie. Może kiedyś siądę i zobaczę jak to u nas wygląda - to znaczy ile miesięcznie wydajemy w sklepach ogólnospożywczych ale to może nie dać zadowalających wyników.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Niestety nie doczytałem. :( Ale miło, że jednak dalej masz dla kogo pracować. Jednak szkoda, że musisz robić to tak daleko od swoich - cóż wielu zażywa takiego marynarskiego trybu życia. :(

Rzeczywiście wielu straciło pracę a paradoksalnie ceny ropy nie wpłynęły jakoś znacząco na cenę paliw na stacjach, choć czasami zdarzają się momenty, że niewiedzieć czemu udaje się nagle zatankować ON poniżej 10 NOK ale to naprawdę rzadko, tak to dalej trzyma się w tygodniu pomiędzy 13 i 14 NOK a w weekend zjeżdża do 11, 12.

 

 

 

Miejsce zamieszkania bywa w Norwegii myjące. Do biura mam 660 km. Założenie było, że miałem być w biurze raz w miesiącu, w praktyce jestem 3, 4 razy w roku.

Ja jestem z branży elektrycznej i dalej walczę jeszcze dla offshore (nawet dostałem nowy projekt - rzeźbiony w Chinach) ale firmę mam elastyczną i w dobie kryzysu w offshore przerzuciła się na rybaki.

Jednak ze względu właśnie na odległość od biura to niewiadomo jak to będzie dalej - zobaczymy.

 

 

Witamy w Norwegii. :) Żeby jednak nie wystraszyć potencjalnych wybierających się, dodać trzeba, że do Norwegii jeździ się przede wszystkim dla widoków i trochę z tych kosztów większość z nas mogła by trochę zredukować.

Na pewno kempingi (jest bardzo dużo miejsc, gdzie można stać i za to nie płacić), pewnie trochę promów (czasami da się je ominąć) i kosztów atrakcji.

Super, że powstało takie zestawienie, bo to trochę pokazuje z czym trzeba się liczyć. Jakby jeszcze autor dał się namówić na rozbicie pozycji 7 to pokazało by to ile tak na prawdę trzeba zarezerwować na jedzenie. Może kiedyś siądę i zobaczę jak to u nas wygląda - to znaczy ile miesięcznie wydajemy w sklepach ogólnospożywczych ale to może nie dać zadowalających wyników.

 

Hmm, chciałem Ci odpowiedzieć w taki sam sposób jak Ty mi ale qrna nie umiem :oslabiony: Amator ze mnie... :czerwona:

 

W rozjazdach a raczej tylko w Korei robię od ponad 8,5 lat i cały czas na rotacjach- najpierw to było 6 weeks on- 2 weeks off a potem już 4-4 i powiem szczerze, że gdybym miał robić tak jak marynarze kilka miesięcy w rejsie poza domem to chyba bym do głowy dostał :miga: No ale ktoś musi być na tych statkach i podziwiam takich gości, których w Korei troszkę poznałem...

 

Co do miejsc zamieszkania- masz całkowicie rację :] Wielu moich Norwegów jest zatrudnionych w Kristiansand a większość z nich mieszka kilkaset km od miejsca zatrudnienia. Jeden był nawet z Lofotów...

 

Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem- zrobię takie zestawienie ale dopiero za ... 2 tygodnie, kiedy wrócę na nasz kochany Ślonsk gdzie został mój kajecik ;)  Myślę jednak, że 3/4 kwoty z pozycji nr 7 będzie jedzeniem...Pamiętam, jak byliśmy w Namsos- kupiliśmy tort w piekarni (chyba 200, może 300NOK) a wcześniej wydaliśmy chyba niecałe 2000NOK za zakupy w sklepie- było to mięso na grilla, brykiet do grilla, warzywa, owoce, soki i piwko (udało nam się- byliśmy przed 15:00 w sobotę :yay: ) i za wszystko poszło prawie tysiak złociszy a to tylko jedne zakupy :oslabiony:  Poza tym był to nasz pierwszy wyjazd w życiu i za bardzo nie wiedzieliśmy, co kupić w Polsce i zabrać ze sobą. Kupiliśmy już w Polsce jedzonka za ponad 1600 PLN a i tak trzeba się było zaopatrywać po drodze w świeże zakupy. Na następny wyjazd na pewno kupimy sobie maszynkę do pieczenia chleba (moi wszyscy znajomi Polacy w Korei mają takie cosik i na codzień pieczą chleb) i wtedy taki wyjazd do Norwegii staje się od razu tańszy, jeśli oczywiście masz możliwość podpięcia się na kilka godzin pod 220V (wystarczy jedna noc na kempingu i 2, 3 chlebki zapodane :slina: ). Poza tym nasza przyczepka to był starszy model i nie wiedzieliśmy, jak się zachowa stary akumulator i gaz z butli, której nie chcieliśmy napełniać albo wymieniać (słyszeliśmy wcześniej, że trzeba jakichś reduktorów w Norwegii?). Ale teraz to już jesteśmy mądrzejsi i następny wyjazd byłby podobny do tego, który miała JolaR- nocowanie w większości byle gdzie a kemping od czasu do czasu jak się człowiekowi zachce wygody w postaci prysznicu :slina:  no chyba że dużo wodospadów się znajdzie po drodze jak ten pod Heilhornet :yay:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×