Skocz do zawartości

Wymiana/smarowanie łożysk kół w przyczepie


ILORKA

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie, pozwolę sobie dopiąć się do tematu.A więc zacznę od początku.W tym roku przed wyjazdem na urlop podczas zakładania koła do przyczepki już po jego przykręceniu zauważyłem ,że występuje mały luz podczas ruszaniem kołem góra dół.Przy kręceniu kołem nie słychać aby łożysko szumiało.Troszkę zmartwiło mnie to i zasięgnąłem porady u kolegi ,który prowadzi warsztat samochodowy.Próbował zlikwidować luz na łożysku poprzez dokręcenie ale nie dało to efektu ponieważ po lekkim dokręceniu nakrętki koło się już blokowało.Uznał ,że jeśli nie szumi to można jeszcze podróżować na nim a że rocznie robię przebiegi ok1500km to powinno posłużyć jeszcze kilka lat .Pojechałem nad morze i wróciłem ,przez całą drogę sprawdzałem czy łożysko się nie grzeje i wszystko było ok.Zastanawiam się jednak nad wymianą tego łożyska jednak nie wiem jak się dowiedzieć jakie łożysko jest mi potrzebne dodam jeszcze ,że przyczepka jest z 1985r i może już nie ma dostępnych takich łożysk, zresztą nie wiem nawet gdzie szukać i czego .Jak dowiedzieć się jakie jest potrzebne łożysko ? Boję się że jak już wybije stare łożysko to nie znajdę takiego samego a starego już nie będzie można założyć bo może się uszkodzić przy wybijaniu.W jaki sposób mogę sprawdzić jakie potrzebuję łożysko? Z góry dziękuję za każdą podpowiedź. Posiadam Przyczepkę AVENTO 395 rok prod 1985r, dmc 1025kg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witam

Na łożyskach zawsze są wymiary a jeżeli ich nie widać to pozostaje zdjąć i szukać takich samych, nic innego się nie wymyśli. Jak łożysko jest uszkodzone to i tak musisz je zdjąć i tak a póżniej je sobie zwymiarujesz.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witam

Na łożyskach zawsze są wymiary a jeżeli ich nie widać to pozostaje zdjąć i szukać takich samych, nic innego się nie wymyśli. Jak łożysko jest uszkodzone to i tak musisz je zdjąć i tak a póżniej je sobie zwymiarujesz.

 

Myślę, że nie ma możliwości,żeby nie było takiego łożyska jakiego potrzebujesz. .Czasami wymieniam w starych maszynach i zawsze da się dobrać:ok:

 

Pozdrawiam

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 1 rok później...

mam jeszcze pytanie dotyczące łożysk stożkowych, przymierzam się do wymiany . Zdjąłem bęben, wszystko jest w sumie ok ale przyczepka jest leciwa więc podjąłem decyzję wymiany łożysk. Zakupiłem nowe, tylko jedno pytanie czy wybijać pierścienie zewnętrzne z bębna do którego są wprasowane , czy wymienić tylko pozostałą cześć łożysk. Wprasowane stare pierścienie wydają się ok więc może nie trzeba tego robić . Prośba o poradę fachowca - z góry dzięki .

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nigdy nie można zostawić starej bieżni łożyska, wszystko musi być wymienione w komplecie. Każdy element podlega zużyciu, tym bardziej bieżnia. W przypadku niektórych łożysk elementy są parowane więc nawet zamiana między nowymi kompletami nie jest możliwa.

Edytowane przez terrino (wyświetl historię edycji)
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

mam jeszcze pytanie dotyczące łożysk stożkowych, przymierzam się do wymiany . Zdjąłem bęben, wszystko jest w sumie ok ale przyczepka jest leciwa więc podjąłem decyzję wymiany łożysk. Zakupiłem nowe, tylko jedno pytanie czy wybijać pierścienie zewnętrzne z bębna do którego są wprasowane , czy wymienić tylko pozostałą cześć łożysk. Wprasowane stare pierścienie wydają się ok więc może nie trzeba tego robić . Prośba o poradę fachowca - z góry dzięki .

@Erni napisał: Zakupiłem nowe, tylko jedno pytanie czy wybijać pierścienie zewnętrzne z bębna do którego są wprasowane , czy wymienić tylko pozostałą cześć łożysk.

Niedawno wymieniałem sam wszystkie 4 łożyska (2 małe+2duże).

Należy zdjąc WSZYSTKO przy wymianie wraz z 2-ma simeringami,

Wymień też na nowe dwie zawleczki.

Pozdrawiam,

PS

Moje łożyska "poszły" tylko dlatego że po latach sprężynki w simeringach zardzewiały.

Po zdjęciu rozleciały się w proch.

Uwaga: bardzo ważne jest fachowe dokręcenie nakrętki. Dokręcamy z czuciem, cofamy nakrętkę ~1/4 obrotu.

Sprawdzamy "jak obraca się koło" na nowych łożyskach. Jeżeli jest OK, wkładamy zawleczki i zabezpieczamy.

Jeżeli jest za "ciasno/lużno" powtaramy czynność.

Edytowane przez ired (wyświetl historię edycji)
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 8 miesięcy temu...

Tak z czystej ciekawości: jak drogie są mniej więcej łożyska, bo może bym profilaktycznie zmienił :hmm:  ?

Profilaktyka wymiany łożysk, to podstawa udanego wyjazdu ale nie zapominajmy również o profilaktycznej wymianie opon.

Za czasów komuny udałem się do dębickiej fabryki opon, celem załatwienia takowych do Malucha.

Wyjechałem z czterema nówkami i dętkami do nich – nie było takiego drugiego w całej wsi !

Rozpierała mnie duma, jak pojechałem do wulkanizat orana wymianę opon, profilaktycznie przed wyjazdem z rodziną nad morze.

Z racji posiadania bezcennych opon, założyłem zabezpieczenia kół w postaci patentowej śruby na malutki mosiężny kluczyk jak do kłódki.

Gdzieś za Mławą poczułem „kapcia” – no cóż zdarza się zwłaszcza z rodziną na pokładzie.

Piękny wieczór, niebo bezchmurne, komary i muchy żrą jak wściekłe.

Wyciągam kluczyk do zabezpieczenia, by odkręcić koło i okazuje się, że zamek w zabezpieczeniu nie chce zaskoczyć, choć też jest nówka sztuka.

Łamie mi się kluczyk ale mam przecież zapasowy więc szczęśliwie wyciągam złamany kawałek , by złamać kolejny, tym razem już ostatni zapasowy kluczyk do zabezpieczenia.

Tak więc mam zapas, a nie mogę zdjąć koła, dzięki rzemieślniczemu geniuszowi gwarantującemu, że koła nie zdejmie nie tylko złodziej ale nawet sam właściciel.

Cykają świerszcze, komary szaleją ale mam na wyposażeniu dłuto i młotek – nigdy nie wiedziałem, po cholerą wożę to z sobą.

Jakimś cudem udaje mi się rozwalić zabezpieczenie i wymienić koło, jestem dumny z siebie i jadę dalej.

Już po zmroku kolejny kapeć, dłuto, młotek ale nie mam już zapasu !

Mam jednak stare dętki i jakiś ogromny młot i łyżki do ściągania opon !

Problem tylko w tym, że w życiu tego nie robiłem ale w tamtym szczerym polu musiałem sprawdzić się jako macho – wulkanizator – terenowy.

Nie wiem, jak to zrobiłem ale zdjąłem jedną część opony i wymieniłem dętkę i pojechałem dalej sflaczały nieco po walce z oponą, pompowaniem ręczną pompką, pakowaniem itd.

Nim dojechałem do Jastrzębiej Góry, miałem po drodze jeszcze dwa takie przystanki, z dłutem, młotem, dętką i pompką.

Podczas kilkudniowego pobytu nad morzem , złapałem jeszcze dwa kapcie ale już obyło się bez dłuta i młota, bo dojeżdżałem do wulkanizatora.

Nigdy w życiu tak nie miałem i to była jakaś diabelska metafizyka.

Od tamtej pory wsiadam do samochodu i jadę, jak do marketu, choć to kolejna „wyprawa” i nic się nie dzieje, bo nie ma „profilaktyki”.

W praktyce, od momentu wyczucia luzu w kole, można jeszcze przejechać tysiące kilometrów, nim usłyszymy, że coś jest nie tak.

Kiedyś rozleciało mi się łożysko w budzie, podczas pokonywania bieszczadzkiej „Pętli”.

Koło chodziło, jak chciało więc nakitowałem smaru, znalazłem grubą podkładkę pod śrubę zabezpieczającą, skręciłem wszystko, by koło zbytnio nie wężykowało i dojechałem 40 km. do znajomej „złotej rączki”, chargocąc na zakrętach.

Tak więc profilaktyka może nam popsuć humor, choć w przypadku zdrowia jest zalecana – usłyszymy wtedy przed wyjazdem na wakacje, że według prześwietleń i analizy moczu, nie żyjemy już od trzech tygodni, a tu buda spakowana i pogoda na zamówienie !

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Profilaktyka wymiany łożysk, to podstawa udanego wyjazdu ale nie zapominajmy również o profilaktycznej wymianie opon.

Za czasów komuny udałem się do dębickiej fabryki opon, celem załatwienia takowych do Malucha.

Wyjechałem z czterema nówkami i dętkami do nich – nie było takiego drugiego w całej wsi !

Rozpierała mnie duma, jak pojechałem do wulkanizat orana wymianę opon, profilaktycznie przed wyjazdem z rodziną nad morze.

Z racji posiadania bezcennych opon, założyłem zabezpieczenia kół w postaci patentowej śruby na malutki mosiężny kluczyk jak do kłódki.

Gdzieś za Mławą poczułem „kapcia” – no cóż zdarza się zwłaszcza z rodziną na pokładzie.

Piękny wieczór, niebo bezchmurne, komary i muchy żrą jak wściekłe.

Wyciągam kluczyk do zabezpieczenia, by odkręcić koło i okazuje się, że zamek w zabezpieczeniu nie chce zaskoczyć, choć też jest nówka sztuka.

Łamie mi się kluczyk ale mam przecież zapasowy więc szczęśliwie wyciągam złamany kawałek , by złamać kolejny, tym razem już ostatni zapasowy kluczyk do zabezpieczenia.

Tak więc mam zapas, a nie mogę zdjąć koła, dzięki rzemieślniczemu geniuszowi gwarantującemu, że koła nie zdejmie nie tylko złodziej ale nawet sam właściciel.

Cykają świerszcze, komary szaleją ale mam na wyposażeniu dłuto i młotek – nigdy nie wiedziałem, po cholerą wożę to z sobą.

Jakimś cudem udaje mi się rozwalić zabezpieczenie i wymienić koło, jestem dumny z siebie i jadę dalej.

Już po zmroku kolejny kapeć, dłuto, młotek ale nie mam już zapasu !

Mam jednak stare dętki i jakiś ogromny młot i łyżki do ściągania opon !

Problem tylko w tym, że w życiu tego nie robiłem ale w tamtym szczerym polu musiałem sprawdzić się jako macho – wulkanizator – terenowy.

Nie wiem, jak to zrobiłem ale zdjąłem jedną część opony i wymieniłem dętkę i pojechałem dalej sflaczały nieco po walce z oponą, pompowaniem ręczną pompką, pakowaniem itd.

Nim dojechałem do Jastrzębiej Góry, miałem po drodze jeszcze dwa takie przystanki, z dłutem, młotem, dętką i pompką.

Podczas kilkudniowego pobytu nad morzem , złapałem jeszcze dwa kapcie ale już obyło się bez dłuta i młota, bo dojeżdżałem do wulkanizatora.

Nigdy w życiu tak nie miałem i to była jakaś diabelska metafizyka.

Od tamtej pory wsiadam do samochodu i jadę, jak do marketu, choć to kolejna „wyprawa” i nic się nie dzieje, bo nie ma „profilaktyki”.

W praktyce, od momentu wyczucia luzu w kole, można jeszcze przejechać tysiące kilometrów, nim usłyszymy, że coś jest nie tak.

Kiedyś rozleciało mi się łożysko w budzie, podczas pokonywania bieszczadzkiej „Pętli”.

Koło chodziło, jak chciało więc nakitowałem smaru, znalazłem grubą podkładkę pod śrubę zabezpieczającą, skręciłem wszystko, by koło zbytnio nie wężykowało i dojechałem 40 km. do znajomej „złotej rączki”, chargocąc na zakrętach.

Tak więc profilaktyka może nam popsuć humor, choć w przypadku zdrowia jest zalecana – usłyszymy wtedy przed wyjazdem na wakacje, że według prześwietleń i analizy moczu, nie żyjemy już od trzech tygodni, a tu buda spakowana i pogoda na zamówienie !

Ok. Wtedy nie wymieniłem, i teraz też nie, pamiętaj tylko , że jak  Cię zapieką poliki w sezonie, to najprawdopodobniej moja sprawka :]

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie
  • Witamy

    Witamy na największym polskim forum karawaningowym. Zaloguj się by wziąć udział w dyskusji.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.