Jump to content
Piotrekm13

Relacja - Zalew Czorsztyński i okolice - Sierpień 2021

Recommended Posts

portier

Moja od tygodnia schowana 💪Że schowaniem mnie trochę się dzisiaj pewnie przeciągnie 😉

Share this post


Link to post
Share on other sites
Piotrekm13

Ale nie o tym, nie o tym była mowa...

Wszyscy siedzą???

 

Dzień trzeci - poniedziałek

Nie lubię poniedziałków, chciało by się powiedzieć, ale ten był inny. Na początku trzeba było nadrobić zaległości z poprzedniego dnia, i podczas gdy żona szykowała śniadanie, ja postanowiłem szybciutko założyć pasy sztormowe. Niestety skończyło się przerwą na śniadanie, a po śniadaniu dalszą kontynuacją, chyba z pół godziny. Jeden śledź wszedł lekko, natomiast z drugim się męczyłem tyle, że sąsiedzi się zaczęli dziwnie patrzeć. Nie wiem czy taka uroda Łęgu, czy stanąłem na jakimś gruzowisku, ale około metra kwadratowego ziemi miałem gęsto podzióbane. Śledź wchodził kilka - kilkanaście  centymetrów i dalej był zawsze jakiś kamień. 
W końcu się udało, ale jeden mój śledź już nigdy nie będzie taki jak wcześniej. A taki był nowy - amerykański 
😁 Jeśli podczas czytania można usłyszeć głosy, to w tym momencie większość powinna usłyszeć charakterystyczny chichot 😉 

Jak już wszystko było urządzone, no to trzeba zaczynać urlop na całego. Za wcześnie już nie było, oraz specjalnych planów ani rezerwacji jeszcze nie mieliśmy, więc decyzja - trzy korony.

No więc jedziemy. A po drodze, widok na zalew - trzeba się zatrzymać,  później widok na ładną miejscowość, kawałek dalej fajna góra.  Zachwytom nie było końca, ale stwierdziłem, że trzeba jechać, bo w ten sposób nigdzie nie dojedziemy. Więc w końcu dojechaliśmy. Parkingi oczywiście pełne, ale okazało się że ostatni parking na końcu miejscowości, przy samym wyjściu na szlak ma wolne miejsca. No więc mieliśmy blisko. Widoki obiecujące:

20210809_112421.thumb.jpg.7151a0192793222f69549ea4701f167a.jpg

Na początku było fajnie w mirę płasko i po wejściu do lasu trasa wiodła ładnym wąwozem. Później już zaczęło się ciekawiej bo było dużo zawijasów, schodów, czasami płynęły małe rzeczki, i ogólnie było mokro i ślisko po nocnej ulewie. Po drodze mały cały czas narzekał że to strata czasu takie chodzenie po górach, podczas gdy można ten czas spędzić na placu zabaw na kempingu. 

Już trochę bliżej szczytu było skrzyżowanie szlaków oraz mała polanka. Z polanki ukazał się pierwszy widok, na jakąś dalszą okolicę, niezasłoniętą lasem. Oprócz tego na polance było podejrzanie dużo ludzi. Jakaś promocja czy co - pomyślałem. 

20210809_122242.thumb.jpg.32b8884eeeadff90155308c24c4e326a.jpg

Poszliśmy dalej, i po pewnym czasie moje najgorsze przewidywania się sprawdziły. Dotarliśmy do długiej kolejki, której końca nie było widać. Z plotek w kolejce dowiedziałem się, że do szczytu trzeba stać dwie godziny, co było oczywiście kłamstwem bo staliśmy dwie i pół... W tym półtora godziny do kasy , a kolejną godzinę na stalowych kładkach i schodach prowadzących na małą platformę widokową na szczycie. Dzięki temu miałem sporo czasu by podziwiać drzewo...

20210809_131329.thumb.jpg.0e5031066b7baeffb237a15101885f78.jpg

Platforma na Trzech Koronach jest trochę mała, ale widoki niesamowite. Aby nie korkować za bardzo ruchu na platformie trzeba było się przesuwać wkoło barierek, aby po zrobieniu kółka schodzić już drugimi schodami. Na szczęście na schodach przed wejściem na platformę już zaczynają się fajne widoki, więc można już wcześniej nacieszyć oczy. 

20210809_141154.thumb.jpg.94402cca37b3bddee8f53b2785f6f479.jpg

20210809_143430.thumb.jpg.f7363ee77657e4158e29ddabbafe395b.jpg

Ten widok na miejscowość w dole - Sromowce Niżne był niesamowity. Sam jak teraz patrzę to zastanawiam się czy przypadkiem nie zrobiłem tego zdjęcia z drona. Ale przecież nie miałem drona 😉 . Jak ktoś nie wierzy, to podobne ujęcie z trzech koron często występuje w przewodnikach, więc 100% real.

Schodzenie już było na spokojnie i było więcej czasu, aby usiąść i powyjadać smakołyki z plecaków. Na przyszłość wiem, że lepiej to zrobić na początku, to plecak będzie lżejszy 😉. Przy okazji zauważyliśmy, że kolejka już jest znacznie krótsza, i praktycznie wszyscy schodzą, a prawie nikogo nie mijamy idącego pod górę. Na podstawie tego szacuję, że wybraliśmy najgorszą możliwą godzinę. 

Praktycznie już na dole przy schronisku spotkaliśmy fajny regionalny widok, a mianowicie pasące się kozy, przy stoisku z oscypkami. Nie wiem czemu, ale jedna z nich mnie nie polubiła i jak przy niej przykucnąłem aby pogłaskać próbowała mnie bodnąć w brzuch. Na szczęści nie była zbyt duża, a mi się udało w porę oburącz złapać ją za rogi, więc tylko lekko mnie odepchnęła. Jak bym nie trzymał rogów, to mogło by zaboleć. Zresztą nie dziwię się jej, ja tez już mam dosyć tych "turystów" Druga z nich była dużo bardziej towarzyska.

 

20210809_155723.thumb.jpg.df574d0a9dc3ecf89b9b2876947969ee.jpg

Po powrocie na kemping, mały na plac zabaw, a my szykujemy obiad. Byliśmy już po obiedzie, a to godzina dopiero osiemnasta,  no i co tu robić z taką masą czasu. Szkoda siedzieć, więc jest decyzja - jedziemy do Zakopanego. 

W Zakopanem byliśmy wieczorem. Krupówki ogólnie fajne, ale jak bym nie słyszał z knajp góralskiej muzyki to bym pomyślał że jestem na Monciaku w Sopocie. Dla mnie po prostu zatłoczony deptak, wypełniony knajpkami i sklepikami. Najciekawszy z tego wszystkiego był dla mnie pobyt w restauracji, dość klimatycznej, aby spróbować góralskiego jadła. Od dawna intrygowała mnie kwaśnica, aż w końcu teraz dowiedziałem się że to praktycznie zwykły kapuśniak z kwaszonej kapusty tylko że gotowany na żeberkach. Ale przynajmniej zaliczone, że jadłem. Oprócz tego najadłem się smalcu za cały rok (lubię smalec 😉). Samego Zakopanego już mi wystarczy.

Na kemping wróciliśmy koło północy. Podjeżdżam sobie po ciemku pod przyczepę, a tu nagle spod maski mi wyskakuje kilka osób. Spali sobie w śpiworkach koło mojego przedsionka. Oni byli przestraszeni, a ja zaskoczony. Powiedzieliśmy sobie "dobry wieczór", oni się ułożyli z powrotem na ziemi a my poszliśmy do przyczepy. Rano dopiero jak z nimi rozmawiałem, to okazało się że są tylko przejazdem, i szykują się do jakiegoś górskiego biegu po Tatrach. Zasugerowałem, aby stawiali sobie jakieś chorągiewki jak śpią pod gołym niebem, bo ktoś ich w końcu rozjedzie w nocy. W południe już ich nie było, pojechali dalej. Może czytają, więc pozdrawiam :hej:

 

Byłbym zapomniał. W przedsionku mieliśmy gościa. Później jeszcze kilka razy go widzieliśmy, ale nie jestem pewien czy to ten sam. Nie mam pamięci do twarzy 😉

20210808_224924.thumb.jpg.85bdafc912576c6ff5c6dc8d5d083a5c.jpg

 

 

Edited by Piotrekm13 (see edit history)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Piotrekm13

Dzień czwarty - wtorek

Po późno-wieczornym Zakopanem, trochę dłużej pospaliśmy. Jak się wynurzyliśmy z przyczepy, to ekipa śpiąca pod gołym niebem już praktycznie była spakowana do wyjazdu. Trochę poplotkowaliśmy, oraz dostałem kilka planów na lekkie wyjścia w Tatry, tak żeby nie było za trudno, a jednocześnie żeby było ciekawie. Z jednej z propozycji skorzystałem - szlak na Gęsią szyję. Ale o tem potem.

Dzień (albo dwa) wcześniej planowałem spływ Dunajcem, i wszystkie źródła podawały, aby nie śpieszyć się i być na punkcie startowym koło 14tej aby uniknąć kolejek. Dzisiejszy dzień idealnie do tego pasował. Zjedliśmy więc wczesny obiad i jazda do Sromowców Niżnych. Wybraliśmy najkrótszy szlak, to znaczy ze Sromowców, spod Trzech Koron, do Szczawnicy. Można było zacząć wcześniej z parkingu pomiędzy Sromowcami Wyżnymi a Niżnymi i płynąć do Krościenka, ale zarówno ten wcześniejszy fragment jak i ten końcowy nie są już tak malownicze jak sam Pieniński Park Narodowy, który jest głównym odcinkiem spływów. 

Opłacało się przyjechać później, ponieważ kupujemy bilety w kasie i zostajemy poinformowani, że za dziesięć minut odpływamy. Widoki z Dunajca niesamowite. Sama rzeka chwilami łagodna, a chwilami trochę buja. Dodatkową atrakcją są sami flisacy, którzy nie przestają żartować, cała droga upływa pod znakiem dowcipów, opowieści, ciekawostek o samej rzece lub zagadek typu:

-Widzicie ten szczyt przed nami? Z której strony go opłyniemy?

Oczywiście przeważnie jest inaczej jak by się wszystkim wydawało, bo rzeka rzeczywiście strasznie kluczy pomiędzy górami. Poniżej kilka zdjęć, które jednak nie oddają tego co w rzeczywistości. 

 

20210810_151524.thumb.jpg.891a140af48c51065155c16e445e4550.jpg

Widok znajomy. Z tego punktu zaczynaliśmy.

 

20210810_152126.thumb.jpg.108c02b5d9e419fa86d4e98698df2c0a.jpg

 

20210810_154829.thumb.jpg.0f23b52e4947802e92113417a0c40440.jpg

Ciekawostką są same tratwy, które są wykonane z kilku drewnianych skrzynek "nawleczonych" na stalową rurę i związanych linami.  Jest to zrobione dla łatwiejszego transportu, a szczególnie ręcznego załadunku na ciężarówkę. 

Po dopłynięciu do Szczawnicy pozostaje lekki niedosyt, czemu tak szybko. Mamy już zapłacony transport busem z powrotem do Sromowców, ale po rozmowie z jednym z kierowców, że jeszcze dwie godziny będą kursować postanawiamy pospacerować po Szczawnicy. Daliśmy radę jednak odejść kilkadziesiąt metrów, i rzut oka w Mapy Google uświadamia nam że Szczawnica jest bardzo długa, a my znajdujemy się w tej mniej reprezentacyjnej części. W związku z tym odpuszczamy i wracamy do busa. 

 

20210810_164723.thumb.jpg.9df4f3679bc1db124ad54ea691c1b98c.jpg

 

Podróż busem tez ma swoje uroki, szczególnie że siedzę na lekko obluzowanym środkowym siedzeniu obok kierowcy 😁. Kierowca raczej gawędziarz  więc po drodze mam też namiastkę zwiedzania typu jakie szczyty widzimy przed sobą lub z boku, którędy gdzie dojadę, aby coś zobaczyć itp. Najlepsze, że on prawie na drogę nie patrzy :mlot:. Ale skoro robi takich kursów kilka dziennie...

Gdy wróciliśmy do Sromowców to żal było nie wyskoczyć za granicę. Wystarczyło przejść przez kładkę nad Dunajcem, i możemy zagraniczną podróż "odhaczyć"

 

20210810_174505.thumb.jpg.9ba98092ac9dd15385b55d449a61cb80.jpg

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
szary11

Jakbym w tym roku tam bywał 😉

 

Fajna relacja, czekam na więcej 😊

Share this post


Link to post
Share on other sites
portier

Byłem też na tym spływie - i jak Twoją relację czytam - to jakbym tych flisaków słuchał 😊

Poprostu super 👍

Share this post


Link to post
Share on other sites
lbuster
W dniu 20.11.2021 o 15:32, Piotrekm13 napisał:

Wszyscy siedzą???

Ja także zasiadam w drugim rzędzie, gdzie można głośniej gadać :) 

W dniu 20.11.2021 o 15:32, Piotrekm13 napisał:

Ten widok na miejscowość w dole - Sromowce Niżne był niesamowity.

No nam się nie chciało czekać, ale dzięki Tobie wiem, co straciłem :( 

W dniu 20.11.2021 o 23:13, Piotrekm13 napisał:

Po dopłynięciu do Szczawnicy pozostaje lekki niedosyt, czemu tak szybko.

Wierz mi, że jakbyś płynął od parkingu, to tyłek pod koniec boli :( Ale polecam tą dłuższą trasę ;) 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Piotrekm13
6 godzin temu, lbuster napisał:

No nam się nie chciało czekać, ale dzięki Tobie wiem, co straciłem :(  

Spokojnie, z Sokolicy moim zdaniem jeszcze ładniej, ale niestety zdjęcia tak nie wyszły.

6 godzin temu, lbuster napisał:

 Wierz mi, że jakbyś płynął od parkingu, to tyłek pod koniec boli :( Ale polecam tą dłuższą trasę ;) 

Dlatego wybrałem krótszą ale atrakcyjniejsza trasę. Mógłbym ewentualnie z powrotem płynąć, ale Flisacy nie chcieli. 🤔

Edited by Piotrekm13 (see edit history)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zulos

Ciekaw jestem, czy zaliczyliście rowerową pętlę dookoła Czorsztyńskiego - z wyjazdem na Golgotę oczywiście?😀

Share this post


Link to post
Share on other sites
lbuster
11 minut temu, Zulos napisał:

z wyjazdem na Golgotę oczywiście?

Mówisz o tej górce?

20200824_153953.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites
Piotrekm13
35 minut temu, Zulos napisał:

Ciekaw jestem, czy zaliczyliście rowerową pętlę dookoła Czorsztyńskiego - z wyjazdem na Golgotę oczywiście?😀

Niestety, przewidziałem, że będziemy mieli mało czasu, żeby wszystko zobaczyć, więc zdecydowałem że nie bierzemy rowerów, bo nie będzie kiedy pojeździć. 😞 Z rowerów to tylko wodnym popływaliśmy, w tym ja także obok roweru 🏊‍♂️

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zulos
Godzinę temu, lbuster napisał:

Mówisz o tej górce?

20200824_153953.jpg

No ta góreczka jest dość wymagająca, zwłaszcza w trakcie upałów i zwłaszcza dla oderwanych od biurka. Sam byłem świadkiem tego, jak gość przed szczytem zasłabł i mimo długiej reanimacji nie udało się go uratować...

Share this post


Link to post
Share on other sites
lbuster

Spoko @Zulos, po prostu pierwszy raz zobaczyłem nazwę tej zacnej górki :) 

Godzinę temu, Piotrekm13 napisał:

Niestety, przewidziałem, że będziemy mieli mało czasu, żeby wszystko zobaczyć, więc zdecydowałem że nie bierzemy rowerów, bo nie będzie kiedy pojeździć.

A dla mnie jest odwrotnie - bez rowerów mało co zwiedzimy, bo piechotą to za daleko a samochodem to połowę ominiesz lub nie dojedziesz :( A tam, gdzie nie wjedziesz rowerami zawsze możesz je spiąć i idziesz z buta. Wyjątek to góry i szlaki piesze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Piotrekm13
8 minut temu, lbuster napisał:

Spoko @Zulos, po prostu pierwszy raz zobaczyłem nazwę tej zacnej górki :) 

A dla mnie jest odwrotnie - bez rowerów mało co zwiedzimy, bo piechotą to za daleko a samochodem to połowę ominiesz lub nie dojedziesz :( A tam, gdzie nie wjedziesz rowerami zawsze możesz je spiąć i idziesz z buta. Wyjątek to góry i szlaki piesze.

No właśnie byliśmy nastawieni głównie na górskie szlaki (a może bardziej tylko zdobywanie punktów widokowych), bo jakimiś całodniowymi wędrówkami tego nie można nazwać. Więc mało by było okazji skorzystać z rowerów. W przyszłym roku chciałbym mieć więcej czasu, więc prawdopodobnie rowery wrzucę na dach samochodu. Ale już trochę inne strony. Wstępnie Kotlina Kłodzka i okolice, a na pewno więcej przemieszczania się po kempingach. Słabo mi idzie rozkładanie przedsionka, więc muszę częściej ćwiczyć. 😉 Jak pisałem to był nasz pierwszy taki wyjazd, więc traktuję go trochę treningowo.  

Share this post


Link to post
Share on other sites
lbuster
8 minut temu, Piotrekm13 napisał:

a na pewno więcej przemieszczania się po kempingach. Słabo mi idzie rozkładanie przedsionka,

Przedsionek to jest do stacjonarnego wypoczynku i rozkładać go na mniej niż tydzień jest bez sensu. Na objazdową turystykę tylko i wyłącznie markiza, a i jej nie zawsze chce mi się rozkładać ;) 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zulos
47 minut temu, lbuster napisał:

Spoko @Zulos, po prostu pierwszy raz zobaczyłem nazwę tej zacnej górki :) 

To oczywiście nazwa nieoficjalna, ale faktycznie dla niektórych to jest Golgota. U mnie skończyło się na oskarżeniach MałejŻonki o chęć pozbycia się jej i groźbach rozwodu - oczywiście nie było wjazdu na górę, tylko wprowadzanie...😀

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...

×
×
  • Create New...