Jump to content

Edit History

Piotrekm13

Piotrekm13

Uwaga, znalazłem trochę czasu i chęci, więc będzie ciąg dalszy...

 

Na początek drobna aktualizacja do poprzedniego dnia. Wybaczcie słabą pamięć, ale to było  tak dawno...:niewiem:

Jeszcze przed wyjazdem na spływ, w związku z tym że nie śpieszyło się nam aby stać w południowych kolejkach do tratwy, postanowiliśmy jakoś zorganizować tą szczyptę wolnego czasu. Mały od samego początku urlopu, a nawet przed, dopytywał, czy będzie mógł się chlapać w rzece lub jeziorze. W rzece już wcześniej sprawdziliśmy, że woda jest lodowata, więc jest postanowienie - jedziemy na godzinkę nad jezioro. 

Kolega @janekorka pisał kiedyś o małej przystani z plażą po drugiej stronie Frydmana. A więc jedziemy. Ogólnie miejsce ładne, nie zatłoczone, idealne do poopalania na leżaczku, ładna trawka itp. Jednak do wody trochę ciężko wejść. Dno strasznie gliniaste, a przy tym trzeba uważać bo można się poślizgnąć. Dodatkowo każdy gwałtowniejszy ruch wzbija kłęby tej gliny i woda zamienia się w naszej okolicy w nieprzejrzystą żółtą zupę. Ogólnie mi to by nie przeszkadzało, bo nie jestem zwolennikiem taplania się przy brzegu, tylko wolę pływać w otwartej toni. Niestety mały był strasznie niepocieszony, więc wypożyczyliśmy rower wodny, aby zobaczyć brzegi jeziora od drugiej strony. Pomysł był też aby zobaczyć tak zwane "Zielone Skałki" gdzieś w okolicy Falsztyna, ale zalew okazał się dużo większy niż wygląda na mapie i po prawie pół godziny pedałowania zawróciliśmy. Ja jednak nie odpuściłem wykąpania się. W tym miejscu gliniaste dno było kilkanaście metrów niżej, więc woda była fajna przejrzysta.

Podobno w Niedzicy jest plaża regularnie wysypywana dowożonym piaskiem, ale niestety nie starczyło nam czasu aby to sprawdzić.

Po powrocie z zalewu szybki obiad (na takie ewentualności mamy zawsze jakąś zupę zawekowaną w słoikach), szybka kawka i jedziemy na spływ. Dalej już jak opisywałem wcześniej. 

 

received_533960867913433.jpeg.28a844b269b2cbd0b70cbb52aedb70fb.jpeg

received_557345448623406.thumb.jpeg.5982668deae4f99679ae065a2ab4dafa.jpeg

 

Dzień piąty - czwartek

 

Na ten dzień mieliśmy zaplanowane Morskie Oko. Nazwa "Morskie", być może dlatego, że w okolicy sprzedają ciupagi. Jak każdy kto był nad morzem wie przecież że ciupagę najłatwiej kupić w "budzie" nad morzem :mlot:

Tutaj ważna uwaga, że aby zarezerwować parking (ten oficjalny) musieliśmy zrobić to dwa dni wcześniej. Od tego roku bez rezerwacji internetowej się nie zaparkuje na parkingach TPN nad Morskim Okiem. Innym wyjściem było by zapłacenie za postój na prywatnym parkingu dalej od wejścia do parku oraz kilak kilometrów dłuższy spacer, poboczem przy ruchliwej drodze, lub dopłacenie do przejazdu busem. Ja osobiście dziękuję za takie atrakcje, i zrobiliśmy jak to się należy, bez kombinacji. Jedyny minus, że nie wiedziałem że można jechać na Palenicę Białczańską, i zaparkowałem na Łysej Polanie. Dopiero po drodze zorientowaliśmy się, widząc mijające nas samochody, że można było jechać dalej. No więc mamy półtora kilometra dalej :blink:

Ogólnie nie wiem czy warto się rozpisywać nad jednym z najpopularniejszych szlaków w Polsce. Monotonny asfalt i tłumy ludzi. Koni ciągnących wozy nie chce mi się komentować, ale należało by chociaż wspomnieć. Obliczyłem na szybko że na takim wozie siedzi około tona (1000kg!!!) ludzi. Sam wóz to prawdopodobnie też kilkaset kilo. A do tego dwa koniki zlane potem, z żyłami pulsującymi pod skórą. Co również zwróciło moją uwagę na tych wozach nie siedzieli ludzie starsi, bardziej otyli, czy chorzy. Nie ludzie z niemowlakami. Większość silnych zdrowych ludzi, którzy powinni tam wbiegać truchtem, a nie pakować się na wozy... 

Ale nie będę już zanudzał, bo miało być miło a nie poważnie. Powyżej napisałem trochę o minusach, ale były tez plusy. Oczywiście to widoki, praktycznie na całej trasie. Z za każdego zakrętu wyłaniały się fajniejsze widoki co zniechęcało do robienia częstych przerw, tylko parcia na górę. Mały trochę marudził że to oczywiście strata czasu takie chodzenie, bo można by pobawić się na placu zabaw, ale to już znamy z Trzech Koron :). Na szczęście, dużym zbiegiem okoliczności spotkaliśmy znajomych z kempingu, który szli z dziećmi (pozdrawiam jeśli czytają :hej:). Na przyszłość wiem że dzieci powinny mieć towarzystwo innych dzieci i wtedy zapominają, że idą.  Poniżej Wodogrzmoty Mickiewicza.

20210811_134426.thumb.jpg.5f19c7608c5ec33d03ec75567187d8b2.jpg

Na górze oczywiście trochę poskakaliśmy po kamieniach nad brzegiem stawu, zrobiliśmy kilka selfie, oraz trzeba było coś zjeść, bo na samych kanapkach i słodyczach z plecaków trochę trudno [przeżyć cały dzień. Tutaj należało by nadmienić że ceny jedzenia w schronisku nie przerażają. Przerażają natomiast kolejki po to jedzenie. Posiedzieliśmy trochę na tarasie przy schronisku. a w międzyczasie szczyty gór widoczne po przeciwległej stronie stawu zakryła ciemna chmura. Nie trzeba było mieć barometru bo moja głowa momentalnie go zastąpiła, żeby zauważyć że nastąpił jakiś skok ciśnienia, a żona musiał mnie ratować tabletką przeciwbólową. Poniżej widok na góry, ale jeszcze przed zachmurzeniem. 

20210811_154539.thumb.jpg.74b068d772f8d84ce1b42dd6c6e3a788.jpg

Odczekaliśmy jeszcze trochę, aż tabletka zacznie działać i postanowiliśmy wracać, zanim z tych chmur coś wyda. Na szczęście cały czas kręciły się w okolicy tych szczytów, i nie zmokliśmy ani trochę. Spotkaliśmy też znów tych samych znajomych z kempingu (na szczęście) więc mogliśmy prawie zapomnieć o "dzieciakach", które same sobą się zajęły. Po drodze spotkaliśmy prawie oswojonego jelonka który wyszedł z lasu. Później wygooglowałem, że jest on już prawie stałą atrakcją szlaku. 

 

20210811_172813.thumb.jpg.cf8322f94930e9a80d4ed4b0495c2f19.jpg

Dalej było już z górki B). W miarę szybko zeszliśmy do parkingu. Pozostało w powrotnej drodze tylko poszukać płynów do toalety, bo niestety zapasy w przyczepie się wyczerpały, więc trochę poobjeżdżaliśmy marketów w okolicy, i ostatecznie w jakiejś Castoramie udało się kupić. Na kempingu byliśmy około 21szej wieczorem więc został czas tylko na małą kolacje piwko,  i spać. To był jeden z cięższych dni w całym tygodniu. Krokomierz pokazywał ok. 30000 kroków, co dla mnie, na co dzień siedzącego przy biurku jest niezłym wynikiem. 

 

Piotrekm13

Piotrekm13

Uwaga, znalazłem trochę czasu i chęci, więc będzie ciąg dalszy...

 

Na początek drobna aktualizacja do poprzedniego dnia. Wybaczcie słabą pamięć, ale to było  tak dawno...:niewiem:

Jeszcze przed wyjazdem na spływ, w związku z tym że nie śpieszyło się nam aby stać w południowych kolejkach do tratwy, postanowiliśmy jakoś zorganizować tą szczyptę wolnego czasu. Mały od samego początku urlopu, a nawet przed, dopytywał, czy będzie mógł się chlapać w rzece lub jeziorze. W rzece już wcześniej sprawdziliśmy, że woda jest lodowata, więc jest postanowienie - jedziemy na godzinkę nad jezioro. 

Kolega @janekorka pisał kiedyś o małej przystani z plażą po drugiej stronie Frydmana. A więc jedziemy. Ogólnie miejsce ładne, nie zatłoczone, idealne do poopalania na leżaczku, ładna trawka itp. Jednak do wody trochę ciężko wejść. Dno strasznie gliniaste, a przy tym trzeba uważać bo można się poślizgnąć. Dodatkowo każdy gwałtowniejszy ruch wzbija kłęby tej gliny i woda zamienia się w naszej okolicy w nieprzejrzystą żółtą zupę. Ogólnie mi to by nie przeszkadzało, bo nie jestem zwolennikiem taplania się przy brzegu, tylko wolę pływać w otwartej toni. Niestety mały był strasznie niepocieszony, więc wypożyczyliśmy rower wodny, aby zobaczyć brzegi jeziora od drugiej strony. Pomysł był też aby zobaczyć tak zwane "Zielone Skałki" gdzieś w okolicy Falsztyna, ale zalew okazał się dużo większy niż wygląda na mapie i po prawie pół godziny pedałowania zawróciliśmy. Ja jednak nie odpuściłem wykąpania się. W tym miejscu gliniaste dno było kilkanaście metrów niżej, więc woda była fajna przejrzysta.

Podobno w Niedzicy jest plaża regularnie wysypywana dowożonym piaskiem, ale niestety nie starczyło nam czasu aby to sprawdzić.

Po powrocie z zalewu szybki obiad (na takie ewentualności mamy zawsze jakąś zupę zawekowaną w słoikach), szybka kawka i jedziemy na spływ. Dalej już jak opisywałem wcześniej. 

 

received_533960867913433.jpeg.28a844b269b2cbd0b70cbb52aedb70fb.jpeg

received_557345448623406.thumb.jpeg.5982668deae4f99679ae065a2ab4dafa.jpeg

 

Dzień piąty - czwartek

 

Na ten dzień mieliśmy zaplanowane Morskie Oko. Nazwa "Morskie", być może dlatego, że w okolicy sprzedają ciupagi. Jak każdy kto był nad morzem wie przecież że ciupagę najłatwiej kupić w "budzie" nad morzem :mlot:

Tutaj ważna uwaga, że aby zarezerwować parking (ten oficjalny) musieliśmy zrobić to dwa dni wcześniej. Od tego roku bez rezerwacji internetowej się nie zaparkuje na parkingach TPN nad Morskim Okiem. Innym wyjściem było by zapłacenie za postój na prywatnym parkingu dalej od wejścia do parku oraz kilak kilometrów dłuższy spacer, poboczem przy ruchliwej drodze, lub dopłacenie do przejazdu busem. Ja osobiście dziękuję za takie atrakcje, i zrobiliśmy jak to się należy, bez kombinacji. Jedyny minus, że nie wiedziałem że można jechać na Palenicę Białczańską, i zaparkowałem na Łysej Polanie. Dopiero po drodze zorientowaliśmy się, widząc mijające nas samochody, że można było jechać dalej. No więc mamy półtora kilometra dalej :blink:

Ogólnie nie wiem czy warto się rozpisywać nad jednym z najpopularniejszych szlaków w Polsce. Monotonny asfalt i tłumy ludzi. Koni ciągnących wozy nie chce mi się komentować, ale należało by chociaż wspomnieć. Obliczyłem na szybko że na takim wozie siedzi około tona (1000kg!!!) ludzi. Sam wóz to prawdopodobnie też kilkaset kilo. A do tego dwa koniki zlane potem, z żyłami pulsującymi pod skórą. Co również zwróciło moją uwagę na tych wozach nie siedzieli ludzie starsi, bardziej otyli, czy chorzy. Nie ludzie z niemowlakami. Większość silnych zdrowych ludzi, którzy powinni tam wbiegać truchtem, a nie pakować się na wozy... 

Ale nie będę już zanudzał, bo miało być miło a nie poważnie. Powyżej napisałem trochę o minusach, ale były tez plusy. Oczywiście to widoki, praktycznie na całej trasie. Z za każdego zakrętu wyłaniały się fajniejsze widoki co zniechęcało do robienia częstych przerw, tylko parcia na górę. Mały trochę marudził że to oczywiście strata czasu takie chodzenie, bo można by pobawić się na placu zabaw, ale to już znamy z Trzech Koron :). Na szczęście, dużym zbiegiem okoliczności spotkaliśmy znajomych z kempingu, który szli z dziećmi (pozdrawiam jeśli czytają :hej:). Na przyszłość wiem że dzieci powinny mieć towarzystwo innych dzieci i wtedy zapominają, że idą.  Poniżej Wodogrzmoty Mickiewicza.

20210811_134426.thumb.jpg.5f19c7608c5ec33d03ec75567187d8b2.jpg

Na górze oczywiście trochę poskakaliśmy po kamieniach nad brzegiem stawu, zrobiliśmy kilka selfie, oraz trzeba było coś zjeść, bo na samych kanapkach i słodyczach z plecaków trochę trudno [przeżyć cały dzień. Tutaj należało by nadmienić że ceny jedzenia w schronisku nie przerażają. Przerażają natomiast kolejki po to jedzenie. Posiedzieliśmy trochę na tarasie przy schronisku. a w międzyczasie szczyty gór widoczne po przeciwległej stronie stawu zakryła ciemna chmura. Nie trzeba było mieć barometru bo moja głowa momentalnie go zastąpiła, żeby zauważyć że nastąpił jakiś skok ciśnienia, a żona musiał mnie ratować tabletką przeciwbólową. Poniżej widok na góry, ale jeszcze przed zachmurzeniem. 

20210811_154539.thumb.jpg.74b068d772f8d84ce1b42dd6c6e3a788.jpg

Odczekaliśmy jeszcze trochę, aż tabletka zacznie działać i postanowiliśmy wracać, zanim z tych chmur coś wyda. Na szczęście cały czas kręciły się w okolicy tych szczytów, i nie zmokliśmy ani trochę. Spotkaliśmy też znów tych samych znajomych z kempingu (na szczęście) więc mogliśmy prawie zapomnieć o "dzieciakach", które same sobą się zajęły. Po drodze spotkaliśmy prawie oswojonego jelonka który wyszedł z lasu. Później wygooglowałem, że jest on już prawie stałą atrakcją szlaku. 

 

20210811_172813.thumb.jpg.cf8322f94930e9a80d4ed4b0495c2f19.jpg

Dalej było już z górki B). W miarę szybko zeszliśmy do parkingu. Pozostało w powrotnej drodze tylko poszukać płynów do toalety, bo niestety zapasy w przyczepie się wyczerpały, więc trochę poobjeżdżaliśmy marketów w okolicy, i ostatecznie w jakiejś Castoramie udało się kupić. Na kempingu byliśmy około 21szej wieczorem więc został czas tylko na małą kolacje piwko,  i spać. To był jeden z cięższych dni w całym tygodniu. Krokomierz pokazywał ok. 30000 kroków, co dla mnie, na co dzień siedzącego przy biurku jest niezłym wynikiem. 

 

Piotrekm13

Piotrekm13

Uwaga, znalazłem trochę czasu i chęci, więc będzie ciąg dalszy...

 

Na początek drobna aktualizacja do poprzedniego dnia. Wybaczcie słabą pamięć, ale to było  tak dawno...:niewiem:

Jeszcze przed wyjazdem na spływ, w związku z tym że nie śpieszyło się nam aby stać w południowych kolejkach do tratwy, postanowiliśmy jakoś zorganizować tą szczyptę wolnego czasu. Mały od samego początku urlopu, a nawet przed, dopytywał, czy będzie mógł się chlapać w rzece lub jeziorze. W rzece już wcześniej sprawdziliśmy, że woda jest lodowata, więc jest postanowienie - jedziemy na godzinkę nad jezioro. 

Kolega @janekorka pisał kiedyś o małej przystani z plażą po drugiej stronie Frydmana. A więc jedziemy. Ogólnie miejsce ładne, nie zatłoczone, idealne do poopalania na leżaczku, ładna trawka itp. Jednak do wody trochę ciężko wejść. Dno strasznie gliniaste, a przy tym trzeba uważać bo można się poślizgnąć. Dodatkowo każdy gwałtowniejszy ruch wzbija kłęby tej gliny i woda zamienia się w naszej okolicy w nieprzejrzystą żółtą zupę. Ogólnie mi to by nie przeszkadzało, bo nie jestem zwolennikiem taplania się przy brzegu, tylko wolę pływać w otwartej toni. Niestety mały był strasznie niepocieszony, więc wypożyczyliśmy rower wodny, aby zobaczyć brzegi jeziora od drugiej strony. Pomysł był też aby zobaczyć tak zwane "Zielone Skałki" gdzieś w okolicy Falsztyna, ale zalew okazał się dużo większy niż wygląda na mapie i po prawie pół godziny pedałowania zawróciliśmy. Ja jednak nie odpuściłem wykąpania się. W tym miejscu gliniaste dno było kilkanaście metrów niżej, więc woda była fajna przejrzysta.

Podobno w Niedzicy jest plaża regularnie wysypywana dowożonym piaskiem, ale niestety nie starczyło nam czasu aby to sprawdzić.

Po powrocie z zalewu szybki obiad (na takie ewentualności mamy zawsze jakąś zupę zawekowaną w słoikach), szybka kawka i jedziemy na spływ. Dalej już jak opisywałem wcześniej. 

 

received_533960867913433.jpeg.28a844b269b2cbd0b70cbb52aedb70fb.jpeg

received_557345448623406.thumb.jpeg.5982668deae4f99679ae065a2ab4dafa.jpeg

 

Dzień piąty - czwartek

 

Na ten dzień mieliśmy zaplanowane Morskie Oko. Nazwa "Morskie", być może dlatego, że w okolicy sprzedają ciupagi. Jak każdy kto był nad morzem wie przecież że ciupagę najłatwiej kupić w "budzie" nad morzem :mlot:

Tutaj ważna uwaga, że aby zarezerwować parking (ten oficjalny) musieliśmy zrobić to dwa dni wcześniej. Od tego roku bez rezerwacji internetowej się nie zaparkuje na parkingach TPN nad Morskim Okiem. Innym wyjściem było by zapłacenie za postój na prywatnym parkingu dalej od wejścia do parku oraz kilak kilometrów dłuższy spacer, poboczem przy ruchliwej drodze, lub dopłacenie do przejazdu busem. Ja osobiście dziękuję za takie atrakcje, i zrobiliśmy jak to się należy, bez kombinacji. Jedyny minus, że nie wiedziałem że można jechać na Palenicę Białczańską, i zaparkowałem na Łysej Polanie. Dopiero po drodze zorientowaliśmy się, widząc mijające nas samochody, że można było jechać dalej. No więc mamy półtora kilometra dalej :blink:

Ogólnie nie wiem czy warto się rozpisywać nad jednym z najpopularniejszych szlaków w Polsce. Monotonny asfalt i tłumy ludzi. Koni ciągnących wozy nie chce mi się komentować, ale należało by chociaż wspomnieć. Obliczyłem na szybko że na takim wozie siedzi około tona (1000kg!!!) ludzi. Sam wóz to prawdopodobnie też kilkaset kilo. A do tego dwa koniki zlane potem, z żyłami pulsującymi pod skórą. Co również zwróciło moją uwagę na tych wozach nie siedzieli ludzie starsi, bardziej otyli, czy chorzy. Nie ludzie z niemowlakami. Większość silnych zdrowych ludzi, którzy powinni tam wbiegać truchtem, a nie pakować się na wozy... 

Ale nie będę już zanudzał, bo miało być miło a nie poważnie. Powyżej napisałem trochę o minusach, ale były tez plusy. Oczywiście to widoki, praktycznie na całej trasie. Z za każdego zakrętu wyłaniały się fajniejsze widoki co zniechęcało do robienia częstych przerw, tylko parcia na górę. Mały trochę marudził że to oczywiście strata czasu takie chodzenie, bo można by pobawić się na placu zabaw, ale to już znamy z Trzech Koron :). Na szczęście, dużym zbiegiem okoliczności spotkaliśmy znajomych z kempingu, który szli z dziećmi (pozdrawiam jeśli czytają :hej:). Na przyszłość wiem że dzieci powinny mieć towarzystwo innych dzieci i wtedy zapominają, że idą.  Poniżej Wodogrzmoty Mickiewicza.

20210811_134426.thumb.jpg.5f19c7608c5ec33d03ec75567187d8b2.jpg

Na górze oczywiście trochę poskakaliśmy po kamieniach nad brzegiem stawu, zrobiliśmy kilka selfie, oraz trzeba było coś zjeść, bo na samych kanapkach i słodyczach z plecaków trochę trudno [przeżyć cały dzień. Tutaj należało by nadmienić że ceny jedzenia w schronisku nie przerażają. Przerażają natomiast kolejki po to jedzenie. Posiedzieliśmy trochę na tarasie przy schronisku. a w międzyczasie szczyty gór widoczne po przeciwległej stronie stawu zakryła ciemna chmura. Nie trzeba było mieć barometru bo moja głowa momentalnie go zastąpiła, żeby zauważyć że nastąpił jakiś skok ciśnienia, a żona musiał mnie ratować tabletką przeciwbólową. Poniżej widok na góry, ale jeszcze przed zachmurzeniem. 

20210811_154539.thumb.jpg.74b068d772f8d84ce1b42dd6c6e3a788.jpg

Odczekaliśmy jeszcze trochę, aż tabletka zacznie działać i postanowiliśmy wracać, zanim z tych chmur coś wyda. Na szczęście cały czas kręciły się w okolicy tych szczytów, i nie zmokliśmy ani trochę. Spotkaliśmy też znów tych samych znajomych z kempingu (na szczęście) więc mogliśmy prawie zapomnieć o "dzieciakach", które same sobą się zajęły. Po drodze spotkaliśmy prawie oswojonego jelonka który wyszedł z lasu. Później wygooglowałem, że jest on już prawie stałą atrakcją szlaku. 

 

20210811_172813.thumb.jpg.cf8322f94930e9a80d4ed4b0495c2f19.jpg

Dalej było już z górki B). W miarę szybko zeszliśmy do parkingu. Pozostało w powrotnej drodze tylko poszukać płynów do toalety, bo niestety zapasy w przyczepie się wyczerpały, więc trochę poobjeżdżaliśmy marketów w okolicy, i ostatecznie w jakiejś Castoramie udało się kupić. Na kempingu byliśmy około 21szej wieczorem więc został czas tylko na małą kolacje piwko,  i spać. To był jeden z cięższych dni w całym tygodniu. Krokomierz pokazywał ok. 30000 kroków, co dla mnie, na co dzień siedzącego przy biurku jest niezłym wynikiem. 

 

 

20210811_134426.jpg

Piotrekm13

Piotrekm13

Uwaga, znalazłem trochę czasu i chęci, więc będzie ciąg dalszy...

 

Na początek drobna aktualizacja do poprzedniego dnia. Wybaczcie słabą pamięć, ale to było  tak dawno...:niewiem:

Jeszcze przed wyjazdem na spływ, w związku z tym że nie śpieszyło się nam aby stać w południowych kolejkach do tratwy, postanowiliśmy jakoś zorganizować tą szczyptę wolnego czasu. Mały od samego początku urlopu, a nawet przed, dopytywał, czy będzie mógł się chlapać w rzece lub jeziorze. W rzece już wcześniej sprawdziliśmy, że woda jest lodowata, więc jest postanowienie - jedziemy na godzinkę nad jezioro. 

Kolega @janekorka pisał kiedyś o małej przystani z plażą po drugiej stronie Frydmana. A więc jedziemy. Ogólnie miejsce ładne, nie zatłoczone, idealne do poopalania na leżaczku, ładna trawka itp. Jednak do wody trochę ciężko wejść. Dno strasznie gliniaste, a przy tym trzeba uważać bo można się poślizgnąć. Dodatkowo każdy gwałtowniejszy ruch wzbija kłęby tej gliny i woda zamienia się w naszej okolicy w nieprzejrzystą żółtą zupę. Ogólnie mi to by nie przeszkadzało, bo nie jestem zwolennikiem taplania się przy brzegu, tylko wolę pływać w otwartej toni. Niestety mały był strasznie niepocieszony, więc wypożyczyliśmy rower wodny, aby zobaczyć brzegi jeziora od drugiej strony. Pomysł był też aby zobaczyć tak zwane "Zielone Skałki" gdzieś w okolicy Falsztyna, ale zalew okazał się dużo większy niż wygląda na mapie i po prawie pół godziny pedałowania zawróciliśmy. Ja jednak nie odpuściłem wykąpania się. W tym miejscu gliniaste dno było kilkanaście metrów niżej, więc woda była fajna przejrzysta.

Podobno w Niedzicy jest plaża regularnie wysypywana dowożonym piaskiem, ale niestety nie starczyło nam czasu aby to sprawdzić.

Po powrocie z zalewu szybki obiad (na takie ewentualności mamy zawsze jakąś zupę zawekowaną w słoikach), szybka kawka i jedziemy na spływ. Dalej już jak opisywałem wcześniej. 

 

received_533960867913433.jpeg.28a844b269b2cbd0b70cbb52aedb70fb.jpeg

received_557345448623406.thumb.jpeg.5982668deae4f99679ae065a2ab4dafa.jpeg

 

Dzień piąty - czwartek

 

Na ten dzień mieliśmy zaplanowane Morskie Oko. Być może dlatego, że w okolicy sprzedają ciupagi. Jak każdy kto był nad morzem wie przecież że ciupagę najłatwiej kupić w "budzie" nad morzem :mlot:

Tutaj ważna uwaga, że aby zarezerwować parking (ten oficjalny) musieliśmy zrobić to dwa dni wcześniej. Innym wyjściem było by zapłacenie za postój na prywatnym parkingu dalej od wejścia do parku oraz kilak kilometrów dłuższy spacer, poboczem przy ruchliwej drodze, lub dopłacenie do przejazdu busem. Ja osobiście dziękuję za takie atrakcje, i zrobiliśmy jak to się należy, bez kombinacji. Jedyny minus, że nie wiedziałem że można jechać na Palenicę Białczańską, i zaparkowałem na Łysej Polanie. Dopiero po drodze zorientowaliśmy się, widząc mijające nas samochody, że można było jechać dalej. No więc mamy półtora kilometra dalej :blink:

Ogólnie nie wiem czy warto się rozpisywać nad jednym z najpopularniejszych szlaków w Polsce. Monotonny asfalt i tłumy ludzi. Koni ciągnących wozy nie chce mi się komentować, ale należało by chociaż wspomnieć. Obliczyłem na szybko że na takim wozie siedzi około tona (1000kg!!!) ludzi. Sam wóz to prawdopodobnie tez kilkaset kilo. A do tego dwa koniki zlane potem, z żyłami pulsującymi pod skórą. Co również zwróciło moją uwagę na tych wozach nie siedzieli ludzie starsi, bardziej otyli, czy chorzy. Nie ludzie z niemowlakami. Większość silnych zdrowych ludzi, którzy powinni tam wbiegać truchtem, a nie pakować się na wozy... 

Ale nie będę już zanudzał, bo miało być miło a nie poważnie. Powyżej napisałem trochę o minusach, a le były tez plusy. Oczywiście to widoki, praktycznie na całej trasie. Z za każdego zakrętu wyłaniały się fajniejsze widoki co zniechęcało do robienia częstych przerw. Mały trochę marudził że to oczywiście strata czasu takie chodzenie, bo można by pobawić się na placu zabaw, ale to już znamy z Trzech Koron:). Na szczęście, dużym zbiegiem okoliczności spotkaliśmy znajomych z kempingu, który szli z dziećmi (pozdrawiam jeśli czytają :hej:). Na przyszłość wiem że dzieci powinny mieć towarzystwo innych dzieci i wtedy zapominają, że idą.  Poniżej Wodogrzmoty Mickiewicza.

20210811_134426.thumb.jpg.5f19c7608c5ec33d03ec75567187d8b2.jpg

Na górze oczywiście trochę poskakaliśmy po kamieniach nad brzegiem stawu, zrobiliśmy kilka selfie, oraz trzeba było coś zjeść, bo na samych kanapkach i słodyczach z plecaków trochę trudno [przeżyć cały dzień. Tutaj należało by nadmienić że ceny jedzenia w schronisku nie przerażają. Przerażają natomiast kolejki po to jedzenie. Posiedzieliśmy trochę na tarasie przy schronisku. a w międzyczasie szczyty gór widoczne po przeciwległej stronie stawu zakryła ciemna chmura. Nie trzeba było mieć barometru bo moja głowa momentalnie go zastąpiła, żeby zauważyć że nastąpił jakiś skok ciśnienia, a żona musiał mnie ratować tabletką przeciwbólową. Poniżej widok na góry, ale jeszcze przed zachmurzeniem. 

20210811_154539.thumb.jpg.74b068d772f8d84ce1b42dd6c6e3a788.jpg

Odczekaliśmy jeszcze trochę, aż tabletka zacznie działać i postanowiliśmy wracać, zanim z tych chmur coś wyda. Na szczęście cały czas kręciły się w okolicy tych szczytów, i nie zmokliśmy ani trochę. Spotkaliśmy też znów tych samych znajomych z kempingu (na szczęście) więc mogliśmy prawie zapomnieć o "dzieciakach", które same sobą się zajęły. Po drodze spotkaliśmy prawie oswojonego jelonka który wyszedł z lasu. Później wygooglowałem, że jest on już prawie stałą atrakcją szlaku. 

 

20210811_172813.thumb.jpg.cf8322f94930e9a80d4ed4b0495c2f19.jpg

Dalej było już z górki B). W miarę szybko zeszliśmy do parkingu. Pozostało w powrotnej drodze tylko poszukać płynów do toalety, bo niestety zapasy w przyczepie się wyczerpały, więc trochę poobjeżdżaliśmy marketów w okolicy, i ostatecznie w jakiejś Castoramie udało się kupić. Na kempingu byliśmy około 21szej wieczorem więc został czas tylko na małą kolacje piwko,  i spać. To był jeden z cięższych dni w całym tygodniu. Krokomierz pokazywał ok. 30000 kroków, co dla mnie, na co dzień siedzącego przy biurku jest niezłym wynikiem. 

 

20210811_134426.jpg

×
×
  • Create New...