Jump to content

Edit History

czyś

czyś

Niestety dali zbiorniczek, teoretycznie nie powinien się nigdy wypełnić, a tam gdzie jest, powinno być ciepło i zawartość nie powinna zamarznąć, nawet gdy korzysta się z lodówki w zimie (zwłaszcza zakładając na kratki osłony zimowe). Rurka, zwłaszcza z poziomą końcówką pod podłogę (prostopadle do kierunku jazdy) teoretycznie mogłaby zamarznąć na końcu (nieogrzewany koniec pod podłogą, lub zaraz nad podłogą, gdzie jeszcze nie jest ciepło od lodówki), i gdyby zamarzła i pękła, kondensat mógłby się sączyć w podłogę przez lata, przez cały czas pracy lodówki, niezauważony, z wiadomym skutkiem dla podłogi i zabudowy. Ze zbiorniczka jeśli nawet spłynie nadmiar, to spłynie i wyschnie (wiadomo, z lodówki nie korzysta się ciągle). Tylko tym mógł się kierować producent, robiąc zbiorniczek a nie odpływ. Zresztą ten zbiorniczek jest sporo nad poziomem podłogi, a nie jak najniżej, co tylko potwierdzałoby te przypuszczenia. 

Teraz było bardzo wilgotno (duża wilgotność powietrza), i jednocześnie gorąco, więc tej skrplonej pary wodnej w lodówkach było sporo. Jak z cepy korzysta kilka osób i regularni się lodówkę otwiera, kondensat mógł się zbierać w dużych ilościach, po 3-4 gramy wody za każdym otwarciem lodówki. 20 razy dziennie nawet po 2-3 g, i już jest ponad pół litra wody na dobę. Wilgotność między 80 a 100%, jak w tropikach, i to przez kilka tygodni z rzędu, temperatury wysokie (b. dużo pary wodnej), i duża objętość lodówki - w  instrukcjach od tych lodówek nie ma nic o opróżnianiu pojemnika, producent nie przewidział chyba takiej możliwości, że pojemnik może się w krótkim czasie wypełnić.  

Gdybym miał dawać rurkę zamiast zbiorniczka, to przewidując wyjazdy zimowe (zdaje się że jeździsz, [nie zaglądając do innych tematów] tłucze mi się po głowie Zieleniec w grudniu w zimowej scenerii...) przynajmniej od poziomu dna zbiorniczka/ końcówki igielitu wychodzącej z lodówki, pomyślałbym nad przedłużeniem tego jakąś grubościenną rurką gumową - np. wąż paliwowy - jej mróz raczej nie rozsadzi, nawet gdyby w środku zamarzła (w przeciwieństwie do igielitu). Zagięcie na końcu zrobiłbym płynnym łukiem, z końcem tylko przegiętym do tyłu przyczepy, ale nie poziomym (prostopadłym ), albo po prostu koniec prostej rurki przyciąłbym ze skosa (skos 2-3x fi węża), tak, żeby wylot był od przodu zasłonięty przed pędem powietrza pod czas jazdy, ale żeby nie mogła się tam gromadzić woda, która mogłaby zamarznąć i zablokować swobodny odpływ dalszych porcji skroplin.  

 

 

czyś

czyś

Niestety dali zbiorniczek, teoretycznie nie powinien się nigdy wypełnić, a tam gdzie jest, powinno być ciepło i zawartość nie powinna zamarznąć, nawet gdy korzysta się z lodówki w zimie (zwłaszcza zakładając na kratki osłony zimowe). Rurka, zwłaszcza z poziomą końcówką pod podłogę (prostopadle do kierunku jazdy) teoretycznie mogłaby zamarznąć na końcu (nieogrzewany koniec pod podłogą, lub zaraz nad podłogą, gdzie jeszcze nie jest ciepło od lodówki), i gdyby zamarzła i pękła, kondensat mógłby się sączyć w podłogę przez lata, przez cały czas pracy lodówki, niezauważony, z wiadomym skutkiem dla podłogi i zabudowy. Ze zbiorniczka jeśli nawet spłynie nadmiar, to spłynie i wyschnie (wiadomo, z lodówki nie korzysta się ciągle). Tylko tym mógł się kierować producent, robiąc zbiorniczek a nie odpływ. Zresztą ten zbiorniczek jest sporo nad poziomem podłogi, a nie jak najniżej, co tylko potwierdzałoby te przypuszczenia. 

Teraz było bardzo wilgotno (duża wilgotność powietrza), i jednocześnie gorąco, więc tej skrplonej pary wodnej w lodówkach było sporo. Jak z cepy korzysta kilka osób i regularni się ją otwiera, kondensat mógł się zbierać w dużych ilościach, po 3-4 gramy wody za każdym otwarciem lodówki. 20 razy dziennie nawet po 2-3 g, i już jest ponad pół litra wody na dobę. Wilgotność między 80 a 100%, jak w tropikach, i to przez kilka tygodni z rzędu, temperatury wysokie (b. dużo pary wodnej), i duża objętość lodówki - w  instrukcjach od tych lodówek nie ma nic o opróżnianiu pojemnika, producent nie przewidział chyba takiej możliwości, że pojemnik może się w krótkim czasie wypełnić.  

Gdybym miał dawać rurkę zamiast zbiorniczka, to przewidując wyjazdy zimowe (zdaje się że jeździsz, [nie zaglądając do innych tematów] tłucze mi się po głowie Zieleniec w grudniu w zimowej scenerii...) przynajmniej od poziomu dna zbiorniczka/ końcówki igielitu wychodzącej z lodówki, pomyślałbym nad przedłużeniem tego jakąś grubościenną rurką gumową - np. wąż paliwowy - jej mróz raczej nie rozsadzi, nawet gdyby w środku zamarzła (w przeciwieństwie do igielitu). Zagięcie na końcu zrobiłbym płynnym łukiem, z końcem tylko przegiętym do tyłu przyczepy, ale nie poziomym (prostopadłym ), albo po prostu koniec prostej rurki przyciąłbym ze skosa (skos 2-3x fi węża), tak, żeby wylot był od przodu zasłonięty przed pędem powietrza pod czas jazdy, ale żeby nie mogła się tam gromadzić woda, która mogłaby zamarznąć i zablokować swobodny odpływ dalszych porcji skroplin.  

 

 

czyś

czyś

Niestety dali zbiorniczek, teoretycznie nie powinien się nigdy wypełnić, a tam gdzie jest, powinno być ciepło i zawartość nie powinna zamarznąć, nawet gdy korzysta się z lodówki w zimie (zwłaszcza zakładając na kratki osłony zimowe). Rurka, zwłaszcza z poziomą końcówką pod podłogę (prostopadle do kierunku jazdy) teoretycznie mogłaby zamarznąć na końcu (nieogrzewany koniec pod podłogą, lub zaraz nad podłogą, gdzie jeszcze nie jest ciepło od lodówki), i gdyby zamarzła i pękła, kondensat mógłby się sączyć na podłogę przez lata, przez cały czas pracy lodówki, niezauważony, z wiadomym skutkiem dla podłogi i zabudowy. Ze zbiorniczka jeśli nawet spłynie nadmiar, to spłynie i wyschnie (wiadomo, z lodówki nie korzysta się ciągle). Tylko tym mógł się kierować producent, robiąc zbiorniczek a nie odpływ. Zresztą ten zbiorniczek jest sporo nad poziomem podłogi, a nie jak najniżej, co tylko potwierdzałoby te przypuszczenia. 

Teraz było bardzo wilgotno (duża wilgotność powietrza), i jednocześnie gorąco, więc tej skrplonej pary wodnej w lodówkach było sporo. Jak z cepy korzysta kilka osób i regularni się ją otwiera, kondensat mógł się zbierać w dużych ilościach, po 3-4 gramy wody za każdym otwarciem lodówki. 20 razy dziennie nawet po 2-3 g, i już jest ponad pół litra wody na dobę. Wilgotność między 80 a 100%, jak w tropikach, i to przez kilka tygodni z rzędu, temperatury wysokie (b. dużo pary wodnej), i duża objętość lodówki - w  instrukcjach od tych lodówek nie ma nic o opróżnianiu pojemnika, producent nie przewidział chyba takiej możliwości, że pojemnik może się w krótkim czasie wypełnić.  

Gdybym miał dawać rurkę zamiast zbiorniczka, to przewidując wyjazdy zimowe (zdaje się że jeździsz, [nie zaglądając do innych tematów] tłucze mi się po głowie Zieleniec w grudniu w zimowej scenerii...) przynajmniej od poziomu dna zbiorniczka/ końcówki igielitu wychodzącej z lodówki, pomyślałbym nad przedłużeniem tego jakąś grubościenną rurką gumową - np. wąż paliwowy - jej mróz raczej nie rozsadzi, nawet gdyby w środku zamarzła (w przeciwieństwie do igielitu). Zagięcie na końcu zrobiłbym płynnym łukiem, z końcem tylko przegiętym do tyłu przyczepy, ale nie poziomym (prostopadłym ), albo po prostu koniec prostej rurki przyciąłbym ze skosa (skos 2-3x fi węża), tak, żeby wylot był od przodu zasłonięty przed pędem powietrza pod czas jazdy, ale żeby nie mogła się tam gromadzić woda, która mogłaby zamarznąć i zablokować swobodny odpływ dalszych porcji skroplin.  

 

 

czyś

czyś

Niestety dali zbiorniczek, teoretycznie nie powinien się nigdy wypełnić, a tam gdzie jest, powinno być ciepło i zawartość nie powinna zamarznąć, nawet gdy korzysta się z lodówki w zimie (zwłaszcza zakładając na kratki osłony zimowe). Rurka, zwłaszcza z poziomą końcówką pod podłogę (prostopadle do kierunku jazdy) teoretycznie mogłaby zamarznąć na końcu (nieogrzewany koniec pod podłogą, lub zaraz nad podłogą, gdzie jeszcze nie jest ciepło od lodówki), i gdyby zamarzła i pękła, kondensat mógłby się sączyć na podłogę przez lata, przez cały czas pracy lodówki, niezauważony, z wiadomym skutkiem dla podłogi i zabudowy. Ze zbiorniczka jeśli nawet spłynie nadmiar, to spłynie i wyschnie (wiadomo, z lodówki nie korzysta się ciągle). Tylko tym mógł się kierować producent, robiąc zbiorniczek a nie odpływ. Zresztą ten zbiorniczek jest sporo nad poziomem podłogi, a nie jak najniżej, co tylko potwierdzałoby te przypuszczenia. 

Teraz było bardzo wilgotno (duża wilgotność powietrza), i jednocześnie gorąco, więc tej skrplonej pary wodnej w lodówkach było sporo. Jak z cepy korzysta kilka osób i regularni się ją otwiera, kondensat mógł się zbierać w dużych ilościach, po 3-4 gramy wody za każdym otwarciem lodówki. 20 razy dziennie nawet po 2-3 g, i już jest ponad pół litra wody na dobę. Wilgotność między 80 a 100%, jak w tropikach, i to przez kilka tygodni z rzędu, temperatury wysokie (b. dużo pary wodnej), i duża objętość lodówki - w  instrukcjach od tych lodówek nie ma nic o opróżnianiu pojemnika, producent nie przewidział chyba takiej możliwości, że pojemnik może się w krótkim czasie wypełnić.  

Gdybym miał dawać rurkę, to przynajmniej od poziomu dna zbiorniczka/ końcówki igielitu wychodzącej z lodówki, pomyślałbym nad przedłużeniem tego jakąś grubościenną rurką gumową, zbrojoną - np. wąż paliwowy - jej mróz raczej nie rozsadzi, nawet gdyby w środku zamarzła (w przeciwieństwie do igielitu). Zagięcie na końcu zrobiłbym płynnym łukiem, z końcem tylko przegiętym do tyłu przyczepy, ale nie poziomym (prostopadłym ), albo po prostu koniec prostej rurki przyciąłbym ze skosa (skos 2-3x fi węża), tak, żeby wylot był od przodu zasłonięty przed pędem powietrza pod czas jazdy, ale żeby nie mogła się tam gromadzić woda, która mogłaby zamarznąć i zablokować swobodny odpływ dalszych porcji skroplin.  

 

 

×
×
  • Create New...