Jump to content
Robak

Ku przestrodze.

Recommended Posts

dudek_t

Jesli w niewiadowkach nie ma piecyka i butla nie stoi w bakiscie a w schowku na dyszli to i nikomu nie przyszlo do glowy zeby robic otwory w podlodze bo i po co. A ze, z calym szacunkiem dla zmarlych, ktos ma tak malo oleju w glowie zeby dogrzewac sie kuchenka z otwartym ogniem w stosunkowo szczelnym pomieszczeniu... coz...

Share this post


Link to post
Share on other sites
klonik058

Zgadza się. Ale w Niewiadówce chyba nie ma otworów w podłodze. Ale nie jestem tego pewny. Wiec jak ktoś się w takiej przyczepie dogrzewa kuchenką gazową, a nie ma przy tym żadnej wentylacji to się zwyczajnie zaczadzi

Nie nie ma otworów, przynajmniej n126p. Praktycznie oprucz otwieranego dachu to żadnej innej wentylacji. Ani nawet izolacji. Nie ma tez ogrzewania. Więc w chłodne dni zimno. A jak miałem to w czasie brzydkich deszczowych dni to grzałem słoneczkiem. Ale nigdy przed spaniem ani w czasie snu. Bardziej chodziło o pozbycie się wilgotnego powietrza. Potem wietrzenie. I a nanoc dobry śpiwór i Przytulanko. :) a odnośnie zatrucia tlenkiem to mnie i moją rodzinę uratował ojciec. Lubiał wczas rano chodzić do kościoła. Ja wrócił to zastał całą swoją rodzinę nie przypomną. Ale na szczęście wszyscy uratowani. Dlatego cieszę się że są takie poruszane tematy nawet jak by się duplowały. Ale to bezpieczeństwo. Pozdrawiam.

 

Wysłane z mojego SM-G531F przy użyciu Tapatalka

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
adamkwiatek

Zaryzykuję twierdzenie, że użytkowałem ogrzewanie w mojej budzie tak intensywnie, jak mało kto. Z racji wyjazdów jesienno - zimowych, tudzież wiosennych, piec chodził cały czas. Zawsze miałem czujnik tlenku węgla, a jakiś czas temu dokupiłem drugi, by działały równolegle. Powyższym sposobem zyskałem większe poczucie bezpieczeństwa. Jako ciekawostkę, wspomnę, że czasami czujnik alarmował, kiedy do budy wpadło trochę spalin z agregatu prądotwórczego, lub coś dłużej się gotowało (pomimo otwarcia szyberdachu i włączonej wentylacji w kominkach na dachu).

Myślę, że każdy z nas, o ile używa gazu w przyczepie, powinien mieć DWA czujniki tlenku węgla.

Share this post


Link to post
Share on other sites
jacekzoo

A czy jak wpadło te troche spalin to włączał się jeden czujnik czy dwa? Jak jeden to zawsze ten sam czy zamiennie? Chodzi mi o to czy mają zauważalną różnicę w czułości?

Share this post


Link to post
Share on other sites
wally1978

A czy jak wpadło te troche spalin to włączał się jeden czujnik czy dwa? Jak jeden to zawsze ten sam czy zamiennie? Chodzi mi o to czy mają zauważalną różnicę w czułości?

Też jestem ciekawy tej sytuacji czyli jeden czy dwa czujniki zadziałały

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kristofer

Na ile wystarczające w kontekście odprowadzania ewentualnych szkodliwych gazów są rurki wentylacyjne zamontowane w podłodze w narożnikach przyczepy ?

Skoro gaz zachowuje sie jak płyn - spływa do podłogi i potem po podłodze rozchodzi się w pomieszczeniu, to rurki fi 40mm wysokie na około 20cm siedzące w bakistach chyba wystarczają zeby nadmiar gazu odprowadzić 'pod pryczepę' - przeleje się.

Tak mi się wydaje.

Oczywiście, to nie rozwiązuje problemu 'skąd ten gaz się bierze i dlaczego jest cos niesprawne', ale chyba rozwiązuje problem śmiertelności nawet nie posiadając czujnika co2 zamontowanego.

 

Zupełnie się z tym nie zgadzam.  :nono:

Rurki, o których wspominasz, mają jedynie za zadanie wpuścić do przyczepy trochę powietrza z zewnątrz. To coś w rodzaju minimalnej instalacji wentylacyjnej, działającej grawitacyjne. Gdy takie "nawietrzniki" są w przyczepie, to w suficie są też z reguły otwory wywiewne (wywietrzniki). Możliwości jest kilka, a na ogół będzie to widoczny na dachu kominek/kominki (tzw. "grzybek") lub specjalny typ okna dachowego, posiadającego tzw. mikrowentylację, której nie można zamknąć. Głównym przeznaczeniem tej wentylacji jest zapewnienie komfortu przebywania/oddychania w przyczepie i pozbywania się nadmiaru wilgoci gromadzącej się w powietrzu.

Oczywiście w pewnym stopniu zabezpiecza to wnętrze przyczepy przed całkowitym odcięciem dopływu tlenu, jednak  np. podczas gotowania nie jest wystarczające i wymaga się wtedy jeszcze otwartego okna bocznego lub dachowego. Wiem z autopsji, że pomysłowość ludzka nie zna granic i takie otwory bywają przez niektórych zatykane, podobnie, jak zaklejane bywają nawiewniki w drzwiach Niewiadówek. Skutki w krytycznych sytuacjach są łatwe do przewidzenia.

Gaz, którego używamy w przyczepach jest cięższy od powietrza, dlatego kumuluje się tuż przy powierzchni podłogi. Przez wysokie rurki nie jest w stanie wydostać się z przyczepy. W przednich schowkach przyczep, czyli tam, gdzie najczęściej są mocowane butle z gazem, podłogi posiadają kratki wywiewne zamontowane płasko, na równi z płaszczyzną podłogi, aby w razie ewentualnych nieszczelności, gaz mógł swobodnie wydostać się na zewnątrz. Bywają też podłogi ze specjalnymi szczelinami wokół, zamiast owych kratek.

Wspomniane na wstępie rurki, zupełnie już nie zabezpieczą nikogo w przypadku nagromadzenia się niebezpiecznej ilości tlenku węgla wewnątrz przyczepy.

Tlenek węgla jest lżejszy od powietrza, więc wędruje w górę, wypełniając pomieszczenie "od sufitu w kierunku podłogi".

W takim przypadku, sprawny czujnik/czujniki CO ratuje życie!

Dla przypomnienia: tlenek węgla tworzy się podczas niepełnego spalania paliw zawierających w swoim składzie węgiel. Dochodzi do tego zwłaszcza wtedy, gdy zaczyna brakować koniecznej dla danych warunków ilości powietrza (tlenu).

Ale w Niewiadówce chyba nie ma otworów w podłodze. Ale nie jestem tego pewny. Wiec jak ktoś się w takiej przyczepie dogrzewa kuchenką gazową, a nie ma przy tym żadnej wentylacji to się zwyczajnie zaczadzi

 

... i to jest prawda.

Niewiadówka N126 jest dosyć szczelną przyczepą. Gdy wszystkie okna, łącznie z dachem oraz drzwi są zamknięte, to pozostaje jedynie kratka nawiewna w drzwiach i ewentualne, minimalne szczeliny drzwi i zamkniętego dachu. W pierwszych wersjach montowano kratki z zasuwką, którą można było szczeliny przysłonić, jednak w kolejnych wersjach była wstawiana jedynie sama kratka nawiewna, bez możliwości jej zamknięcia.

Gdy "pomysłowi" właściciele zaklejają te kratki i do tego postanawiają grzać się kuchenką gazową (brak standardowo montowanego ogrzewania piecem), to efekty mamy takie, jak te, z powodu których powstał ten temat. Nie pomoże wtedy postanowienie, że włączamy na chwilę i nie kładziemy się spać. Tlenek węgla jest gazem podstępnym i bezwonnym. Możemy siedzieć lub stać i w pewnym momencie, nagle i natychmiast stracić przytomność. Bywa różnie, zależnie od stężenia i skłonności organizmu. Jeśli w takiej chwili nie ma w pobliżu nikogo, kto mógłby zareagować, to już po nas.

Wydatek kilkudziesięciu zł. raz na kilka lat, to żadne pieniądze, aby spać spokojnie.

IMHO

Zaryzykuję twierdzenie, że użytkowałem ogrzewanie w mojej budzie tak intensywnie, jak mało kto. Z racji wyjazdów jesienno - zimowych, tudzież wiosennych, piec chodził cały czas.

 

Obserwując Twoje wpisy, jestem gotów przyznać Ci rację. Nie wiem, czy jest na forum ktoś jeszcze, kto spróbowałby przetrwać z powodzeniem w spartańskich warunkach i tak długo w przyczepie te surowe warunki zimowe, jak Ty to robisz. :ok:

A czy jak wpadło te troche spalin to włączał się jeden czujnik czy dwa? Jak jeden to zawsze ten sam czy zamiennie? Chodzi mi o to czy mają zauważalną różnicę w czułości?

 

Czujniki nigdy nie mają identycznej czułości, nawet jeśli są to takie same modele.

Różne są też typy stosowanych sensorów, a każdy sensor ma swoją określoną trwałość od momentu zdjęcia jego plomby i/lub włączenia zasilania po raz pierwszy.

Nie jest powiedziane, że w w/w przypadku powinny się włączyć jednocześnie dwie czujki, jednak z pewnością, gdyby chodziło już o tlenek węgla i jego stężenie na poziomie zagrażającym życiu, powinny włączyć się obie.

Pomysł, aby mieć dwie czujki CO, choć nie nowy, to sam w sobie jest doskonały.

Jeśli chodzi o strzeżenie życia, nigdy nie ma zbytniej przesady w ostrożności, ponieważ jest ono wartością nadrzędną.

Nie bez powodu w ważnych systemach, czy choćby w samolotach, istotne obwody/urządzenia są dublowane - gdy jedno zawiedzie, pozostają kolejne. Aby pewność była jeszcze większa, często urządzenia są różne, mimo, ze spełniają tą samą funkcję (przykład hamulca hydraulicznego i mechanicznego w samochodzie).

Pamiętajmy o jednej sprawie: wszystko jest dobrze, gdy wszystko działa dobrze, ale nigdy nie wiemy, kiedy, gdzie i jaka usterka może się przydarzyć, a życie wciąż potrafi niejednego "pewniaka" zaskoczyć. :hmm:

Edited by Kristofer (see edit history)

Share this post


Link to post
Share on other sites
chris_66

 

Pamiętajmy o jednej sprawie: wszystko jest dobrze, gdy wszystko działa dobrze, ale nigdy nie wiemy, kiedy, gdzie i jaka usterka może się przydarzyć, a życie wciąż potrafi niejednego "pewniaka" zaskoczyć. :hmm:

 

święta racja , trzeba mieć oczy i uszy otwarte i nos nastawiony na tropienie wszelakiego zła, i dbać o to co się ma

 

i myśleć o tym co i jak się robi 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...

×
×
  • Create New...