Skocz do zawartości
abjan

Z uszkodzoną skrzynią biegów przez bezdroża Ukrainy

Rekomendowane odpowiedzi

abjan

Wyjazd z racji dróg, które chcemy przebyć bez przyczepki. Jedziemy w cztery osoby. Ja siostra Kasia i jej dwie córki Judyta i Marta

 

10-07-2012

 

Wstaliśmy rano nawet wyspani, spakowany wcześniej bagaż do samochodu i wyjazd z Bielska-Białej , około 8-00. Kierowaliśmy się na Oświęcim , Chrzanów i dalej autostrada. Pogoda piękna około 32st. Ciepła, w środku ustawione 21. Za Bochnią trochę było ciasno, ale od obwodnicy Tarnowa jazda już szybsza. Granicę przekraczaliśmy w Korczowej, odprawa około 20 min. I Ukraina. Droga niczego sobie, tylko ciężarówka hamuje przed nami. Uwaga krowy na drodze.

 

P1050565.JPG

 

 

Podziwiamy wioski mijane po drodze i tą wszechobecną zieleń. Czas na 1 tankowanie 1l.ON- 9.80 Uhr

 

P1050566.JPG

 

 

Stacja czyściutka i kibelek z tyłu stał osobno, więc trzeba skorzystać. Pracownik stacji musiał na strasznym upale klęczeć przy hydroforze, dopóki wszyscy nie skończyliśmy, gdyż musiał włączać i wyłączać pompę, bo zbiornik na wodę nie trzymał powietrza. Do Lwowa dojechaliśmy przed 15. Ale jazda po uliczkach to jedna wielka katorga. Takie zapadliska przy torach, że wysokie auto zawisa. Druga sprawa to ruch i brak jakichkolwiek reguł. Daliśmy radę i zaparkowaliśmy w następnej uliczce za Operą. Teraz relaksujący spacerek

 

P1050567.JPG

 

 

i szukanie noclegu. W restauracji przy prospekcie Swobody zjedliśmy małe co-nieco i dalej na ten upał.Gdy robiliśmy zdjęcia przy pomniku wieszcza zobaczyliśmy wielki baner reklamujący Hostel i nr. tel. Za chwilkę byliśmy na ul. Kościuszki 8 i załatwiliśmy nocleg z parkingiem i śniadaniem. Bieżąca ciepła woda całą dobę i wi-fi. Cena 11 dolarów od osoby.

 

 

P1050575.JPGP1050577.JPG

 

Teraz, gdy autko bezpieczne można pospacerować po pięknym mieście.

 

P1050579.JPGP1050582.JPGP1050586.JPGP1050591.JPG

 

 

Spacerując rzuca się w oczy uroda Lwowianek. Piękne, młode , zgrabne dziewczyny. Sliczne kamieniczki masa świątyń i kościołów. Pomnik Nikifora, Łukasiewicza. Ale zbliża się wieczór, więc trzeba się wyspać, bo jutro ciężki dzień. 1000 km do przejechania i musimy być gdy będzie jeszcze widno, gdyż końcowy odcinek drogi za Odessą to straszne dziury i w nocy ich nie widać. Więc idziemy spać, ale nie wiem czy zasnę wieczór a temp. 30stopni.

 

 

Cdn.

Edytowane przez abjan (wyświetl historię edycji)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
abjan

11-07-2012

Wstaliśmy raniutko, trochę niewyspani (upał) szybkie pakowanie i w drogę. Z Lwowa za operą prosto drogą do Kijowa przez Równe. Trasa na euro zrobiona więc te 600km poszło szybko i bez postojów. Patroli na drogach było dużo, ale zawsze w porę zdążyłem zwolnić, aż przy wjeździe do Kijowa namierzyli mnie suszarką. Miałem 85km/h i zostałem pouczony, że wjeżdżam do miasta i lepiej nie przekraczać 80 km/h. Potem wymiana uśmiechów i pozdrowień i po godzinie jechaliśmy już autostradą na Odessę. Ponieważ jechaliśmy szybko, więc trzeba zatankować.

P1050599.JPG

Jak widać cena paliwa już prawie jak u nas zatankowałem ON ten lepszy po10.04 Uhr. I dalej w drogę bo czas nas gonił. Sytuacja wygląda w ten sposób, Ela, znajoma siostry mieszka w Kotowsku. Jest to miasto powiatowe w pobliżu granicy z Kiszyniowem. Ona nam zarezerwowała domek w Zatoce- jest to kurort letni 70 km za Odessą nad morzem Czarnym, tylko dojazd tam jest strasznie dziurawą drogą i dlatego trzeba ją pokonać jeszcze za dnia. Ela będzie z nami przez cały czas czyli 3 dni i mamy się z nią spotkać po drodze na stacji paliw przy autostradzie za zjazde3m na Kiszyniów. Ponieważ od Lwowa jechaliśmy prawie bez postojów to postanowiliśmy się zatrzymać na obiadek w zajeździe przy autostradzie.

P1050601.JPG

 

Posileni i lekko zrelaksowani wsiedliśmy do auta i umówiliśmy się tel. z Elą że już dojeżdżamy do punku spotkania. I tak mając 170 na liczniku widzę w oddali wypadek. 2 Tiry się rozwaliły i na dodatek łada wpadła pod jednego z nich. Trzeba hamować i redukować biegi. Chcę wcisnąć sprzęgło a tu pedał w podłodze.UUUUUUUU!!! niedobrze. Potem jak coś nie zahrrrrrrrrrupie i po zębach w skrzyni biegów. Wyhamowałem do zera przed samym wypadkiem, a milicjant każe mi przejeżdżać pomiędzy rozwalonymi tirami, a ja nie mam jak biegu wrzucić. Brak sprzęgła i w dodatku pod górę. W nerwach pcham lewarek w kierunku 1 biegu i samochód powoli rusza. Bez sprzęgła rozruszałem auto i znowu jadę. Piątka, szóstaka i 140 na liczniku a tu znowu zaharczało jakby cała skrzynia wyleciała z auta. pedał sprzęgła dalej w podłodze. Zatrzymałem samochód i myślę - koniec jazdy. Wysiadłem, buchnęło żarem ze 40 stopni ( w aucie klima i 21st.). Piekło, a do naszego spotkania zostało około 80km. Nic tylko rozpłakać się. Otworzyłem maskę ale nic nie zauważyłem niepokojącego. Łożyska i tryby, które się przemieliły są we wnątrz. Olej nie cieknie. Długo na dworze nie wytrzymałem, bo palił żar, więc wsiadłem do auta. Pedał sprzęgła się podniósł. Odpaliłem samochód 1, 2, 3, 4. ok jadę szybciej 100 na liczniku wrzucam 5 i wycie. Redukuję do 4 i cisza. Ok jadę na 4. Po godzinie dojechaliśmy do punku spotkania i czekamy na Elę. Upał po 40 min. przyjeżdża Ela. Wysiada blada i mówi, że walnęłą podwoziem w coś. Zaglądam pod jej autko- Suzuki Swift. Dramat olej cieknie- wyłączam jej silnik i mówię że dla Eli koniec jazdy. Co za pech 2 auta i klapa. Pan z obsługi stacji dzwoni do mechanika. Czekamy z pół godz. i przyjechał starą Ladą. Przykręcamy hak do Suzuki- moja Croma zostaje na stacji, a dziewczyny przewozimy do zajazdu z 5km dalej. Dalej mechanik Mikałaj holuje mnie ( bo Ela bała się jechać w dzicz) z 15 km. bezdrożami do wioski gdzie ma kanał. Nie miałem głowy do robienia zdjęć, a szkoda, bo zwaliło mi się na głowę trochę za dużo na raz. Nie odkręcali miski tylko próbowali ją tak zakleić przez dziurę od spustu oleju. I co szmatką wyczyści, żeby polać klejem, to olaj ze3 ścianek ściekał i zakleić się nie dało. Podlewarowali auto na jedną stronę i to pomogło. Było już późno jak skończyli trwało to ze 4 godziny. Dziewczyny w tym zajeździe strasznie przeżywały co tam ze mną. Nie było żadnej łączności i myślały o najgorszym, więc jakie było szczęście, gdy przyjechaliśmy już o własnych siłach.Zaczęły opowiadać jak się martwiły o mnie, jak weszły do zajazdu, żeby się schować przed słońcem, a tam siedziały 2 grube Ukrainki przy stakankach i butelce siwuchy. Wyszły stamtąd szybciej jak weszły i wolały czkać na dworze, przy stoliku przykrytym brudną ceratą. Poprosiły o jakąś ściereczkę, żeby ten brud zmyć, więc przyszła szefowa z kawałeczkiem szmaty i próbowała zetrzeć niezmywaną od lat ceratę. rozmazała tylko bo umyć się nie dało. Wróciliśmy na naszą stacje i Mikałaj chciał przetestować moją Cromę. Nie pozwoliłem gdyż wiedziałem, że tak ją przetestuje, że ja już dalej nie pojadę i będzie potrzebny remont na tym bezludziu. Do Odessy pozostało około 150km. wolałem tam się rozejrzeć za servisem. Pożegnaliśmy Mikałaja płacą za naprawę i olej 500 Uhr. okło 250 zł. Jechałem na 4 około 80-90 km/h. Skrzynia zamieliła tylko 2 razy. Dojeżdżamy do Zatoki- celu naszej podróży, już całkiem ciemno. Droga fatalna Ela staje na poboczu, ja za nią. Narada: Mówi, że do domku można pojechać krótszą drogą około 200m ale pod prąd, albo dookoła przez olbrzymi wiadukt potem ze 3km dziurami powrót z drugiej strony wiaduktem potem przez centrum kurortu, przebijając się przez tłumy letników, bo na tej mierzeji jest ciasno jak na helu, tylko bardziej wąsko.

 

P1050602.JPG

 

Oczywiście, że zgodziłem się na jazdę pod prąd z uwagi na moją skrzynię. Gdy byliśmy przed tą drogą Ela się zatrzymała włączając św. awaryjne ja również. Z auta Eli wysiadłą Judyta żeby zobaczyć czy z przeciwka droga będzie wolna. Czekał nas przejazd przez tory kolejowe na które musieliśmy podjechać pod spory podjazd, a za torami był zjazd. Przy przejeździe stała budka dróżnika i przejazd był oświetlony. JU jak była już na torach i pięknie podświetlona latarnią i widząc, że dalej droga wolna, naśladując mijane pomniki bohaterów z rozwianymi połami płaszcza takim samym gestem machnięciam cały ramieniem zawołała- Dawajcie wpierioooood. Ela ruszyła z piskiem opon, ja za nią i......... Jak nie włączy się syrena. Niebieskie koguty rozedrą ciemność nocy. Milicja na Gaziku za nami.

Pół plaży się zleciało. Z Gazika któy zatarasował mi drogę( Ele pojechała dalej zawrócić) wysiadło 5 milicjantów i największy z nich idzie w moim kierunku kiwając na boki głową mówiąc; Ojejeeej, ojejeeej, ale porobiłos. Otworzyłem okno i uśmiecham się do niego. Wspólnymi siłoami opowiedzieliśmy o naszych połamanych autach. IIIIIII życzyli nam wsiego dobrego i puścili. Potem na plaży jak żeśmy chodzili to slyszeliśmy; To te Polaki, co taki czad w nocy zrobili.

Przywitaliśmy się z naszą gospodynią, która do późna w nocy czekała na nas myśląc, że już nie dotrzemy. Jak tu zasnąć w takiej duchocie 29stopni w nocy i po takich przeżyciach. Nie muszę mówić, że cały czas dręczy mnie myśl, co z autem. Padam z nóg idę spać.

Cdn.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
balthur

no, nieźle, a to ci wyprawa. Życzę powodzenia w naprawie auta i mimo wszystko udanego wypoczynku!!!

Śledzimy Twoją opowieść i trzymamy kciuki :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
abjan

12-07-2012

Ciężka noc, gorąco nad ranem 27 stopni ciepła, budzi się następny gorący dzień. Uruchomione kontakty dały znać i z rana dzwonił konsul z Odessy w sprawie mechanika do skrzyni biegów. Pojechaliśmy w dwa samochody-Croma i Suzuki. Z poleconym mechanikiem Dymitrem umówiliśmy się przed wjazdem do Odessy przy 3stołpach. Czekaliśmy na parkingu aż doczekaliśmy się. Dymitr poprowadził nas do swojego warsztatu. Tam jedyny kanał był zajęty, czekaliśmy około 5 godz. na wjazd. Po sprawdzeniu oleju (był) diagnoza; Sciągnięcie skrzyni i wysłanie do człowieka, który zajmuje się naprawą skrzyń, wpłata z góry na części i czekanie ze 3 tygodnie. Nie do przyjęcia, auto jakoś się toczy na 3 i 4 biegu, więc podejmuję decyzję; Wracamy takim autem do kraju. Prognoza 50% że dojadę.

Pod wieczór wróciliśmy do Zatoki na nocleg, moje panie spędziły dzień na plaży. Wieczorem piwo, coby oderwać się od czarnych myśli. Wieczorem spacerk po nadmorskiej promenadzie, lecz muzyka z dyskotek na cały regulator, zakłócała przyjemność wieczornej przechadzki. Ciszej było w naszej pergoli przed domkiem. Tam planowaliśmy następny dzień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
radwan

witam

 

ciekawa relacja :)

 

trzymamy kciuki za szczesliwy powrot :)

 

pozdrawiamy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
abjan

13.07.2012

Wstałem rano i robię śniadanie, moja specjalność to twarożek z rzodkiewką cebulką i czosnkiem przyprawiony solą, pieprzem i dużo kminku. Kupiliśmy składniki wczoraj wracając z Odessy. Warzywa i owoce sprzedają w niekończących się straganach wzdłuż drogi. Gdy spróbowałem twarożek, o nieeeeeeeee. Zamiast kminku kupiliśmy kumin - to śródziemnomorska przyprawa, jakieś zioło i nie specjalnie pasuje do mojej potrawy. Zjedliśmy jednak wszystko, apetyty nam dopisują i wyjazd do Twierdzy w Bilhorodzie Dniestrzańskim. Pojechaliśmy małym Suzuki, a moja Croma pręży siły na powrót do kraju w cieniu winogron. Jest to około 40 km. za Zatoką nad Limanem Dniestru, gdzie stepy Akermanu i winnice Szabo.

P1050608.JPG

 

Twierdzę wybudowali Turcy osmańscy na tablicy informacja o kolonii Greków już w XI w. p.n.e. Olbrzymie mury, fosa głęboka na 5 m. Wewnątrz Twierdzy na majdanie może pomieścić się 100 tys. ludzi obecnie są tam stragany i rękodzielnicy, garncarz, kowal oraz biwakują nieliczni turyści. Zaciekawiło mnie właśnie to, że brak jakiejkolwiek bazy dla turystów. Na całym limanie Dniestru ani jednej łódki, rybaków, żadnego mola kajaków i innego sprzętu. Pustka i setki kilometrów niezagospodarowanego brzegu. Można było postrzelać z łuku do celu napić się piwa, a kierowca kwasu chlebowego. Czas szybko mijał więc wracamy, żeby jeszcze po południu wyjść na plażę.

Wczoraj wieczorem przeszła burza i podtopiła Odessę. Nie opisałem tego wczoraj ale wracając otarliśmy się o wichurę która łamała drzewa a czerń dwóch masywnych chmur zbliżających się do siebie dodawała niezapomnianej grozy. Brak kanalizacji po takiej burzy mocno dawał się we znaki.

W Zatoce plaża jest dość szeroka, a morze ciepłe i niezbyt czyste. Słońce grzało mocno można było się pokąpać.

P1050633.JPG

 

Jutro wyjazd do Kotowska trzeba się nacieszyć morską bryzą. Wieczorem troszkę się zasiedzieliśmy, pożegnania, wymiana adresów bo byli tam jeszcze goście z Rosji Petersburga i Kijowa. Znowu gorąco w pokoju, brak klima, ale wentylator goni na maxa.

Cdn.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
abjan

14.07.2012

Nie wiem jaką Wy decyzję byście podjęli, ale ja bałem się dać do naprawy Cromę w słabo wyposażonym warsztacie. Widziałem dużo partactwa wręcz bezmyślności i łatanina wszystkiego na sznurek. W Zatoce powstają dyskoteki, ośrodki, hotele. Właśnie wykańczają jeden za straszne pieniądze. Przed budynkami wyłożona jest piękna mozaika z kosteczek granitowych. Teraz trwa wyposażenie w sprzęt szafy transformatorowe, pralnie i to rozładowują białoruśką, która rozstawiając podpory kruszy tą piękną mozaikę, a bałagan na budowie niszczy jeszcze nierozpakowany sprzęt.

P1050637.JPG

 

Po śniadaniu wyprowadziliśmy nasze samochody i w drogę do Kotowska. Najpierw 70 km. dziurami. Ja jadę na 4 biegu. Skrzynia zacharczała mi 2 razy zanim dojechaliśmy do Odessy, dalej około 150 km. autostradą. Nie przekraczałem 90 km/h . Autko jakoś jedzie. Ela rwała do przodu z córkami mojej siostry i od czasu do czasu robiły postoje na papieroska. My jechaliśmy jednym tempem monotonnie. Z autostrady skręciliśmy na Kiszyniów. Droga -dramat zwana Połtawką -zapamiętam ją do końca życia. Betonka jak stara w Gliwicach na Wrocław, tylko gdzie nie gdzie zalana asfaltem, który się wykruszył. Jazda okropna i tempo spadło do 50 km/h. Po 60 km. skręciliśmy na drogę asfaltową wylaną na pole, lekko pofalowana, ale o niebo lepsza i po 15 km dojechaliśmy do Kotowska. Autko moje dało radę. Mirek mąż Eli przywitał nas serdecznie pysznym obiadkiem i tak syci i wykąpani rozmawiając doczekaliśmy się wieczora. A w Kotowsku tego dnia było święto- rocznica założyciela miasta i wielki karnawał jak w Rio z paradą i sztucznymi ogniami. Do centrum dziewczyny pojechały Suzuki, a ja z Mirkiem na rowerach oczywiście uzbrojeni w światła, bo już ciemno było. Parada przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Przebierańce na szczudłach zabawiali publiczność, a w dali świeciły się platformy z tancerkami gotowe do przejazdu przed trybunami.

P1050643.JPG

 

P1050651.JPG

 

Przepraszam za jakość zdjęć, ale mój aparat niespecjalnie w nocy się sprawuje. Takich oświetlonych platform było ze 30. W pewnym momencie z głośników jak nie buchnie muzyka, taka ruska disco ale tak głośno, że głowa pękała i parada ruszyła. Te platformy to zabudowane Ziły- takie niebieskie wywrotki, starsi pamiętają lata 60-te. Na każdej platformie podest z poręczą i prześliczna młoda tancereczka. Miałem lornetkę i widziałem strach w oczach tych dziewczynek. Ziły ruszyły droga dziurawa, podest wysoko, poręcz się chwieje a one muszą tańczyć. Widowisko było świetne, tylko hałas nas wygonił. Potem oglądaliśmy sztuczne ognie, które też tak bez ładu i składu były odpalane. Wróciliśmy do domu szybko spanie i powrót do Polski. Sprawdziłem na googlach 1400km przez Kijów, lub 1200 przez Winnice Chmielnicki Tarnopol. Tamta równa, ale ja i tak szybko jechać nie mogę. Mam czas do namysłu całą noc, a potem jeszcze jadąć autostradą , bo z Kotowska muszę do niej dojechać bezdrożami jeszcze 60 km. Nie mogę zasnąć, myślę jak dojechać chorym autem

Cdn.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
balthur

Upsss, melduj. Bedą kłopoty, sholuję Cię terenówką :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
abjan

Serdeczne dzięki Balthur, duże piwo za chęć pomocy, ale jeszcze jadę.

 

15.07.2012

Wstaję rano, śniadanko, reszta też wstaje i szykujemy się do drogi. Judyta zostaje z Elą i Mirkiem i wracają do Zatoki, a ja Siostra Kasia i Marta wracamy do kraju. Pogoda nie odpuszcza. Od rana gorąco, a nas telepie na wybojach tak, że nawet czwórki nie mam kiedy wrzucić

P1050653.JPG

 

Droga jak na zdjęciu ciągnie się do autostrady z 60km, czasami lepsza, czasami gorsza. Dalej nie wiem jaką dalej drogę wybiore. Autostradą dojechaliśmy do Umana. Skręcam na Winnicę, auto na razie jedzie. Zobaczyliśmy piękny widoczek, jaki często potem nam towarzyszył. Jeziorko pagórki i bardzo zielono w przeciwieństwie do drogi na południu, bardziej wypalonej słońcem z setkami hektarów słonecznika i wykoszonych zbóż. Zatrzymaliśmy się na przekąskę.

P1050658.JPG

 

To był strzał w dziesiątkę. Zjedliśmy najsmaczniejszy obiad podczas naszej wyprawy. Były to duże karasie z grilla, sałatka z małosolnych ogórków lekko podkiszonych ze szczypiorkiem i pomidorami polana oliwą oraz podsmażane kuleczki ziemniaczków. Serwowane w tak pięknej scenerii, że na chwilę zapomniałem kłopotach z samochodem. Tak posileni i zrelaksowani jedziemy dalej. O drodze już dużo napisano. Stan nawierzchni w miarę akurat do mojej prędkości, czyli 90 km/h. Tylko z zaskoczenia nagle co jakiś czas wyskakują dziury takie, że nie ma je jak ominąć, albo wypiętrzone stożki z asfaltu. Gdyby taki znalazł się między kołami to miska urwana. Minęliśmy Winnicę obwodnicą to samo Chmielnicki i około 700 km dojeżdżaliśmy pod Tarnopol. Tamtej drogi do Lwowa obawiałem się najbardziej. Zjechaliśmy na nocleg do zielonego zajazdu

P1050662.JPG

 

Pokoik był malutki i przytulny. Ciepła woda prysznic i piwko na dobranoc.

 

16.07.2012

Wyspani rano wstaliśmy do Bielska 700 km. Może dojadę, więc w drogę. Nawigacja pokierowała mnie jednak nie od razu na Lwów tylko na Stryj. Może i dobrze, bo jadąc w tamtą stronę we Lwowie spotkałem przewodnika, pana Tadka, który często z nami na wycieczki jeździł to mówił, że droga Tarnopol Lwów 5 godz. jechali. Niestety nie mogę tego zweryfikować, a trasa na Stryj zaskakująco dobra. Zatrzymaliśmy się na przekąskę, była to Solianka regionalna zupa Ukraińska, nawet smaczna

P1050668.JPG

 

Po drodze mijaliśmy masę pięknych i urzekających wzniesień, żyznych pól wiosek i cmentarzyków, na których było pełno polskich grobów, niektóre zapuszczone.

P1050671.JPG

 

Mijaliśmy cerkwie ze złotymi dachami i niestety ruiny rozpadających się kościółków. W miejscowości Wshydachiv skierowaliśmy się na Lwów. Ta droga miała kilka niespodzianek, ale dojechaliśmy do obwodnicy Lwowa. Po prawej stronie zobaczyliśmy jakiś budyneczek. Nie mogliśmy uwierzyć, że to Stadion Lwów Arena. Wyglądał jak zapuszczona jakaś budowa.

P1050673.JPG

 

Na granicy odetchnąłem. Odprawa około 20 min. i jesteśmy w Polsce. Ufff dojechałem. Chciało mi się całować polskie drogi, już nigdy nie będę na nie narzekał. Po drodze jeszcze zwiedziliśmy Łańcut

P1050675.JPG

 

I na noc dojechaliśmy do domu, choć jeszcze nie tak dawno wydawało mi się to niewykonalne.

Auto w naprawie ściągają skrzynie biegów, a ja kończę opis tej niezwykłej wyprawy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pierzasty

ach te Ukraińskie drogi....Jak sobie przypomnę, szczególnie te boczne...Faktycznie wtedy można się pozbyć komleksów jeśli chodzi o Polskie drogi....Ale tak naprawdę dostrzegą to ci, któży organoleptycznie doświadczą dróg na UA, bo opisać tego się nie da! :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
JacekSz

Trzymałem kciuki żeby skrzynia wytrzymała! Dobrze, że ominęliście drogę Tarnopol - Lwów. Ja jechałem tamtędy końcem maja i podwoziem chryslera zahaczałem o asfalt - takie dziury i koleiny. Gratuluję wyjazdu. My ruszamy na Krym za kilka dni, z namiotem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
abjan

Dziękuje Wszystkim za zainteresowanie i dodawanie otuchy. Wyjazd był niezapomniany i tylko żal, że nie dane nam było dłużej pozwiedzać tej pięknej krainy w drodze powrotnej. Trzeba powtórzyć jeszcze kiedyś tę trasę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
dzikusek

a jak rokuje pacjent (auto), co powiedzieli nasi fachowcy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
abjan

Autko czeka na skrzynie biegów. Uszkodzona jest rozebrana i części kosztują fortunę, więc szukam całej używanej. Mam już namiary i niebawem naprawa ruszy jak tylko dostarczę daną część. Wymienione też zostanie sprzęgło i półoś, które ucierpiały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
dzikusek

pozostało życzyc powodzenia.....i jak najmniejszego szarpnięcia po kieszeni.....ale najwazniejsze że wróciliście o własnych siłach

 

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×