Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'Stirling' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Caravaning
    • Forumowy FAQ
    • Kącik ogólny
    • Kącik kupującego
    • Spotkania forumowiczów i inne imprezy
  • Podróże
    • Polska
    • Europa
    • Pozostałe kraje
    • Katalog kempingów
  • Technika
    • Podwozie i układ jezdny
    • Ściany, okna i zabudowa meblowa
    • Elektryka i elektronika
    • Instalacje sanitarne i lodówki
    • Przedsionki i outdoor
    • Motoryzacja
    • Inne
  • Karawaning.pl
    • Zloty Karawaning.pl
    • Sympatycy marek
  • Inne
    • HydePark
    • Oferty firm
    • Blogi/Vlogi
    • Ogłoszenia
    • Forum in English/Deutsch/pa Russki

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Znaleziono 1 wynik

  1. Cześć! Obiecałem, że jak zdecydujemy się jechać do Wielkiej Brytanii (konkretniej Szkocji), to opiszemy swoje doświadczenia. Ponieważ już wróciliśmy, postaram się w miarę czytelnie opisać. No, to do dzieła: Wyjazd z Polski – po przekroczeniu granicy ustawiamy tempomat na 90 i… do najbliższego postoju. W ten sposób przejeżdżamy przez Niemcy, jeden nocleg, Holandię i wjeżdżamy do Bbbbbelbelbelbbelgiiii… Qrde, drogi prawie jak u nas. Nierówne. Ale za to nieźle oznakowane. Uwaga na omijanie Antwerpii. Tam trzeba mieć albo doskonałego pilota, albo jeszcze lepszą nawigację. Uwaga na refleksy – jak odbija się światło od nawigacji, to w Antwerpii będziesz wiedział czemu jest to niewskazane. Nie nadążasz ze sprawdzaniem nawigacji, oznakowania na drodze, zasłanianiem światła nad nawigacją… Tylko doskonały pilot załatwia sprawę. Później okazuje się, że już za Antwerpią drogi wcale nie są takie złe. Ale początek był bardzo zniechęcający. Dojeżdżamy do Francji. Po przekroczeniu granicy belgijsko – francuskiej dojeżdżamy do Calais, wjeżdżamy do portu. Pięknie oznaczone wjazdy dla podróżujących posiadających bilety i tych, co dopiero muszą takowe załatwić. Jedziemy więc w kierunku biur z biletami. Warto przed wyjazdem zorientować się które linie mają jakie ceny i trzymać się wybranego biura. Ale to za chwilę. Najpierw trzeba wjechać na parking. Pięknie, parking jak po byku. Olbrzymi! Szkoda tylko, że kompletnie niedostosowany do przyczep. Wjeżdżamy na podwójne miejsce parkingowe dla osobówek, ale już wiemy, że wyjazd będzie gimnastyką. Ustawiając się na podwójnym miejscu wypłoszyliśmy sąsiada, który nie wytrzymał nerwowo i swoją osobówkę przestawił dwa miejsca dalej. On nie chce być porysowany J A nam w to graj. Więcej miejsca. Idziemy załatwić bilety i… no tak, sprawdzaliśmy 2 linie promowe – jedna tańsza, a druga droższa. Ale na miejscu nie ma cenników. Nie da się sprawdzić cen biletów. Zamiast się dopytywać idziemy na chybił – trafił dopasowując się do godzin wypłynięcia promów. Okazuje się, że opisywana na forach procedura odpraw nie do końca jest zgodna z prawdą, niektórzy piszą ze na odprawę należy przyjechać 2 godziny przed wypłynięciem – to bzdura! O 18:40 pani w okienku informuje nas, że skoro chcemy płynąć, to po co czekać do 21:00, skoro jest rejs 19:20? Ale przecież nie zdążymy! A co chcecie robić przed wypłynięciem, żebyście mieli nie zdążyć? Przecież to tylko wyjechać z parkingu i wjechać na prom! W efekcie kupujemy bilety na 19:20, poganiam rodzinę, bo wiem, że wyjazd z parkingu będzie sporym wyzwaniem. Przybiegamy do samochodu, miejsce koło nas pozostało puste, wykręcanie z parkingu udaje się w miarę sprawnie. Dla przyszłych użytkowników - w porcie w Calais jest bardzo ciasno na parkingu i de facto parking nie jest przystosowany dla zestawów z przyczepami. Ze sporą dawką nerwowości dojeżdżamy do odprawy, gdzie trzeba pieskowi odczytać numery wszczepionego chipa. Pani chciała dać mi czytnik do odczytywania kodu z chipa, wolałem podać pieska - będzie prędzej Pani się uśmiecha. To rozładowuje trochę napięcie Czytnik zrobił piiip jak należy, jedziemy dalej. z sercem na ramieniu podjeżdżamy do odprawy promowej. W końcu jest już dobrze po 19:00 (chyba było jakieś 10 po). W okienku odprawy promowej pani wydaje nam nalepkę na samochód z informacją o piesku na pokładzie i wskazuje bramkę do wyjazdu – 341. Dobrze, to jedziemy… Przed nami bramki od 540-560. I żadnych więcej informacji! Ale jedziemy. Krótko przed bramkami widzę, że z boku są bramki o numeracji od 100- 120. Kawałek drogi i oznaczenie bramki od 100-300 to w prawo powyżej 300 – 520 w lewo. Kręcimy w lewo, tam kolejny rozjazd!!! Qrde, a ja myślałem, że port w Wenecji był duży! Tu jest dopiero jazda! W końcu widzę bramki od 320 – 342. My z naszym 341 ustawiamy się grzecznie w jedynej kolejce właśnie do naszej bramki! Dobra nasza – z naszej kolejki wprowadzają na pokład jednego, drugiego i… stop. Stoimy w kolejce na pozycji 3 i koniec okrętowania. Wjeżdżają do kolejki do bramki 340, 339, 342. Kolejki urosły, a okrętowanie się nie odbywa! Stoimy cali nerwowi… O.. coś się rusza! Tak, puszczają kolejkę 339, 340, ustawiają ich na pokład a my stoimy! Znowu przerwa! Jest godzina 19:30, a my stoimy na zewnątrz! Córka idzie do obsługi dowiedzieć się o co chodzi. A, o nic. Właśnie okrętują innych, o nikim nie zapomną. Mamy stać i czekać. No to stoimy. I nagle wszystko rusza, wpuszczają nas na pokład i wjeżdżamy praktycznie na zupełnie pusty pokład! Wjeżdżają wszyscy. Nasz piesek musi pozostać w samochodzie L Nie wolno zabrać pieska na pokład. Ale to tylko 1 godzina 40 minut – jakoś w samochodzie wytrzyma. cdn. (jak będą chętni czytać)
×