Skocz do zawartości

KONZIO

Użytkownicy
  • Postów

    859
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

O KONZIO

  • Urodziny 14.11.1980

O mnie

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Skąd
    okolice Piaseczna/Wa-wy
  • Zainteresowania
    karawaning, komputery, foto
  • Zawód
    pedagog spec. resocjalizacja

Sprzęt

  • Sprzęt
    Przyczepa
  • Model
    Caravelair Brasilia 375Td
  • Holownik
    FSO Lanos 1,4

Ostatnie wizyty

99 wyświetleń profilu

Osiągnięcia KONZIO

Forumowicz

Forumowicz (3/3)

  1. KONZIO

    3500 użytkownik forum

    ha, czyli jednak.... Nie będzie rozbijania butelki szampona, uścisku dłoni prezesa i uśmiechu Admina (odciśniętego w betonie zbrojonym), mogącego służyć jako np. biurkowy przycisk do papieru. Tak wiadomo, zawsze we wszystkich konkursach, największy problem to sponsorzy nagród. Chociaż ja, mogę użyczyć betoniarki, jak by powyższe miało wejść w życie.
  2. Dobra, ale Twoja w takim razie, będzie się nazywać Wirówka
  3. No i masz!!! Dzięki Bodziowi, byłem chociaż prawie pewien, że moja przyczepa to nie jest salonka, a to dużo, bo mogłem ją chociaż z jakiegoś grona wykluczyć. Czyli, byłem o jedną możliwość bliżej do rozwiązania zagadki A teraz masz, pojawił się Kocur i namieszał mi znowu.
  4. KONZIO

    Caravaning Ekspert

    Powiem tylko tyle. Wg. mnie MISTRZOSTWO!!!!! Całość, nie tylko ten cytat. Nic dodać, nic ująć.
  5. KONZIO

    Caravaning Ekspert

    and123, Uderz w stół, a nożyce....... Witam Cię ja, z socjalistycznymi przyzwyczajeniami, aktywista forumowy. Tak czytam i czytam Twoją wypowiedź i jedno rozumiem, drugie mniej, a trzeciego to już wcale. Tłumaczę sobie jednak ten fakt, wczesną porą, moim zaćmieniem umysłowym oraz zawartymi w Twojej wypowiedzi, wyższymi przesłaniami (tylko ni diabła, na razie nie mogę zrozumieć jakimi). A może, ja ciemniak zwyczajnie jestem. mówisz.A żyjący w nieświadomości redaktorzy, to jest lepsze? Ty to kolego and123, jesteś taki trochę Pan Zagadka. Z jednej strony zaczynasz podpierać się wspomnieniami politycznymi, z drugiej zaś albo masz kłopot ze skojarzeniem faktów, które sam przytaczasz, albo tak nie do końca możesz się zdecydować, w jakich realiach żyjesz. Ano właśnie dlatego, że jak to sam zauważyłeś poprzednich czasów już nie ma i teraz jest kapitalizm, a kapitalizm opiera się min. o finans. Jak rozumiem, to ja mam wyręczać wydawnictwa i redaktorów pisząc za nich, a potem polecieć i kupić za własne pieniądze te artykuły, które sam napisałem? Potrafię to zrozumieć jeżeli, ktoś robi to po to, żeby osiągnąć stan ekstazy, "bo moje opublikowali", albo po to aby podczas kartkowania gazety, udać zaskoczenie (jak np. Jaś Fasola, co sam sobie, kartki na Święta wysyłał)- "o patrzcie, opublikowali moje". A potem, gazeta w rameczkę i nad kominek, albo w przedpokoju, żeby nawet Pani Krystyna z gazowni, jak przyjdzie spisać licznik, od razu widziała. Oczywiście, w gazecie pojawią się (dzięki zaproponowanej przez Ciebie, metodzie) na pewno też artykuły nie tylko mojego autorstwa, ale to robi się taki "czyn społeczny". Tylko dlaczego, za mój czyn, pieniążki mają zebrać prywatne wydawnictwa? No to, jest chyba jakieś pomieszanie z poplątaniem?! To ja, swoimi artykułami mam się starać, żeby gazeta była ciekawa i Oni (prezesi, redaktorzy, itp.) mieli jak najwięcej czytelników, a co za tym idzie i reklamodawców? To chyba wydawcy (a nie mnie) powinno zależeć, żeby była poczytność. To chyba Jemu, powinno zależeć, żebym ja i mnie podobni, chcieli po raz kolejny kupić Jego gazetę?! To skoro, taka jest prawidłowa rzeczywistość, to ja już wolę pisać i czytać w internecie. Bo od razu publikują (mogę od razu osiągnąć szczyt), a poza tym, nikt na tym co, mniej lub bardziej mądrze wymyślę, pieniędzy nie robi. A to, że są reklamy na stronie. No trudno, żeby Tomii, Piotrek, albo ktokolwiek inny, dokładał pieniądze ze swoich, na to żeby opłacić serwer lub ponosił inne koszta związane z prowadzeniem tej strony. Ale w tym przypadku, jedynym moim kosztem, jest ewentualne spojrzenie, na mignącą przez chwilkę, reklamę. Oczywiście, tylko jak sięgniesz do historii, wielu autorów, znanych społeczeństwu pisało pod przybranymi przydomkami. Ba nawet czasem, odmiennej płci. I nadal tak piszą, występują, śpiewają. Popatrz na gwiazdy z telewizorni. Te nicki, to z naszej strony, taka próba otarcia się o wielki Świat.... Rozumiesz, pozwala nam to być bliżej miejsca, w którym na co dzień "za wysokie progi...". Zastanawia mnie tylko, jak Ty w dowodzie osobistym masz wpisane and123?! To imię, czy nazwisko? No, tylko ciekawe, na ile, te ich porady nie są przypadkowe?! Bo tym za to, różni się forum internetowe od gazety, że tutaj jak bredzę bzdety, to któryś z kolegów nie wytrzyma i napisze "weź Ty już skończ, bo..." i sprostuje to co "wymajaczyłem". W gazecie zaś jak już coś stoi, to już stoi. I te banialuki później czytają wszyscy. I jedyną reakcją mądrego, który wie o co kaman, może być tylko napisanie listu, do działu np. "napisz do Kasi" z prośbą o sprostowanie. Ja myślę, że teraz jak się straci czujność, to się czasem, samemu można wyznaczyć. No skoro jesteś, jak to sam napisałeś, dość płodny w słowie pisanym, to znakiem tego czemu mamy nie poszukiwać Twojej książki w księgarniach?! Masz doświadczenie i wiedzę. Czytasz literaturę krajową i zagraniczną. Zwiedziłeś, jak to sam napisałeś już trochę Świata. Masz horyzonty, perspektywy, spostrzeżenia. Jeśli się zdecydujesz a jedyny problem jaki masz, sprawia Ci tytuł, zapewniam Cię, że strasznie oryginalny i skomplikowany to on nie musi być. "Karawaning", choć bardziej Światowo "Poradnik Caravaningu"- wystarczy. Chyba, że wolisz, któryś z zaproponowanych przez Jacka. Ale o to, to się specjalnie nie martw. W razie czego, myślę że tu akurat, w czynie społecznym, administracja zgodzi się poddać problem szerszemu gronu, poprzez np. ankietę na stronie. Nie no, zrozumiała sprawa. Ja też, szczerze Ci powiem, wolę usiąść i klaskać. Znacznie wygodniej i prościej, a ilu przy tym zyskuje się przyjaciół. Przyznaję się zmieniałem, bo czytałem, czytałem i nie zauważyłem, że błąd zrobiłem. Pobrałem zły cytat od nie tej osoby od której chciałem. Przepraszam. Teraz mnie olśniło.
  6. KONZIO

    Caravaning Ekspert

    Tu masz rację, bo po co ładować kasę w reklamę, czegoś co pewnie by się nie sprzedało. Wydaje mi się jednak, że to też można inaczej załatwić. Wydaje mi się, że wszystko jest kwestią podejścia do sprawy i chęci, bądź zdolności redakcyjnych, w pozyskaniu sponsorów. Ja uważam, że jeżeli to redakcja wyszła by z propozycją umieszczenia reklam np.kempingu (dwie pieczenie przy jednym ogniu): 1) pieniążki od sponsora (właściciela, dzierżawcy); 2) ja jako czytelnik, z miłą chęcią przyjrzał bym się dot. w/w takiej reklamie. Bo jest to temat, który mnie potencjalnie interesuje (choć wiadomo, że ogólnie do reklam podchodzi się "z pewną dozą nieśmiałości"), ale z takiej reklamy można się chociaż dowiedzieć o istnieniu jakiegoś miejsca, a rzetelnych uwag i informacji, można już szukać np. na naszym forum. Wg.mnie dużo zależy od tego, czy redaktor/redaktorzy, właściciel czy właściciele chcą, po wydaniu 1 numeru zarobić na poziomie prezesa np. GW, czy też zaczną brać zyskowy "rozbieg". Dalej, wyjść z propozycją do firm takich jak komisy, sklepy z częściami, serwisy, itp... itd... Nie czekać, że same się zgłoszą, a ja im łachę zrobię, że łaskawie umieszczę ich reklamę. Moim zdaniem, o brak reklamodawców nie należy się obawiać, zmienił by się tylko pułap cenowy reklamowanych produktów, czy też usług. Warunek jest tylko jeden, reklama musi być opłacalna dla reklamodawcy. Dodatkowo, jeżeli gazeta była by poczytna, czyli zawierała by ciekawe informacje, jej cena (egzemplarza) była by przystępna, reklamodawcy sami zaczęli by się interesować dotarciem (za jej pomocą) do klienta. Tylko, małe kroczki. Małe kroczki, a nie hop i już. Po pojawieniu się 2 numeru w kiosku, nowy "merol" u Pana redaktora. Ubiegając od razu, ewentualne komentarze lub pytania, że skoro to wg. mnie jest wszystko takie proste, czemu sam nie spróbuję? Odpowiadam. Każdy w życiu, zajmuje się czymś innym. I nie można, zajmować się wszystkim na raz. Bo tak, jak napisałem o parę postów wyżej, jak coś lub ktoś jest do wszystkiego, to tak naprawdę, jest do niczego. Ja już i tak łapię się do tej kategorii (ni pies, ni wydra).
  7. Tomku, masz całkowitą rację. Masz również rację, jeśli chodzi o kierowców, jak to napisałeś z jednym światłem, albo tych z różnymi cudactwami rozpraszającymi lub przeszkadzającymi innym, stwarzając tym samym ogromne zagrożenie w ruchu, ale to kolejny temat rzeka. Znając jednak to forum istnieje duże prawdopodobieństwo, że i to będzie przez nas "rozkminiane". W każdej dziedzinie życia, są ludzie i ludziska. Widzisz jednak, jeśli chodzi akurat o rowerzystów, z wyraźnym wskazaniem na tych jak to już powyżej gdzieś określiłem "ulicznych wojowników", to moja niechęć do Nich, wynika głównie z tego, że Oni próbują sobie uzurpować prawa do zawładnięcia jezdnią i mają najwięcej "ale" do innych. Nie zabiegając przy tym, aby poprawić wizerunek osób, które tak jak Oni mają takie same zainteresowania lub metodę przemieszczania. Np. rozdając odblaski i mówiąc o ich wpływie lub organizując jakieś kursy, przybliżające zasady ruchu drogowego. Przynajmniej ja nie słyszałem o czymś takim. Dodatkowo, w swoich dotychczasowych postach dot. w/w tematyki miałem na myśli jedno, to co dopowiedzieli za mnie koledzy. Wielu rowerzystów stwarza swoim, często nieodpowiedzialnym zachowaniem bardzo duże zagrożenie (pół biedy jak tylko dla siebie), ale są takie sytuacje, w których to przez swoje laitowe podejście do sprawy (lub zwykłą głupotę), tworzą zagrożenie dla innych. Ja powiem szczerze, nie spodziewałem się, że pisząc mój pierwszy post wywołam, taką dyskusję, stąd też nie dopisałem jednego do tej historii z szybą i lusterkiem. W tym samochodzie, o który się otarłem (żeby nie zabrać na maskę Pani, o której Wam opowiadałem) na tylnym fotelu, za ojcem, w foteliku jechało maleńkie dziecko. Ta szyba, która została wybita przez urwane lusterko, była to szyba przy tym maleństwie. Maluch, nie dość, że się straszliwie wystraszył, to został opryskany odłamkami szkła, cud, że nic poza, się nie stało. Jasne w tej sytuacji można to rozpatrywać jako moją winę. Niedostosowanie bla....bla...., nie przewidziałem, bla.....bla...., odległość, bla..., bla..... itp.... I na pewno, po części to prawda. Ale wg. mnie odpowiedzialność za to zdarzenie oprócz mnie, ponosił jeszcze ktoś inny. Ktoś kogo: 1) nie można w żaden sposób zidentyfikować 2) nawet jeśli udało by się odnaleźć, można by skarżyć ze stopy cywilnej (a ile to traw i jak przebiega, chyba wszyscy wiemy) 3) w końcowej fazie, nawet gdyby orzeczono o Jego winie, jedyną karą było by pewnie pokrycie strat (około 700zł - bo swojego lusterka w poprzednim poście nie doliczałem) + koszty administracyjne, no i może ze 100zł na rzecz ochrony środowiska, albo inny charytatywny cel, wyznaczony przez Sąd. I tyle!!! Ja natomiast, jeżeli walnął bym tę Panią, w skrajnym przypadku: 1) stałbym się kolejnym "mordercą" z puszki; 2) latami prawował bym się o udowodnienie swojej niewinności; 3) zabrano by mi uprawnienia; 4) dostał bym pewnie "zawiasy", czyli i tak papiery zafajdolone na całe życie. 5) wyrzuty sumienia, kłopoty rodzinne, nerwy, itp....itd.... pomijając. Tak jak napisali koledzy, dlaczego: - taki jeden z drugim nie może kupić sobie kamizelki odblaskowej (koszt 4-5zł); - jeżeli kierowca wypije piwko i zostanie złapany na rowerze, zostanie zabrane mu prawo jazdy, a piżmowiec, który kodeksu drogowego w ręku nie miał, co najwyżej straci "wentylki"; - jeżeli coś się stanie, rowerzysta rozpatrywany jest z założenia w kategoriach ofiary, a nie sprawcy lub chociaż współwinnego. - (powtarzam się, ale) co to za założenie, że pełnoletniość gwarantuje znajomość przepisów i uprawnia do poruszania się po drogach publicznych?; Odpowiadając też na Twoje pytanie Kiedyś był taki przepis i moim zdaniem bardzo mądry, że rower, to się przez przejście dla pieszych przeprowadzało, idąc obok niego. Odkąd są ścieżki rowerowe, rowerzystę należy przepuścic tak jak pieszego, ale trzeba mieć na to szansę. Tzn. jak mi taki bicyklista, który właśnie pobija rekord swojej prędkości (a może ona być nie mała), bo jak dobrze kręci to te 50km/h może wykręcić, wypadnie z za zakrętu, to ja wróżką nie jestem, a nawet jak bym wierzył i stawiał sobie pasjansa, to pewnie i tak w tej sytuacji nawet kart bym nie przetasował. Wiesz ja mam wrażenie, że najlepiej było by dla wszystkich, gdyby kierowca mógł spojrzeć oczami rowerzysty, a rowerzysta mógł spojrzeć oczami kierowcy. Z zaznaczeniem tylko, że będzie to spojrzenie trzeźwe i obiektywne, NIE zależne od miejsca siedzenia, fotel w samochodzie, czy siodełko roweru lub uzależnione od preferencji (ubiegając Marzenę307) i nie chodzi mi o preferencje seksualne
  8. KONZIO

    Napisy ze zderzaków

    *Jeżeli możesz przeczytać ten napis, to znaczy, że straciłem przyczepę. *Mam zepsuty klaskson. Obserwuj środkowy palec u ręki. *JEZUS CIĘ KOCHA.... a reszta uważa cię za zwykłego dupka. *Jeżdżę tak szybko, że nie martwię się swoim cholesterolem. *Wszystkie uogólnienia są fałszywe. *Pamiętaj - jesteś niepowtarzalny, podobnie jak wszyscy pozostali. *Praca jest dla ludzi, którzy nie znają wędkarstwa. *Ucz się na błędach własnych rodziców - stosuj prezerwatywę. *Są dwie metody postępowania z kobietami. I żadna nie działa... *Kobieto! Nie trać żadnej okazji, żeby przestać pyskować! *Im więcej ludzi spotykam, tym bardziej lubię swojego psa. *Nie jestem kompletnym idiotą - paru części brakuje. *Proszę nie wjeżdżać mi w bagażnik - mój prawnik jest na urlopie. *Ciężka praca kiedyś zaprocentuje. Lenistwo daje efekt natychmiastowy. *Jeżeli nie podoba ci się mój styl jazdy - zejdź z chodnika. *Uwaga! Kierowca ma przy sobie tylko 20$ w drobnej amunicji. *Narkotykom powiedziałem: NIE. Ale nie posłuchały. *Umysł jest jak spadochron - działa lepiej, gdy jest otwarty. *Nie jesteś hemoroidem - nie trzymaj się mojego tyłka. *Kiedy przeczytałem o szkodliwości picia, rzuciłem czytanie. *Co tak blisko, przecież w ogóle sie nie znamy!" *Wyprzedzaj! ktos juz czeka na Twoja nerke..." *Wal smialo! Auto tesciowej!"
  9. Jacku drogi. 1) W pełni, masz prawo mieć inne zdanie; 2) Masz, też i rację w tym miejscu. Tylko wszędzie musi być zachowany ten z"złoty środek", czyli równowaga. Nie można kosztem czegoś, w tym wypadku dróg, budować chodników, czy ścieżek rowerowych. Bo wraz z rozwojem technologicznym samochód wdarł się w życie prawie chyba każdego (a przynajmniej większości), co to powoduje, nie muszę chyba tłumaczyć. To jest już cytat z drugiego Twojego postu i tu Jacku nie do końca się z Tobą zgodzę (choć zaznaczam, że nie wiem czy dobrze zrozumiałem to co chcesz przekazać, ale napiszę to co ja myślę o kwestii podatku, z którego się buduje drogi, czyli tzw. podatku drogowego. Jeżeli chodzi o w/w, to zostało to przepięknie załatwione, jeśli chodzi o wprowadzenie go do ceny paliwa. Np. Podatek drogowy, płaci: - moja piła spalinowa tnąca moje drewno, do mojego kominka; - moja kosiarka spalinowa, tnąca moja prywatną trawę; - mój agregat prądotwórczy, jak mi elektrownia prądu nie dostarczy - moja odśnieżarka, jak przewala śnieg. Ale wybacz rowerzysta, który jedzie drogą podatku nie płaci. Bo nie kupuje benzyny. Jasne można powiedzieć, że w/w urządzenia mają negatywny wpływ na ekologię, ale w podatku drogowym, głównie chodzi chyba o drogę. Ekologiczne opłaty zawarte w nim są jakieś tam odsetkowe. Ja również przepraszam za ciężki temat i może ciężkie przedstawienie sprawy, ale znów kolejna rzecz została ruszona, którą spostrzegam tak jak spostrzegam. Póki co na razie życzę Wszystkim Wesołych Świąt i do kolejnego klikania. Idę trochę do rodziny, bo już mnie gonią. Pozdrawiam
  10. No tak, ale o ile wtedy, ze względu na to co napisałeś, takie rozwiązania były na porządku dziennym, o tyle teraz, jest to delikatnie ujmując, chyba trochę dziwne. Szczególnie teraz, kiedy cena jednośladu, jest często znacznie wyższa od ceny np. pierwszego z brzegu "Malara". Może rozmiarowo i komfortowo, Maluch zbliżony jest do motocykla, ale to zawsze 4 kółka, a nie 2, a i spalanie ma porównywalne, albo i mniejsze (zależy jaki motocykl). [ Dodano: Pią 25 Gru, 2009 01:57 ] Na temat rowerzystów, to ja Ci muszę powiedzieć, że w ogóle mam swoje zdanie. Nie, lubię ich, a w szczególności tych jeżdżących po drogach i bez przerwy ubiegających się o swoje prawa. Ja się zawsze pytam, prawa prawami, a który z nich ma prawidłowo wyposażony rower (światełka, odblaski, itp..), ba a nawet jak ma, to używa ich zgodnie z przepisami? Dalej, posiada kask na głowie. Dodatkowo pytam skoro każdy inny pojazd ma OC,motocykliści, motorowerzyści je płacą, dlaczego mają nie płacić go rowerzyści, uczestnicy ruchu drogowego? Dlaczego skoro na skuter (już niedługo), motor, czy samochód potrzebne są prawa jazdy, na rower ich nie ma? Kiedyś było coś takiego jak karta rowerowa. Co to ma za znaczenie ile ktoś ma lat, w kwestii znajomości przez niego, PODSTAWOWYCH przepisów ruchu drogowego, czy znaków. Liczyć na to, że pełnoletni, to znaczy zrobi to we własnym interesie, to tak jak liczyć, że jak pełnoletni, to na pewno po gorzale nie wsiądzie za kierownicę auta. Na pewno ktoś powie "bredzi debil skończony, co można zrobić rowerem", tak? Ja mam babcię niewidomą od lat, po tym jak taki Pan na kolarce najechał na Nią na przejściu dla pieszych. Okulary, które miała na twarzy wbiły Jej się w oczy, a zęby wyszły przez wargi, a po tym jak walnęła twarzą o krawężnik, do dnia dzisiejszego ma blizny po szwach. Niech Jej i mojemu dziadkowi to powie, który to, MUSI być babcinymi oczami. Bo jak nawet, babcia "pójdzie" do sklepu, czy na bazarek, tuż przy domu, to za 1 bluzeczkę Chińską i 2 pary Chińskich skarpetek zapłaciła kiedyś 100zł. Bo Ją orżnęli. A te wspaniałe znaczniki na banknotach, to się nadają na plaster do..... Niech ktoś, kto je wymyślił, spróbuje "bez podglądania" powiedzieć co ma za banknot w ręku. Spróbuj jeden z drugim, ze Świata ludzi sprawnych, przenieść się w Świat ciemności, bo jakiś debil nie znający się na przepisach (choć to najmniej ważne), nie mający za grosz wyobraźni, musiał realizować swoje huci. Ja wiem, to się mogło stać i z samochodem i z motorem, ale w tym wypadku to chociaż coś było by można. Tutaj można było - NIC!!! Ja sam, dzięki Pani jadącej po jezdni na rowerze, która to była uprzejma zobaczyć kumoszkę, idącą po chodniku, po drugiej stronie jezdni i zeskoczyła ze swego bicykla, mnie wprost pod koła, żeby Jej nie walnąć, straciłem lusterko, a samochód z przeciwka lusterko i szybę boczną. Po zaistnieniu tegoż zdarzenia, zanim zdążyłem się wyczłapać z auta, Panie się zdematerializowały, a ja wybecelowałem 600zł na pokrycie strat Pana z przeciwka. A Ci genialni Strit fajterzy - kurierzy rowerowi? No, przecież to elita i śmietanka towarzyska, tej jakże zacnej grupy społecznej, zdrowych Polaków. Jeżdżących po miastach, tuż za rurą wydechową setek aut, ciężarówek i autobusów. No, samo zdrowie. No, niech tylko, na skrzyżowaniu nic nie jedzie, to ani czerwone światło, ani ludzie na chodnikach nie stanowią. Chodnik, jezdnia, jezdnia chodnik, kawałek torowiskiem, po przystanku tramwajowym też da radę. Ścieżek, pewnie jest za mało? No tak, należy się cieszyć, że mało osób wpadło na pomysł, żeby np. krowę, albo owce hodować w mieście, bo to byłby kolejny problem społeczny. Pastwisk, jest w miastach za mało. A narciarze? Górek też, jak na lekarstwo. O motolotniarzach, też moim zdaniem nie wolno zapominać. No a już, królestwem tej choroby jest chyba Warszawa. Miejsc parkingowych nie ma, pół miasta przerobione na deptaki, chodniki, ścieżki, wszędzie słupki, co to jedne wyglądają jak "członek męski", podczas chwil uniesienia, inne zaś jak plastikowa jego imitacja. I z roku na rok, coraz mniej miejsca, żeby jechać samochodem. Gdzie się da, poszerzają nie jezdnię, żeby to miasto rozładować, tylko chodniki lub ścieżki. To w ogóle zlikwidować jezdnie, po co one szpecą ten jakże urokliwy, zakątek Europy. Zostańmy już w całości nie tak jak teraz to nas określają "zielonymi płucami Europy", tylko "buszem Europy". Ja mam zawsze tylko jedno przesłanie, do tych "walczących" rowerzystów. Ja jak coś, maskę w samochodzie wyklepię, z ich po spotkaniu, z toną żelastwa może być gorzej.
  11. Panowie, a ja ruszę z innej beczki. A czy nie uważacie, że w pewien sposób nieodpowiedzialność, bo obydwa wasze przykłady o takową się ocierają, jest w pewien sposób naszą narodową tradycją? Ciągnąc dalej, temat nieodpowiedzialności, od paru dni przestałem się dziwić, że pół Świata się z nas (Polaków) śmieje. A jak się mają nie śmiać jeżeli, tu opiszę to co widziałem na własne oczy (choć na początku nie wierzyłem im). My Polacy, potrafimy obalić każdy stereotyp. U nas nie ma sezonowości, jeżeli coś zostało stworzone do czegoś, zawsze można zmienić temu zastosowanie. W tę ostatnią śnieżycę (parę dni temu) jadąc około godziny 5.30-6 rano, oczom moim, poprzez bardzo intensywne opady śniegu, ukazał się taki obrazek. Droga biała, około -17 stopni, koleiny tylko wyjeżdżone przez samochody, jedno światło (czyli motocykl), po bokach szeroko rozstawione nogi, z przyczepionymi do butów deskami, nartami lub czymś podobnym i popyla takie coś po drodze publicznej. No cóż można pomyśleć? To, już chyba każdy sam sobie pomyśli. Naprawdę po tym co opisałem, nie zdziwię się, jak kiedyś latem zobaczę skuter śnieżny jadący po ulicy. Przecież to wielki problem nie jest. Aby tylko do przedniej płozy kółeczko, albo kółeczka dorobić, a gąsienice dadzą radę
  12. KONZIO

    Caravaning Ekspert

    to Fakt To, że nie pisze o bidzie to jasne i zrozumiałe, bo to ogólna tendencja, ale tu, gdybyśmy pociągnęli dalej (ten wątek), mogli byśmy zejść na tematy, na pewno zupełnie niepotrzebne na tym forum. Powiedzcie mi proszę dlaczego, do jasnej ciasnej nikt nie pisze nie o bidzie tylko dla bidy? Ja wiem, że my nie jesteśmy (w większości na tym forum) bogaczami w nowiuśkich kamperach, czy przyczepach. Potrafię zrozumieć, że ja nie jestem klientem, o którego się zabiega w niektórych sklepach, związanych z przedmiotową tematyką. Bo co to za klient, który zamawia części za 100-200 zł. Tam, jeden kieliszek potrafi kosztować 45-50zł. Większość z nas interesuje jednak tematyka karawaningu i śmiem twierdzić, że ze względu na to, że większość z nas "skazana" jest na własnoręczne i własno szarokomórkowe poszukiwanie rozwiązań problemów, o wiele bardziej interesujące dla nas, było by przeczytanie o metodach naprawienia własnym sumptem np. hamulców, czy wymiany łożyska, niż czytanie (wręcz rozpływanie się) nad dobrodziejstwem ustrojstw do manewrowania (swoją drogą bardzo mi się podobających), ale kosztujących dwa razy tyle co moja cała przyczepa, czy też systemem solarnym, za pomocą którego można przeżyć na Sawannie bez podłączenia do prądu przez kilka miesięcy. Kurde, ja nawet nie wiem jak bym miał na te Sawannę jechać. Muszę jednak zaznaczyć, że na gazetę (odpukać w niemalowane) kosztującą nawet 10zł, raz w miesiącu jakoś bym jeszcze wyskrobał. Tylko, żeby było warto!!! Trudno, najwyżej jeden dzień bym herbaty nie pił, żeby na wodzie, prądzie i torebkach zaoszczędzić, ale bym kupił . Ale nie, lepiej pisać dla tych, którzy w przewadze, traktują tę alternatywę jaką jest karawaning jako coś co warto robić, bo modne się zrobiło i o ile np. sklepy prawie potrafię zrozumieć (choć też nie do końca), bo one sprzedaż będą miały i tak i tak, mniejszą, większą, ale jakąś zawsze, to gazet nie potrafię. Dlaczego powiedzcie mi, nie ma żadnych nowych pozycji literackich (książek) dot. karawaningu? W większości, (w tym ja) zaczytujemy się książkami, które są starsze ode mnie. Pana Szepke, Słodowego, bo np. bardziej współczesna książka Pogorzelskiego i Ślęzaka "Lekkie przyczepy...." jest nie do dostania. Co, nie ma o czym pisać? Nic, się nie zmieniło w wiadomej tematyce, od roku 1978? Czy po prostu jesteśmy, tak jak ładnie to ujął Jacek i dla nas nie ma sensu pisać, a ten co było by warto (oprócz jakichś tam wyjątków) interesuje się tematem tyle co zeszłorocznym śniegiem? Przepraszam Wszystkich tych, którzy mogą uznać moje wywnętrzenie za nie na miejscu, lub też że jest ono w nieodpowiednim czasie (bo przed Świętami). Tak jednak nie raz już jest, że się człowiekowi zbiera, zbiera, a potem ulewa. Tak jest akurat ze mną, jakiś czas mnie to gryzło, a teraz jakoś tak się przelało (bo temat został ruszony).
  13. KONZIO

    Polski Caravaning

    Ja również, bardzo dziękuję za życzenia i udaję się do mojego małego, przenośnego iglo, usytuowanego, tuż za kamperami, przysypanego śniegiem. Jak się dobrze przyjrzycie, to można dojrzeć. Po lewej od Niewiadówki i ciut na zachód od namiociku. A ja to nawet nie chcę tam prądu, bo w razie odwilży mogło by dojść do zwarcia i mnie popieścić.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.