Jump to content
  • Sign in to follow this  

    Kemping Arek

    Kontakt - Kemping Arek

    • Adres
      zachodniopomorskie
      Gąski
      zachodniopomorskie
    • Strona internetowa
    • Telefon
      943165696; 606897155
    • Lokalizacja Stopnie dziesiętne
      Szer. 54.2433123041456
      Dł. 15.8723258972168
    Sign in to follow this  


    User Feedback

    Recommended Comments



    Pozdrawiam dzieciaki sprzątające na polu :) i pana konserwatora. Mają ciężką pracę, uwijają się jak pszczółki przy tym nie tracąc uśmiechu i zaeszr z dzień dobry na ustach ! I pana ochroniarza za cichobieżne laczki by pies nie szczekał i nie budził nas w nocy hyhyhyhy. Właściciel biega i sprawdza wszystko. Czasem aż ciężko oddychać z nadmiaru jego zaangażowania. Po małym zwróceniu uwagi naprawiono prysznice, no ale potem właściciele są nieprzyjemni. Trzeba to wziąć na spokój. Z uśmiechem ich potraktować. Zaprzyjaźniać się z nimi nikt nie musi a miejsce jest fajne i bezpieczne. Stara ekipa ludzi świetna. Kocham 'Pyzę'i z Kasię z rodzinką. Z lipca wspominam ciepło ,Wrocław, . Nic mi tego nie zepsuje. Żadna mina właścicielki ani zepsuty pas w nowiutkim przedsionku przez ,przecież to tylko dziecko,. Polecam pani z Poznania wychowywać je lepiej i raz na dobę sprawdzić co wyczynia :P Generalnie to nie polecam tego miejsca nikomu, z czystego egoizmu ;) mam dużę cepkę i chce ją tam upchnąć ;)

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites

    Witam!

    Myślę, że ile głosów tyle opinii i każdy ma racje.

    Ludzie płacąc wymagają jakiegoś szacunku, bez nas właściciele mają tylko 3 ha trawnika nad morzem.

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites
    powolniak

    Posted (edited)

    Witam!

    Myślę, że ile głosów tyle opinii i każdy ma racje.

    Ludzie płacąc wymagają jakiegoś szacunku, bez nas właściciele mają tylko 3 ha trawnika nad morzem.

    Wydaje mi się, że coś koło tego, przy czym: ludzie korzystając - mimo, iż odpłatnie - z cudzej własności, winni się zachowywać zgodnie z regulaminem właściciela.

    Niestety często tak nie jest, bo wielu sądzi, że skoro jest na wakacjach i płaci za pobyt, to hulaj dusza piekła nie ma. Moim zdaniem nie może być tak, że:

    - pomimo pięknego i dobrze wyposażonego placu zabaw oraz boisk do piłki nożnej, siatkówki i koszykówki, niepilnowane dzieci urządzają sobie z kempingowego deptaka (estetyczną, kolorową kostką brukową) plac zabaw (jeżdżenie na wrotkach, deskorolce, rowerami, granie w piłkę, malowanie kostki kredą). Dzieci są do późnych godzin wieczornych puszczane samopas, bo rodzice WYPOCZYWAJĄ. Nie jest to wychowawcze, a ponadto: nie takie jest przeznaczenie chodnika. Jest to szalenie niebezpieczne dla dzieci (możliwość doznania urazu) i dla przyczep (sami doświadczyliśmy kilkakrotnie, stojąc w pobliżu chodnika, iż "utalentowane" piłkarsko dzieci kopały piłką w naszą przyczepę),

    - umywalki są do umycia i pozostawienia po sobie czystego miejsca. A co się często widuje? Pęczki pozostawionych po myciu włosów, syfony zapchane piachem (bo nie chce się przy przyczepie trzymać konewki, wiaderka z wodą by po powrocie z plaży spłukać zapiaszczone stopy, bo wygodniej iść do łazienki, wsadzić kulos do umywalki i spłukać piach, zapychając syfon.

    Pan Ryszard i jego syn Arek i tak mają anielską cierpliwość, tolerując wybryki i pomysły oraz żądania poniektórych karawaningowców. Stąd zarzuty, że mają kwaśne miny mnie nie dziwią. Ponadto oni są od rana do wieczora w pracy, a niektórzy karawaningowcy traktują ich jako spowiedników, partnera do dyskusji, itp. Oni nie mają ani czasu ani chęci na pogaduchy z wypoczywającymi. Trzeba szanować ich, choćby za to, że dbają o czystość pola i jego urządzeń, bezpieczeństwo nasze i naszego dobytku i że robią to wyjątkowo starannie oraz relatywnie tanio (byliśmy w lipcu na objazdówce Warmii, Mazur i Podlasia i mamy porównanie co oferują, a w zasadzie czego nie oferują, tamtejsze kemping za cenę nieporównywalnie wyższą niż "U ARKA"), ku naszemu zadowoleniu.

    Edited by powolniak (see edit history)

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites
    riko

    Posted (edited)

    jestem na polu U Arka co roku jako gość u znajomych ,jedyne co się zgadza ,to mina właścicielki ,reszta to nie wiem skąd to się wzięło ? Dziwne bo korzystając z toalet nie zauważyłem ani brudu ,ani nie odczułem smrodu .Tylko prawdę mówiąc to nie za bardzo wiem o co chodzi :

    Jeszczę na pole  :niewiem:

    żmieci wyworzone  :niewiem:

    nie używają chemi  :niewiem: może są eko  :hmm:

    wszystki kibelki  :niewiem:

    może zmień pole ,chyba że musisz tam przebywać  :hmm:

    A jako gość znajomych nie musisz płacić za przebywanie na polu? bo przecież korzystasz z ich kibelków . Taki tekst usłyszeliśmy jak wyszliśmy po znajomych ,których nie chciano wpuścić . No i żeby czasem nie przebywali dłużej niż do 18 godz. A mina właścicieli zawsze ta sama. Położenie i wygląd pola fajna, cała reszta średnia. Czasem wydaje się,że właściciele robią łaskę ,że przyjmują nas u siebie.

    Co do zachowań wypoczywających ,to wszystko zależy od osób , ale prysznic przy wyjściu na plażę załatwił by spraw piasku, ale znowu rozterka między zatkanym syfonem a niekontrolowanym  zużyciem wody .

    Edited by riko (see edit history)

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites

    Ja jedno wiem - nie pojadę tam! Znajomego rodzice mają przyczepę na stałe postawiona u nich, znajmy wyjeżdzając z gąsek zostawił samochód przy ulicy i chciał pożegnać sie z rodzicami, właściciele zrobii mu awanture że musi zapłacić za wejście na pole i to chyba 20 zł........

     

    Ja takim wieśniakom kabzy nabijał nie będe, Mogą mieć nawet na polu nie wiadomo jak ładnie i cudownie. 

    To my jesteśmy klientami i dzięki nam on ma za co żyć.

    Miny to mogą  strzelać do siebie nawzajem.

    Od wielu osób słyszałem pozytywne oponie co do samego pola, ale reszta to negatyw, mam na mysli marketingowe podejście do klienta.

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites

    Fakt ze jak ktoś odwiedza to trzeba o tym zameldować w strażnicy na jak długo i do kogo są odwiedzający pewnie jak by byli na dużej niż 5h była by już opłata , ojciec i syn są od rana do wieczora na straży czy ktoś obcy nie wchodzi na ich teren , dzieci biegają sobie ścieżkami , moje dzieci miały zabrane takie jezdziki i na nich jeździły po głównej drodze pola, mogły tez komuś przeszkadzać hałas ale nikt mi nic nie mówił ale cały czas pod naszym nadzorem , nam przez okres 5dni nie zawadzily inne dzieci. Arek mi przy rozliczaniu za prąd a była godzina 13 30 powiedział mi ze doba jest do 14 i czy o tym wiem nie było to miłe , około 14 juz Pan Ryszard jechał na kosiarce wiec wiedziałem ze miło nie jest tam ale z drugiej strony nie wiem czy ja bym był nie gorszy na miejscu ich? Chodz z drugiej strony maja duzo ludzi i nie musza martwic sie ze ludzi nie ma tam .Jak ja bym psa Arka nie widziałem . Zastanowię się czy jechać za rok do nich i widzę że dużo ludzi będzie o tym myślało . Dużo ludzi jedzi tam bo kiedyś był tam spokój i cisza bo dużo ludzi nie wiedziało tym miejscu jak rozmawiałem z ludźmi z pola .

     

    Wysłane z mojego SM-G900F przy użyciu Tapatalka

     

     

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites

    Wydaje mi się, że coś koło tego, przy czym: ludzie korzystając - mimo, iż odpłatnie - z cudzej własności, winni się zachowywać zgodnie z regulaminem właściciela.

    Niestety często tak nie jest, bo wielu sądzi, że skoro jest na wakacjach i płaci za pobyt, to hulaj dusza piekła nie ma. Moim zdaniem nie może być tak, że:

    - pomimo pięknego i dobrze wyposażonego placu zabaw oraz boisk do piłki nożnej, siatkówki i koszykówki, niepilnowane dzieci urządzają sobie z kempingowego deptaka (estetyczną, kolorową kostką brukową) plac zabaw (jeżdżenie na wrotkach, deskorolce, rowerami, granie w piłkę, malowanie kostki kredą). Dzieci są do późnych godzin wieczornych puszczane samopas, bo rodzice WYPOCZYWAJĄ. Nie jest to wychowawcze, a ponadto: nie takie jest przeznaczenie chodnika. Jest to szalenie niebezpieczne dla dzieci (możliwość doznania urazu) i dla przyczep (sami doświadczyliśmy kilkakrotnie, stojąc w pobliżu chodnika, iż "utalentowane" piłkarsko dzieci kopały piłką w naszą przyczepę),

    - umywalki są do umycia i pozostawienia po sobie czystego miejsca. A co się często widuje? Pęczki pozostawionych po myciu włosów, syfony zapchane piachem (bo nie chce się przy przyczepie trzymać konewki, wiaderka z wodą by po powrocie z plaży spłukać zapiaszczone stopy, bo wygodniej iść do łazienki, wsadzić kulos do umywalki i spłukać piach, zapychając syfon.

    Pan Ryszard i jego syn Arek i tak mają anielską cierpliwość, tolerując wybryki i pomysły oraz żądania poniektórych karawaningowców. Stąd zarzuty, że mają kwaśne miny mnie nie dziwią. Ponadto oni są od rana do wieczora w pracy, a niektórzy karawaningowcy traktują ich jako spowiedników, partnera do dyskusji, itp. Oni nie mają ani czasu ani chęci na pogaduchy z wypoczywającymi. Trzeba szanować ich, choćby za to, że dbają o czystość pola i jego urządzeń, bezpieczeństwo nasze i naszego dobytku i że robią to wyjątkowo starannie oraz relatywnie tanio (byliśmy w lipcu na objazdówce Warmii, Mazur i Podlasia i mamy porównanie co oferują, a w zasadzie czego nie oferują, tamtejsze kemping za cenę nieporównywalnie wyższą niż "U ARKA"), ku naszemu zadowoleniu.

     

    Wydaje mi się, że coś koło tego, przy czym: ludzie korzystając - mimo, iż odpłatnie - z cudzej własności, winni się zachowywać zgodnie z regulaminem właściciela.

    Niestety często tak nie jest, bo wielu sądzi, że skoro jest na wakacjach i płaci za pobyt, to hulaj dusza piekła nie ma. Moim zdaniem nie może być tak, że:

    - pomimo pięknego i dobrze wyposażonego placu zabaw oraz boisk do piłki nożnej, siatkówki i koszykówki, niepilnowane dzieci urządzają sobie z kempingowego deptaka (estetyczną, kolorową kostką brukową) plac zabaw (jeżdżenie na wrotkach, deskorolce, rowerami, granie w piłkę, malowanie kostki kredą). Dzieci są do późnych godzin wieczornych puszczane samopas, bo rodzice WYPOCZYWAJĄ. Nie jest to wychowawcze, a ponadto: nie takie jest przeznaczenie chodnika. Jest to szalenie niebezpieczne dla dzieci (możliwość doznania urazu) i dla przyczep (sami doświadczyliśmy kilkakrotnie, stojąc w pobliżu chodnika, iż "utalentowane" piłkarsko dzieci kopały piłką w naszą przyczepę),

    - umywalki są do umycia i pozostawienia po sobie czystego miejsca. A co się często widuje? Pęczki pozostawionych po myciu włosów, syfony zapchane piachem (bo nie chce się przy przyczepie trzymać konewki, wiaderka z wodą by po powrocie z plaży spłukać zapiaszczone stopy, bo wygodniej iść do łazienki, wsadzić kulos do umywalki i spłukać piach, zapychając syfon.

    Pan Ryszard i jego syn Arek i tak mają anielską cierpliwość, tolerując wybryki i pomysły oraz żądania poniektórych karawaningowców. Stąd zarzuty, że mają kwaśne miny mnie nie dziwią. Ponadto oni są od rana do wieczora w pracy, a niektórzy karawaningowcy traktują ich jako spowiedników, partnera do dyskusji, itp. Oni nie mają ani czasu ani chęci na pogaduchy z wypoczywającymi. Trzeba szanować ich, choćby za to, że dbają o czystość pola i jego urządzeń, bezpieczeństwo nasze i naszego dobytku i że robią to wyjątkowo starannie oraz relatywnie tanio (byliśmy w lipcu na objazdówce Warmii, Mazur i Podlasia i mamy porównanie co oferują, a w zasadzie czego nie oferują, tamtejsze kemping za cenę nieporównywalnie wyższą niż "U ARKA"), ku naszemu zadowoleniu.

     

     

    Wydaje mi się, że coś koło tego, przy czym: ludzie korzystając - mimo, iż odpłatnie - z cudzej własności, winni się zachowywać zgodnie z regulaminem właściciela.

    Niestety często tak nie jest, bo wielu sądzi, że skoro jest na wakacjach i płaci za pobyt, to hulaj dusza piekła nie ma. Moim zdaniem nie może być tak, że:

    - pomimo pięknego i dobrze wyposażonego placu zabaw oraz boisk do piłki nożnej, siatkówki i koszykówki, niepilnowane dzieci urządzają sobie z kempingowego deptaka (estetyczną, kolorową kostką brukową) plac zabaw (jeżdżenie na wrotkach, deskorolce, rowerami, granie w piłkę, malowanie kostki kredą). Dzieci są do późnych godzin wieczornych puszczane samopas, bo rodzice WYPOCZYWAJĄ. Nie jest to wychowawcze, a ponadto: nie takie jest przeznaczenie chodnika. Jest to szalenie niebezpieczne dla dzieci (możliwość doznania urazu) i dla przyczep (sami doświadczyliśmy kilkakrotnie, stojąc w pobliżu chodnika, iż "utalentowane" piłkarsko dzieci kopały piłką w naszą przyczepę),

    - umywalki są do umycia i pozostawienia po sobie czystego miejsca. A co się często widuje? Pęczki pozostawionych po myciu włosów, syfony zapchane piachem (bo nie chce się przy przyczepie trzymać konewki, wiaderka z wodą by po powrocie z plaży spłukać zapiaszczone stopy, bo wygodniej iść do łazienki, wsadzić kulos do umywalki i spłukać piach, zapychając syfon.

    Pan Ryszard i jego syn Arek i tak mają anielską cierpliwość, tolerując wybryki i pomysły oraz żądania poniektórych karawaningowców. Stąd zarzuty, że mają kwaśne miny mnie nie dziwią. Ponadto oni są od rana do wieczora w pracy, a niektórzy karawaningowcy traktują ich jako spowiedników, partnera do dyskusji, itp. Oni nie mają ani czasu ani chęci na pogaduchy z wypoczywającymi. Trzeba szanować ich, choćby za to, że dbają o czystość pola i jego urządzeń, bezpieczeństwo nasze i naszego dobytku i że robią to wyjątkowo starannie oraz relatywnie tanio (byliśmy w lipcu na objazdówce Warmii, Mazur i Podlasia i mamy porównanie co oferują, a w zasadzie czego nie oferują, tamtejsze kemping za cenę nieporównywalnie wyższą niż "U ARKA"), ku naszemu zadowoleniu.

     

    Co do konewek to się grubo mylisz. Nie wolno!!! Ja jestem z tych cierpliwych, cichych, grzecznych, sprzątających po sobie i szanujących cudzą pracę i własność, a dostałam sowitą zje...kę od właścicielki - tak przez całe pole się do mnie darła ! Nie powiem prostackie to było!  Dołączył się potem właściciel i obydwoje się darli, obrażając nas poniekąd, ponieważ kazali nam się kąpać w morzu, sugerując, że nie korzystamy z dobrodziejstw prysznica na monety. No cóż... monet ci u nas dostatek ;) i pewnie musieliśmy korzystać z pryszniców, skoro zauważyliśmy, że dwa są naprawione za pomocą tasmy szarej ... Nie napiszę co mi wtedy opadło ... jak połowa wody leciała sobie po scianie a ja z szamponem na włosach czułam się bezradnie ahahahaha. Także tak.

    Może macie lepsze chody u właścicieli i możecie sobie nogi polać konewką. My nie :P

     

    Oni gadają z ludźmi, którzy przyjeżdżają do nich kupę lat! Chętnie gadają. Wiem, moi sąsiedzi z pola z nimi gadali, mają swoje układy, swoje sprawy itp.

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites

    Kolega Powolniak ma dużo racji, zachowanie niektórych turystów zostawia wiele do życzenia, ale co do dzieci to gdzie mają się

    wyszaleć, raczej w Gąskach jest to trudne. Przy tegorocznych ulewach kreda na chodniku to raczej też nie koniec świata.

    Co do całodobowego siedzenia właścicieli w recepcji to nie troska o klienta a raczej chciwość, wielu właścicieli zatrudnia

    studentów którzy obsługują turystów a przy tym nie tracą kontroli nad funkcjonowaniem pola.

    Oczywiście pisząc swoje spostrzeżenia nie mam na celu odciągać nikogo od pola Arka a jedynie zwrócić uwagę że za dane usługi

    płacimy i nie możemy być traktowani jak intruzi, tanio nie znaczy że mamy być zaszczuwani. Takie jest moje skromne zdanie.

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites

    Hmm,to może i ja cos skrobnę. Raz, jedyny raz byłem w Gąskach zachęcony opiniami tu na forum i przede wszystkim bliskością plaży (nogę miałem wtedy połamaną i po zdjęciu gipsu powoli dochodzila do zdrowia).
    Tak więc w 2009 r wybrałem sie do Gąsek. Na pierwszy ogień chwalony w tamtym czasie kemping u Arka. No to zaparkowali przed bramą i idziemy na rekonesans. Przy budce halt, czego państwo szukają itp. Szukamy gdzie możemy się rozstawić. No możemy wszędzie. Tyle że z tego co pamiętam to na środku jedna wielka kałuża wtedy była... Dodatkowo brak zainteresowania zbytnio ze strony młodego, który w tym czasie gaworzył z innymi młodymi kolegami.
    Szybko zdyskwalifikowany kemping... nie zapuszczając się nawet w teren.
    Postanowiliśmy sprawdzać po kolei kolejne kempingi, zobaczymy co nam wpadnie w oko. W sumie sprawdziliśmy kilka aż do latarni.
    Wybraliśmy u Genia ze względu na możliwość stołowania się na miejscu. Szybko jednak zmieniliśmy zdanie po zapoznaniu zasad panujących na kempingu - przede wszystkim wszystko było na kartę. Niby nic wielkiego... ale ostatecznie wszelkie doliczanki za korzystanie z prysznicy i rygor czasowy skutecznie nas wygonił po jednej nocy . Dodatkowo wszędzie czujniki ruchu na światło. Pisząc wszędzie mam na myśli również wc. Irytujące to jest jak siedzisz na "dwójce" i musisz machac łapami co 30 sekund. Generalnie kemping zasiedlony przez emerytów, więc tez średnio się czuliśmy.
    Ostatecznie trafiliśmy na Bursztynowy Brzeg, gdzie można powiedziec odetchnęliśmy z ulgą.... sami sobie wyznaczamy rygor prysznicowy i prądowy, nikt się nie wtrąca, mili właściciele - uśmiech od ucha do ucha... dodtakowo piękny, równy teren z alejkami.
    Podsumowując chciałbym napisać, że co klient to każdy będzie miał inne wymagania. Nie ma się co dziwić. Jeden lubi ogórki, drugi ogrodnika córki. Więc nie ma co krytykować i przekonywac do swojego.

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites
    Effendi

    Posted (edited)

    ( ... )

    Podsumowując chciałbym napisać, że co klient to każdy będzie miał inne wymagania. Nie ma się co dziwić. Jeden lubi ogórki, drugi ogrodnika córki. Więc nie ma co krytykować i przekonywac do swojego.

     

    Jak co roku, siedziałem u Arka kilka dni i  jakoś nie specjalnie odczułem złe traktowanie przez  właścicieli siebie i innych gości. I nie myślę tutaj o jeżdżących  szkrabach po alejkach czy ich malowanie, ani też na skutek zostawionej "kupki " włosów w zlewie. Raczej musiałby być ku temu inne przesłanki. Bo zostawienie przez wczasowicza bałaganu w toalecie,  świadczy  o jego kulturze, a właściwe  BRAKU TEJ KULTURY przez użytkownika pola.

     

    Jeśli zaś ktoś miał zwróconą uwagę to twierdzę że  wyjątkowo " prosił się " o to i  został odpowiednio potraktowany przez właściciela...

    Ale wracając do tematu " proszenia się o interwencje właściciela " przez użytkowników / wczasowiczów / pola, to opisze pokrótce sytuację sprzed kliku lat... Trwały jakie mistrzostwa w siatkówce, obok nas rozłożyła swoją przyczepkę młoda para, wieczorem wraz z przyjaciółmi - inną młodzieżą głośno oglądali i przeżywali trwający mecz. Rano syn poskarżył się mi, że nie mógł spać bo obok było głośno oraz padały słowa na: " k...., ch... itp itd ". Od razu zwróciłem "młodym" uwagę, że nie życzę sobie w kolejne dni takich sytuacji i głośnego oglądania transmisji meczów. Z ich strony nie padło żadne słowo "przepraszam " ani nie wykazali odrobiny pokory.... zaś wieczorem dali upust swojej złośliwości i jeszcze większego chamstwa... Rano o całej sytuacji porozmawiałem z p. Ryszardem w wyniku czego "młodzi" mieli czas 2 godzin na opuszczenie pola ! I tym razem na nic zdały się próby załagodzenia ze mną sytuacji oraz "podchody " pod właścicieli o cofnięcie wakacyjnego " bana " na pole kempingowe. Kolejna noc była spokojna...

    Edited by Effendi (see edit history)

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites

    Tak się złożyło że też trafiłem do Gąsek w tym roku. Akurat do Arka, o którym naczytałem się o "złych właścicielach". Szczególnie zła miała być "szefowa".

    Wjechałem i mimo że było prawie full, szef mówi "róbta co chceta, każde miejsce możecie zając".

    Po kwadransie o czym już pisałem w innym temacie inni miszkańcy kempingu udrożnili przejazd i się komfortowo rozłożyliśmy. Następnie "Młody i Stary" oprowadzili nas po kempingu. 

    W recepcji mały zgrzyt, bo była godzina 10 a doba od 13 więc pani chciała mi doliczyć dodatkową dobę. Z serdecznym uśmiechem zapytałem czy już mam wyjeżdżać czy jednak zaczniemy się lubić? Oczywiście już doby dodatkowej nie było, a gdyby pora była późniejsza to może z szefową wina bym się napił. 

     

    Nawet prysznic na monety (czego nie trawię) okazał się ok, bo miał wyłącznik, tak więc za 2 zyla można się wykąpać. 

    A różne zakazy są w teorii denerwujące, ale biorąc pod uwagę jak wielki odsetek świń i bydła mamy wśród turystów to nie ma co się dziwić. 

    Troszkę drażniło mnie restrykcyjne przestrzeganie ciszy nocnej. Ale lepsze to niż nie przestrzeganie jej wcale.

    Mimo że chyba jestem dość wymagający i bywam upierdliwy, to kemping u Arka szczerze polecam. 

     

    Apropo świń, to miałem zdarzenie w zmywalni. Wchodzę i mówię dzień dobry. A dwie baby patrzą na mnie jakbym je skrzywdził i ani be ani me. Pytam więc czy coś się stało? One znowu łypią na mnie wrogo. Mówię im więc że dziadek mnie nauczył że zawsze mówi się "dzień dobry". On nawet wchodząc do chlewa lub obory mówił "dzień dobry" do świń i krów. A one zawsze na to muuu lub chrum chrum, ale widocznie świnie dziadka były lepiej wychowane niż panie. 

    Ich miny bezcenne. I to zapewne takie świnie nie spłukują po sobie w kiblu i opiaszczone giry pakują do umywalki. I to przez takich zakazy muszą być. 

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites

    Apropo świń, to miałem zdarzenie w zmywalni. Wchodzę i mówię dzień dobry. A dwie baby patrzą na mnie jakbym je skrzywdził i ani be ani me. Pytam więc czy coś się stało? One znowu łypią na mnie wrogo. Mówię im więc że dziadek mnie nauczył że zawsze mówi się "dzień dobry". On nawet wchodząc do chlewa lub obory mówił "dzień dobry" do świń i krów. A one zawsze na to muuu lub chrum chrum, ale widocznie świnie dziadka były lepiej wychowane niż panie. 

    Ich miny bezcenne. I to zapewne takie świnie nie spłukują po sobie w kiblu i opiaszczone giry pakują do umywalki. I to przez takich zakazy muszą być. 

    A może trzeba było powiedzieć guten tag?  :hmm:  :]

     

    Co do mojej wizyty kilka razy przedłużałem pobyt bo skoro była ładna pogoda i mogłem zostać dzień dłużej to czemu nie, a że pogoda dopisywała przez kilka dni to miałem kilkukrotnie możliwość kontaktu z zarządcami obiektu. Tak jak pisałem, ceny nie są odstraszające. Też mi nie policzyli za dobę przed 14 mimo, że przyjechałem przed godziną 11 i policzyli mnie z przymrużeniem oka tj. przyczepę 4,5m policzyli jak za 4 a za dziecko 3 lata za dziecko do 3 lat itp. Ale sama wizyta w recepcji miała formę zamiast miłej rozmowy to przesłuchania. Jak weszliśmy na rekonesans pola przed wyborem zostaliśmy zatrzymani słowami zamiast "Dzień dobry, w czym mogę pomóc?" to w stylu, "A państwo tu czego szukają... to teren prywatny! Tu wstęp mają tylko osoby zameldowane na campingu!" Obsługa nie ma ubioru które je wyróżnia. Skąd mam wiedzieć do kogo mam podejść by o coś zapytać jeśli recepcja jest zamknięta a obsługa wygląda jak wczasowicze, w klapkach i bez koszulek? Wiele lat pracowałem w handlu i mnie uczono, że "KLIENT NASZ PAN" - ta zasada u "ARKA" nie obowiązuje. Tu możesz się poczuć jak wróg. Ktoś na forum pisze, że to dlatego, że właściciele mają ciężko z turystami i stąd takie ponure zachowanie. Ale co mają powiedzieć turyści  jak pracują po 8 h dziennie przez 11 miesięcy a oni od brudnej roboty mają pracowników a sami w recepcji spędzają dwa miesiące. To wszystko puściłem w zapomnienie, stwierdziłem, że jestem na urlopie i nie warto się pierdołami przejmować i psuć sobie urlop gdyby nie sytuacja gdy zaatakował mnie pies i reakcję p. Arka. Sytuację opisałem w poprzednim poście.

     

     

    Jadę na rowerze a pies właścicieli mnie zaatakował (rasa agresywna). Dobrze ze był na smyczy. Jak zwróciłem uwagę że tu też dzieci jeżdżą na rowerach i pies powinien mieć kaganiec syn właściciela mi odpowiedział "widocznie musi mieć coś pan za uszami bo na innych tak nie reaguje" -tak się traktuje tu klientów i to jest powód dla którego moja noga więcej tu nie powstanie chamstwo i tyle

     

     

    Ta sytuacja obnażyła rzeczywistość. Co o nas (turystach) sądzą właściciele. Zostałem poniekąd przez niego obrażony. Gdyby to był turysta to trudno... różni są ludzie, ale żeby właściciel tak potraktował KLIENTA? Dla mnie skandal. Ja już tam nie pojadę choćby mi ktoś miał dopłacić. Może ktoś lubi być obrażany lub traktowany jak intruz to w takim wypadku to pole jest właśnie dla niego.

     

    Ponadto minusem też jest podmokłe pole przez co wieczorem nie da się posiedzieć przed przyczepą z powodu dużej ilości komarów. Doszło do tego, że jednego wieczoru zostawiliśmy palący się grill a wszyscy uciekli do przyczepy bo nie dało się wysiedzieć na zewnątrz. Nie wiem czy to tak zawsze jest czy akurat ja trafiłem  na jakiś sezon obfity w insekty (może jakiś stały bywalec się wypowie), ale wieczorne komary a w dzień gryzące małe muszki skutecznie mogę zepsuć nie jedną wakacyjną zabawę.

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites

    PODSUMOWUJAC:

    Problemem dla nas, jesteśmy MY SAMI

     

     

    Dobrze to Kolego ująłeś  :ok:

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites

    Guten tag mówić nie trzeba jako pierwszy, bo (z moich doświadczeń) Niemcy są pierwszymi którzy się z daleka witają. Dlatego bardzo lubię ich towarzystwo na kempongach.

    Share this comment


    Link to comment
    Share on other sites



    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Add a comment...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

    Loading...

×
×
  • Create New...