Skocz do zawartości
Romas

Litwa naszym okiem widziana

Rekomendowane odpowiedzi

Romas

Wczoraj wróciliśmy z 7 dniowego wypadu na Litwę . Napiszę tu kilka słów moich wrażeń z tej wyprawy a szczegółowo opisze ją w tym wątku moja " brzydsza" połowa :-)

Zainspirowani opisami jakie tu na forum wyczytaliśmy, postanowiliśmy zatrzymać się na Litwie koło miejscowości Moletai ( blisko od Wilna) na Apple Island (kemping prowadzony przez Holendra).

Wrażenie pierwsze : straszna pustka .

Jechaliśmy na ten kemping ok 5 godz i przy szosach prawie nie było wsi .Nie było też specjalnie ludzi .Najpierw wielkie puste przestrzenie, płasko aż po horyzont i w oddali czasem kilka chatek z przed drugiej wojny światowej , takie sprawiały wrażenie.

Potem teren się pofalował ,coś jak nasze Mazury Garbate ale nadal brak większych skupisk domostw.

Szosy główne niezłe , boczne marne. Oznaczenia wspaniałe. Właściwie trudno tam zabłądzić tak czytelne mają opisy i drogowskazy .

Kemping spełnił moje oczekiwania. Czysto , rozlegle, dużo cienia , dużo drzew . Koło każdego stanowiska woda, prąd i odprowadzenie szarej wody .

Na kempingu było niewiele osób. W recepcji bardzo miła pani świetnie władająca angielskim i niemieckim a jak się potem okazało rozumiała też po polsku.

Toalety na poziomie europejskim, jeden żeton na osobę na dzień do prysznica , zewnętrzne stanowiska w wielu miejscach do mycia naczyń .

Na terenie bar , kort tenisowy, sauna, huśtawki dla dzieci , batuta do skakania no i kąpielisko nad jeziorem absolutnie boskie :-)

W miarę upływu dni dobijało ludzi ale nadal było cicho i dość porządnie (toaleta trochę była niedomyta ale nie jakoś tragicznie). Nasza włąśna toaleta w przyczepie bardzo się przydawała, bo do ogólnej mieliśmy dośc daleko.

Koło nas rozbili się namiotem Rosjanie i naprawdę byłam zbudowana tym jak spokojnie potrafili się bawić - dla kontrastu chyba do naszych rodaków , zaliczyliśmy jedną noc na kempingu po polskiej stronie z obowiązkową muzyka na cały regulator.

Krajobrazowo Litwa nas rozczarowała. Widać , że ten kraj został strasznie zniszczony wieloletnią rosyjska okupacją.

Ludzie dość mili . Nie zauważyłam żadnych oznak niechęci do Polaków , o czym mnie ostrzegano przed wyjazdem. W sklepach porozumiewaliśmy się trochę po angielsku , trochę po rosyjsku a jak byłam bardzo zmęczona to i po polsku zagadałam i dogadałam się .

Wilno mnie oczarowało tylko obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej, oczekiwałam czegoś ..hm...niezwykłego... i kaplica zrobiła na mnie duże wrażenie.

Sklepów na Litwie mało .W wioskach raczej nie ma sklepów a jak już są to z bardzo małą ilością towarów np koło kempingu był we wsi sklepik gdzie kupiłam jedyne trzy serki Danio , więcej nie mieli .

Garść info o wydatkach:

Ceny troszkę niższe niż u nas , chleb od 1 lita do 3 litów, serek biały od 1.50 lita , pierś kurza podwójna 8 litów, ser żółty 4 lity, piwo od 2 litów , wino 8 - 10 litów takie zwykłe obiadowe , ropa do samochodu 3.56 lita .

Za cztery dni kempingu ,cztery osoby ,prąd, samocho0d zapłaciliśmy 220 litów. Za wynajęcie rowerka wodnego na godz. 15 litów. Za postój samochodu w Trokach 5 litów bez ograniczeń czasowych, wstęp do Trok 12 litów osoba dorosła . Obiad na cztery osoby skromny (pizza i bliny ,herbata, cola) 59 litów w Wilnie.

Język litewski absolutnie nie do zrozumienia . Bardzo nas śmieszyło, że sporo rzeczowników czy nazw własnych kończyło się na "ai " lub "as ".A więc auto serwisas, ,auto diagnostikas, baras, parkingas itd lub co wywoływało w nas paroksyzmy śmiechu kebabai .

Jeśli rozumiałam co mówili przechodnie to nie był to litewski a taka mieszanina rosyjskiego z polskim , sporo osób tak między sobą rozmawiało a i do nas się odzywali takim językiem kiedy nie mogliśmy poradzić sobie po angielsku .

Bardzo mało dzieci i młodych osób w mijanych wsiach. Uprawy na tym terenie gdzie byliśmy nieliczne , na polach tylko krowy lub poprostu ziemia leżała odłogiem . Dużo opuszczonych domostw i zdewastowanych fabryczek . Poza dużymi miastami knajpek , sklepików , straganów jak na lekarstwo .

Kiedy wracaliśmy dosłownie tuż po przekroczeniu granicy Polska zaskoczyła nas życiem , ruchem, inicjatywą.Kilka kilometrów od granicy a różnica powalająca, u nas wszystko w tych małych miejscowościach żyje , rozwija się .

I jeszcze coś .Na Litwie na głównych a i bocznych drogach nadspodziewanie dużo policji. Co chwila radary i patrole. Dzięki temu jazda odbywa się spokojnie i dostojnie .Naprawdę tego im pozazdrościłam , przydało by się do nas przenieść ten zwyczaj , bo powrót po polskich szosach gdzie co drugi samochód prowadzi pseudo Kubica nie należy do miłych doświadczeń.

Litwa jest warta zobaczenia, zwiedzenia . Jednocześnie jest tam bardzo podobnie jak u nas i odmiennie .

Mamy dużo wrażeń, dużo przemyśleń na temat naszej wspólnej historii, naszych wspólnych cech :-)

W kolejnych mailach zamieścimy zdjęcia i dokładniejszy opis trasy jaką zrobiliśmy .

M.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tomii
dla kontrastu chyba do naszych rodaków , zaliczyliśmy jedną noc na kempingu po polskiej stronie z obowiązkową muzyka na cały regulator.

 

Miałem to samo jak jechałem na Litwę. W Sejnach trafiłem na kemping gdzie disco leciało do rozładowania akumulatora w aucie...

 

Czekam na zdjęcia! Czy na recepcji kempingu przy wejściu dalej jest naklejone nasze logo?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
szary11

Ehhh... się marzy jeszcze raz tam pojechać ;(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mymlon

Piękny kraj, tylko na wsiach to czas jak by się zatrzymał. No i sporo policjantów czających się w krzakach. Największe wrażenie wywarł jednak "zestaw" poruszający się pod prąd pasem awaryjnym autostrady A1 ;(

post-148296-imported-9f83e160-9b7f-4da8-90ce-b6b16f606a51_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
stef

Wrażenie "biednej" Litwy macie, bo wędrowaliście tylko po wschodniej części tego kraju.

Z żoną kiedyś pojechaliśmy tak naszym poczciwym fiatem CC, nocowaliśmy w Wilnie przypadkowo w kamienicy na prywatnej kwaterze u pewnej starszej Pani, która bardzo dużo nam opowiedziała o Litwie, stosunkach z Rosjanami itp.

Po tej rozmowie, mimo że tego nie mieliśmy w planie, pojechaliśmy do Kowna i dalej do Kłajpedy. I tak jak nam nasza gospodyni mówiła. Wilno i wschodnia część Litwy to tzw Biedna Litwa, natomiast im dalej na zachód to ludzie żyją na znacznie wyższym poziomie.

W tym roku niestety praca i wykańczanie domu oraz niespodziewane wydatki nie pozwoliły mi zrealizować planów, ale za rok to już na 100% jadę wzdłuż wybrzeża Bałtyku - czyli od Kłajpedy do Tallina, oczywiście trzymając się jak najbliżej wybrzeża ale nie omijając żadnych ciekawych miejsc.

Gdyby Was interesowała to opis i fotki z dawnej wycieczki na Litwę: http://mojuaz.com/mid1.php?id=34&czytaj=1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
BIGL

Kocham te miejsca :ok: , zjeżdziłem całą LItwę , Łotwę i Estonie (niestety nie turystycznie ale zawodowo) - zawsze miałem ogromny szacunek do bezproblemowych i sympatycznych ludzi. Jeżeli chodzi o te kraje to mają stosunkowo niewiele dużych miast więc może dlatego wydaje się być pusto. Zresztą logicznie (nie tak jak u nas) drogi krajowe nie prowadzą przez każdą wioskę tylko skutecznie je omijają.

Polecam ciemny cheb litewski na liściach chrzanowych :hmm: - mimo że nie lubie kminku (Litwini z nim przesadzają) to chlebek jest super. Prawie w całej Litwie można spokojnie rozmawiac po polski, a już w Wilnie to torma (czasami można spotkać Litwinów mówiących po polsku bez żadnego akcentu :? ).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Romas

No i się narobiło. Miałem relacyjkę skrobnąć, a tu już trzy tygodnie od powrotu zaraz miną (jutro), a ja nawet nie zacząłem. Teraz będzie lepiej (mam nadzieję), bo siedzę sobie w Bieszczadach, pogoda ładna, komputer a w nim internet mam, piwo chłodzi się w lodówce (to oznacza że i prąd tu jest). W takich warunkach to ja mogę całą Trylogię napisać a nie skromną relację z raptem tygodniowego wyjazdu na Litwę.

Uwaga zaczynam!

Ruszyliśmy w niedzielę 25 lipca. Plan był taki żeby pierwszy nocleg spędzić jeszcze po naszej stronie granicy, a że zdecydowaliśmy się wjechać na Litwę w Budzisku to miejsca na obozowisko trzeba było szukać gdzieś za Suwałkami. Wyboru wielkiego to w tamtych okolicach nie ma , albo myśmy nie potrafili dobrze szukać. W rezultacie „padło” na ośrodek wypoczynkowy nad jez.Szelment. Przed wojną było tam szybowisko, bo tuż obok jest całkiem "odpowiedzialne" wzniesienie. Obecnie cały stok przeznaczony jest dla narciarzy. Zbudowano 5 (!!!) wyciągów, knajpkę na szczycie, oświetlenie stoków i hotel na dole wzniesienia. Brakuje tylko jednego. Drogi dojazdowej. To co jest w tej chwili do jazdy się nie nadaje, a z przyczepą to już zupełnie. No ale pewnie zbudują bo widać że w całą tę infrastrukturę wpompowano kupę kasy. Obiekty są zupełnie nowe, tak jakby cała inwestycja dopiero co się zakończyła.

Sam camping nie robi wrażenia. Spory plac na którym rośnie kilka rachitycznych drzewek. Toaleta lata świetności ma dawno za sobą, i to tylko męska bo do damskiej dostać się nie można z prozaicznej przyczyny. Drzwi są zabite gwoździem. Żeby już móc opuścić „kurtynę milczenia” na to miejsce którego z pewnością więcej nie odwiedzę, to dodam że na campingu jest przyłącze elektryczne. JEDNO! :hop1: Jeśli jednak ktoś ma ochotę przekonać się czy aby nie łżę „jak bura suka” (skąd mi to powiedzenie do głowy przyszło?) to tu macie adres http://www.szelment.pl/index.php

 

W poniedziałek przejechaliśmy granicę i pojechaliśmy na Kowno które tak naprawdę nie jest żadnym Kownem tylko Kaunasem :hop1: Droga bardzo dobra. Kowno omija się sporym łukiem, schody zaczęły się później. Jeszcze do Janowa było względnie dobrze, ale odcinek od Janowa do Wiłkomierza to absolutna porażka.

Tu muszę zrobić małą dygresję. Będę pisał spolszczone nazwy miejscowości. Na oryginalnych wersjach, czyli Litewskich, język sobie można połamać a i tak nie będziecie wiedzieli gdzie byłem. Koniec dygresji.

Szosa od Janowa była w przebudowie. NA CAŁEJ DŁUGOŚCI JEDNOCZEŚNIE !!!! Kto wpadł na taki kretyński pomysł ? :) W rezultacie zamiast 30 minut jechaliśmy ponad 1,5h. Porażka. W Wiłkomierzu skręciliśmy na Moletai. Droga kiepska, bo wąsko a ruch spory. Tuż przed Moletajem skręciliśmy na południe i już po ok.10km. byliśmy na miejscu, czyli campingu na „Jabłkowej Wyspie”, znanego z kapitalnej relacji jacka I i spółki z 2008 roku.

 

CDN

 

[ Dodano: Nie 22 Sie, 2010 09:15 ]

No to jedziemy dalej.

 

Opowieść skończyłem na poniedziałku, czyli dniu dotarcia do campingu. Cały następny dzień poświęciliśmy na tzw. aklimatyzację. Rozbiliśmy przedsionek przed przyczepą, zrobiliśmy mały rowerowy wypad do najbliższej miejscowości (w końcu trzeba wiedzieć gdzie można się w piwo zaopatrzyć), czytaliśmy książki i wypoczywaliśmy. W środę ruszyliśmy na zwiedzanie. W planie mieliśmy Troki i Wilno, bo jak wiadomo jedno od drugiego leży bardzo blisko (niecałe 20km.) Najpierw pojechaliśmy do Trok (Troków?), żeby tam dotrzeć trzeba i tak całe Wilno w poprzek przejechać. Troki a raczej zamek w Trokach, bo sama miejscowość nie robi wrażenia, "wieje" na odległość straszną komercją. Wszędzie stragany z pseudo-pamiątkami i knajpki. Ceny zdecydowanie przekraczały nasze oczekiwania, więc daliśmy sobie spokój.

A sam zamek? Powiem oględnie tak. Wawel to to nie jest. 70% tego co się ogląda zostało wybudowane od nowa. Z wystroju zachowało się niewiele a pozostałe ekspozycje, które można oglądać można by śmiało eksponować w każdym muzeum. No ale sama lokalizacja zamku robi wrażenie, bo wszystko położone jest na wyspie na którą prowadzi długi drewniany pomost.

Niestety pogoda zaczęła się psuć i do Wilna dotarliśmy równo z deszczem. Samochód zostawiliśmy na parkingu tuż obok katedry. Parking oczywiście płatny i to w automacie a że nie wiedzieliśmy ile będziemy zwiedzać to w konsekwencji musiałem dwa razy wracać żeby litasów i centasów (ichnie złote i grosze) dosypać. Obejrzeliśmy katedrę i rozpoczęliśmy poszukiwania jakieś knajpki żeby przeczekać deszcz i zjeść coś regionalnego. Liczyliśmy na jakieś cepeliny albo inne kołduny, ale bezskutecznie. Prędzej można znaleźć pizzę niż coś regionalnego. Trudno, zjedliśmy co było i poszliśmy szukać z kolei Ostrej Bramy. Nie jest to specjalnie łatwe jak się nie wie gdzie szukać, bo Litwini jakoś nie byli chętni do zaznaczenia tego miejsca na mapach. W końcu znaleźliśmy i mimo akurat trwającej mszy, obejrzeliśmy.

Padało, duchota była okropna więc wróciliśmy do samochodu, zostawiając sobie zwiedzanie pozostałych zabytków Wilna na inną okazję. A ta z całą pewnością kiedyś się nadarzy.

 

Następny dzień, czyli czwartek (jak ten czas leci) przesiedzieliśmy w przyczepie bo pogoda się załamała. Znowu czytanie książek, oglądanie filmów na komputerze i bezskuteczne próby łączności ze światem za pomocą netu. Nie wiem czy to tylko my mieliśmy z tym problem, ale na dobrą sprawę ani razu nie uzyskaliśmy zadowalającego rezultatu. Zresztą zasięg telefonów też był kiepski.

 

Teraz znów będzie przerwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×