Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Lucek26
Napisano (edytowane)

Opisujcie swoje zaskakujące spotkania z Węgrami oraz przygody.

Na początek moje spotkanie z przed kilku laty z Węgrem w Berekfurdo.

Przyjechaliśmy na początku lipca  na kemping w Berekfurdo i okazało się ,ze nasze miejsce  często przez nas zajmowane  wcześniej jest wolne .W bezpośrednim sąsiedztwie mieliśmy kilkuosobowa  węgierską rodzinę.   Gdy ustawiałem przyczepę  (bez movera) miedzy drzewami razem z małżonka sąsiad Węgier zaofiarował się z pomocą  co nas bardzo ucieszyło.

Sprawnie ustawiliśmy :przyczepa: za co serdecznie podziękowałem.Przedstawiliśmy się sobie i każdy z nas  zajął się swoimi sprawami.Wieczorem poczęstowałem piwem sąsiada i jego szwagra i próbowaliśmy się jakoś dogadać. 

Na następny dzień przed obiadem wracamy z zona  z basenów a na stoliku w przedsionku stoi głęboki talerz pełen  węgierskiego gulaszu . Zaskoczony i zdziwiony słyszę od sąsiada Jo etvagyot  (smacznego). Odpowiedziałem  koszonom szepen (dziekuje bardzo). Specjalnie nie przepadam za tłustym gulaszem ale rozlałem go do dwóch talerzy i kilka łyżek zjadłem.

Pozostałą porcje zjadł mój zięć i bardzo mu smakował. Potem jeszcze raz podziękowaliśmy za gulasz na piwnym spotkaniu.Okazało się ,ze nasz węgierski sąsiad jest zawodowym kucharzem i ma duze gospodarstwo na węgierskiej  puszcie na terenie Parku Narodowego Hortobagy.

Następnego dnia sytuacja z gulaszem powtórzyła się. Czekał na mnie przed obiadem na stoliku gorący .Zona stwierdziła ,ze przeszedłem na wikt   węgierskiego sąsiada i ma wolne od przygotowywania obiadu. Najbardziej zadowolony z tego dożywiania był mój zięć.

Do czasu wyjazdu mojego przesympatycznego węgierskiego kolegi przez kolejne dwa dni czekał na mnie na stoliku przed obiadem talerz gorącego prawdziwego węgierskiego gulaszu.

W dniu wyjazdu mojego kolegi otrzymałem serdeczne zaproszenie do odwiedzin  jego gospodarstwa położonego w Parku Narodowym Hortobagy.

Pozdrawiam serdecznie węgierskich przyjaciół oraz wszystkich sympatyków i przyjaciół   Węgier .

 Ps.Opisujcie tego typu spotkania i przygody.

@ Elaola zapraszam do wspomnień i pozdrawiam  Ciebie i Czesia. Lucek26

 

Edytowane przez Lucek26

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Kristofer

Witam się w temacie!
Bardzo sympatyczny opis. :ok: Wszystko przeczytałem z uwagą i troszeczkę pozazdrościłem Ci tego gulaszu, ale nie tak ogólnie, tylko akurat właśnie w tej chwili. Tak się wczułem w to, co napisałeś, że mimo późnej pory, poczułem chyba jego smak i zapach unoszący się nad wypełnionym nim po brzegi talerzem.:jesc: Smak zachowany gdzieś głęboko w pamięci, który dzięki Twojemu opisowi dał ponownie o sobie znać i przywołał różne, miłe wspomnienia.
Pewnie zajadałbym się nim podobnie, jak Twój zięć, ponieważ węgierską kuchnię bardzo lubię.
Gratuluję Ci sympatycznego spotkania i zawartych na Węgrzech znajomości oraz bardzo ciekawego pomysłu na napisanie takiego tematu.
Osobiście nie mogę się pochwalić jakąś godną uwagi "węgierską" przygodą, poza może jednym epizodem sprzed iluś tam lat, który pewnie nie wart jest opisu, a całe zdarzenie miało miejsce w Polsce (dla odmiany), na jednym z nadmorskich kempingów.
Któregoś dnia, zaraz po przyjściu z plaży, postanowiłem pójść pod prysznic. Wziąłem wszystko, co potrzebne i udałem się do pobliskiej łazienki.
Był to mały, parterowy budynek, jeden z trzech identycznych na tym kempingu. Wszedłem do środka, do pomieszczeń z natryskami i rozebrałem się "do rosołu", aby zrobić to, po co się tam zjawiłem. Jako, że poza mną nie było nikogo więcej, nie przykładałem zbytniej uwagi, aby zasłonić dokładnie zasłonkę.
Zajęty myciem, nawet nie zauważyłem, że w międzyczasie ktoś się pojawił. Dopiero po zakręceniu wody i wychyleniu się z kabiny po ręcznik, który wisiał na przeciwległej ścianie, zobaczyłem patrzącą na moje odbicie w lustrze, mocno zdziwioną twarz kobiety. Obydwoje byliśmy chyba tą sytuacją w podobny sposób zmieszani. Ona topless przy umywalce, ja przysłaniający się częściowo zasłonką. Chwila konsternacji i długa cisza, ale cóż było robić. Wziąłem ręcznik i zacząłem się wycierać. Czułem, że w naszych głowach pojawiła się ta sama myśl: które z nas pomyliło łazienki?!  Na rozwiązanie tej zagadki nie musiałem długo czekać. Kątem oka zauważyłem, że kobieta nie wytrzymuje napięcia. Narzuciła coś na siebie, zebrała kosmetyki i szybko udała się w kierunku drzwi wejściowych. Gdy tylko się zamknęły, usłyszałem za nimi kobiecy krzyk zdziwienia i jakieś słowa w obcym języku, których wtedy nie zrozumiałem. Wychodząc z łazienki spojrzałem na znaczek przy drzwiach. Rozwiał on moje wątpliwości, ponieważ wyraźnie wskazywał, że to łazienka dla mężczyzn. Na drugi dzień spotkaliśmy się przy recepcji. Po zwyczajowym "dzień dobry" (po węgiersku z jej strony), chyba nieswojo się poczuła, ponieważ podeszła bliżej i zaczęła tłumaczyć się z sytuacji z poprzedniego wieczoru. Okazało się, że w dwóch innych budynkach, do damskich łazienek wchodzi się przez drzwi z lewej strony, a w tym jednym, gdzie doszło do pomyłki, damskie toalety mają drzwi po stronie przeciwnej. Z przyzwyczajenia weszła, jak zwykle i nie patrząc na oznaczenia. W rozmowie dowiedziałem się, że jest Węgierką na wakacjach w Polsce. Po kilku wzajemnych uprzejmościach, poszliśmy w swoje strony, ale od tej chwili, każdego dnia, gdy spotykaliśmy się gdzieś przechodząc przez kemping, wzajemnie się pozdrawiając, na mojej twarzy gościł uśmiech, a u niej uśmiech plus purpura i tylko my dwoje wiedzieliśmy dlaczego. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pierzasty
Napisano (edytowane)

Ja podczas swojego pobytu pierwszego pobytu na Węgrzech (w ogóle pierwszego wyjazdu zagranicznego z budą)  przeżyłem dość duży szok, odnośnie porozumiewania się. Zajechaliśmy na niekomercyjny kemping z basenami w Csornie. W okienku siedziała starsza Pani z którą próbowaliśmy nawiązać dialog: najpierw po Angielsku , potem po Niemiecku, potem na "migi", na końcu poszedłem po kartkę i zacząłem rysować moją rodzinę ,przyczepę i samochód :) . Po tym wszystkim końcem końców machnąłem ręką i dałem Pani kartę płatniczą, niebędąc do końca pewnym jaka kwota . Wszystko odbyło się w przyjaznej atmosferze :)  Pamiętam wtedy przestraszyłem się trochę, że jak tak będziemy się dogadywać przez całe 3 tygodniowe wczasy , które się właśnie zaczynają, to będzie stres :) , nie wpadłem wtedy na pomysł, że ze starszymi Węgrami można próbować po Rosyjsku.  Oczywiście okazało się, że to incydentalny przypadek i nigdy później nie mieliśmy takiej sytuacji.

Drugie spotkanie, miałem bardzo podobne do Lucka tyle że na Chorwacji. W sensie, że przyjechał sympatyczny Bratanek z dziećmi, rozglądał się za miejscem,  koło mnie była sympatyczna miejscówka na namiot, ale trzeba było o metr przesunąć budkę. Bez namysłu zaproponowałem, że to zrobię, schowałem podpory, poprzestawiałem graty, odkotwiczyłem daszek itp. I się zaczęło- najpierw w ramach wdzięczności przyniósł węgierskie wino, ja odpowiedziałem polskim polskim piwem. Dalej wymiana uprzejmości zeszła na inne produkty . Mimo kilku lat pamiętam gościa bardzo dobrze. Bardzo dobrze też postrzegam Węgrów.

 

Edytowane przez Pierzasty

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Commander

Witam.

Jak to miło być dla siebie miłym...

Fajna opowieść.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
elaola
Napisano (edytowane)
10 godzin temu, Lucek26 napisał:

Opisujcie swoje zaskakujące spotkania z Węgrami oraz przygody.

Na początek moje spotkanie z przed kilku laty z Węgrem w Berekfurdo.

Przyjechaliśmy na początku lipca  na kemping w Berekfurdo i okazało się ,ze nasze miejsce  często przez nas zajmowane  wcześniej jest wolne .W bezpośrednim sąsiedztwie mieliśmy kilkuosobowa  węgierską rodzinę.   Gdy ustawiałem przyczepę  (bez movera) miedzy drzewami razem z małżonka sąsiad Węgier zaofiarował się z pomocą  co nas bardzo ucieszyło.

Sprawnie ustawiliśmy :przyczepa: za co serdecznie podziękowałem.Przedstawiliśmy się sobie i każdy z nas  zajął się swoimi sprawami.Wieczorem poczęstowałem piwem sąsiada i jego szwagra i próbowaliśmy się jakoś dogadać. 

Na następny dzień przed obiadem wracamy z zona  z basenów a na stoliku w przedsionku stoi głęboki talerz pełen  węgierskiego gulaszu . Zaskoczony i zdziwiony słyszę od sąsiada Jo etvagyot  (smacznego). Odpowiedziałem  koszonom szepen (dziekuje bardzo). Specjalnie nie przepadam za tłustym gulaszem ale rozlałem go do dwóch talerzy i kilka łyżek zjadłem.

Pozostałą porcje zjadł mój zięć i bardzo mu smakował. Potem jeszcze raz podziękowaliśmy za gulasz na piwnym spotkaniu.Okazało się ,ze nasz węgierski sąsiad jest zawodowym kucharzem i ma duze gospodarstwo na węgierskiej  puszcie na terenie Parku Narodowego Hortobagy.

Następnego dnia sytuacja z gulaszem powtórzyła się. Czekał na mnie przed obiadem na stoliku gorący .Zona stwierdziła ,ze przeszedłem na wikt   węgierskiego sąsiada i ma wolne od przygotowywania obiadu. Najbardziej zadowolony z tego dożywiania był mój zięć.

Do czasu wyjazdu mojego przesympatycznego węgierskiego kolegi przez kolejne dwa dni czekał na mnie na stoliku przed obiadem talerz gorącego prawdziwego węgierskiego gulaszu.

W dniu wyjazdu mojego kolegi otrzymałem serdeczne zaproszenie do odwiedzin  jego gospodarstwa położonego w Parku Narodowym Hortobagy.

Pozdrawiam serdecznie węgierskich przyjaciół oraz wszystkich sympatyków i przyjaciół   Węgier .

 Ps.Opisujcie tego typu spotkania i przygody.

@ Elaola zapraszam do wspomnień i pozdrawiam  Ciebie i Czesia. Lucek26

 

Lucek dziękujemy za pozdrowienia. Jak znajdę chwilkę wolną, to powspominam, a mam wiele miłych wspomnień.  My na przysłowiowych walizkach, niedługo jedziemy do bratanków na dłuuugo, bo na 2-2,5 miesiąca.

Edytowane przez elaola

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ptaku
Napisano (edytowane)

podczas naszego pobytu w Berekfurdo ,wiadomo 6 -7 załóg ,wieczory ciepłe , czas przy grilu i gitarze ,a że obok stacjonował miejscowy kamper ,to oczywiście widząc nasze zachowanie też zapragnął rozrywki . Więc dołączył do naszego grona. My przy akompaniamencie gitary śpiewaliśmy nasze piosenki a  kolega Węgier po swojemu ale z akompaniamentem naszego klaskania. Atmosfera wspaniała mimo różnic językowych ,no i oczywiście wymiana trunków musiała się odbyć .

Edytowane przez ptaku

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×