Skocz do zawartości
TomekKnaus

O obecnej motoryzacji - wydzielone z Rynku karawaningowego

Rekomendowane odpowiedzi

Cathay

Ale czy główną zaletą auta jest bezawaryjność?

Lepiej mieć choćby wiecznie prawie zepsutą Alfę 156, na którą patrzysz z radością, która świetnie się prowadzi, której się nie wstydzisz, niż bezawaryjne Baleno, które się prowadzi beznadziejnie, na które patrzeć nie można bo finezji w niej mniej niż w psiej kupie na chodniku, które nawet nie wznieca uśmiechu politowania, bo nikt tego czegoś nie zauważa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kalapan

Ale czy główną zaletą auta jest bezawaryjność?

Lepiej mieć choćby wiecznie prawie zepsutą Alfę 156, na którą patrzysz z radością, która świetnie się prowadzi, której się nie wstydzisz, niż bezawaryjne Baleno, które się prowadzi beznadziejnie, na które patrzeć nie można bo finezji w niej mniej niż w psiej kupie na chodniku, które nawet nie wznieca uśmiechu politowania, bo nikt tego czegoś nie zauważa?

 

Dla kobiety , bynajmniej mojej bezawaryjność i pewność auta jest podstawową zaletą.Na dojazdy do pracy, po zakupy, czy nawet dalsze wyjazdy takie Baleno nie jest wcale najgorszym samochodem.A czy się prowadzi beznadziejnie- hmmm śmiem wątpić. Myślę,  że nie masz racji.Jedzie jak wiele innych aut tego segmentu, nic lepiej, ani nic gorzej. A czy wznieca uśmiech politowania czy czego innego to akurat mnie czy moją żonę wali to jak klapa sedesowa. Ja nie kupuję auta dla sąsiada czy przechodnia, ja kupuję auto dla siebie.Ja wiem, że to taki polski nawyk - auto ma kolić sąsiada w oczy. Ja już z tego wyrosłem, za stary jestem na takie numery.Ja chcę jechać spokojnie, bezawaryjnie i chcę mieć pewność , że jak wyjadę to dojadę i wrócę bez najmniejszych problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zulos

Oj tam już przestańcie w tym offtopiku...

Albo się ma żonę modelkę albo nauczycielkę - która lepsza?:-)

Mimo że będę bronił Suzuki (mam już dwa) to niestety legendarnie trwałe wolnossące benzyniaki nie nadają się do ciągnięcia przyczepy za bardzo.

Ale nawet oni w tej chwili poszli w dałnsajzing i turbo więc trudno będzie już ich bronić...

Pozostaje jeszcze Mazda z rewelacyjną wolnossącą benzyną 2.0, która przy stopniu sprężania jak w turbodizlu zachowuje się całkiem fajnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
automaciek

Tak na temat dobrych aut premium i ewentualnej reszty motoryzacyjnego badziewia to moja żona chciała tu dodać ze dwa słowa. Od roku 2000 do dziś ma tylko 2 auta.Pierwszy to Suzuki Swift 1,3 - jeszcze japoniec z 1994 roku.Kupiony z przebiegiem 17 tys km.Przejechała nim 233 tys, km, czyli dobiła do 250 tys.To auto nigdy nie widziało naprawy.Tylko eksploatacyjne rzeczy i to na czas.Auto sprzedane po 8 latach za grosze w rodzinie.Dziś ma ponad 400 tys i silnik jak i skrzynia dalej na chodzie (bez remontu).No gorzej z wyglądem, bo budę już prawie zżarło.

Drugie auto, to Suzuki Baleno 1.3 rocznik 2000, oczywiście japoniec.Kupiony w 2008 roku z przebiegiem 32 tys.km.Obecnie ma 195 tys. Do dnia dzisiejszego auto warsztatu / jeżeli chodzi o naprawę/ nie widziało, nawet jednej końcówki drążka nie wymieniono.Tylko eksploatacyjne rzeczy , oczywiście na czas.Przy przebiegu 50 tys. wstawiony gaz /LandiRenzo - Omegas/.

Oba auta bite codziennie do pracy po około 90 km. Żona nawet myśleć nie chce żeby zmienić swojego ukochanego "Bolka". Ma nadzieję, że do emerytury dojeździ :]:]

A teraz jej słowa - czy trzeba kupować drogie auta premium, żeby jeździć w 100% bezawaryjnie?

Chyba raczej auta "premium" nie kupujemy, bo się psuć będzie. Właścicieli aut premium stać na naprawy. Mieliśmy w serwisie taki pogląd że jak w elektronice Audi brak usterek to jest podejrzane - zepsute Audi. Ot co. I jeszcze moje spostrzeżenie, jeśli VAG, PSA albo Renault przedłużył by gwarancję (wzorem Hyundai i KIA) to by już dawno zbankrutowali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zulos

I jeszcze moje spostrzeżenie, jeśli VAG, PSA albo Renault przedłużył by gwarancję (wzorem Hyundai i KIA) to by już dawno zbankrutowali.

Jak by powiedzieli ci, co uczyliśmy ich jeść widelcem w swym ojczystym języku: "tusze"!:-)

Znaczy się celny cios...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Helmut

Chyba raczej auta "premium" nie kupujemy, bo się psuć będzie. Właścicieli aut premium stać na naprawy. Mieliśmy w serwisie taki pogląd że jak w elektronice Audi brak usterek to jest podejrzane - zepsute Audi. Ot co. I jeszcze moje spostrzeżenie, jeśli VAG, PSA albo Renault przedłużył by gwarancję (wzorem Hyundai i KIA) to by już dawno zbankrutowali.

Maciek , musimy zgodzić się w jednym, że koreańska motoryzacja jako czysto koreańska - nie istnieje bo to w 100%  przemysł oparty na zakupie licencji. Koreańczycy nic samego nie wymyślili.  Wszystkie w/w firmy zakupiły licencyjne silniki od General Motors, Mercedes , Toyota, Isuzu itd. Nie chcę się zagłębiać ale Kia, Daewoo , Ssangyong, Hyundai ..... wystarczy spojrzeć w przeszłości wszystkie jednostki, powtarzam wszystkie jednostki były budowane na licencji z tą różnicą, że budowano te jednostki napędowe 1:1 lub po modyfikacjach jak w czasach dzisiejszych - które w większości zostały w krajach bardziej rozwiniętych motoryzacyjnie wycofane całkowicie. Nie kto inny jak przykładowo firmy Bosch i Delphi modyfikowały układy wtryskowe, układy zasilania dla starych silników Mercedesa, Isuzu, Mitsubishi czy General Motors dla nowych modeli Hyundaia czy Kia aby dostosować je do wymagań norm. Stąd często gęsto spotykamy starą sprawdzoną jednostkę w nowym opakowaniu w samochodach koreańskich. Nawet wasze cudowne , wspaniałe samochody Kia Ceed z silnikami diesla - są to silniki  zbudowane w kooperacji z Mercedesem. Tego w instrukcji obsługi nie znajdziecie ale taka jest rzeczywistość. Już w gotowości czeka nowa dieslowska jednostka napędowa w kooperacji z Renault dla nowych modeli Kia. Żeby było jasne ja nie jestem wrogiem "koreańskiej" motoryzacji ale trzeba jeszcze dekady aby była nowa innowacyjna i koreańska. Tak długo jak długo będą stosowali stare sprawdzone rozwiązania które znowu u nas juz powoli są wycofane albo wycofywane tak długo będą zadawalającą marką.  Taka teraz już jest nasza motoryzacja.

Edytowane przez Helmut

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
automaciek

Sedno sprawy "stosują sprawdzone rozwiązania " nie karmią klientów nowinkami które chwilę po upływie gwarancji odmawiają współpracy. Benzyny bez EGR i wynalazków w postaci sterowanych termostatów i wyłączalnych pomp chłodzenia. Diesle bez Adblue ( jeszcze) i przepustnic na wydechu. Za wszystkie te cuda płacimy dwa razy, raz przy zakupie i drugi raz gdy padną. Starannie wykonane i mało awaryjne instalacje elektryczne. Więcej za mniej.... oczywiście są odstępstwa, kto ich nie ma.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
inhalt

Ale czy główną zaletą auta jest bezawaryjność?

Jeśli auto spełnia podstawowe wymogi praktyczne (dla każdego użytkownika mogą być inne, ale dlatego istnieją różne samochody) to absolutnie bezawaryjność jest główną zaletą samochodu. Samochód ma jeździć i nie jest do oglądania. Co mi po pięknej "nieruchomości" stojącej w garażu i czekającej na kolejną naprawę? Mam jechać autobusem ze wsi do miasta do pracy? Wolę jechać przeciętniakiem ale sprawnym niż nie jechać pięknością.

 

Albo się ma żonę modelkę albo nauczycielkę - która lepsza?:-)

Modelka! Ale z samochodami jest inaczej - nie "przytulasz"  :sex:  ich więc mogą wyglądać jak chcą, byle jechały przyzwoicie.

 

na temat dobrych aut premium i ewentualnej reszty motoryzacyjnego badziewia

Mercedes S-klasse kupiony w salonie MB w Polsce jako nowy (przykład z rodziny, a nie zasłyszany z internetu). Podczas gwarancji 9 razy wracał na lawecie. Ani razu nie była to wielka awaria silnika czy skrzyni, która by powodowała konieczność kapitalnego remontu. Ale co z tego, skoro nie dojechał gdzie miał dojechać, zmarnował czas i nerwy właściciela itd. Po gwarancji zepsuł się elektroniczny "drobiazg" czyli moduł sterujący funkcjami wnętrza i auto straciło klimę, pamięć foteli, podświetlenie, wentylację itd. Naprawa kilkanaście tys. zł, czyli drożej niż kapitalny remont silnika w Oplu, Suzuki czy Fiacie.

Tak właśnie wyglądają współczesne samochody klasy premium!

Ja to miałem naprawdę auto premium, W124, które kupiłem jako 18-letni. Gdy był wyprodukowany to kosztował tyle (widziałem rachunek) co 3 Golfy w tamtych czasach. Ale po ćwierć wieku nadal jeździ całkiem przyzwoicie i nie miałem oporów by go sprzedać dobremu koledze. Jeszcze mu się nie zepsuł. A jak na tamte czasy też miał dość fajne wyposażenie (oczywiście na dzisiejsze standardy to bieda).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
visitor1967

Mimo, że temat niby o rynku karawaningu to odpowiem, że nie trzeba.

 

Wystarczy kupować nowe lub używane, nie kręcone...

https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/strezynska-zrobila-cos-czego-poprzednie,253,0,2390781.html?src01=6a4c8&src02=facebook_money

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
danielpoz

.

 

Mercedes S-klasse kupiony w salonie MB w Polsce jako nowy (przykład z rodziny, a nie zasłyszany z internetu). Podczas gwarancji 9 razy wracał na lawecie. Ani razu nie była to wielka awaria silnika czy skrzyni, która by powodowała konieczność kapitalnego remontu. Ale co z tego, skoro nie dojechał gdzie miał dojechać, zmarnował czas i nerwy właściciela itd. Po gwarancji zepsuł się elektroniczny "drobiazg" czyli moduł sterujący funkcjami wnętrza i auto straciło klimę, pamięć foteli, podświetlenie, wentylację itd. Naprawa kilkanaście tys. zł, czyli drożej niż kapitalny remont silnika w Oplu, Suzuki czy Fiacie.

 

Naprawa za naście tyś jest drobnostką da kogoś kogo stać na auto za pół miliona w górę. Pewnie nie wiele mniej kosztuje jakiś przegląd tego modelu w ASO.

 

Takie realia, które mogą się nie mieścić w głowie przeciętnemu Kowalskiemu :]

 

Tak właśnie wyglądają współczesne samochody klasy premium!

 

jak? że są lepsze od marek budżetowych? od zawsze tak jest :]

 

Ja to miałem naprawdę auto premium, W124, które kupiłem jako 18-letni. Gdy był wyprodukowany to kosztował tyle (widziałem rachunek) co 3 Golfy w tamtych czasach.

Teraz E klasa tez może kosztować tyle co 3 golfy. Jaki z tego w ogóle morał :niewiem:

 Ale po ćwierć wieku nadal jeździ całkiem przyzwoicie i nie miałem oporów by go sprzedać dobremu koledze. Jeszcze mu się nie zepsuł. A jak na tamte czasy też miał dość fajne wyposażenie (oczywiście na dzisiejsze standardy to bieda).

Obym nie musiał jeździć autami co mają ćwierć wieku.... tego sobie życzę :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kalapan

 

Ja to miałem naprawdę auto premium, W124, które kupiłem jako 18-letni. Gdy był wyprodukowany to kosztował tyle (widziałem rachunek) co 3 Golfy w tamtych czasach. Ale po ćwierć wieku nadal jeździ całkiem przyzwoicie i nie miałem oporów by go sprzedać dobremu koledze. Jeszcze mu się nie zepsuł. A jak na tamte czasy też miał dość fajne wyposażenie (oczywiście na dzisiejsze standardy to bieda).

 

W 124 był ostatnim mercedesem, którego można było nazwać mercedesem, wszystkie inne po nim mercedesy to tylko imitacje aut premium  wyposażone w lepsze lub gorsze świecidełka.

Po 124 skończyła się pewna epoka czegoś, co było warte wydania ostatniego grosza, czegoś co sprawiało radość z posiadania samochodu, jego jakości, pewności i bezawaryjności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
inhalt

Teraz E klasa tez może kosztować tyle co 3 golfy. Jaki z tego w ogóle morał :niewiem:

Nie mam pojęcia jaki morał z tego, że E-klasa może kosztować dziś tyle co 3 Golfy. Zupełnie nie zrozumiałeś o czym pisałem.

 

A chodziło o to, że kiedyś było inne podejście do produkcji, do rynku i do klienta. Jeśli uznana marka produkowała auto premium (na owe czasy, bo nie można przyrównywać do dzisiejszych) i kasowała za to auto 3 razy więcej niż inni producenci za przyzwoity model klasy popularnej, to za swoje pieniądze klient otrzymywał naprawdę coś ekstra. Płacił dużo i dostawał dużo. Firma, w tym wypadku Mercedes, dbała o jakość, niezawodność i w tym upatrywała swojej renomy. Mercedes miał być i był klasą, wzorem wykonania, kultury technicznej.

A teraz się zupełnie pozmieniało i to nie tylko u Mercedesa. Dziś jest dużo mniejszy sens kupowania aut premium. One są lepsze niż auta popularne, ale różnica jest dużo mniejsza niż była kiedyś. Dzisiaj nadal za premium trzeba zapłacić duuużo więcej niż za przeciętne auto, ale nie otrzymamy w zamian solidności, dbałości o jakość wykonania ani niezawodności. Otrzymamy za te dodatkowe pieniądze trochę bajerów i bardziej bądź mniej potrzebnych wodotrysków. No i wysoką "pozycję społeczną" na parkingu pod biedronką, bo fura przyciąga wzrok.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
danielpoz

Nie mam pojęcia jaki morał z tego, że E-klasa może kosztować dziś tyle co 3 Golfy. Zupełnie nie zrozumiałeś o czym pisałem.

 

 

.Zrozumiałem, że płacimy jak za 3 golfy ale nie dostajemy tego czego Ty byś sobie życzył. Innie jednak są innego zdania i kupują :]

 

 

A chodziło o to, że kiedyś było inne podejście do produkcji, do rynku i do klienta. Jeśli uznana marka produkowała auto premium (na owe czasy, bo nie można przyrównywać do dzisiejszych) i kasowała za to auto 3 razy więcej niż inni producenci za przyzwoity model klasy popularnej, to za swoje pieniądze klient otrzymywał naprawdę coś ekstra. Płacił dużo i dostawał dużo. Firma, w tym wypadku Mercedes, dbała o jakość, niezawodność i w tym upatrywała swojej renomy. Mercedes miał być i był klasą, wzorem wykonania, kultury technicznej.

A teraz się zupełnie pozmieniało i to nie tylko u Mercedesa. Dziś jest dużo mniejszy sens kupowania aut premium. One są lepsze niż auta popularne, ale różnica jest dużo mniejsza niż była kiedyś. Dzisiaj nadal za premium trzeba zapłacić duuużo więcej niż za przeciętne auto, ale nie otrzymamy w zamian solidności, dbałości o jakość wykonania ani niezawodności. Otrzymamy za te dodatkowe pieniądze trochę bajerów i bardziej bądź mniej potrzebnych wodotrysków. No i wysoką "pozycję społeczną" na parkingu pod biedronką, bo fura przyciąga wzrok.

 

Wiem że to trudne ale pojmij że dziś nie kupuje się nowego auta żeby nim jeździć ćwierć wieku. Bo i po co? Człowiek kupuje "premiuma" i po np. 3 czy 5 latach kupuje kolejne nowe auto. Auta są relatywnie coraz tańsze a oferują znacznie więcej niż np. 20 lat temu. Co do lansu pod biedronką to nie wiem bo chodzę pieszo :ee:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kalapan

.Zrozumiałem, że płacimy jak za 3 golfy ale nie dostajemy tego czego Ty byś sobie życzył. Innie jednak są innego zdania i kupują :]

 

A mają jakąś inną alternatywę? Kupują , bo nadal toto nazywa się  autem premium, a innego  nie ma.Przecież bogaty człowiek daci dustera nie kupi, bo to nie godne jego statusu, choćby nawet sto razy lepsze było /choć nie jest/.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
danielpoz

A mają jakąś inną alternatywę? Kupują , bo nadal toto nazywa się  autem premium, a innego  nie ma.Przecież bogaty człowiek daci dustera nie kupi, bo to nie godne jego statusu, choćby nawet sto razy lepsze było /choć nie jest/.

Strasznie mi ich żal, ale jakoś muszą z tym żyć :]

Edytowane przez danielpoz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×