Skocz do zawartości
Mandrol

[Relacja] Grecja 2017 załogi Mandrola

Rekomendowane odpowiedzi

Mandrol

Dzień szósty – 19.08.2017

Rankiem zjadamy śniadanie, płacimy za kemping (31,20 EUR x 4= 125 EUR) i udajemy się w dalszą drogę na Sithonię. Właścicielka daje nam mapkę i informuje, że na kempingu „Armenistis Camping” (http://www.armenistis.com.gr/index.php?lang=en) możemy liczyć na niższe ceny, gdyż jej kemping znajduje się w sieci kempingów objętych zniżkami. Decydujemy zajechać i zobaczyć jak tam wygląda- dla nas jest to totalna porażka. Obsługa w recepcji nie ma pojęcia czy są jakieś wolne miejsca a jak już są to obsługa z pola twierdzi, że te miejsca są zajęte. Ludzi na kempingu tyle, że nie ma gdzie przysłowiowej szpilki wsadzić. Po sprawdzeniu ewentualnego miejsca, na którym moglibyśmy się zatrzymać i skorzystaniu z niezbyt czystej toalety, decydujemy o kontynuowaniu naszej jazdy na kemping „Melissi” (https://www.camping-melissi.gr/en/), który Tomek zaproponował dawno temu w czasie ustalania miejsca odpoczynku. Tak więc przeciskamy się przez gąszcz samochodów, wracamy na główną drogę i jedziemy dalej do Sykii do wspomnianego wyżej kempingu. Logujemy się pod drzewkami i rozkładamy markizę, żeby ochronić się przed słońcem. Przy okazji okazuje się, że podczas bardzo gwałtownego hamowania (aż dym poszedł spod opon przyczepy) urwały się zabezpieczenia z naszej markizy workowej, która w każdej chwili mogła nam się wysunąć i wypaść na drogę ale dzięki Bogu tak się nie stało. Włączamy klimę w przyczepie, która praktycznie w Grecji chłodzi cały czas- ten gadżet okazuje się bardzo przydatny w temperaturach powietrza przekraczających 30°C. Chłopcy oczywiście od razu na plażę, do której mamy już troszkę dalej bo jakieś 150m.

 

post-8122-0-76606400-1507169983_thumb.jpgpost-8122-0-61176900-1507169986_thumb.jpgpost-8122-0-03144900-1507169990_thumb.jpgpost-8122-0-47838300-1507169991_thumb.jpgpost-8122-0-60472200-1507169992_thumb.jpgpost-8122-0-40336500-1507169993_thumb.jpgpost-8122-0-70045200-1507170025_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Commander

Witam.

Bardzo się cieszę na tą relację. Poczytam z przyjemnością.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
janm

Staliśmy dosłownie za płotem Melissi na Pitsoni ; ciekawi mnie Wasza opinia o Melissi bo nam jakoś to miejsce nie za bardzo przypadło do gustu ze względu na jakiś taki bezład w ustawianiu jak popadnie , czyli na zasadzie ,, róbta co chceta " i braku dobrze zacienionych miejsc co w naszym wypadku bez klimy było nie do zaakceptowania na dłuższy pobyt mimo daszku i dodatkowego ,,śmigła ".

post-4393-0-71012100-1507186500_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Janku, nasi znajomi też byli bez klimy i bez "śmigła" jak to nazwałeś i na wszystkich kempach dali radę. Najwięcej cienia mieliśmy na Ouzoni Beach, na Melissi staliśmy zaraz za recepcją i środek dnia to patelnia ale po południu już słońce było przykryte budynkiem i nie było tego tak odczuć bo zresztą cały dzień siedziało się na plaży. Poza tym temperatura na zewnątrz pewnie już niższa niż w lipcu.

Co do miejsc i bezładu- całkowicie się z Tobą zgadzam ale ten kemping to raczej z typu "nie parcelowany"; dopiero na trawce wzdłuż drogi gdzie nie było wcale cienia były parcele (tak mi się przynajmniej wydaje). W tym bezładzie był też jakiś ład bo ani my ani sąsiedzi nasi bliżsi i dalsi nie wchodziliśmy sobie w paradę. A w ustawieniu naszych zestawów nie było u nas "róbta co chceta"- grecki boss Marianis (dla mnie wszyscy są Marianami :] ) pokazał nam miejsca, gdzie możemy się rozbić i wybraliśmy to jedno najbardziej zacienione.

Ostatni kemping w naszej opowieści to już totalna patelnia ale o tym później :skromny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
marcin81

Dzień szósty – 19.08.2017

Rankiem zjadamy śniadanie, płacimy za kemping (31,20 EUR x 4= 125 EUR) i udajemy się w dalszą drogę na Sithonię. Właścicielka daje nam mapkę i informuje, że na kempingu „Armenistis Camping” (http://www.armenistis.com.gr/index.php?lang=en) możemy liczyć na niższe ceny, gdyż jej kemping znajduje się w sieci kempingów objętych zniżkami. Decydujemy zajechać i zobaczyć jak tam wygląda- dla nas jest to totalna porażka. Obsługa w recepcji nie ma pojęcia czy są jakieś wolne miejsca a jak już są to obsługa z pola twierdzi, że te miejsca są zajęte. Ludzi na kempingu tyle, że nie ma gdzie przysłowiowej szpilki wsadzić. Po sprawdzeniu ewentualnego miejsca, na którym moglibyśmy się zatrzymać i skorzystaniu z niezbyt czystej toalety, decydujemy o kontynuowaniu naszej jazdy na kemping „Melissi” (https://www.camping-melissi.gr/en/), który Tomek zaproponował dawno temu w czasie ustalania miejsca odpoczynku. Tak więc przeciskamy się przez gąszcz samochodów, wracamy na główną drogę i jedziemy dalej do Sykii do wspomnianego wyżej kempingu.

Co do Armenistisa ma bardzo podobne zdanie co Ty, z tym tylko wyjątkiem że my tam staliśmy 5 dni. Zmęczenie podróżą, chęć wykąpania się w końcu w ciepłym morzu ( temp. 28,8C) i rekomendacja kempingu przez ACSI na którym się do wtedy nigdy nie zawiodłem wzięła górę. Jedynym plusem tego kempingu to ciepłe czyściutkie morze z dość dużą płycizną idealną dla małych dzieci i połyskującą w słońcu miką.

 

post-11230-0-73232900-1507198905_thumb.jpgpost-11230-0-88163900-1507199117_thumb.jpg

 

 

No i może jeszcze jeden plus to bliskie położenie od tego cudownego miejsca:

 

post-11230-0-18558200-1507199602_thumb.jpgpost-11230-0-21005500-1507199636_thumb.jpg

 

Przepraszam że wcinam Ci się w relacje. :ok:

Edytowane przez marcin81

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kalapan

Bardzo ciekawa relacja, czytam z przyjemnością, bo akurat w tym rejonie jeszcze nie byłem.Świetnie, że podajesz ceny i namiary.To się wykorzysta :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tomiy

 

No i może jeszcze jeden plus to bliskie położenie od tego cudownego miejsca:

 

attachicon.gifIMG_5593.JPGattachicon.gifIMG_5594.JPG

 

Przepraszam że wcinam Ci się w relacje. :ok:

Z Melisi na Orange Beach tez nie jest daleko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Co do Armenistisa ma bardzo podobne zdanie co Ty, z tym tylko wyjątkiem że my tam staliśmy 5 dni. Zmęczenie podróżą, chęć wykąpania się w końcu w ciepłym morzu ( temp. 28,8C) i rekomendacja kempingu przez ACSI na którym się do wtedy nigdy nie zawiodłem wzięła górę. Jedynym plusem tego kempingu to ciepłe czyściutkie morze z dość dużą płycizną idealną dla małych dzieci i połyskującą w słońcu miką.

 

No i może jeszcze jeden plus to bliskie położenie od tego cudownego miejsca:

 

Przepraszam że wcinam Ci się w relacje. :ok:

 

NP Marcin! Pisz swoje zdanie i komentuj- może ktoś wyrobi sobie opinię na podstawie naszych wypowiedzi.

 

Miejsca piękne ale czy warte zatrzymania się akurat tam?

 

Po raz pierwszy byłem na takim kempingu i od razu nam się nie spodobał- nie lubię takich miejsc! Wszędzie pełno ludzi w kolejkach (recepcja, WC) a recepcja taka nieogarnięta, że szkoda słów. Przez 30 minut spędzonych w tym miejscu wyrobiłem sobie opinię, że dla nas molochy odpadają na dzień dobry ale wielu ludziom takie coś odpowiada co było widać po ilości zaparkowanych byle jako samochodów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzień siódmy – 20.08.2017

Niedziela w całości spędzona na plaży :yay:  Chłopcy dorwali małego psiaka, z którym się bawią rzucając mu piłeczkę a on z chęcią aportuje. Po południu zbieramy się i jedziemy do Sykii na jakieś lokalne jedzonko. Znajdujemy jakąś „kebabownię” i wcinamy pyszne, greckie jedzonko. W restauracji spotykamy rodzinkę Polaków z Bielska- chwilę rozmawiamy o tutejszej okolicy i ich przygodach z Bułgarami na kempingu, gdzie się zatrzymali. Z ich opowieści wynika, że kemping jest opanowany przez bardzo głośnych Bułgarów :oslabiony:  a spotkani Bielszczanie są jedyną nacją innej narodowości i nie mają za dużo do gadania w kwestii przestrzegania ciszy nocnej.

 

post-8122-0-97755300-1507252235_thumb.jpgpost-8122-0-01708900-1507252239_thumb.jpgpost-8122-0-23044600-1507252242_thumb.jpgpost-8122-0-33516300-1507252244_thumb.jpgpost-8122-0-82721500-1507252245_thumb.jpgpost-8122-0-99293500-1507252246_thumb.jpgpost-8122-0-03920700-1507252248_thumb.jpgpost-8122-0-26264400-1507252249_thumb.jpg

 

Dzień ósmy – 21.08.2017

Poniedziałkowe przedpołudnie wykorzystujemy do objazdówki Sithonii. Najpierw objeżdżamy okolicę a potem kierujemy się do Torone, gdzie spacerujemy po ruinach starożytnego miasta Toroni i jemy pyszne lody na plaży, gdzie akurat strasznie wieje a morze jest bardzo wzburzone. W drodze powrotnej zajeżdżamy na zachwalany przez wszystkich kemping „Thalatta Kalamitsi Village Camp” (http://www.thalattacamp.gr/en/) i na wjeździe spotykamy Mercedesa Vito na gdańskich blachach. Chwilkę rozmawiamy i dowiadujemy się od naszych rozmówców, że kemping przereklamowany i nie opłacało się tu jechać tyle kilometrów, kiedy Trójmiasto i Bałtyk ma się pod nosem.

Przed dojazdem do Sykii zauważamy na górkach konstrukcje z blach- podejrzewamy, że są to greckie farmy, na których wypasa się owce ale pewności nie mamy bo nikogo w okolicy nie widać. Jako, że jutro opuszczamy nasz kemping i udajemy się do Jacka to decydujemy się zatankować w centrum Sykii (67 EUR za 56,78l- średnie spalanie- 10,36l/100km a wg komputera 10,00l/100km).

 

post-8122-0-44985200-1507252497_thumb.jpgpost-8122-0-21672100-1507252501_thumb.jpgpost-8122-0-68873800-1507252502_thumb.jpgpost-8122-0-14388500-1507252504_thumb.jpgpost-8122-0-22122000-1507252505_thumb.jpgpost-8122-0-33662400-1507252506_thumb.jpgpost-8122-0-22673600-1507252507_thumb.jpgpost-8122-0-09542600-1507252508_thumb.jpgpost-8122-0-90454600-1507252508_thumb.jpgpost-8122-0-92257300-1507252509_thumb.jpgpost-8122-0-83076500-1507252668_thumb.jpgpost-8122-0-53535400-1507252671_thumb.jpgpost-8122-0-68748900-1507252672_thumb.jpgpost-8122-0-74317300-1507252674_thumb.jpgpost-8122-0-85134000-1507252675_thumb.jpgpost-8122-0-93308200-1507252676_thumb.jpgpost-8122-0-82435900-1507252677_thumb.jpgpost-8122-0-67155600-1507252678_thumb.jpgpost-8122-0-47600200-1507252679_thumb.jpgpost-8122-0-13474600-1507252680_thumb.jpgpost-8122-0-32606400-1507252780_thumb.jpgpost-8122-0-10634600-1507252784_thumb.jpgpost-8122-0-39421000-1507252785_thumb.jpg

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzień dziewiąty – 22.08.2017

Rankiem zjadamy śniadanie, płacimy za kemping (29,00 EUR x 3= 87 EUR) i powolutku udajemy się w kierunku Torone bo nasza druga załoga chciałaby objechać całą Sithonię w drodze do Neos Panteleimonas. Droga całkiem ładna z długimi podjazdami, które jednak na naszym amerykańsko-koreańsko-niemieckim zestawie nie robią wrażenia- automat w Orlando ciągnie aż miło a 190 koników pracuje bardzo rytmicznie i bez zadyszki :yay:  Niestety w czasie tej jazdy filtr DPF postanawia się wypalić więc średnie spalanie wzrasta w pewnym momencie do 16,6l/100km. Masakra!!! :oslabiony:  Gdzieś po drodze zatrzymujemy się pod Lidlem bo załoga Tomka chce zrobić jakieś zakupy- my w międzyczasie coś konsumujemy na parkingu. Kierujemy się w stronę Salonik i ich centrum gdyż Tomek chce zobaczyć je z bliska. Przejazd przez centrum trwa ok. 45 minut i cały czas drżymy czy jakiś grecki Marianis czy Zdzisławis nie urwie nam lusterek przejeżdżając szybko obok nas na swoim jednośladowym mopiku. Marek od czasu do czasu otwiera i zamyka lusterka widząc stada Greków, którzy nie zważając na okoliczne samochody omijają je to z prawej to z lewej strony. W końcu udaje nam się wydostać z Salonik i wjeżdżamy na autostradę w stronę Aten. Ok. godz. 16:30 dojeżdżamy do naszego celu, którym jest kemping „Arion” (http://camping-arion.gr/en/). Tam spotykamy Jacka, który wcześniej zaanonsował właścicielowi kempingu nasz przyjazd a on przygotował dla nas 2 miejsca kempingowe. Wybieramy te pod drzewami, żeby mieć trochę cienia- później okaże się to niestety błędem. Rozbijamy obozy i oczywiście chłopcy biegną na plażę, do której mamy jakieś 50m. My też do nich później dołączamy i korzystamy z jak zawsze mokrej, słonej, czystej i co najważniejsze ciepłej wody :yay: 

 

post-8122-0-37324900-1507355589_thumb.jpgpost-8122-0-13093600-1507355591_thumb.jpgpost-8122-0-30067900-1507355592_thumb.jpgpost-8122-0-49434400-1507355593_thumb.jpgpost-8122-0-64300100-1507355594_thumb.jpgpost-8122-0-50669200-1507355595_thumb.jpgpost-8122-0-42802400-1507355596_thumb.jpgpost-8122-0-05295200-1507355585_thumb.jpg


Dzień dziesiąty – 23.08.2017

Rankiem jesteśmy zmuszeni się przelogować :oslabiony:  Już wczoraj podczas wieczornej biesiady rzeczy na stoliku zaczęły się dziwnie kleić a na przyczepie było widać jakiś biały nalot. Okazuje się, że drzewa, które miały nam dać cień dały nam niestety w kość bo nie dość, że musieliśmy zmienić stanowiska naszych przyczep to musieliśmy zrobić pranie, które Marek w urodzinowym voucheru wręcz zakazał Kasi. Tak więc kupujemy proszek, bierzemy wszystkie nasze ręczniki + brudne ubrania i za 4 EUR pralka je pierze a greckie słoneczko bardzo szybko je suszy a my oczywiście cały dzień przesiadujemy na plaży.

Po zjedzeniu pysznego obiadku, obowiązkowej sjeście i umyciu naczyń przez młodszą część naszych załóg, udajemy się na wzgórza starego miasta Neos Panteleimonas, skąd można podziwiać piękną panoramę nowego miasta. Po zwiedzeniu starego miasteczka Tomek sugeruje podjechać kilkanaście kilometrów wyżej więc jedziemy jakieś 20km w górę, gdzie droga najpierw powoli się zwęża nieprzycinanymi z boku gałęziami drzew a potem przechodzi w szutrówkę a na samym końcu przeradza się w wyłożoną kamieniami nierówną ścieżkę. Dziwnym trafem nie mijamy się z żadnym samochodem a w miejscu gdzie Tomek decyduje się jechać dalej są tylko Nissan Navara i stary Opel Frontera więc pełnowartościowe samochody 4x4. My odpadamy bo już wcześniej nasz grill tarł o podłoże i wycofujemy kilkadziesiąt metrów żeby powrócić na wcześniejszy szlak. Nasza powrotna droga wiedzie przez centrum miasteczka, gdzie znajduje się sporo restauracji co wzmaga nasz apetyt i zaraz po powrocie na kemping udajemy się na pyszne jedzonko do restauracji zlokalizowanej niedaleko naszego kempingu.

 

post-8122-0-01995400-1507355865_thumb.jpgpost-8122-0-09058600-1507355869_thumb.jpgpost-8122-0-42093300-1507355870_thumb.jpgpost-8122-0-61886100-1507355871_thumb.jpgpost-8122-0-79622100-1507355872_thumb.jpgpost-8122-0-83939100-1507355873_thumb.jpgpost-8122-0-65089900-1507355874_thumb.jpgpost-8122-0-64610800-1507355875_thumb.jpgpost-8122-0-46041700-1507355876_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzień jedenasty – 24.08.2017

Dzień w całości spędzony na plaży. Chłopcy dogadują się z hotelową ekipą chłopaków i razem grają w piłkę. Wieczorem czas na grilla- trzeba zjeść wszystko, co nam zostało bo niestety powolutku zbliża się czas powrotu do domu.

 

post-8122-0-36193600-1507424815_thumb.jpgpost-8122-0-49176100-1507424819_thumb.jpgpost-8122-0-82484100-1507424822_thumb.jpgpost-8122-0-04270800-1507424824_thumb.jpg


Dzień dwunasty – 25.08.2017

Ostatni dzień spędzamy na plaży (a gdzieżby indziej :yay: ) a po południu zaczynamy już powolutku przygotowywać się do wyjazdu, który Jacek przesunął z godziny porannej na nocną- o godz. 2:00 pobudka z poranną toaletą, przygotowaniem i spięciem zestawu i planowany wyjazd ok. godz. 3:00. Płacimy za kemping 120 EUR- na hasło „Jacek’s friend” dostajemy zniżkę 6 EUR i doba wychodzi 30 EUR zamiast cennikowych 36 EUR. Marek próbuje jeszcze zbić połowę ceny z ostatniej doby bo przecież wyjeżdżamy w środku nocy ale miły, starszy właściciel pozostaje niewzruszony i kasuje jak za cały dzień. Przestawiamy przyczepę do wyjazdu żeby w nocy przypadkiem nie zahaczyć o murek z wodą, podpinamy przyczepę pod nasze Orlando i dźwigamy łapy- jesteśmy ready do wyjazdu.

Wieczorem wszyscy udajemy się na kalmary do restauracji rekomendowanej przez Jacka- pychota. Przy okazji okazuje się, że godz. 20:00 w Grecji dla Jacka i jego rodziny to godz. 20:00 ale czasu polskiego (w rzeczywistości to godz. 21:00 w Grecji). Dobrze, że wychodzi to teraz a nie w nocy kiedy Marek z rodziną obudziłby się o godz. 2:00 podczas gdy Jacek z rodziną smacznie w tym czasie by jeszcze spał :]  Nastawiamy więc budziki w telefonach na godz. 3:00 czasu greckiego i z pełnymi brzuchami idziemy spać.

 

post-8122-0-35731500-1507425014_thumb.jpgpost-8122-0-79187400-1507425018_thumb.jpgpost-8122-0-07926500-1507425020_thumb.jpgpost-8122-0-38105300-1507425021_thumb.jpgpost-8122-0-95964700-1507425022_thumb.jpgpost-8122-0-15562400-1507425024_thumb.jpgpost-8122-0-35044200-1507425025_thumb.jpgpost-8122-0-51540300-1507425026_thumb.jpgpost-8122-0-54177200-1507425027_thumb.jpgpost-8122-0-63645000-1507425028_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzień trzynasty – 26.08.2017

O godzinie „ZERO” czyli 3:00 czasu lokalnego budzimy się i powolutku przenosimy się do samochodu, sprawdzając jeszcze raz naokoło czy wszystko mamy i czy wszystko jest przygotowane do wyjazdu. Marek pomaga Jackowi przepchać jego przyczepkę i o godz. 2:54 czasu polskiego wyjeżdżamy z kempingu kierując się w stronę autostrady na Saloniki. Stan licznika wskazuje 81526km. Jacek informuje nas, że swoim zestawem jeździ ok. 115km/h co traktujemy jako wyzwanie bo nigdy tak szybko nie jeździliśmy (jedynie podczas wyprzedzania ciężarówek i innych samochodów). Marek obawia się, że nasze Orlando nie da rady bo Volvo XC90 to jednak cięższy i wyższy holownik ale my w naszej przyczepce mamy jednak ATC, które powinno nam pomóc w sytuacji ewentualnego wężykowania dlatego Marek ustawia tempomat na ustaloną wcześniej prędkość i zauważamy, że jedzie się idealnie a przyczepka sunie za Orlando jak po sznurku. Ruch na autostradzie znikomy a kilometry przy takiej prędkości uciekają bardzo szybko. Dodatkowo ciągła koncentracja przy takiej prędkości nie pozwala na zaśnięcie pomimo nocnej pory. Za autostrady w Grecji płacimy 11,00 EUR. Przejeżdżamy granicę grecką i zaraz po przekroczeniu granicy macedońskiej tankujemy do pełna- 2650 MKD za 55,20l- średnie spalanie- 12,38l/100km a wg komputera 12,50l/100km. Jedziemy dalej przez Macedonię kierując się do granicy z Serbią. Za autostrady płacimy znowu monetami w EUR co w przeliczeniu na macedońską walutę wynosi 400 MKD. Na ostatniej stacji przed granicą ponownie tankujemy do pełna- 1000 MKD za 20,83l- średnie spalanie- 12,62l/100km a wg komputera 12,70l/100km. Na granicy jesteśmy ok. 7:00 i niestety swoje musimy odstać, żeby przejechać dalej. Po godzinie ruszamy dalej i utrzymujemy prędkość przelotową na poziomie 110-115km/h. Nasze Orlando spisuje się znakomicie aż do górki przed Belgradem, kiedy temperatura silnika osiąga ¾ zakresu (po raz pierwszy w życiu!) przy temperaturze powietrza 42°C. Samochód z prędkości tempomatowej ok. 110km/h zwalnia do ok. 85-90km/h i nie reaguje na pedał przyśpieszenia przy próbie doścignięcia zestawu Jacka. Przy zjeździe z górki temperatura silnika spada do połowy zakresu ale samochód dalej zachowuje się tak jakby nie chciał jechać. Dopiero zjazd na stację na tankowanie (8432,06 RSD za 57,40l- średnie spalanie- 12,34l/100km a wg komputera 12,40l/100km) oraz ponad półgodzinna przerwa na posiłek sprawiają, że Orlando odpoczywa i pośrednio się schładza jeśli tak to oczywiście można nazwać przy temperaturze zewnętrznej 40°C. Podczas przerwy decydujemy, że jedziemy na przejście graniczne Tompa, do którego dojeżdżamy ok. godz. 17:00. Za autostrady w Serbii płacimy 16 EUR. Przejazd przez granicę trwa ok. 45 minut i po sprawdzeniu wnętrza przyczepy oraz bagażnika ruszamy w dalszą drogę. Temperatura na zewnątrz ciągle oscyluje wokół 40°C a mamy już godz. 18:01! Jacek decyduje się na jazdę drogami krajowymi oraz lokalnymi skrótami co jest bardzo dobrym posunięciem bo eliminuje senność, która mogłaby pojawić się podczas monotonnej jazdy autostradą. Można by nawet rzec, że szybka jazda lokalnymi drogami dostarcza nam adrenaliny, która na pewno nie pozwala zasnąć za kierownicą. W końcu jednak trzeba wjechać na autostradę i przed Budapesztem zatrzymujemy się na parkingu, żeby się naradzić co robimy dalej. Parking nie wygląda optymistycznie- wszędzie pełno ludzi przesiadujących na trawnikach co nie wróży bezpiecznym noclegiem. Podczas narady Marek nawiązuje dyskusję z polskim kierowcą cysterny, który widząc nasze dzieci proponuje nam… czekoladę, której ma w nadmiarze w plastikowych pudłach po ostatnim transporcie tego surowca z Włoch. Kosztujemy słodkiego przysmaku i korzystając z okazji napełniamy czekoladą nasze pudełka serdecznie mu dziękując i życząc szerokości udajemy się w dalszą drogę. Omijamy Budapeszt i ok. godz. 21:00 zatrzymujemy się na parkingu stacji benzynowej w Csömör, żeby odpocząć, posilić się, przespać i po kilku godzinach ruszyć dalej. Licznik wskazuje 82605km- udaje nam się przejechać 1079km, które jakoś nie dały nam się we znaki nadmiernym zmęczeniem. Wspólnie ustalamy pobudkę na godz. 2:00 polskiego czasu (żeby nie było żadnych niedomówień :skromny: ) i kładziemy się spać.

 

post-8122-0-83041700-1507426794_thumb.jpgpost-8122-0-20303300-1507426798_thumb.jpgpost-8122-0-54456900-1507426801_thumb.jpgpost-8122-0-77889800-1507426802_thumb.jpgpost-8122-0-95824200-1507426803_thumb.jpgpost-8122-0-04231500-1507426805_thumb.jpgpost-8122-0-10824100-1507426838_thumb.jpgpost-8122-0-93131800-1507426833_thumb.jpg


Dzień czternasty – 27.08.2017

O godzinie „ZERO” czyli 2:00 czasu lokalnego budzimy się i po 35 minutach ruszamy dalej w kierunku słowackiej Bańskiej Bystrzycy. Jako, że wspólna jazda z Jackiem jest bardzo fajna i co ważne dynamiczna nie powodująca objawów senności postanawiamy jechać z nimi aż do Rużomberoka, tam się rozdzielić i odbić na Żylinę kontynuując jazdę już osobno. Po drodze tankujemy na stacji benzynowej w Sahy (56 EUR za 49,43l- średnie spalanie- 12,87l/100km a wg komputera 12,70l/100km). Droga w miarę puściutka, od czasu do czasu widać samochody nas wyprzedzające. Ok. godz. 6:00 docieramy do celu naszego rozjazdu, dziękujemy sobie za spotkanie i wspólne chwile w Grecji oraz za wspólną jazdę. Jacek z rodzinką udaje się w kierunku Dolnego Kubinu a my obieramy kierunek na Żylinę, dalej na Czadcę, Trzyniec, Karwinę, Bohumin, Wodzisław Śląski i Czernicę, do której docieramy o godz. 9:15 cali i zdrowi. Po drodze w Czechach w dwóch miejscach spotkaliśmy czeskie rejestratory pokazujące prędkość i niestety my ją mieliśmy o wiele większą niż dopuszczalna :oslabiony:  Jednakże chyba z dużej chmury mały deszcz bo jak na razie żaden list nie dotarł do miejsca naszego zamieszkania za co niezmiernie jesteśmy wdzięczni Policji naszych południowych sąsiadów oraz Poczcie Polskiej :]  Licznik wskazuje 83051km.

Następnego dnia tankujemy jeszcze do pełna samochód, żeby rozliczyć całkowite zużycie i spalanie naszego Orlando podczas naszego wakacyjnego wyjazdu (198,42 PLN za 41,08l- średnie spalanie- 11,10l/100km a wg komputera 11,60l/100km).

 

post-8122-0-43936200-1507427348_thumb.jpgpost-8122-0-31102500-1507427345_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Podsumowanie

Wakacje krótkie ale uważamy je za bardzo udane. Tego nam trzeba było, żeby odskoczyć od trosk dnia codziennego, pracy i nerwów związanych z budową naszego domu. Początkowo nie miało być wcale wakacji bo dom trzeba wykończyć do czasu Świąt Bożego Narodzenia (taki był plan) ale co nagle to po diable i pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Budowa nie zając, nie ucieknie a czas wakacji niestety tak więc trzeba korzystać póki można.

W czasie 14 dni naszych krótkich wakacji przejechaliśmy 3685km, do przejechania których musieliśmy zatankować 437,61l oleju napędowego a średnie spalanie naszego holownika wyniosło 11,96l/100km.

 

Samochód: Chevrolet Orlando LTZ 2.0D AT, rok produkcji 2012, 190 KM, 435 Nm

Nasz holownik spisał się na medal, tym razem nie na złoty ale srebrny… Po raz pierwszy w życiu nasze Orlando jechało przez bardzo długi okres z prędkością przelotową 115km/h, miejscami nawet 130km/h i trzeba stwierdzić, że ten samochód jest stworzony do holowania przyczep, oczywiście jeśli idealnie przygotujemy zestaw do podróży. Kilkunastogodzinna podróż tym samochodem nie sprawiła nam żadnych kłopotów poza tym jednym incydentem na górce przed Belgradem, który mógł mieć podłoże w uszkodzonej chłodnicy. Tydzień później Marek pojechał na coroczny przegląd w czasie którego okazało się, że chłodnica lekko przecieka i należy ją wymienić. Nie wiadomo czy chłodnica została uszkodzona w czasie jazdy czy już była uszkodzona wcześniej, niemniej jednak duży minus dla Koreańczyków, że chłodnica nadaje się do wymiany po 5 latach eksploatacji i przejechaniu raptem 83 tys. km.

 

Przyczepa: Hobby 460 UFe La Vita Veneto, rok produkcji 2010

To był pierwszy tak długi wyjazd naszą nowszą przyczepką. Owszem, wcześniej był wyjazd nad polskie morze, do Częstochowy na V OPK, dwa razy na słowacką Tatralandię połączoną z Dzianiszem pod Zakopanem ale po raz pierwszy tak daleko i to w ciepłe europejskie rejony. Dobrze, że udało nam się wymienić spłuczkę i kran przed wyjazdem ale na miejscu okazało się, że bojler ciepłej wody coś nie halo. Zresztą, ciepła woda nie była nam za bardzo potrzebna ale usterkę trzeba naprawić do następnego wyjazdu. Klimatyzacja pracowała praktycznie cały czas z ustawionym minimalnym nawiewem i temperaturą 21°C- tutaj należą się szczere podziękowania dla poprzedniego właściciela za jej zamontowanie pod naszym łóżkiem :skromny:  Nasza Hobby w czasie całej podróży sunęła za Orlando jak po sznurku, jedynie raz przy prędkości ok. 130km/h włączyło się ATC podczas wyprzedzania ciągu ciężarówek- proces ten został bardzo szybko zauważony w samochodzie, którego nagle bardzo szybko zwolniła przyczepa- kto ma ATC to wie, o czym mówię.

 

Koszt całej podróży

Przed wyjazdem na wakacje nasze przyszłe wydatki oceniłem na jakieś 6 tyś. PLN i o wiele się nie pomyliłem. Do kosztów wakacji doliczyłem też przegląd Orlando oraz naprawę przyczepki przed wyjazdem.

  1. Samochód + ZK – 358,40 PLN,
  2. Przyczepka – 715,20 PLN,
  3. PZU Wojażer – 291,20 PLN,
  4. Paliwo – 2010,89 PLN za 437,61l oleju napędowego,
  5. Kempingi 1413,89 PLN za 3 kempingi,
  6. Winiety – 457,53 PLN,
  7. Pozostałe (pamiątki, jedzenie, itp.) – 2053,94 PLN.

Całość 2-tygodniowego wakacyjnego wyjazdu zamknęła się w kwocie 7 301,05 PLN.

 

Chciałbym podziękować Tomkowi i Jackowi oraz ich rodzinom za wspólnie spędzone chwile podczas naszych wakacji. Szczególnie jesteśmy im wdzięczni za rolę nawigatorów- bez nich ciężko byłoby dojechać w niektóre miejsca bo niestety mapy naszej nawigacji były aktualne ale 3-4 lata temu :oslabiony:  Dzięki Panowie!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Commander

Cześć.

Odnośnie zwolnienia auta pod górę obstawiam za wysoką temperaturę w skrzyni.

Odnośnie osiąganych prędkości z dziećmi na pokładzie...nic nie powiem.

Ale wyjazd super. Trzeba będzie się z tym zmierzyć w przyszłości

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Daniel DJR

Czytam twoją relację fajne widoki!

Powiedz mi jaką winietę zakupiłeś na Węgry? bo cena odpowiada za auto + przyczepa do 3,5T, nie przekraczałeś?

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×