Skocz do zawartości
Mandrol

[Relacja] Grecja 2017 załogi Mandrola

Rekomendowane odpowiedzi

Mandrol

Nasz wakacyjny wyjazd do Grecji rozpoczął się od wyjazdu do … Sopotu. Rozważając temat krótkich sierpniowych wakacji padło hasło „Sopot” bo chłopcom bardzo spodobał się wyjazd w 2016 roku na kemping „Sopot 34” (http://sopot34.pl/) i chcieli znowu tam pojechać. I tak miało zostać ale Marek mając dużo czasu popołudniami w hotelu w Korei, przeglądając relacje z różnych podróży na forum http://karawaning.pl/ dochodzi do wniosku, że jednak druga połowa sierpnia nad Bałtykiem może okazać się wakacjami w dresie i swetrach i należy obrać inny kierunek. Wybór pada na Chorwację ale po przeczytaniu wpisów o przeludnionych chorwackich plażach następuje korekta planów i wybór pada na Grecję. Marek kontaktuje się z kilkoma forumowiczami i wypytuje o wakacje w tym kraju. Dodatkowo w Korei dzwoni do znajomego Greka, którego poznał w stoczni w Mokpo w 2014 roku. Nikos, rodowity Ateńczyk, utwierdza Marka w przekonaniu, że wakacje w Grecji to bardzo dobry wybór. Marek postanawia przygotować Kasi urodzinowy voucher na jej 35-letnie urodziny i z niespodzianką czeka do przylotu do kraju wręczając jej kopertę z biletem zaraz po wyjściu z lotniska w Pyrzowicach. Oboje postanawiamy nic nie mówić chłopakom o wyjeździe do Grecji- dla nich mają to być wakacje w Sopocie :] 

W Korei Marek kontaktuje się z forumowiczami Tomkiem i Jackiem, którzy akurat w tym samym terminie mają zamiar spędzić wakacje w Grecji. Udaje się zgrać terminy idealnie- do Grecji pojedziemy z rodziną Tomka a z powrotem wrócimy z rodziną Jacka. Dogrywając sprawę z „nawigatorami” Marek olewa całkowicie szczegółowe przygotowanie trasy i w czasie wakacji czuje się z tym bardzo nieswojo mając w pamięci przygotowanie do naszej skandynawskiej wyprawy w 2014 roku. Mottem tych wakacji jest często powtarzane słowo naszego znajomego Aslaka z Norwegii- RELAX! Relax ma być wszędzie, poczynając od przygotowań aż po sam pobyt w Grecji. Nawet nie planujemy żadnego zwiedzania- po prostu pełne 10 dni odpoczynku od trosk życia codziennego!

Przed wyjazdem Marek postanawia zrobić wakacyjny przegląd naszego Chevroleta Orlando, głównie z powodu klimatyzacji, żeby nie było przykrej niespodzianki przy +40°C, kiedy przestanie ona działać. W tym celu umawia się na sobotę do serwisu „Muchy” (http://www.opelmucha.com.pl/) w Mikołowie. Postanawia też kupić kamerkę samochodową Viofo A119S-G (lusterko z kamerką z wyprawy do Skandynawii niestety umarło po 2 latach pracy), która wydaje się najbardziej odpowiednia do nagrywania trasy przejazdu. Podczas piątkowych przygotowań przyczepy okazuje się, że spłuczka w WC nie działa- chyba umarła pompka. Marek decyduje się zapiąć naszą Hobby i jedzie na przegląd do Mikołowa, gdzie w drodze powrotnej udaje się do Bierunia do firmy „Klaja.pl” (http://www.klaja.pl/). Na miejscu po wyjęciu pompki okazuje się, że nie tylko ona umarła- padła też płytka sterująca i trzeba ją też wymienić, żeby spłuczka zadziałała. Przy okazji Marek przypomina sobie, że bateria umywalkowa zaczęła też coś szwankować- okazuje się, że trzeba ją wymienić bo przecieka i to dosyć poważnie. No cóż- wakacje już na wstępie trochę kosztują i po zakończeniu wszystkich prac instalacyjnych Marek wraca do domu. Po przyjeździe okazuje się, że kamerka zainstalowana dzień wcześniej przestaje „fungować”. WTF!? Co się jeszcze spierdzieli do poniedziałkowego wyjazdu?! Później okaże się, że jeszcze mamy jedną awarię na pokładzie naszej Hobbitki ale to później…

Sobotnie popołudnie i niedzielny poranek upływa nam na pakowaniu gratów do samochodowego bagażnika i boxu na dachu naszego Olka, żeby mieć zachowaną DMC naszej przyczepy, którą kilka dni wcześniej Marek zważył na wadze składu budowlanego u szwagra Dominika- wynik 1330kg trochę nas zaskoczył ale też utwierdził w przekonaniu, że jesteśmy prawie idealnie przygotowani do trasy- 20 kg zapasu na drobny szpej powinien wystarczyć. Jeszcze sprawdzenie nacisku na hak- waga w kole wskazuje ok. 75kg więc jest gitara! Podpinamy cepkę i idziemy na chrzest Maksa i roczek Igora.

 

Dzień pierwszy – 14.08.2017

O godz. 5:39 ze stanem licznika 79366km wyjeżdżamy z naszego podwórka i udajemy się w stronę Chałupek. Oczywiście wcześniej Marek wykupuje ubezpieczenie PZU Wojażer za 291,20 PLN, zieloną kartę Allianz za 19 PLN dla naszego holownika (dla przyczepy w PZU za darmo), kupuje miesięczne winiety na Słowację: https://www.eznamka.sk/selfcare/home/ - 14 EUR na samochód i 14 EUR na  przyczepkę oraz Węgry: https://ematrica.nemzetiutdij.hu/ - 4780 HUF. Dziwnym trafem podczas naszych wyjazdów pada i Marek znajduje jakąś dziwną zależność, że zawsze jak czyści i glancuje samochód i przyczepę przed wyjazdem to zawsze w czasie wyjazdu pada i cała jego robota idzie na marne :oslabiony:

 

post-8122-0-67983400-1507078642_thumb.jpg

 

Anyway, w strugach deszczu kierujemy się w stronę czeskiej granicy w Bohuminie, gdzie obieramy kierunek na Karwinę i słowacką Żylinę. Po drodze przestaje padać i jedzie się całkiem znośnie aż do Żyliny, gdzie dopada nas „zatwardzenie”- w korku toczymy się ponad godzinę i dopiero ok. 9:00 ruszamy dalej z kopyta. Po drodze chłopcy zaczynają coś „czaić” bo jakoś nie pasują im tablice rejestracyjne z literkami „SK” czy „CZ” zamiast naszych „PL”. W końcu informujemy ich, że naszym celem jest Sopot ale zlokalizowany gdzieś w Grecji :]  Na ich twarzach widać konsternację i jednocześnie bardzo duże „banany” uśmiechu od ucha do ucha. Pogoda w międzyczasie sama się robi a my naszym zestawem dodajemy sobie prędkości na tempomacie dochodząc do 100-105km/h. Pierwsze tankowanie zaraz za Bratysławą na stacji OMV w miejscowości Jarovce (50,72 EUR za 40,61l- średnie spalanie- 11,34l/100km). Na nawigacji mamy wpisaną węgierską miejscowość Mórahalom, gdzie czeka na nas forumowy kolega Tomek z rodziną, który wyjechał już w sobotę, zahaczając po drodze o Budapeszt i baseny termalne w w/w miejscowości. Po zatankowaniu jedziemy dalej z ustaloną wcześniej prędkością i ok. godz. 16:20 meldujemy się na parkingu obok załogi Tomka, którzy akurat przygotowywali sobie jedzonko przed czekającą nas dalszą jazdą. Przed dojazdem na parking Marek sprawdza nasz samochodowy komputer, który pokazuje spalanie naszego zestawu na poziomie 12,2l/100km przy średniej prędkości 95,7km/h. Przez ok. 10,5 godzin udaje nam się przejechać 718km.

 

post-8122-0-42437500-1507078796_thumb.jpgpost-8122-0-27236300-1507078798_thumb.jpgpost-8122-0-64017700-1507078799_thumb.jpgpost-8122-0-55525800-1507079608_thumb.jpg

 

Po zjedzeniu porcji kanapek ruszamy na stację benzynową w Mórahalom (15371 HUF za 46,16l- średnie spalanie- 12,82l/100km)- wychodzi na to, że różnica między komputerem a rzeczywistym spalaniem wynosi 0,62l/100km. Tomek prowadzi nas na lokalne przejście graniczne Ásotthalom- Bački Vinogradi- musimy zdążyć przed 19:00 bo do tej godziny jest ono otwarte. Droga do tego przejścia wiedzie krętymi, lokalnymi drogami, których niestety nie ma nasza fabryczna orlandowska navi. Przejście pokonujemy z marszu- jedynie celnik każe otworzyć przyczepkę i sprawdza, czy przypadkiem kogoś nie ma w środku. Dojeżdżamy do autostrady i pędzimy w kierunku Belgradu z prędkością przelotową ok. 95km/h. Droga praktycznie pusta, ruch niewielki. Stolicę Serbii pokonujemy przez jej centrum co bardzo nas dziwi ale jedziemy spokojnie za naszą ekipą z Kielc. Jedzie się całkiem przyjemnie ale w końcu zmęczenie zaczyna dopadać Marka i ok. godz. 22:00 decydujemy się na zatrzymanie i nocleg przy McDonaldzie w miejscowości Velika Plana. Licznik wskazuje przejechanych 80369km- udaje nam się pokonać 1003km w przeciągu niecałych 16,5 godzin. Decydujemy się na ciepły posiłek w znanej renomowanej amerykańskiej sieci restauracji :]  i ok. 23:00 zasypiamy z postanowieniem szybkiego porannego wyjazdu w dalszą drogę.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzień drugi – 15.08.2017

Nazajutrz rankiem tankujemy na sąsiadującej z McDonaldem stacji (4953,46 RSD za 32,61l- średnie spalanie- 11,44l/100km)- tym razem komputer wskazuje spalanie wyższe o 0,26l/100km. W dalszą drogę ruszamy ok. godz. 7:45.

 

post-8122-0-57497000-1507080250_thumb.jpgpost-8122-0-06533100-1507080254_thumb.jpgpost-8122-0-88656300-1507080255_thumb.jpgpost-8122-0-02928600-1507080257_thumb.jpg

 

Po drodze płacimy za przejechane kilometry serbską autostradą- w całości wychodzi 17,50 EUR. Do granicy z Macedonią docieramy około południa i niestety musimy trochę poczekać- celnicy są zmuszeni zamknąć granicę bo jakiś gościu postanowił się z nimi zabawić i poganiać w okolicach przejścia :ee:  Po kwadransie zabawa dla wspomnianego cwaniaka zakończyła się doprowadzeniem do budki- teraz pewnie dostanie mały wpierdziel za to, że kilku celników musiało sprawdzić swoje biegowe umiejętności :] 

 

post-8122-0-99070100-1507080343_thumb.jpgpost-8122-0-64948300-1507080347_thumb.jpg

 

Po przejechaniu granicy tankujemy na pierwszej stacji Lukoil (1800 MKD za 37,51l- średnie spalanie- 12,34l/100km a wg komputera 11,60l/100km) i robimy sobie przerwę na jedzenie. Na stacji Marek kupuje obowiązkową kartkę dla Julii i breloczek dla Miłosza a w międzyczasie chłopcy z dziewczynkami z drugiej załogi bawią się na placu zabaw i po ok. 45 minutach ruszamy w dalszą drogę. Temperatura otoczenia zaczyna rosnąć do +35°C, w pewnym momencie skacze nawet do +39°C i jesteśmy bardzo zadowoleni, że nasza klimatyzacja działa perfekcyjnie :]  Marek cały czas dzielnie prowadzi nasz zestaw co nie można powiedzieć o reszcie załogi, która postanawia oddać się w objęcia jakżeby inaczej greckiego boga Morfeusza :] 

 

post-8122-0-09163400-1507080514_thumb.jpgpost-8122-0-78006600-1507080517_thumb.jpgpost-8122-0-22253500-1507080519_thumb.jpgpost-8122-0-40727200-1507080520_thumb.jpg

 

Autostrady w Macedonii kosztują nas 369 MKD, za które płacimy monetami 0,50, 1 i 2 EUR, które wcześniej pozmienialiśmy na tę okoliczność. Podobnie zresztą było na autostradach w Serbii gdzie również płaciliśmy monetami europejskiej waluty. W końcu ok. godz. 18:00 docieramy do naszego celu, którym jest Kassandra. Tomek sugeruje zmianę swoich planów i zamiast udać się na plażę na dzikie kamperowanie postanawiamy wjechać na pierwszy z brzegu kemping. Wybór pada na „Ouzoni Beach” (https://www.ouzounibeach.gr/en/), na którym akurat znajdują się 2 wolne miejsca na jedną noc a czy na więcej to się dopiero okaże następnego dnia. Rozbijamy nasz obóz a chłopcy od razu ubierają kąpielówki i uciekają na plażę, do której mamy jakieś 30m- lepiej trafić nie mogliśmy!

 

post-8122-0-01578700-1507080649_thumb.jpgpost-8122-0-07542700-1507080645_thumb.jpg

 

Kemping „Ouzoni Beach” jest zlokalizowany ok. 4km od Nea Moudania, 60km za Salonikami. Przy wjeździe na niego trzeba uważać żeby nie wjechać prosto na kemping „Ouzoni Beach A” (http://campingouzouni.com/). Ciekawostką jest fakt, że kiedyś był to jeden duży kemping prowadzony przez braci Ouzounis ale jak to zwykle bywa w rodzinie doszło do jakichś sporów i plac został podzielony na dwa, oddzielony murem i teraz są to 2 kempingi. Na kempingu znajduje się duży budynek z osobnymi wejściami do WC i prysznica dla kobiet i mężczyzn, dodatkowo budynek z kuchnią i pralnią oraz zmywak pełniący również funkcję do patroszenia ryb i owoców morza. Na kempingu można również umyć sobie samochód na specjalnie przygotowanym do tego celu miejscu. Na sąsiednim kempingu „A” znajduje się sklepik, do którego Marek zagląda i kupuje pierwszego greckiego sześciopaka, żeby umilić nam wieczorny relax :]  Parcela, na której się zatrzymujemy posiada zadaszenie chroniące przed słońcem więc nie rozkładamy markizy, zresztą nie wiemy, czy jutro nie będziemy musieli opuścić tego miejsca. Licznik po dojechaniu na kemping wskazuje 80982km czyli przejechaliśmy 1616km.

Edytowane przez Mandrol

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
gusia-s

Z ciekawością poczytam :)

Bardzo lubię takie praktyczne wskazówki, gdzie co i za ile ponieważ znacznie ułatwiają przygotowania następcom, są takim przetarciem szlaku :).

Na Chalkidiki mam ochotę, tylko ten dojazd :/ trzeba dzień więcej niż do Cro. Przyda się więcej niż 2 tyg. urlopu.

Może w 2018 się uda wysępić.

 

Dawaj dalej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
marcin81

Bardzo fajnie opisujesz i jak szczegółowo.

My naszą pierwszą tegoroczną przygodę z Grecją też zaczęliśmy od Chalkidiki tylko od środkowego palucha.

Pisz bo ciekawy jestem gdzie trafiliście dalej :hmm:.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

:dzieki:  Marcin za miłe słowa!!! :dzieki:

 

Dzień trzeci – 16.08.2017

Następnego poranka Marek za 0,90 EUR kupuje świeżutki chleb w kempingowym sklepiku i przy okazji okazuje się, że możemy zostać do wtorku następnego tygodnia jeśli oczywiście tylko chcemy- zostajemy na pewno! Po śniadaniu idziemy na plażę i zostajemy tam do ok. godz. 13:00 kiedy to zaczyna się ona wyludniać. Okazuje się, że wszyscy udają się na kemping, żeby przygotować sobie posiłki a po jedzeniu obowiązkowa sjesta. W tym czasie na kempingu panuje cisza- wszyscy odpoczywają w swoich przyczepach i namiotach tak więc my się też do tego stosujemy. Relax to relax :yay:  Później zauważamy, że na kempingu wywieszona jest informacja o sjeście pomiędzy godz. 15:00-17:00 i zachowaniu ciszy w tych godzinach. Nawet kempingowy sklepik jest zamknięty. Jak sjesta to sjesta :yay: 

 

post-8122-0-41168200-1507106235_thumb.jpgpost-8122-0-11984700-1507106239_thumb.jpgpost-8122-0-27976800-1507106240_thumb.jpgpost-8122-0-42973300-1507106241_thumb.jpgpost-8122-0-51281200-1507106242_thumb.jpgpost-8122-0-63740500-1507106243_thumb.jpg

 

Dzień czwarty – 17.08.2017

Następny dzień wg tego samego scenariusza- śniadanko, plaża, obiadek, sjesta, plaża, wyjście na lody do lokalnej cukierni, gdzie próbujemy różnych smaków. Lody bierzemy do kubków i okazuje się, że to najlepszy sposób na ich zjedzenie gdyż temperatura powietrza szybko ich topi i jedzenie lodów z wafelka musi odbyć się w tempie błyskawicznym. Lody kupujemy na wagę- 1kg kosztuje 14,50 EUR. Po powrocie na kemping rozpalamy naszego małego fantastycznego grilla i próbujemy grecką kiełbasę, która jest nawet bardzo smaczna. Rozmawiamy o wszystkim i niczym i ustalamy z naszymi znajomymi, że jutro jedziemy sprawdzić inną plażę.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Kajetan

1. zieloną kartę Allianz za 19 PLN dla naszego holownika (dla przyczepy w PZU za darmo), 

 

 

2. miesięczne winiety na Słowację: https://www.eznamka.sk/selfcare/home/ - 14 EUR na samochód i 14 EUR na  przyczepkę 

 

Ad. 1 Zielona karta powinna być za darmo w każdym OC. Jeśli jest inaczej - zmień ubezpieczyciela  :nono:

Ad. 2 Czy Wasz zestaw przekracza 3,5t ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Ad. 1 Zielona karta powinna być za darmo w każdym OC. Jeśli jest inaczej - zmień ubezpieczyciela  :nono:

Ad. 2 Czy Wasz zestaw przekracza 3,5t ?

 

Ad. 1- Stety Allianz był najtańszy z OC a o zielonej karcie mi się przypomniało przed wyjazdem więc może dlatego chcieli haraczu ode mnie :hmm:

Ad. 2- DMC 2291kg + DMC 1350kg= DMC 3641kg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
maarec

Ad. 1 Zielona karta powinna być za darmo w każdym OC. Jeśli jest inaczej - zmień ubezpieczyciela  :nono:

Ad. 2 Czy Wasz zestaw przekracza 3,5t ?

 Kajetan, OC w jednej firmie kosztuje np 1000zł ale dają Zk gratis. Druga sprzeda OC do tego samego auta za 600zł a za wysyłkę ZK pobierze 20zł za kuriera. Dalej to 620 kontra 1000zł :)

 

Bardzo fajna relacja, będę na bieżąco śledził.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
janm

Fajnie się czyta i wspomina , też zaliczyliśmy 22 dni ale na objazdówce środkowego palucha :smirk:

Pozdrowionka :hej:

post-4393-0-14263100-1507124331_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
cosik3

też czekam na więcej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Fajnie się czyta i wspomina , też zaliczyliśmy 22 dni ale na objazdówce środkowego palucha :smirk:

Pozdrowionka :hej:

 

Czy to nie przypadkiem plaża w Sykii, gdzie stają wszystkie kampery?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
janm

Czy to nie przypadkiem plaża w Sykii, gdzie stają wszystkie kampery?

Się zgadza tylko kampery stają albo po prawej na chwilkę albo bliżej środka na starym kempingu koło wieży w cieniu drzew :hej:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Hehe, charakterystyczny widok z górami pierwszego cypla i góreczkami zatoczki po prawej i lewej :skromny:

Za niedługo też tam dojedziemy :yay:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tomiy

Motywujesz mnie abym również napisał coś od siebie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Dzień piąty – 18.08.2017

Piątek rozpoczynamy śniadankiem i udajemy się na plażę oddaloną od nas o jakieś 40km. Jaka to plaża- nie pamiętam bo relax przysłonił mi działania nawigacyjne i myślowe :]  Woda taka jak wszędzie- mokra, słona i co najważniejsze jest bardzo ciepła więc wszyscy się w niej moczymy od czasu do czasu wylegując się na plaży. W czasie naszego pobytu pomagamy dwóm fantazyjnym kierowcom wypchać z piasku ich samochody bo myśleli, że ich stare Punto i nowa Rav4 przejadą na cypel, gdzie wiele aut dało jednak radę dojechać. Nie wzięli jednak pod uwagę że wszystkie to samochody 4x4 :]  Do teraz czujemy smród spalonego sprzęgła :]

Po powrocie na kemping Kasia przygotowuje obiad a jako, że to piątek to robi smaczne naleśniki, z których Krzyś robi sobie maskę- pewnie myśli, że się w niej zamieni w X-mena :]  Po obiadku spadamy na naszą plażę i podczas kąpieli w morzu rozmawiamy z parą Polaków z Tych, którzy już po raz czwarty przyjechali tutaj swoją Niewiadówką, żeby kolejny raz wypocząć na tutejszym kempingu. Chłopcy w międzyczasie zajmują się budową zamku, którą postanawiają wybudować na zakończenie naszego pobytu gdyż wcześniej ustaliliśmy z rodziną Tomka, że w sobotę udajemy się na Sithonię. Wieczorem odwiedzamy naszych nowych znajomych z Tych i prawie do północy rozmawiamy na różne tematy- panie głównie o polskiej edukacji (obydwie nauczycielki :]) a panowie o różnych pierdołach bo o kobietach przy małżonkach nie wypadało :miga:

 

post-8122-0-08822400-1507162551_thumb.jpgpost-8122-0-78725600-1507162554_thumb.jpgpost-8122-0-93745700-1507162555_thumb.jpgpost-8122-0-15843900-1507162557_thumb.jpgpost-8122-0-23220100-1507162558_thumb.jpgpost-8122-0-38389700-1507162559_thumb.jpgpost-8122-0-13857300-1507162560_thumb.jpgpost-8122-0-83602500-1507162560_thumb.jpgpost-8122-0-79293500-1507162561_thumb.jpgpost-8122-0-79293500-1507162561_thumb.jpgpost-8122-0-72414400-1507162562_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×