Skocz do zawartości
JacekSz

Petersburg - Murmańsk 2016

Rekomendowane odpowiedzi

JacekSz

28.07.2016 czwartek

Rano przed ośmą idziemy na przystań i udaje nam się. Są miejsca, pakujemy się z rowerami na pokład. Na promie pani kasuje od nas za bilety gotówkę (bez kwita) a za niewykorzystane bilety na 12.00 mają nam zwrócić kasę po powrocie. Rowery po 100 rubli (też bez kwita). Z miejscami siedzącymi na zewnątrz jest kiepsko, ale jakieś znajdujemy. W czasie rejsu konsumujemy śniadanie zabrane ze sobą. Jest chłodno, więc pokład powoli pustoszeje.

post-3378-0-31784200-1475780429_thumb.jpgpost-3378-0-76056100-1475780437_thumb.jpgpost-3378-0-25333700-1475780446_thumb.jpgpost-3378-0-66242500-1475780456_thumb.jpg

My jesteśmy dobrze ubrani, więc dajemy radę, rozsiadamy się wygodnie na pokładowych krzesłach. Rejs trwa 2 godziny. Mgła przed dobiciem coraz większa.

post-3378-0-60403900-1475780557_thumb.jpgpost-3378-0-30273700-1475780569_thumb.jpg

Jednak na wyspie jest cieplej, robi się słonecznie, zostajemy w koszulkach z krótkim rękawem. Przestroga - na północy też trzeba używać kremów z filtrem, Marlenę trochę spiekło.

Zwiedzamy kreml z kompleksem monastyrów na głównej wyspie. Aktualnie trwa remont, obiekty były bardzo zniszczone w czasie rewolucji, zdjęcia i filmiki pokazują strącanie krzyży, dewastację ikon, wydłubywanie drogich kamieni z ozdób.

post-3378-0-04880400-1475780858_thumb.jpgpost-3378-0-07577600-1475780868_thumb.jpgpost-3378-0-07301600-1475780878_thumb.jpgpost-3378-0-11649000-1475780885_thumb.jpgpost-3378-0-82918200-1475780894_thumb.jpgpost-3378-0-41291000-1475780903_thumb.jpgpost-3378-0-85140300-1475780913_thumb.jpgpost-3378-0-06047600-1475780926_thumb.jpgpost-3378-0-23768600-1475780939_thumb.jpgpost-3378-0-42302300-1475780952_thumb.jpgpost-3378-0-84370100-1475781021_thumb.jpgpost-3378-0-14662800-1475781035_thumb.jpgpost-3378-0-89367800-1475781050_thumb.jpgpost-3378-0-33704800-1475781063_thumb.jpgpost-3378-0-35613200-1475781200_thumb.jpgpost-3378-0-12897300-1475781216_thumb.jpgpost-3378-0-38608100-1475781229_thumb.jpgpost-3378-0-32798400-1475781243_thumb.jpgpost-3378-0-39823300-1475781254_thumb.jpgpost-3378-0-57173400-1475781267_thumb.jpgpost-3378-0-97947000-1475781282_thumb.jpgpost-3378-0-21545000-1475781298_thumb.jpgpost-3378-0-70990000-1475781312_thumb.jpgpost-3378-0-01242200-1475781326_thumb.jpgpost-3378-0-49961200-1475781425_thumb.jpgpost-3378-0-70778400-1475781454_thumb.jpgpost-3378-0-06850700-1475781524_thumb.jpg

Wyspy Sołowieckie były zamienione w gułag, chyba pierwszy w historii ZSRR. Prace trwają, zatrudnionych jest sporo ludzi. Pani w muzeum archeologicznym podpowiedziała nam trasę na sąsiednią wyspę. Pojechaliśmy, trasa często z dołami i błotnista. Odległość niewielka jak na rowery, tylko 11 km, ale lekko nie było. W dodatku upał dawał się mocno we znaki.

post-3378-0-05439300-1475781663_thumb.jpgpost-3378-0-50591800-1475781676_thumb.jpgpost-3378-0-36678100-1475781740_thumb.jpg

Pod koniec szlaku wyjeżdżamy z lasu i widzimy przed sobą groblę usypaną z kamieni.

post-3378-0-99005600-1475781796_thumb.jpgpost-3378-0-24935400-1475781809_thumb.jpgpost-3378-0-16847200-1475781823_thumb.jpgpost-3378-0-81494700-1475781833_thumb.jpgpost-3378-0-15593100-1475781844_thumb.jpgpost-3378-0-66541700-1475781857_thumb.jpg

Na małej wyspie również trwają prace remontowe, prawie wszystko zostało zniszczone. Robimy piknik na pomoście na Morzu Białym.

post-3378-0-56211400-1475781965_thumb.jpgpost-3378-0-36819300-1475781976_thumb.jpgpost-3378-0-78198500-1475781986_thumb.jpgpost-3378-0-80064400-1475781996_thumb.jpgpost-3378-0-64182700-1475782011_thumb.jpgpost-3378-0-98229100-1475782023_thumb.jpgpost-3378-0-09359000-1475782035_thumb.jpg

W drodze powrotnej zażywany kąpieli w jeziorze torfowym, jednym z wielu, koło których przejeżdżamy. O dziwo, woda nawet ciepła, temperatura zdecydowanie wyższa niż w Bałtyku.

post-3378-0-29669200-1475782119_thumb.jpgpost-3378-0-68437300-1475782136_thumb.jpg

Wstępujemy do restauracji, gdzie akurat jest rezerwacja, ale nas wpuszczają, jemy pyszną zupę grzybową i pijemy piwo. Prosiłem o rosyjskie, ale nie ma, jest czeski ciemny Kozel.

post-3378-0-38100300-1475782467_thumb.jpg

Dalej jedziemy do parku botanicznego. Szału nie ma, jest trochę skromnie i jakoś niepozornie, nie jest to tak zadbane jak np. znane nam arboretum w Bolestraszycach (koło Przemyśla, fajne miejsce do odwiedzenia).

post-3378-0-87666400-1475782529_thumb.jpgpost-3378-0-09633500-1475782548_thumb.jpgpost-3378-0-13971700-1475782567_thumb.jpgpost-3378-0-07943000-1475782581_thumb.jpgpost-3378-0-87559300-1475782592_thumb.jpgpost-3378-0-95306000-1475782608_thumb.jpgpost-3378-0-81396400-1475782623_thumb.jpgpost-3378-0-59403100-1475782643_thumb.jpg

Zmęczeni wsiadamy na statek i punktualnie o 20.00 wypływamy. Pod koniec rejsu podziwiamy zachód słońca, a o 22.00 dobijamy do kei w Rybacheostrowsku.

post-3378-0-54966800-1475782684_thumb.jpgpost-3378-0-66737800-1475782694_thumb.jpgpost-3378-0-81827700-1475782706_thumb.jpg

Jesteśmy bardzo zadowoleni, sprawdził się pomysł z rowerami, widzieliśmy ciekawe rzeczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
MaK

Dzięki za relacje i zdjęcia!

Napawam się!

 

Z Essen pozdrawia

 

MaK

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Commander

Przepięknie.

Bardzo podobają mi się takie klimaty. Proszę o jeszcze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
JacekSz

29.07.2016 piątek

Jedziemy na południe. Po drodze ulewy, widoczność i przyczepność mała, trzeba uważać.

post-3378-0-05480400-1477076933_thumb.jpgpost-3378-0-94814900-1477076953_thumb.jpg

Na wysokości zjazdu na Białomorsk zostawiamy przyczepę na stacji benzynowej i już solo kierujemy się do miasta, gdzie ma początek (albo koniec) Kanał Białomorski. Pogoda się poprawiła, nie pada, jest w miarę ciepło.

post-3378-0-46569200-1477077050_thumb.jpgpost-3378-0-08452600-1477077066_thumb.jpg

Jednak nie dojeżdżamy od razu do miasta – skręcamy w lewo zgodnie z oznaczeniem na miejsce znane z prehistorycznych petroglifów. Droga kończy się parkingiem i zakazem wjazdu – do celu pozostało około 1300 metrów. Ściągamy z dachu rowerki i pedałujemy. Miejsce jest magiczne. Jakieś szczątkowe tablice mówią coś o biletach, ale nie ma komu zapłacić, kasjerów nie ma. Oglądamy petroglify pochodzące z IV, III i II tysiąclecia przed naszą erą. Zostały odkryte dopiero po II wojnie światowej. Wrażenia niesamowite. Jesteśmy tu sami, po tych petroglifach można właściwie chodzić - oczywiście nie robimy tego, patrzymy pod nogi, aby nie łazić po tych śladach pozostawionych przez ludzi pochodzenia ugrofińskiego.

post-3378-0-75418000-1477077221_thumb.jpgpost-3378-0-55110800-1477077309_thumb.jpgpost-3378-0-41420900-1477077374_thumb.jpgpost-3378-0-53173000-1477077410_thumb.jpgpost-3378-0-67105700-1477077455_thumb.jpg

Ciekawostką jest, że widzimy pierwszy w Europie wizerunek człowieka na nartach (w tym narciarza ciągniętego przez renifera).

post-3378-0-38767200-1477077640_thumb.jpgpost-3378-0-94541600-1477077684_thumb.jpgpost-3378-0-48057300-1477077721_thumb.jpgpost-3378-0-36365800-1477077763_thumb.jpgpost-3378-0-20604200-1477077807_thumb.jpgpost-3378-0-02199000-1477077866_thumb.jpg

Ponadto można dopatrzeć się scen polowań, połowów, walk, widać wizerunki ludzi, zwierząt, w tym nawet olbrzymiego wieloryba.

W Białomorsku oglądamy pierwszą śluzę kanału i jedziemy do Miedwieżegorska i dalej do Povenets, tam oglądamy ostatnie śluzy, prowadzące do jeziora Onega. Nie wolno fotografować śluz – zasieki, druty kolczaste i te znaki zakazu. Coś tam jednak udaje nam się sfotografować. W Povenets jest muzeum Kanału Białomorskiego, ale już o tej porze nieczynne.

post-3378-0-62376200-1477078658_thumb.jpgpost-3378-0-67946300-1477078677_thumb.jpgpost-3378-0-63286600-1477078708_thumb.jpgpost-3378-0-19963300-1477078732_thumb.jpgpost-3378-0-95075000-1477078753_thumb.jpgpost-3378-0-05703400-1477078812_thumb.jpgpost-3378-0-96997600-1477078859_thumb.jpgpost-3378-0-34070400-1477078893_thumb.jpgpost-3378-0-63442500-1477078916_thumb.jpgpost-3378-0-80049700-1477079099_thumb.jpg

Wstępujemy na obiad do baru w Povenets, są zestawy obiadowe po 250 rubli. Na pierwsze barszcz ukraiński bardzo dobry, drugie dania znacznie gorsze.

 

Wielokrotnie mijaliśmy w czasie naszej wyprawy cmentarze. Trochę inaczej to wygląda niż u nas. Najczęściej położone są w lesie, wygląda to jakby nie podlegały żadnym regulacjom, niektóre groby sięgają pobocza. Przy grobach są ławki, stoliki, obrusiki, można pobiesiadować, wypić wódeczkę ze zmarłymi.  

post-3378-0-56655200-1477079141_thumb.jpgpost-3378-0-46515000-1477079174_thumb.jpgpost-3378-0-83486400-1477079201_thumb.jpg

Jadąc z Povenets do Miedwieżegorska zjeżdżamy w prawo – znak informuje o cmentarzu z lat 1937-39.

post-3378-0-04660700-1477079276_thumb.jpg

Droga prowadzi w głąb lasu. Nie spodziewaliśmy się tego, co zobaczyliśmy. Widać zarysy dołów śmierci. Tablice informują, że w tym miejscu rozstrzelano 7.500 niewinnych ludzi – obywateli ZSRR. Tabliczki informują, że byli wśród nich oficerowie, duchowni, nauczyciele, artyści. Skojarzenia z Katyniem są jednoznaczne. Mocne przeżycie.

post-3378-0-80456900-1477079359_thumb.jpgpost-3378-0-30763300-1477079388_thumb.jpgpost-3378-0-37236200-1477079425_thumb.jpgpost-3378-0-81501400-1477079450_thumb.jpgpost-3378-0-50104700-1477079487_thumb.jpgpost-3378-0-93325000-1477079524_thumb.jpg

Za chwilę jedziemy ulicą Feliksa Dzierżyńskiego, twórcy CzeKa. Paranoja.

 

Wracamy po przyczepę zostawioną na stacji benzynowej przy Koli i jedziemy dalej na południe. Około 22 zjeżdżamy pod kemping Sandal, schowany głęboko w lesie. No i klops. Dwie Panie z obsługi powołują się na swojego nieobecnego kierownika. Tak więc nie możemy ustawić przyczepy ponieważ nie ma miejsca (widzę, że jednak miejsce jest) i możemy wynająć namiot. Po chwili bezsensownej rozmowy Marlena dziękuje kąśliwie za gościnę, podkreśla, że po raz pierwszy w Rosji spotykamy się z niegościnnością. Odwracamy zestaw i jedziemy. Pamiętamy, że przy drodze do Wodospadu Kiwacz był jakiś parking, sklepy i bar. Zajeżdżamy tam. Na miejscy jest już tylko dwóch dozorców – człowiek i pies, obaj sympatyczni. Człowiek informuje, że tu kempingu jeszcze nie ma, ale ma być w przyszłym roku. Możemy jednak stanąć, nic to nie kosztuje. Włącza oświetlenie ścieżki do WC. Kibelki są do naszej dyspozycji, jednak nie ma tam prysznica. To oczywiście nie jest problem na jedną noc. Śpimy bezpiecznie. W nocy zajeżdża jeszcze jakieś auto kamperowe, chyba VW Westfalia i też zostają do rana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
JacekSz

30.07.2016 sobota

Rano po śniadaniu i zrobieniu fotek naszego miejsca postoju – ruszamy.

post-3378-0-46053900-1478632793_thumb.jpgpost-3378-0-80674900-1478632814_thumb.jpgpost-3378-0-38510400-1478632842_thumb.jpgpost-3378-0-53525700-1478632865_thumb.jpgpost-3378-0-18003400-1478632879_thumb.jpg

Kola prowadzi nas na południe do Petersburga. Czas podróży jest urozmaicony zmianami pogody. To znaczy leje bardzo, leje trochę i nie pada. I tak na przemian. Na kolejnym postoju Marlena odkrywa, że przyczepa puściła wodę z dachu. Podjeżdżamy na ostanovkę z najazdem, ustawiam przyczepę obok najazdu i z niego mam dostęp do dachu. Srebrna taśma oczywiście jest na wyposażeniu, uszczelniam nią łatę na dachu i jedziemy dalej. I znowu co chwilę leje, miejscami bardzo rzęsiście, ale droga ubywa. Dojeżdżamy do Szuvalovki, płącimy za noc 1850 rubli. Z kempingu jedziemy samochodem do centrum Petersburga, kupujemy pamiątki i artykuły spożywcze. Jest też czas na dobrą kawę.

post-3378-0-13519700-1478632897_thumb.jpg

A propos srebrnej taśmy, wożę ją zawsze, podobnie jak WD 40 i trytytki. Srebrna taśma jest do tego co się rusza a nie powinno, WD 40 do tego co się nie rusza a powinno, a trytytki do całej reszty. Polecam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
grace

Hehe :-D a propos srebrnej taśmy - nasz Kamil zawsze woził ze sobą zwykłą taśmę klejącą. Śmiechu było co niemiara, bo kleił nią co tylko się dało, łącznie z pękniętym siodełkiem rowerowym. A gdy kiedyś naprawdę była potrzebna, okazało się, że już z tego wyrósł i taśmy niet... Jednak widzę, że ze srebrnej się nie wyrasta ;-) żartowałam :-D

Świetna relacja, pisz Jacku, bo czekamy na kolejne odcinki. I pisz więcej o napotkanych miejscowych, bardzo mnie ciekawi, jacy są i jak reagują na turystów z Polski...

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kaziek

Świetna relacja! Chyba już wiem gdzie my pojedziemy w następne wakacje. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Szaraja

Jesienny wieczór przy kominku to dobry moment na wspomnienia, dzisiaj wróciłam do Rosji. Jacek opisywał dzień po dniu co zobaczyliśmy i gdzie nas pognało, ja chciała bym opowiedzieć o ludziach i odczuciach jakie mam po tym wyjeździe. Od lat podróżujemy z przyczepa, poznaliśmy wiele krajów, ale Rosja była zawsze nieosiągalna- wizy, kłopoty na granicy, to wszystko odstraszało.

                               Chyba pierwszym impulsem do zrealizowania tej podróży była informacja od Rafała odnośnie wiz. Ostatecznie załatwialiśmy je sami, wyszły chyba przyzwoicie- koszt wizy w konsulacie to bodajże 150 zł ( można się umówić w konsulacie, ale lepiej zrobić to ok. 3 miesiące wcześniej - jak my się zdecydowaliśmy, to bezpośrednio w konsulacie w Krakowie nie było miejsc). Skorzystaliśmy z pośrednictwa wizowego dedykowanej rosyjskiej firmy. Koszt 120 zł plus ubezpieczenie ( przez CUT - 80 zł). Osoby niepełnosprawne zwolnione są z opłaty za pośrednictwo i wizę.

    A co nas przekonało do przełamania strachu przed Rosją- to chyba były słowa napisane w relacji z Rosji " nie należy słuchać ludzi którzy nie byli w Rosji, albo byli służbowo lub tych którzy byli tam 20 lat temu". Ponieważ nasi przyjaciele byli mocno postraszeni przez pierwszą grupę- czyli tych co nie byli, w ramach przełamywania stereotypów na ostatniej stacji w Polsce zagadnęłam kierowcę Tir-a, czy jeździ do Rosji. Pełen zachwytu opowiadał o ludziach tam żyjących. Proponował abyśmy się zatrzymywali na parkingach dla Tirów, gdyż tam jego zdaniem jest bezpiecznie i ogólnie zachwalał pomysł podróży do Rosji. Fajnie że tak entuzjastycznie, bo Basię opuścił strach i wątpliwości co do naszego pomysłu.

           Pobyt na Litwie i Łotwie Jacek opisał, Druskienniki, zawsze były nam bliskie i staramy się od czasu do czasu zawitać w to miejsce. Litwini to dla mnie dziwny naród. Z jednej strony wiele lat tworzyliśmy wspólne państwo, z drugiej krótki okres międzywojenny i wojna w tym czasie do dzisiaj ma znaczenie w stosunku Litwinów do Polaków. Inaczej jest wśród młodych ludzi, oni nie mają kompleksów i problemów. Staraliśmy się na całej trasie od Murmańska w drodze powrotnej brać autostopowiczów, trafili się też młodzi Litwini. Przyjemnie było porozmawiać, dowiedzieć się co myślą o współczesnej Litwie i stosunkach z Polską, możliwościami jakie daje fakt iż Litwa jest w UE. To było fantastyczne.

Ale wróćmy do Rosji, ludzie na wsi żyją bardzo biednie, utrzymują się ze sprzedaży płodów rolnych, każdy przydomowy ogródek to małe gospodarstwo - warzywa, ziemniaki, kwiatki to wyjątek i fanaberia. Domy drewniane, pamiętające lata 20-te XX wieku. Bardzo mało nowych lub w budowie, chyba tylko jeden widzieliśmy w trakcie naszej podróży ( był drewniany). Oczywiście antena satelitarna to nieodłączny element wiejskich domów, dużo jest też opuszczonych, zwłaszcza niedaleko granicy z Łotwą. Charakterystyczne wysokie płoty wokół " bardziej zamożnie" wyglądających domów, nie pozwalają zaglądać w obejście. oczywiście najważniejszy jest samochód, dom może się walić, ale auto musi być. Kolejna sprawa to ciuchy, nawet w najmniejszej wsi, zwłaszcza młode dziewczyny są elegancko ubrane.

      Oczywiście inaczej jest w Petersburgu- tutaj dużo budują nowych pięknych budynków na przedmieściach. Gdy rozmawialiśmy z  Norą i Miszą uderzyło nas, że praktycznie młodzi , wykształceni ludzie nie wracają do swoich miast ( Nora pochodzi z Archangielska,  Jej babcia trafiła tam w ramach przydziału pracy jaki otrzymała gdy skończyła 18 lat  z Lwowa, gdzie wychowywała się w domu dziecka). Po skończeniu studiów w Petersburgu starają się pozostać i nie wiążą swojego przyszłego życia z prowincją.

              Petersburg to specyficzne miasto, najmniej rosyjskie, najbardziej europejskie z czego szczycą się petersburczycy. Pamiętam jak byłam tam w 1990 roku spotkałam staruszkę która przeżyła oblężenie Petersburga, dla Niej to były bardzo żywe wspomnienia. Dzisiaj nie czuje się tego tak mocno jak 25 lat temu, wojna to coś odległego, a ślady to głownie zdjęcia dokumentujące zniszczenia jakie zostały wtedy poczynione. Trudno dzisiaj powiedzieć kto bardziej zniszczył - bolszewicy czy hitlerowcy w czasie wojny. Na pewno zrobiono wiele dobrej roboty przy renowacji zabytków, naprawdę robią wrażenie.

Na dzisiaj tyle.

Edytowane przez Szaraja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
RM77

Jest mi bardzo miło, że jakoś za chęcilem was do wyjazdu. Ja jak najbardziej popieram parkowanie na parkingach dla Tirów. Moje marzenie jest objazdowka po całej Rosji, może się uda. ;-)

 

Rafal Wosik

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
grace

Świetna relacja!

Pozdrawiam Was

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zakrętka

Świetnie się czyta wszystko biorę sobie do serca

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×