Skocz do zawartości
TikTak

Na północ od Alice Springs.

Rekomendowane odpowiedzi

TikTak

Z przyczepą kempingową rozstaliśmy się przed paru laty.

Była całkiem w porządku, pomimo wieku, który zapewniałby jej nawet i bierne prawo wyborcze.

 

Jednak po podróży do Skandynawii doszliśmy z żoną do wniosku, że w porównaniu z innymi wehikułami na kempingu prezentuje się ona, hmm..., oldskulowo i czas najwyższy zastąpić ją czymś nowszym.

 

Sprawa okazała się nieprosta.

Oferty sprzedaży jeżeli pasowały do aspiracji, nijak nie chciały dostosować się do finansów.

Gdy z kolei odpowiadały zaplanowanemu budżetowi, jakoś nie bardzo chciały być lepsze od starej przyczepy, którą właśnie sprzedaliśmy.

 

Kilka lat zajęło nam pogodzenie się z brutalną prawdą: jeżeli chcesz mieć nową, lepszą przyczepę, to musisz zapłacić za nią więcej, niż za starą, gorszą.

 

No więc kiedy ten zwiększony budżet miał już, już zostać spożytkowany, najprawdopodobniej w wyniku kryzysu wieku średniego - z zakupu zrezygnowaliśmy.

 

Pieniądze wydaliśmy na samolot do Australii, potem na drugi samolot - do Alice Springs, które to leży mniej więcej na środku kontynentu.

Tam wypożyczyliśmy niewielki kamper, z zamiarem przejechania Terytorium Północnego.

 

Co z tego wyszło - chciałbym opowiedzieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jankes

Opowiadaj. Z przyjemnością poczytam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Commander

Witaj Jacku po przerwie...

Już nie mogę się doczekać :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
TikTak

Dzięki:) To opowiadam.

 

Wybraliśmy się we trójkę: żona, ja i córka, która zdążyła dorosnąć i w przeciwieństwie do minionych podróży - teraz do wyjazdu rwała się z całych sił.

 

Jak ogólnie wiadomo, w Australii jest wszystko na opak.

Zanim jednak przyjdzie zmierzyć się z lewostronnym ruchem ulicznym, do rozwiązania jest sprawa zimy w lecie albo lata w zimie, jak kto woli.

 

Okazuje się, że wcale nie jest tu tak, jak mogłoby się wydawać - ciepły kraj to i w zimie będzie ciepło.

Kiedy zatem wyprawimy się w okolice Sydney czy Adelajdy w czasie, kiedy zwykle lubimy mieć wakacje, czyli w lipcu albo sierpniu, będzie dość chłodno, nawet poniżej zera, może popadać trochę śniegu a słońca za wiele nie zobaczymy.

Zwłaszcza, że noc będzie robiła się przed szóstą.

 

Na szczęście północna część kontynentu podlega innym regułom gry.

Zamiast wiosny, lata, jesieni i zimy mają tu monsunową porę suchą i mokrą.

Jak łatwo się domyślić - sucha jest fajniejsza.

Przypada ona w nasze wakacje, dodatkowo sięgając po czerwiec i wrzesień.

 

Cóż, Australia blisko nie jest, to i bilety lotnicze tanie nie będą.

Ich typowa cena w okolicy 5.5 tys. raczej

nie jest do przyjęcia.

Co chwilę jednak są jakieś obniżki, promocje i jeżeli tylko nie wybieramy się z dnia na dzień, za mniej więcej 3 tys. uda się nam coś kupić.

Polecam stronę fly4free.pl, gdy tylko jest jakaś dobra okazja to tam o tym napiszą.

My lecieliśmy z Qatar Airlines za 3.15 tys./ os. robiąc rezerwację z czteromiesięcznym wyprzedzeniem.

 

Sam wybór docelowego miasta w Australii aż tak bardzo ważny nie jest.

Jest tu trochę tanich linii i za równowartość 150-300 pln można się przerzucić.

My wybraliśmy Adelaidę, bo była tańsza niż Sydney i Brisbane, do których Qatar też lata.

Później lokalny przewoźnik Qantas za 80 aud / os. dostarczył nas do Alice Springs (aud - dolar australijski, ok. 3 pln).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Commander

No dobra to tyle z prozy, a teraz fotki prosimy :]


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kmtaxi

Miałem podobnie, ale udało się wrócić do przyczepy. Nie byłem na Terytorium Północnym, gdyż nie wynajmowałem kampera. Z rodziną żony zwiedzaliśmy południowe wybrzeże. Bardzo jestem ciekaw możliwości wynajmu kampera na miejscu (trochę po łebkach temat zgłębiałem). W dalekosiężnych planach jest kupno kampera na miejscu i odsprzedanie go po wojażach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
TikTak

My też skusiliśmy się jeszcze, pomimo zimy, na południowe wybrzeże.

Po części karawaningowej - etap "miejski".

 

Bez zdjęć ani rusz, ale póki co, jeszcze trochę prozy.

Chciałbym, żeby relacja miała charakter "instrukcji obsługi Australii".

Jeżeli komuś przyszłoby do głowy wybrać się na podobną wycieczkę - będzie miał łatwiej.

 

Zatem - jeżeli kamper, to tylko pora sucha: czerwiec, lipec, sierpień.

Australia w części centralnej i północnej jest płaska jak stół.

Ewentualne góry czy kaniony to tylko efekty erozji.

W związku z tym - nie uformowały się rzeki a woda z deszczu - jak spadnie, tak stoi póki nie wyparuje lub nie wsiąknie.

Najpopularniejszy znak drogowy w Terytorium Północnym, to żółty kwadrat z napisem "flooding" a prawie wszystkie tubylcze terenówki są wyposażone w chrapy.

 

W porze suchej tylko pozostawione przy drodze wodowskazy pokazują, że może być jakiś problem.

 

Kamper trzeba sobie zarezerwować z wyprzedzeniem, przez Internet.

Raz, że tak będzie taniej, dwa - pora sucha to tutaj szczyt sezonu turystycznego i improwizacja nie wyjdzie.

 

Firm wypożyczających jest kilka, ale odnoszę wrażenie, że należą do jednego właściciela.

Kiedy autko jeszcze pachnie nowością staje się częścią majątku przedsiębiorstwa Maui.

Gdy wynajmujący odbiją na nim swoje piętno a ta czy inna część się obluzuje albo nawet i odpadnie - samochód jest wypożyczany przez firmę Britz.

Z pożółkłym lakierem i plamach na tapicerce będzie on później kontynuował karierę w Mighty.

Inną dużą wypożyczalnią jest Apollo, zdaje się, że działa niezależnie od wcześniej wymienionych.

 

Oferowane są dwa rodzaje kamperów.

Pierwszy, to układ identyczny, jak większość takich aut w Europie.

Drugi, mały kamper, mniej więcej wielkości Fiata Ducato.

Tutaj jest on budowany w różnych odmianach rozmiarowych i wyposażeniowych na bazie Toyoty Hiace.

 

Nasza Toyota została wypożyczona w firmie Mighty, nazwa wersji "double down", kompletnie nie wiem dlaczego, miała oznaczać zdolność do zapewnienia dachu nad głową czterem osobom.

Miała automatyczną skrzynię, kuchenkę, lodówkę, mikrofalówkę i zlew.

Autko jest za małe, żeby zmieścić w nim kibelek.

 

Początkowo byłem trochę rozczarowany - robiąc rezerwację nie wiedziałem o opisanych zasadach kariery aut w wypożyczalni.

Później - najmniejszych powodów do narzekań nie było.

Samochód był doskonale przygotowany, żaden, nawet mały drobiazg nie szwankował.

Podróż zatem kończyłem zadowolony.

Nawet bardzo.

 

Za dziesięć dni zapłaciłem 1270 aud, czyli ok. 3700 pln.

Byłoby taniej o 250 aud gdybym oddawał samochód tam, gdzie pożyczałem.

 

Tyle prozy:)

W następnym odcinku oprócz prozy będą zdjęcia.

Edytowane przez TikTak

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
zigi

Bardzo fajnie się to czyta... więc? Dawaj człoowiekuu !  :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
TikTak

Dzięki:) No to daję.

 

Ten najpopularniejszy w Terytorium Północnym znak drogowy wygląda tak:

 

DSC03172_zpsnscozzua.jpg

 

i bynajmniej nie chodzi tu o kałuże, które nieco dalej widać.

Głębokość wody stojącej na drogach może sięgać i dwóch metrów, więc w porze mokrej nie mamy tu co robić,

no chyba, że posiadamy zamiłowanie i talent do jazdy off-road.

 

Drugi ulubiony znak australijskich drogowców prezentuje się ładniej:

 

DSC03173_zpsxg1zwg4s.jpg

 

Kangury ze skłonnościami samobójczymi pojawiają się po zmroku.

Obok takich ładnych, żółtych tablic z obrazkiem, są też i brzydkie, nieciekawe z napisem:

"WANDERING STOCK", czyli - "WŁÓCZĄCE SIĘ BYDŁO".

Bydło, podobnie jak kangury, zamiast spać, lubi szwendać się po nocy.

Zwierzaków jest tak dużo, że nikt przy zdrowych zmysłach nocą tu nie podróżuje,

chyba, że kierowcy pociągów drogowych, o których wspomnę później.

Właściciel kampera, SUV-a, osobówki, gdy słońce zajdzie za horyzont - zjeżdża na postój.

 

Tyle potencjalnych trudności drogowych.

Jazda samochodem niewłaściwą stroną drogi, z wadliwie zamontowaną kierownicą - wbrew obawom,

okazała się zupełną pestką.

 

DSC03145_zps4pnonec6.jpg

 

Na fakt ten złożyły się jednak raczej nie tyle wrodzone talenty do prowadzenia auta, co

wskazania nawigacji w stylu: "jedź przez 327 km prosto, potem skręć w lewo".

Było zatem zawsze dość czasu, żeby zebrać się w sobie i przemyśleć taktykę, jak to ten skręt wykonać.

 

Autko, które nam przypadło w udziale, miało pięć lat i trzysta tysięcy km przebiegu.

 

DSC03078_zpsdtgqm2m0.jpg

 

Zostało ono wyposażone we wszystko, co na kempingu może się przydać, łącznie ze sznurkiem do suszenia

i spinaczami kompatybilnymi z owym sznurkiem.

Za inne rzeczy, przydatne ale niekonieczne, jak np. markiza, niestety wypożyczalnia chciała

dodatkowych pieniędzy.

Ceny były całkowicie surrealistyczne.

Na szczęście, za jedyne 100 aud, czyli 300 pln można było nabyć "bundle".

Bundle okazał się nad wyraz przydatny i ani przez chwilę nie żałowałem inwestycji.

W skład zestawu wchodził:

* rozkładany stoliczek,

* krzesła, też rozkładane, bo jak inaczej

* nawigacja z routerem WiFi i opłaconą kartą SIM

* farelka

* przedłużenie wspomnianego wcześniej sznurka

* coś jeszcze, ale nie pamiętam

Szczególnie farelka okazała się absolutnym przebojem i nie wyobrażam sobie podróży bez niej, serio.

 

W środku kampera za dużo miejsca nie ma.

O ile łóżka są dostatecznie szerokie, to w pozycji wyprostowanej może trwać co najwyżej jedna osoba.

Jeżeli pogoda dopisuje - żaden to problem.

Kiedy pada - trochę ciasno.

 

Bardzo starałem się zrobić zdjęcie wnętrza, kiedy nie ma w nim bałaganu.

Niestety, stan ten trwał jedynie przez dziesięć minut a byłem wtedy zajęty podpisywaniem

rozmaitych cyrografów w wypożyczalni.

Spodziewany porządek już nigdy nie wrócił, więc za zdjęcie - przepraszam.

Dolne łóżko w stanie rozłożonym.

Można przerobić je na stolik i trzy kanapy wokół, ale trochę z tym fatygi jest.

 

DSC03146_zpswmzc1p8y.jpg

 

DSC03148_zps4u8wahvk.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
TikTak

Jak wiadomo ze szkolnej geografii Australia jest najmniejszym kontynentem.

Australijczycy cierpią i martwią się z tego powodu chyba ogromnie.

A jeżeli nie cierpią, to już na pewno mają straszne kompleksy.

Łatwo to zauważyć, bo żeby jakoś odreagować, gdzie się tylko da -

pod szkłem na ladzie, na tablicy ogłoszeń, w prospekcie turystycznym -

zamieszczają taki lub podobny rysunek:

 

australiaeurope1_zpspnx4rxzv.jpg

 

Oni odreagowali a nam uświadomili, że zaplanowaliśmy sobie trasę o długości jak z Gibraltaru do Oslo.

A dokładnie plan podróży był taki:

 

planpodrozy_zpsszkufp2u.jpg

 

Grube, kolorowe linie oznaczają etapy do przejechania w kolejne dni.

Pierwszy, ten zielony u dołu, to droga z Alice Springs do Uluru, kolejności pozostałych nietrudno się domyślić.

W sumie nieco mniej niż 4000 km.

 

Ceny benzyny są bardzo zróżnicowane.

W okolicach miast - Alice Springs, Darwin 1.2 aud mniej więcej, zatem taniej niż u nas.

Na odludziach - zdecydowanie drożej, nawet 2 aud.

Trzeba podporządkować się bardzo przykrej zasadzie - jedziesz i widzisz stację benzynową,

to zajeżdżasz i tankujesz do pełna.

Choćby nie wiem co podpowiadał rozum, że prawie pełny bak, że skoro średnie zużycie wyszło nam

wczoraj 11.2355 l/100km a wg wskazań w baku jest 23.7 l chyba i na pewno starczy - nic z tego:

 

TANKUJESZ POD KOREK I JUŻ.

 

Odległości między stacjami sięgają i 300 km, zasięgu telefonii komórkowej brak, bywa, że przez

parę godzin nie przejedzie żadna żywa dusza.

Trzeba też mieć ze sobą wodę, na wypadek, gdyby tak jednak coś innego nas zatrzymało na dłużej.

W kamperze był zamontowany 40l zbiornik i to powinno wystarczyć.

Nie przypuszczam, żeby ewentualna "akcja ratunkowa" potrwała dłużej, niż dwie doby.

 

Australię przez środek, z południa na północ przecina droga Stuart Highway, łącząca Adelaidę

z Darwin.

Nazwa drogi została przyjęta na cześć pierwszego człowieka, który przemierzył cały kontynent

i uszedł z życiem.

Wcale nie było to aż tak dawno, gdzieś ok. 1860 roku, jeśli dobrze zapamiętałem.

Określenie "highway" zostało zastosowane chyba dla poprawienia sobie samopoczucia lub przydania

blasku nazwisku zasłużonego podróżnika.

Z autostradą, poza dopuszczalnymi prędkościami maksymalnymi, nie ma ona nic wspólnego.

Jest to sympatyczna, równa, bez dziur droga, która w lepszych swoich fragmentach prezentuje się tak:

 

DSC03107_zps9ao5comm.jpg

 

DSC03103_zpszbrwts3f.jpg

 

Przeważnie jednak, nie ma linii oznaczających krawędź szosy a zamiast niej, na brzegach pojawiają się

wżery w nawierzchni, tak jakby natura upominała się o swoje i podskubywała co nieco z asfaltu.

Trzeba zatem jechać raczej środkiem, bo przy większej prędkości i kontakcie z taką dziurą -

pobocze i znajdujące się tam skały i drzewa mogą rzucić się na nas:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
GregorY

Kolego... Nie żebym Cię poganiał ale z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy... :-)

 

Wysłane z mojego Che2-L11 przy użyciu Tapatalka

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

TikTak- dajesz, dajesz...Relacja super cool :yes:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
TikTak

Dzięki:) No staram się, staram ... ale i tak pewnie mi zejdzie do świąt. :(

 

Jeszcze tylko parę dywagacji natury ogólnej i relacja będzie bardziej rzeczowa.

 

Społeczeństwo Australii dzieli się na dwie grupy: Australijczycypogodni oraz Australijczycywpracy.

Ci pierwsi występują najliczniej - spotykamy ich na kempingach, w trakcie wycieczek, na ulicy.

Na ulicy niejednokrotnie zdarzy się nam, że Australijczykpogodny sam nas zaczepi, żeby pomóc,

gdy zobaczy, że za długo studiujemy mapę albo tak, bez specjalnego powodu, żeby pogadać.

 

Jako turyści Australijczykówwpracy możemy czasem nawet wcale nie spotkać a przynajmniej nie będziemy

mieli z nimi zbyt częstego kontaktu.

Na wszelki wypadek jednak podaję, że ci dzielą się znów na dwie kategorie: Australijczykuciemiężony

i Australijczykdzielny.

Australijczykdzielny stara się jak może i nawet w skrajnej sytuacji, gdy do weekendu ma on jeszcze

sześć dni nie poddaje się i załatwia z uśmiechem sprawę, jaką go obarczyliśmy.

 

Kategoria Australijczykuciemiężony jest niebezpieczna.

Całe szczęście jednak, że przedstawiciele tej grupy występują bardzo rzadko, najczęściej funkcjonują

w odseparowanych enklawach i przy odrobinie szczęścia da się ich ominąć.

Podobnie zresztą jest z krokodylami.

 

Zjawisko jednak występuje i dla zasady trzeba o nim napisać.

 

Australijczykauciemiężonego można łatwo rozpoznać.

Praca dla niego jest ponurą koniecznością i krzywdą niezasłużoną.

Jest ponury, oschły, okazuje zniecierpliwienie, gdy prosimy o powtórzenie czegoś.

Używa angielskiego w slangu zrozumiałym jedynie w wiosce z której pochodzi i kombinuje

jak się nas pozbyć.

 

W zasadzie to trafiliśmy tylko raz na skupisko Australijczykówuciemiężonych w firmie

Bushwacker Eco Tours z Brisbane ale z opresji udało się szczęśliwie wyjść.

Gdyby jednak ktoś w Brisbane był, to niech uważa.

 

Jakieś ślady z tego gatunku miała też w genach pani z wypożyczalni kamperów w Alice Springs.

Na powitanie odpowiedziała ponurą miną i ni to stwierdzeniem ni pytaniem "Name?".

Następnie stwierdziła, że z naszym autem jest jakiś problem i dostaniemy inne tylko musimy

je pojutrze oddać.

Z niechęcią przyjęła moje oświadczenie, że oddam, ale za dziesięć dni i nie tu, tylko w Darwin.

Z przebiegłym błyskiem w oku surowo rzuciła: "Licence!".

Licence miałem i polskie i międzynarodowe, tak jak wyraźnie w regulaminie wypożyczalni zapisano.

Pani była rozczarowana, powodu do odesłania mnie z kwitkiem nie było.

 

- No to przygotujemy ten pana kamper ale to potrwa. Co, nie widzi pan ile tu mamy pracy?!

- I apologize for the inconvenience, odparłem i pani przestała się mną interesować całkowicie.

 

Rozsiedliśmy się na walizkach i po godzinie samochód się odnalazł.

Wydała nam go inna pani, zdecydowanie z grupy Australijczykówdzielnych i z lekkim opóźnieniem

mogliśmy ruszyć w drogę.

 

NAWET, JEŻELI SŁYSZELIŚCIE, ŻE KOMUŚ W WYPOŻYCZALNI WYSTARCZYŁO TYLKO JEDNO PRAWO JAZDY ALBO,

ŻE NIE CHCIELI ŻADNEGO DOKUMENTU - ZABIERZCIE DO AUSTRALII OBYDWA.

POLSKIE PRAWO JAZDY JEST DOKUMENTEM UPRAWNIAJĄCYM DO KIEROWANIA POJAZDEM A MIĘDZYNARODOWE

Z FORMALNEGO PUNKTU WIDZENIA STANOWI JEDYNIE TŁUMACZENIE DOKUMENTU PODSTAWOWEGO.

 

Później byłem świadkiem w Darwin, jak grupa nieszczęsnych Niemców toczyła w wypożyczalni bój,

nie mając przy sobie jednego z dokumentów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
zigi

:yes:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

... Australijczycypogodni oraz Australijczycywpracy.

 

... Australijczykuciemiężony i Australijczykdzielny.

 

Świetny tekst o kategoriach Australiczyków!!! W wolnej chwili czy mógłbyś zapodać kategorie nas Polaków? :] :] :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×