Skocz do zawartości
Czech

[Relacja] Norwegia i Szwecja na luzie przez 23 dni - relacja dzień po dniu

Rekomendowane odpowiedzi

Czech

Wstęp – czyli zagajenie

 

Ta Podróż była naszą drugą wyprawą na półwysep Skandynawski. W pierwszej (2004) wraz z dziećmi „zaliczaliśmy” to co należy –mosty nad cieśninami, fiordy, drogi Troli, Orłów, akwarium w Alesund, muzea w Oslo (Łodzie Wikingów, statek polarny Fram ), skocznia w Holmenkolen,  lodowce i co tam jeszcze mają na „wyposażeniu” – czyli obowiązkowe punkty i miejsca, które trzeba zobaczyć.

 

Druga – dalej opisywana- wyprawa miała być z założenia inna. Bez wyścigu z czasem i bez uganianiem się za atrakcjami, których  wszystkich przecież nie da się obejrzeć za jednym razem – to znaczy tak mi się wydawało, że się nie da – dopóki nie przeczytałem relacji JoliR jak „Damska ekipa zdobyła Norwegię”  – ja nie mogę – dziewczyny jak rakiety, wrażeń i emocji starczyłoby przynajmniej na trzy nasze wyprawy.

Nie musieliśmy również myśleć o dzieciach i o tym jak zapewnić im rozrywki typu karuzele, lody , baseny, - czyli odpadało szukanie atrakcji – na marginesie szacunek dla Mandrola  – super szczegółowa relacja-  „Skandynawia 2014 w 6 tygodni”  , niestety finansowo i czasowo poza naszym zasięgiem.

 

Chciałbym również uprzedzić, że należę do „smutasów-samotników” : czyli nie mam naklejki forum na przyczepie, nie lubię zlotów i odczuwam czasem niepokój przed zbyt wylewnymi sąsiadami , albo też jak to nazwał kolega finger –  jestem trochę – cytuję : „"nieprzysiadalnym" gościem , któremu wyłazi buzią kij od miotły wsadzony w dupę” , więc będę momentami  trochę przynudzał o czym z góry uprzedzam.

Czyli co dalej ? – ano – luz, leniuchowanie, szukanie miejsc mniej uczęszczanych no i oczywiście nasza pasja – pedałowanie(na rowerach), wspinanie na „średniej wysokości” , czytanie książek i  poszukiwanie runa leśnego, oraz – jak na 50+ przystało- „pilnowanie przyczepy i siedzenie w przedsionku” – jak to kiedyś opisywał  Ir & Ed.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kuba

No to czekamy!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
GraKo

Aż nie do wiary że są tacy karawaningowców samotnych.Powodzenia na wyprawie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
MaK

@Czechu,

 

zdecydowałeś sie jednak na opis. Świetnie, z przyjemnością poczytam.

Szkoda, ze widzieliśmy sie w Norwegii tylko jakieś piec sekund. Zaluje, ze nie spotkaliśmy sie na jakimś kempingu. Mielibyśmy o czym pomilczeć!

Ja chyba tez nalezę do opisanej przez Ciebie kategorii kempingowiczow (chyba dlatego tak lubie Skandynawie).

 

 

Z Essen pozdrawia

 

MaK

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
bozka

Zapowiada się interesująco. Mnie w szczególności interesują przejazdy rowerowe. Gdybyś mógł tą kwestię opisywać szczegółowo. Jak długie dystanse dzienne i ich stopień trudności. Z jakiej nawigacji korzystaliście na rowerach? Pozdrawiam i czekam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mandrol

Czechu- nie smuć, nie smuć tylko dawaj chłopie!!! :]

Dziękuję za słowa uznania- przynajmniej wiem, że ktoś czytał te moje wypociny i żywię nadzieję, że się podobało i przyda komuś przy planowaniu wyprawy na skandynawskie szlaki. A ja z ciekawością przeczytam Twoją relację- pewnie przyda się przy planowaniu naszej kolejnej rodzinnej wyprawy na Norway bo jeszcze dosyć duży skrawek km2 tego pięknego kraju został nam do obczajenia :slina:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czech

1.Sobota - 11.VII

Na początek przeprawa nocna promem Świnoujście – Ystad .

post-9597-0-58950900-1459093280_thumb.jpgpost-9597-0-23965500-1459093357_thumb.jpg ]post-9597-0-52786000-1459093404_thumb.jpg post-9597-0-58117100-1459093445_thumb.jpg

Na filmie moja załoga.

https://www.dropbox.com/s/8lb2enpt2k5a9z0/MVI_0835.MP4?dl=0

 

170 km

start  22:30    meta 5:30

Bałtyk spokojny jak jezioro.

Spanie słabe , taka bardziej „przyczajka”, słychać silnik statku, który zaczyna się zacierać w świadomości i w momencie kiedy by się można rzeczywiście zapaść w objęciach Morfeusza – głos w kajucie – „dopływamy do Ystad , prosimy o opuszczenie ...” .

Witaj Skandynawio – pada, ponuro jak to w niedzielę ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
byry007
B)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czech

  Z jakiej nawigacji korzystaliście na rowerach?

 

Poniżej strony z darmowymi mapami , z których korzystałem w terenie.

Z tych map robiłem „zrzuty” , które następnie drukowałem i sklejałem taśmą klejącą – to był nasz papierowy GPS na rowerach.

Na mapę składało się ok. 6-8 zrzutów. 

https://kso.etjanster.lantmateriet.se/

https://peakbook.org/index.php?module=index.lists.lists

 

 

2. Niedziela - 12.VII

Z założenia na początku chcemy się przebić możliwie daleko aby potem nie poganiać.

Pierwszy kemping Abbas Stugby – Szwecja- 128 m n.p.m.

http://www.abbasstugby.se/

https://kso.etjanster.lantmateriet.se/?e=389187&n=6687731&z=9

Trasa ok. 650 km – zachmurzenie , z czasem przeziera słońce ok. 15’C

Droga mija spokojnie, trochę tłoku w Goteborgu, za którym zjeżdżamy z autostrady E6 na drogę E-45, która w zasadzie już do końca prowadzi do kempingu. Mamy mały problem, paliwo się kończy , rezerwa świeci, a tutaj brak stacji benzynowych z obsługą – gdzie można zapłacić jak człowiek –człowiekowi czyli gotówką. W końcu stajemy przy automacie, dokoła pusto i nie ma kogo zapytać czy podejrzeć jak to zrobić – tak to jest gdy wieśniactwo rusza na podbój dzikiej Skandynawii. Czytamy instrukcję – należy włożyć kartę do dystrybutora ( a co jak nie wypluje?) reszta czynności tak jak w bankomacie - na szczęście automat zwraca kartę i jedziemy dalej bez przeszkód. Jak się później okazuje większość stacji benzynowych w Skandynawii to automaty lub pół-automaty i człowieka nie uświadczysz, ale wszystko działa jak trzeba.

Droga z czasem robi się coraz „węższa” , aż na ostatnich 100 metrach zamienia się w szuter.

post-9597-0-97989400-1459150694_thumb.jpg post-9597-0-84197600-1459150783_thumb.jpg

Dojechaliśmy- przed nami jeziorko, lasek, góry – jest godzina 18 – czyli trochę ponad 12 godz. jazdy.

 

 

post-9597-0-86773300-1459150883_thumb.jpg post-9597-0-79975500-1459151294_thumb.jpg

 Stawiamy budkę na pięknie wystrzyżonej trawce, bez tłoku i ścisku ok. 15-20 m od jeziorka.

Zaczyna się wypogadzać i ciągle jasno pomimo późnej pory (23:30)  – jesteśmy mniej więcej na wysokości Oslo - zasłaniamy więc okna roletami.

Oglądamy jeszcze w łóżeczku TV – lokalna stacja (antena typu „korona” nie zawodzi)

 – tzn. ja oglądam bo moja piękniejsza połowa (jak zwykle) już odpłynęła. Czas na sen.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Commander

Hej.

Czekam na cd...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czech

Po dwóch dniach  „zmarnowanych” na podróż zaczynamy te właściwe wywczasy.

Wg naszego zwyczaju – jeden kemping , 3,4 noclegi – czyli dwa lub trzy pełne dni.

Staramy się (nie za wszelką cenę) jeden dzień - rowery,  drugi - wycieczka w góry.

 

3. Poniedziałek – 13.VII

Dzień „rowerowy” – zachmurzenie małe, dużo słoneczka , 21’C

post-9597-0-82572200-1459189151_thumb.jpg  post-9597-0-29592600-1459189269_thumb.jpg

 

Trasy wokół kempingu oznaczone kolorowymi strzałkami. Na stronie kempingu jest mapka z zaznaczonymi trasami -zakładka „Aktiviteter” .

Wybieramy trasę zieloną ok.40 km. W większości „szuter” , momentami trasa ucieka w las – takie ścieżki  bardziej dla „górali”, ale nasze trekkingi dają radę i chociaż czasem trzeba zejść i prowadzić (np.: przesmyki przez bagienko – wyłożone deskami i balami) to w ogóle jest super. W trakcie rajdu „odpuszczamy” kawałek trasy i  na skróty dojeżdżamy do kempingu – w sumie 25 km.

Trasa łatwa – każdy da radę.post-9597-0-16627000-1459189815_thumb.jpg

 

 

Szwedzkie  szutry – z górki – lubimy !!!

https://www.dropbox.com/s/o8ngl6w4oe7pbrj/MVI_0864.MP4?dl=0

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czech

4. Wtorek – 14.VII

Dzień „górski”. Piękne słońce – 23’C.

Nad zachodnim brzegiem jeziora widoczny grzbiet górski z najwyższym szczytem Hovfjallet o wysokości 542 m n.p.m.- to nasz cel do zdobycia.

 

Trochę daleko aby iść z kempingu  na nogach – decyzja – jedziemy na rowerach.

Do pokonania ok. 400 m różnicy.

Ruszamy i poprzez przysiółki Pojo , Algsand objeżdżamy nasze jezioro od strony północnej nieoznaczoną  ścieżką. W miejscowości Vitasand kierujemy się poprzez przysiółek Grea – prawym brzegiem rzeki Mangslidalven – mijamy spływy kajakowe – rzeczka o lekko górskim charakterze.

post-9597-0-17647300-1459264803_thumb.jpgpost-9597-0-30250500-1459264873_thumb.jpg

Docieramy do trasy fioletowej i dalej już na sam szczyt utwardzoną drogą od strony północno-zachodniej.  Momentami podjazd dość ciężki – brakuje trochę przełożeń (3x8) – ale nie poddajemy się i pokonujemy całą trasę „na siodle”– razem ok. 25 km.

post-9597-0-45381300-1459264974_thumb.jpgpost-9597-0-92096900-1459265031_thumb.jpg

https://www.dropbox.com/s/7ppumbbq6j6hs0h/MVI_0865.MP4?dl=0

Trasa średnio-trudna ze względu na ok. 8 km podjazd non-stop.

 

Małe podsumowanie kempingu – dużo miejsca, świetna okolica, mili gospodarze, czyste sanitariaty – wypożyczalnia rowerów, kajaków. Placyk dla dzieci, kąpielisko z piaseczkiem.

Ocena kempingu 10/10 – szczerze polecamy.

Ocena okolicy 9/10

Ocena tras rowerowych 9/10

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czech

5. Środa – 15.VII – przegrupowanie na nowy kemping.

Trasa ok. 280 km. Pogoda się trochę psuje – słońca coraz mniej. Ok.18’C

Ruszamy dalej  na północ w rejon Norwegii rzadziej uczęszczanej.

Okolice jeziora Femunden – jedno z większych w Norwegii – ok. 60 km długości a wokół tereny jak na Alasce.

Wybór pada na kemping położony nad jeziorem Langsjoen – Johnsgard

 

http://www.johnsgard.no/

 

Trasa z pięknymi jeziorami post-9597-0-43367600-1459343527_thumb.jpg

post-9597-0-64557500-1459342610_thumb.jpg jezioro Storsjoen   , miejsce , w którym zamarzli ludzie ponieważ jezioro nieoczekiwanie rozmarzło i nie dało się przejść na druga stronę po jego lodowej tafli. Obejść dookoła jeziora  w trakcie zadymki też się nie dało - to miejsce pośrodku jeziora o długości 35 km - próbowali przeczekać - z tragicznym skutkiem.

– im dalej na północ tym teren staje się coraz bardziej dziki i górzysty, ale bez przesady – to nie droga „orłów”. Po drodze małe przeszkody:

post-9597-0-08056900-1459343638_thumb.jpg

https://www.dropbox.com/s/665ldms2io63qo6/MVI_0871.MP4?dl=0

Ostatnie 5 km drogą gruntową, ale bez problemów – szuter twardy jak asfalt.

post-9597-0-91269600-1459343757_thumb.jpg

Turystów „wędrownych” mało - 2 przyczepy , kamper, samochód z  przedsionkiem – większość na kempingu to domki i stacjonarne przyczepy.

Stajemy na małym tarasiku – z widokiem na jezioro ok. 40m od brzegu.post-9597-0-27058500-1459343822_thumb.jpg

Jezioro rynnowe, jesteśmy na wysokości ok. 700 m n.p.m. – czyli w zasadzie to już góry. Czuje się w powietrzu tchnienie prawdziwej północy, więc szybko stawiamy przedsionek – w ostatniej chwili - zaraz potem lunęło i zawiało.

 

 

6. Czwartek – 16.VII

Leje całą noc i nie chce przestać. Załączamy pierwszy raz (nie ostatni) grzanie, bowiem na zewnątrz 8’C.

Od rana śniadanie, kawka, książki, krzyżówki, podjadanie , drzemanko – czyli gra na „przeczekanie”. Około południa trochę się przeciera – czas na rekonesans terenu wokół kempingu.

W planach mamy dwie trasy rowerowe : - dolina Orvdalen, i droga „Oversjodalsveien” oraz zdobycie (nogami) szczytu Glofokkampen (1325 m n.p.pm.) – góry u stóp której znajduje się kemping.

 

Obie trasy rowerowe zaczynają się w miejscowości (wsi) Oversjodalen – oddalonej ok.5 km na północ od kempingu. Próbujemy przejechać te 5 km jednak ścieżka zachodnim brzegiem po kilometrze staje się nieprzejezdna dla naszych rowerów. Zawracamy.

Pakujemy trekkingi na bagażnik hakowy i objeżdżamy jezioro drogą nr 26. Niestety zaczyna znowu lać – czekamy jeszcze trochę na zmianę pogody w samochodzie.post-9597-0-90231800-1459343922_thumb.jpg

Leje i wieje coraz bardziej – wracamy pokonani na kemping.

Po południu jeszcze idziemy zobaczyć trasę na Glofokkampena post-9597-0-29683500-1459343975_thumb.jpg

– ale daleko nie dochodzimy – zaczyna padać deszcz ze śniegiem i wieje sakramencko.

https://www.dropbox.com/s/6gckcjds72xalbt/MVI_0876.MP4?dl=0

 Uciekamy i zaszywamy się w pielesze , grzanie , leczniczo 38% – a na zewn. 4’C.,  w przyczepce ciepło i przytulnie, niestety nic nie odbiera na TV(co za dzicz), pozostaje więc tylko „radyjko” - teraz i zawsze - i nadzieja na lepszą pogodę.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Commander

:brawo:

Dawaj dalej !!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czech

7. Piątek – 17.VII

W nocy deszcz ustaje – rozpogodziło się i nawet trochę cieplej  12’

Czy to słońce ?

post-9597-0-19863500-1459525329_thumb.jpgpost-9597-0-86528700-1459525369_thumb.jpg

post-9597-0-51557700-1459525408_thumb.jpg Salekinna 1591 m n.p.m.

Pakujemy rowery na bagażnik i podjeżdżamy do Oversjodalen – stąd już na rowerach

post-9597-0-31688500-1459526428_thumb.jpg płatną drogą (dla rowerów bezpłatna) - typowa norweska skarbonka.

Cel trasy- Narbuvoll. Zakładamy kurtki, kominiarki pod kask – na górze będzie zimniej. Przepiękna trasa – ok.18 km wśród gór, jeziorek oraz tundrowej roślinności.

post-9597-0-02722900-1459525675_thumb.jpgpost-9597-0-46661200-1459525724_thumb.jpg

post-9597-0-27316500-1459525800_thumb.jpgpost-9597-0-67244000-1459525849_thumb.jpg

Droga to trochę szutru, trochę ubitego tłucznia – cały czas góra –dół , ale jak się dobrze rozpędzimy to wyjeżdżamy siłą bezwładu do połowy podjazdów.

post-9597-0-30398100-1459525977_thumb.jpgpost-9597-0-09767400-1459526040_thumb.jpg

post-9597-0-17821500-1459526104_thumb.jpgpost-9597-0-61964800-1459526207_thumb.jpg

https://www.dropbox.com/s/4p6dimi1z1v1evo/MVI_0890.MP4?dl=0

 

 Grzbiet drogi osiąga około 900 m n.p.m., ale podjazd rozciągnięty jest na długim odcinku, więc dajemy radę.

Tego uczucia pięknej przyrody, przestrzeni i wolności nie da się opisać

post-9597-0-40414700-1459526294_thumb.jpg – „wiatr we włosach , komary w zębach”

 

Cudownie :

https://www.dropbox.com/s/rv39ik4y65vb3ii/MVI_0897.MP4?dl=0

 W końcówce zjeżdżamy długim ok. 2-3 km  zjazdem do Narbuvoll – niestety trzeba będzie w drodze powrotnej to „odpracować”. Odpoczywamy nad jeziorkiem i wracamy gdyż za plecami, na północy zaczyna się niebezpiecznie chmurzyć – na szczęście deszcz (a może śnieg) nas nie doścignął. W sumie przejechanych 37 km w górskim terenie – forma rośnie.

Trasa średnio-trudna , dwa razy zabrakło przełożenia – trzeba było pchać pod górkę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×