Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Michalc3

Cześć!

 

Obiecałem, że jak zdecydujemy się jechać do Wielkiej Brytanii (konkretniej Szkocji), to opiszemy swoje doświadczenia. Ponieważ już wróciliśmy, postaram się w miarę czytelnie opisać. No, to do dzieła:

 

Wyjazd z Polski – po przekroczeniu granicy ustawiamy tempomat na 90 i… do najbliższego postoju. W ten sposób przejeżdżamy przez Niemcy, jeden nocleg, Holandię i wjeżdżamy do Bbbbbelbelbelbbelgiiii… Qrde, drogi prawie jak u nas. Nierówne. Ale za to nieźle oznakowane. Uwaga na omijanie Antwerpii. Tam trzeba mieć albo doskonałego pilota, albo jeszcze lepszą nawigację. Uwaga na refleksy – jak odbija się światło od nawigacji, to w Antwerpii będziesz wiedział czemu jest to niewskazane. Nie nadążasz ze sprawdzaniem nawigacji, oznakowania na drodze, zasłanianiem światła nad nawigacją… Tylko doskonały pilot załatwia sprawę. Później okazuje się, że już za Antwerpią drogi wcale nie są takie złe. Ale początek był bardzo zniechęcający.

 

Dojeżdżamy do Francji. Po przekroczeniu granicy belgijsko – francuskiej dojeżdżamy do Calais, wjeżdżamy do portu. Pięknie oznaczone wjazdy dla podróżujących posiadających bilety i tych, co dopiero muszą takowe załatwić. Jedziemy więc w kierunku biur z biletami. Warto przed wyjazdem zorientować się które linie mają jakie ceny i trzymać się wybranego biura. Ale to za chwilę. Najpierw trzeba wjechać na parking. Pięknie, parking jak po byku. Olbrzymi! Szkoda tylko, że kompletnie niedostosowany do przyczep. Wjeżdżamy na podwójne miejsce parkingowe dla osobówek, ale już wiemy, że wyjazd będzie gimnastyką. Ustawiając się na podwójnym miejscu wypłoszyliśmy sąsiada, który  nie wytrzymał nerwowo i swoją osobówkę przestawił dwa miejsca dalej. On nie chce być porysowany J A nam w to graj. Więcej miejsca. Idziemy załatwić bilety i… no tak, sprawdzaliśmy 2 linie promowe – jedna tańsza, a druga droższa. Ale na miejscu nie ma cenników. Nie da się sprawdzić cen biletów.  Zamiast się dopytywać idziemy na chybił – trafił dopasowując się do godzin wypłynięcia promów. Okazuje się, że opisywana na forach procedura odpraw nie do końca jest zgodna z prawdą, niektórzy piszą ze na odprawę należy przyjechać 2 godziny przed wypłynięciem – to bzdura! O 18:40 pani w okienku informuje nas, że skoro chcemy płynąć, to po co czekać do 21:00, skoro jest rejs 19:20? Ale przecież nie zdążymy! A co chcecie robić przed wypłynięciem, żebyście mieli nie zdążyć? Przecież to tylko wyjechać z parkingu i wjechać na prom!

 

 

 

W efekcie kupujemy bilety na 19:20, poganiam rodzinę, bo wiem, że wyjazd z parkingu będzie sporym wyzwaniem. Przybiegamy do samochodu, miejsce koło nas pozostało puste, wykręcanie z parkingu udaje się w miarę sprawnie. Dla przyszłych użytkowników - w porcie w Calais jest bardzo ciasno na parkingu i de facto parking nie jest przystosowany dla zestawów z przyczepami. Ze sporą dawką nerwowości dojeżdżamy do odprawy, gdzie trzeba pieskowi odczytać numery wszczepionego chipa. Pani chciała dać mi czytnik do odczytywania kodu z chipa, wolałem podać pieska - będzie prędzej :) Pani się uśmiecha. To rozładowuje trochę napięcie :)

Czytnik zrobił piiip jak należy, jedziemy dalej. z sercem na ramieniu podjeżdżamy do odprawy promowej. W końcu jest już dobrze po 19:00 (chyba było jakieś 10 po). W okienku odprawy promowej pani wydaje nam nalepkę na samochód z informacją o piesku na pokładzie i wskazuje bramkę do wyjazdu – 341. Dobrze, to jedziemy… Przed nami bramki od 540-560. I żadnych więcej informacji! Ale jedziemy. Krótko przed bramkami widzę, że z boku są bramki o numeracji od 100- 120. Kawałek drogi i oznaczenie bramki od 100-300 to w prawo powyżej 300 – 520 w lewo. Kręcimy w lewo, tam kolejny rozjazd!!! Qrde, a ja myślałem, że port w Wenecji był duży! Tu jest dopiero jazda! W końcu widzę bramki od 320 – 342. My z naszym 341 ustawiamy się grzecznie w jedynej kolejce właśnie do naszej bramki! Dobra nasza – z naszej kolejki wprowadzają na pokład jednego, drugiego i… stop. Stoimy w kolejce na pozycji 3 i koniec okrętowania. Wjeżdżają do kolejki do bramki 340, 339, 342. Kolejki urosły, a okrętowanie się nie odbywa! Stoimy cali nerwowi…  O.. coś się rusza! Tak, puszczają kolejkę 339, 340, ustawiają ich na pokład a my stoimy! Znowu przerwa! Jest godzina 19:30, a my stoimy na zewnątrz! Córka idzie do obsługi dowiedzieć się o co chodzi. A, o nic. Właśnie okrętują innych, o nikim nie zapomną. Mamy stać i czekać. No to stoimy. I nagle wszystko rusza, wpuszczają nas na pokład i wjeżdżamy praktycznie na zupełnie pusty pokład! Wjeżdżają wszyscy. Nasz piesek musi pozostać w samochodzie L Nie wolno zabrać pieska na pokład. Ale to tylko 1 godzina 40 minut – jakoś w samochodzie wytrzyma.

 

cdn. (jak będą chętni czytać)

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
witus

Witamy po powrocie ! Pisz, pisz to będzie hit tegorocznych relacji już to wiem. Moja nawigacja wylądowała pod daszkiem z zegarami. Pod szybą się przegrzała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
miedzyniaki

Co prawda za granicę się nie wybieram, ale relacja wciągnęła mnie jak dobra książka. I niestety czuję się zawiedziona, że od 12:20 nie napisałeś dalszej części :foch:  Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg  :slina:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Michalc3

Dzięki za zainteresowanie. Kolejne części nie będą powstawały tak za szybko, bo ja czasem muszę do klienta pojechać :) Ale mam nadzieję Was zainteresować. Będą części kolejne.



Ale jeszcze dzisiaj kawałek dorzucę :)

 

Płyniemy w oznaczonym czasie, dobijamy do brzegu w Dover. Wyjeżdżamy, zaraz za portem zaczynają się znaki „Trzymaj się lewej”. „Tu obowiązuje ruch lewostronny”. Wszystko ładnie opisane. Ale wrażenie wyjazdu z portu, gdzie jadąc lewym pasem widzę na wprost siebie po prawej stronie jadącą na wprost ciężarówkę – pozostanie chyba na długo w pamięci. W szczególności, że moja nawigacja nagle, po wyjeździe z portu i po ustawieniu mu celu dojazdu się uaktywniła i w chwili, kiedy ja ledwo panuję nad odruchem zjazdu w prawo, pilnuję, żeby czegoś nie pokręcić, ta skubana drze się głosem Hołowczyca „trzymaj się prawej strony”! Sporo mnie kosztowało, żeby nie wylądowała w tym momencie gwałtownym ruchem za oknem. Dobra, wyjeżdżamy! Jedziemy na jakiś parking przenocować i w dalszą trasę. No, to jedziemy, ale wymyśliłem sobie, że nie zatrzymujemy się od razu w Dover, tylko odskoczymy kawałek. Jedziemy, jedziemy… z parkingami konkretnymi, jak np. w Niemczech, tak raczej krucho. Ale jedziemy… Wreszcie jest! Spory Service przy autostradzie, stacja benzynowa, punkt obsługi, parking jak po byku… Wjeżdżając na parking pilnujemy znaków – dla ciężarówek w lewo, dla osobówek, kamperów, busów i kampingów w prawo. Jedziemy w prawo i… nie ma miejsca dla kempingów! Jest parking dla osobówek! Znowu próbuję stanąć jak w porcie i znowu mam ciasno. Nie ma, wyjeżdżam, jadę na miejsce dla ciężarówek! W końcu nie będę ryzykował skasowania kogoś. Po zaparkowaniu na miejscu dla ciężarówek, jest opis. Co widzę? Parking do 2 godzin za darmo. Powyżej – do 24, opłata 20,50 funtów!!! Nogi mi zmiękły, toć cena jak za kemping, a nawet porządnej łazienki nie ma! Co dalej? Jeśli zaparkuję na niewłaściwym miejscu, to skasują mnie na… 90 funtów! Gwizdać to, jedziemy dalej!

Szukamy większego parkingu, albo stacji benzynowej. Szukamy. Szukamy. Szukamy… No przecież w końcu… no, jest. Wjeżdżamy na stację przy autostradzie, nie ma jakiegoś większego parkingu, ale jakowyś jest. Pytamy obsługę, czy możemy zostać na noc. Nie ma problemu. Żadnych opłat, jest toaleta bezpłatna, jest miejsce. No, to w kimono.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
tomekk

Witam !

 

Michal pisz, pisz. Wituś ma rację, to będzie hit ! Oczami wyobraźni widzę już ten zjazd z promu i jazdę "pod prąd" :bzik:

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Miodzio

Michał ty nie podbieraj tutaj kolegów, czy będą chętni, żeby czytać.

Olej Klientów, nie śpij i pisz no i foty wsadzaj  :blagac:

 

:]  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
witus

Kurcze ale emocje. Zajefajne w tej relacji jest to ... że nie ma zdjęć. Narracja Michalca powoduje, że i tak mam to wszystko przed oczami jak żywe !!! 

Kurcze może jeszcze jeden odcinek na dobranoc ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
darek126N

Michalc3 pisz chłopie czekamy na więcej i więcej. Ale wyprawa . :bravo:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Michalc3

Uou... ale zainteresowanie :) Nie spodziewałem się jednak. Zdjęcia będą w pewnej ilości, ale kawałek dalej. W drodze nie robiliśmy. Skoro tak, to ciąg dalszy trasy.

 

Przespaliśmy noc bez większych problemów. Rano ruszamy na podbój Brytanii! Jedziemy w kierunku Dumfries. To okolice, gdzie według przewodników ma być ciekawie J Zresztą żona wykombinowała sobie namiary na kemping. Mossband Caravan Park. Wstukałem namiary GPS i jedziemy. Oczywiście GPS jest drugi do prowadzenia, pierwszy pilot jest żywy i z mapą na kolanach. Dopóki ten pierwszy pilot prowadził opracowaną przez siebie trasą było wszystko w porządku. Ale później stwierdził – „masz to ustrojstwo – niech prowadzi”. I to był błąd. Kiedy już równoleżnikowo minęliśmy nasz kemping, stwierdziliśmy, że musimy jednak być mądrzejsi od GPS. Więc szybkie spojrzenie na mapę i widzimy drogę pomiędzy autostradami. Droga wygląda na szeroką, więc jedziemy! I to był drugi błąd. Okazuje się, że na tej wysokości są pięknie poprowadzone autostrady południkowo. Równoleżnikowo jest dróg niewiele. A te, które są nie zawsze są najlepsze. Ale wymyśliliśmy jazdę tędy, to musimy cierpieć. Wreszcie po raz pierwszy od 3 dni wyjechaliśmy na drogę inną niż autostrada. To też jakaś zaleta. Teraz poznaję sposób jeżdżenia w WB. Muszę się przyzwyczajać, że to Wielka Brytania, bo Szkoci nie lubią, jak się mówi Anglia. Po raz pierwszy oglądam miejscowości, zabudowę lokalną, drogi i… lewoskrętne ronda!! O ile do lewostronnego ruchu powoli przywykłem, o tyle ronda to wyzwanie. A już najlepsze jest, jak jedziesz po rondzie, znajdujesz swój zjazd i zjeżdżając wjeżdżasz natychmiast na następne rondo. I to wszystko z przyczepą! Jazda pierwsza klasa! Na szczęście Brytyjczycy, to uosobienie spokoju. Mało, kultura jazdy, to wzór do naśladowania dla wszystkich. Kiedy stoję na wjeździe na rondo, bardzo chętnie pomagają, ustępując czasem w miejscu, gdzie mają pierwszeństwo. Ale o ich kulturze jeszcze się przekonam!  Przejechaliśmy, kilka razy trzeba było poważnie zastanowić się nad tym kto ma pierwszeństwo, ale wszystko na spokojnie i bez nerwów. Przejechaliśmy, dojechaliśmy do autostrady M6, dojechaliśmy do Dumfries, stamtąd już wyłącznie wg GPS (brak dokładniejszej mapy) i dotarliśmy do kempingu. Ufff… Jeszcze tylko krótka rozmowa z właścicielką (przemiła gospodyni), ustalamy pobyte do jutra, cena 19,50 za naszą trójkę z psem (pies za free). Następnego dnia, jeśli będziemy chcieli pozostać dłużej, mamy poinformować jednego ze współkempingowiczów (wskazany), żeby gospodarze wiedzieli. No i zapoznajemy się po raz pierwszy z osławionymi meszkami. Lekko podgryzają, ale nie ma tragedii. No to do spania!

 

9.07 wstajemy i już jest decyzja – zostajemy co najmniej do czwartku. Wskazanemu kempingowiczowi podajemy informację i jedziemy w drogę! Chcemy przecież pozwiedzać. Po pierwsze Rockcliffe – piękne wybrzeże w zatoczce. Miejsce do popływania (niestety odpływ ogranicza czas na takie zabawy), obok ścieżka spacerowa, po której można pochodzić z psem. Wszystko pięknie oznaczone. Miejsca prywatne z pojedynczą tabliczką, ale wszyscy to respektują. Miejsce do spędzenia całego dnia! Ale my chwilę posiedzieliśmy i dalej do opactwa Dundrennan. W końcu podobno warte obejrzenia. Już w Polsce załatwiliśmy sobie kartę Visit Scotland, która de facto jest biletem do wykorzystania w różnych miejscach. W tym i w Dundrennan Abbey. Więc wchodzimy, pięknie witamy się z Panią w kasie i przedstawiamy nasze karty. A Pani z uśmiechem na ustach mówi do nas tak:

„Jeżeli chcecie pozwiedzać coś jeszcze, to już dzisiaj nie zdążycie. A na ten jeden klasztor  szkoda tracić bilet. Więc ja was dzisiaj wpuszczę bez biletu, a Wy sobie jutro wpiszecie datę, jak będziecie zwiedzać,  wykorzystacie bilet od jutra.” My wielkie oczy ze zdziwienia, że tak można, a Pani pyta, czy zrozumieliśmy. No tak, zrozumieliśmy, ale czy tak można? Ależ nie ma sprawy! Zwiedzajcie sobie! W końcu, dla niezorientowanych, karta Visit Scotland, to taki bilet, który wykupuje się na 5, bądź 14 dni. Ale zabawa polega na tym, że pierwszego dnia należy określić, że rozpoczyna się cykl i mając bilet na 5 dni ma się dowolnych 3 dni na zwiedzanie. Kupując na 14 – dowolnych 7 dni spośród tych 14 do wykorzystania. Jest to o tyle ciekawe, że rozpoczynając cykl 14 dni nie muszę od razu określać, które 7 dni mnie interesuje. Mam dowolnych 7 z 14 rozpoczętych datą pierwszego zwiedzania. Po prostu rozwiązanie dla turystów!



To tak trochę z Dundrennan

 

post-1975-0-99114900-1375685009_thumb.jpg

post-1975-0-02188600-1375685024_thumb.jpg

post-1975-0-60342500-1375684991_thumb.jpg

 

No i z Rockcliffe:

post-1975-0-44885200-1375685110_thumb.jpg

post-1975-0-23103500-1375685129_thumb.jpg

post-1975-0-91866700-1375685149_thumb.jpg



Szkockie klimaty - jeden z postojów po drodze :)

 

post-1975-0-51043500-1375685549_thumb.jpg

 

No i odpływ w Rockcliffe:

post-1975-0-36408600-1375685493_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Michalc3

 Po zwiedzeniu Dundrennan Abbey jedziemy dalej przez Kirkcudbright do Castle Douglas. Chwilę spacerku po mieście zakończona stresem szybkiego powrotu do samochodu. Dlaczego? Ano tak sobie jedziemy przez miasto z myślą, żeby się zatrzymać. Skoro stoi kilka samochodów, to przecież my też możemy. Okazuje się, że nie do końca. Przy drodze jest żółta linia. Po chwili spaceru widzę, że bardzo miła pani policjant podchodzi do jednego ze stojących w kolejce samochodów i w bloczku mandatowym wpisuje jego numer. Pytam grzecznie, czy tu jest zakaz, a ona mi pokazuje żółtą linię – zakaz do 16:30. OK., to szybko do auta i odjeżdżamy! Doszliśmy do auta o 16:30 J Nie ma mandatu i nie ma blokady. No, to pozostaje odjechać po cichutku J Wracamy na kemping. Trzeba coś przekąsić i … no jeszcze wyjazd ponownie do Rockcliffe na zachód słońca! Niestety, słońce zachodzi kawałek dalej niż się spodziewaliśmy. Ale widoczki i tak piękne. Nie ma czego żałować J Koniec dnia dzisiejszego – już tylko w kimonko.

 

 

Następnego dnia zwiedzamy Cearleverock Castle. Pierwszy z zamków Szkocji. Wjeżdżając na teren, praktycznie już się jest na placu zamkowym. Bilety sprzedają w budynku przed zamkiem. Obsługa ubrana w stroje szkockie. Sama przyjemność wizyty. No i Szkoci z szerokim uśmiechem… No, może facet z obsługi sprawia wrażenie bardzo poważnego i oschłego. Po krótkiej wymianie zdań okazuje się jednak, że jest to powierzchowność, która nijak ma się do bardzo przyjaznego usposobienia. Wyjaśniliśmy sobie, że przyjechaliśmy z Polski ze Śląska…. A taak… to ten region górnictwa węglowego, prawda? To jednak miło, skoro ktoś z tak daleka chociaż ogólnie orientuje się w regionach Polski.

 

Zamek ciekawie położony za niewielką fosą. Wokół zamku można również obejść do części, gdzie znajdował się pierwszy zamek, obecnie są to już wyłącznie fundamenty. Ale z opisami, gdzie co się znajdowało. Do zamku idzie się przez las – wytyczoną ścieżką. Sama przyjemność spacerowania po starym lesie…

Z Cearleverock jedziemy do New Abbey, gdzie mamy zobaczyć Sweatheart Abbey. Piękna historia zakochanej księżnej, która zmarłemu mężowi funduje klasztor, aby w tym klasztorze przechowywać jego zabalsamowane serce. Po jej śmierci w tym samym klasztorze pozostaje zabalsamowane jej serce i położone koło poprzedniego. Niby piękna historia, ale ja jakoś do balsamowania ludzkich szczątków mam ambiwalentne uczucia ;-) Na szczęście dzisiaj to już tylko wspomnienie i piękne ruiny do pozwiedzania. W tym samym New Abbey również jeszcze młyn, ale tu już sobie podarowałem – z psem zwiedzać nie wolno, więc rodzina idzie zwiedzać, a ja sobie zostaję na zewnątrz w ogrodach

 

(dopisek rodziny: New Abbey Corn Mill jest czynnym młynem. Wprawdzie nie prowadzi się już  zaawansowanej sprzedaży ze względu na niską jakość produktu, ale często dają swoje produkty uczniom miejscowej szkoły do wykorzystania w różnego rodzaju projektach. Oprowadzający nas Szkot był uroczym żartownisiem – opowiadając dzieje młyna i jego właścicieli co chwila wtrącał jakiś żart. Oprowadzał nas z dużym zaangażowaniem i na wesoło J)

 

Wracamy na kemping. Grzeczne dzieci idą spać. Jeszcze krótka rozmowa z gospodarzami – na jutro w Kirkcudbright przewidziany jest Scottish Day. Okazuje się, że w tej mieścinie znajduje się orkiestra dudziarzy i właśnie jutro będzie miała występ w mieście. No, to przecież po to przyjechaliśmy do Szkocji!!! Oczywiście, pojedziemy jutro do Kirkcudbright !  No i zostajemy jeszcze jedną noc!

 

Cearleverock:

post-1975-0-44884300-1375705829_thumb.jpg post-1975-0-84388200-1375705830_thumb.jpg post-1975-0-61036900-1375706090_thumb.jpg post-1975-0-32312100-1375706091_thumb.jpg

 

Sweatheart:

 

 

post-1975-0-14497700-1375705833_thumb.jpg

post-1975-0-53352300-1375705831_thumb.jpg post-1975-0-29845100-1375705832_thumb.jpg post-1975-0-95302600-1375705833_thumb.jpg

Edytowane przez Michalc3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Michalc3

Dzień  następny zaczynamy od zwiedzenia Drumlanring – piękny zamek z ogrodami. Żeby nie przedobrzyć, darujemy sobie wnętrza – idziemy tylko pozwiedzać ogrody. No i wystarczyło. Ogrody powaliły nas na kolana. Można spędzić w nich cały dzień i się nie znudzić. Jak zauważyła moja córka - to już kolejne takie miejsce. Ogrody z trawnikami strzyżonymi, z grządkami ukwieconymi, fragmenty dzikiego lasu, miejsca, gdzie można odetchnąć w głębokim cieniu i wygrzać się w pełnym słońcu. Gdzie można nacieszyć oko niczym nie ograniczoną zielenią, i gdzie można podziwiać idealnie prowadzony angielski trawnik z rabatami kwietnymi. Wszystko to we fragmentach na stokach górskich, a fragmentami na wyrównanym terenie. Wszystko kwitnące (w końcu to lipiec, więc jeszcze wszystko kwitnie). Jest po prostu bajecznie. I znowu – kupujemy bilet, przechodzimy przez bramkę i ochrona nie pyta o pokazanie biletu, a pyta w czym może pomóc. Wyjaśniam, że chcę do ogrodu, więc z przemiłym uśmiechem ochroniarz bardzo powoli i precyzyjnie wyjaśnia wszystkie kolejne zakręty i miejsca ewentualnego zagubienia. Po drodze okazuje się, że i tak wszędzie są tabliczki, ale Pan niezmiernie miło pokierował nas po właściwych znakach. Samo podejście do turysty, wyjaśnianie z uśmiechem zapewne po raz sto tysięczny tego samego. Dla mnie było to pierwszy raz i odebrałem to bardzo miło. Pomijam fakt, że wiedząc, że mają do czynienia z obcokrajowcem wyjaśniają powoli, po każdym fragmencie wypowiedzi upewniają się, że na pewno dobrze zrozumiałem. Wiem, niektórym może to nie odpowiadać. Dla mnie było to bardzo miłe. Masa uśmiechu otrzymanego od tych ludzi pozostanie we mnie na długo J

Wyjeżdżamy z Drumlanring i jedziemy jeszcze „potuptać” po Dumfries. Takie sobie większe miasteczko w pobliżu naszego kempingu. Bardzo fajne i klimatyczne. Trzeba zobaczyć. Idąc przez miasto należy oczywiście wejść na lody. Lodziarnia, a właściwie cukiernia miała stosunkowo niewielki wybór lodów. W sumie może tylko 10 smaków. Ale trzeba by naprawdę dużego malkontenta, żeby nie znalazł  tu czegoś dla siebie. My byliśmy zachwyceni. Cena zresztą też nas nie powaliła na kolana, skoro zjedliśmy lody, gdzie 2,50 kosztowały 2 gałki. Tak wiem, funty mnożymy razy pięć, ale w porównaniu do innych miejsc te lody naprawdę nie były drogie. A ponadto były tak smaczne, że warte tych pieniędzy.

Dzisiaj też po raz pierwszy kupujemy chleb na miejscu. Do tej pory mieliśmy nasz, krajowy. Gdzieś przeczytałem, że Szkoci nie mają dobrego chleba, więc zrobiliśmy sobie większy zapas, żeby kupić jak najpóźniej. W sumie na wygląd, to nie wygląda tak źle… Spróbujemy, zobaczymy! Teraz na kemping na obiadek. Chlebek poczeka!

 

No i po obiadku. Teraz do auta i do Kirkuc…. Wiecie, jak miejscowi nazywają tą mieścinę? Kiykubry J Musiałem posłużyć się mapą, żeby pokazali mi o jaką to właściwie mieścinę chodzi J Ale dojazd już bez problemu. Zaparkować i na miejsce imprezy. Impreza masowa. Co na niej najciekawsze? Ani jednego stoiska z piwem, czy innym alkoholem. Nie! To jest impreza kulturalna i jedyne stoiska, to z wyrobami cukierniczymi, słodycze zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. My już po obiadokolacji, więc podarowaliśmy sobie, ale było w czym wybierać. Ciasta, puddingi, polewy, owoce w polewie itp. Ludzie poustawiali się wokół parkingu, za parkingiem kawałek górki z trawnikiem, tam też ludzie sobie pousiadali. Ja zauważyłem gostka siedzącego na podwyższeniu z kamerą i stwierdziłem, że on na pewno wie, gdzie najlepiej – ustawiam się za nim. Z jednej strony było dobrze, ale z drugiej – nie miało to większego znaczenia. Zarówno widoczność była dobra zewsząd, jak też i ludzie byli bardzo uczynni. Kiedy robiłem zdjęcia nie było możliwości, żeby ktoś wlazł mi w obiektyw. Ludzie bardzo uważali. Poruszali się spokojnie, nikt nikomu nie wchodził „na głowę”, nikt nikomu nie przeszkadzał. Wszystko odbyło się z pełną kulturą – zespół kilka razy zagrał, dzieci ubrane w szkockie stroje zatańczyły kilka regionalnych tańców (najmłodsza miała 6 lat!), znowu pograł zespół i tak kilka razy. W sumie trwało to ok. 1,5 godziny. Może nawet mniej. Ale brzmiało wspaniale. Jeszcze krótki spacerek i w kimonko.

 

Drumlanring:

 

post-1975-0-54446000-1375782925_thumb.jpg post-1975-0-87215100-1375782928_thumb.jpg post-1975-0-48432300-1375782929_thumb.jpg post-1975-0-12429500-1375782930_thumb.jpg post-1975-0-02229200-1375782931_thumb.jpg post-1975-0-65776000-1375782931_thumb.jpg

 

Występy w Kirkcudbride

 

post-1975-0-50563500-1375782932_thumb.jpg post-1975-0-26037900-1375782933_thumb.jpg post-1975-0-03703000-1375782934_thumb.jpg

No i jeszcze ruinki w Kirkcudbride

post-1975-0-88863100-1375782934_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Michalc3

Następny etap, to jezioro Loch Lommond. Znany w Szkocji kierunek wyjazdów wakacyjnych nad jeziorem. Po podróży z drobnymi przygodami dotarliśmy na miejsce.

Kemping droższy niż poprzednio (25 za nasz komplet). Niestety, też i nieco gorszy. Znaczy niby nie jest źle, ale większa anonimowość, obsługa mniej wylewna. Nie, żeby byli niegrzeczni, ale tacy mniej serdeczni. Toalety czyste (córka po przeczytaniu tego tekstu z pewną wątplwiością powiedziała "nooooooo"), woda ciepła bez przerwy, dostępne toalety na okrągło, jest miejsce do pomywania naczyńKemping większy, rzekłbym w ogóle duży. Jak poprzedni był na mniej więcej 20 zestawów, tak tutaj samych domków jest już chyba z dobre 40 postawionych. Pomiędzy nimi i w wyodrębnionych przestrzeniach można rozstawiać się z przyczepami. No i rozmieszczenie kempingów w tym terenie jest zdecydowanie rzadsze. Są to kempingi większe, ale jest ich ilościowo mniej niż w poprzednim miejscu. Kemping się nazywa Laggenbeg Caravan Park. W niedalekim Bolloch jest również kemping, ale nieco droższy i w samym mieście. My woleliśmy bardziej na łonie natury, stąd wybór padł na Laggenbeg.

 

Kto mówił, że w Szkocji chleb jest niedobry? Chyba w ogóle nie wyściubiał nigdy nosa z własnej nory. Chlebek mają tu dobry i w dużym wyborze. I wcale nie taki drogi. Za 1,5 kg chleba płacimy 1 funt. Pomijam chlebek przeceniony. Chlebek jest pyszny. A jak ktoś uważa, że chlebek w Szkocji jest niedobry, to proponuję spróbować chlebek w Niemczech, albo jeszcze lepiej w Chorwacji. Charakter tego ostatniego najlepiej oddaje nazwa chleba po Chorwacku – Kruh. Tu chlebek jest pyszny. Jajka wiejskie 6 sztuk – 1 funt. Wielkościowo całkiem sensowne, a jakie żółciutkie J I wcale nie od kurkumy – to jajka „szczęśliwych kur” ;-) Można kupić również tańsze, ale doszliśmy do wniosku, że wolimy smaczniejsze i większe. Za 1l mleka w kartonie zapłaciliśmy 1funta, w butelce było droższe. Oczywiście są to ceny marketowe. Drogo wychodzi alkohol. Ale na razie nie szukaliśmy destylarni, tylko ceny marketowe. Myślę jednak, że destylarnie nie będą wiele tańsze, jeśli w ogóle. Wg cen internetowych podobno wejście do destylarni to 20 funtów za osobę z prawem skosztowania 3 gatunków. Nie jest to powalająca oferta. Na taką się raczej nie zdecydujemy.

 

 

Za to dzisiaj znowu jedziemy kolejne zamki zobaczyć. Właściwie liczba mnoga jest tu nieuzasadniona, bo chodzi o jeden – Dumbarton Castle. Za to spędzamy tam sporo czasu. Fajne miejsce, ale z pieskiem nie wolno L Uważają, że schody są zbyt niebezpieczne. No cóż – jedno czeka z pieskiem, dwoje zwiedza, jedno ze zwiedzania wraca, trzecie idzie pozwiedzać. Jakoś dajemy radę. Zresztą nie mamy planów na specjalnie wielkie zwiedzanie, więc pozostaje zadowolenie z tego, gdzie jesteśmy. A zadowolenie jest spore – zamek o własnościach obronnych rozłożony na dwóch wzgórzach na brzegu rzeki. Na bieżąco restaurowany – ładne widoczki.

 

Potem jeszcze pojechaliśmy zobaczyć Balloch. Tutaj kilku dudziarzy brało udział w konkursie, kilku przechadzało się po mieście. Ale właściwie, to najciekawsze wrażenie jednak robi orkiestra. Pojedynczy dudziarz to ciekawostka lokalna, ale moim zdaniem, mało interesująca. Dopiero orkiestra robi wrażenie. Ale to moje zdanie.

 

Po odpoczynku wybywamy z kempingu w kierunku Stirling. Tak naprawdę jedziemy do Edynburga, a Stirling jest po drodze. Ale, żeby nie kombinować z jazdą po nocy zatrzymujemy się po drodze pod Stirling na stacji benzynowej, zostawiamy przyczepę i samym autem jedziemy do Stirling. Ładne miasteczko. Zamek piękny – ale nie wolno zwiedzać z psem. Żeby więc zwiedzić – dzielimy się na 2 raty. No i z 2 godzin zwiedzania robią nam się 4. Oczywiście, zamek bezwarunkowo należało zwiedzić. Bardzo rozbudowany, w zamku są osoby ubrane w stroje z epoki królowej Marii – królowej Szkotów. My tam znawcami historii niestety nie jesteśmy, ale trochę opowieści i ubarwienie wizyty na zamku strojami z epoki i osobami opowiadającymi robi spore wrażenie. Więc trochę słuchamy opowieści z życia na zamku. Po zamku jeszcze trochę zwiedzamy samo Stirling. No i na koniec na naszą stację. Początkowo uzgadnialiśmy tylko pozostawienie przyczepy. Teraz pytamy o zgodę na pozostanie na noc. Zmiennik osoby z rana nie ma nic przeciwko, więc zjadamy sobie kolacyjkę i w kimono na stacji.

 

Rano ruszamy w kierunku Edynburga, ale po drodze musimy oczywiście odwiedzić Falkirk. Co to Falkirk? Ano jest to niewielka mieścina, w której znajduje się Falkirk Wheel. No dobra, a co to Falkirk Wheel? To taka duuuuuża śluza w postaci windy na statki. Na zdjęciach będzie można zobaczyć. Znany temat, ale z nazwy nie wszystkim kojarzony. Na miejscu okazuje się, że miejsca parkingowe przygotowane w olbrzymiej ilości, dojazd dobrze oznakowany z jednym minusem. Wjazd na drogę już bezpośrednio do Wheel oznaczony jest jako droga zamknięta – bez przejazdu. Więc zatrzymujemy się gdzie popadnie. Z przyczepą, to nie takie proste, ale miejsce znaleźliśmy. Widzę miejscowych rozmawiających sobie w okolicy. Podchodzę z pytaniem, czy mogę tu zostać. Co słyszę? „Hmmm… dobre pytanie. Nie wiem. Ale, dokąd chcecie?” No i słowo do słowa okazuje się, że mam po prostu jechać oznaczoną drogą, bo ona owszem, jest zamknięta, ale już za parkingami przy Wheel. No to jedziemy! Na miejscu okazuje się, że parkingów na metry. Ustawiliśmy się na parkingu dla autokarów, a poniżej (parkingi ułożone kaskadowo) jeszcze kilka parkingów dla osobówek. Żadnego problemu. Samo miejsce okazuje się, że jest tą charakterystyczną śluzą, za którą znajduje się kolejna kaskada wielu zapór pozwalających na przepłynięcie kanału. Oglądamy materiały reklamowe, informacje – kto byłby zainteresowany, można wynająć łódź, która jest odpowiednikiem kempingu – z takim samym wyposażeniem. Taką łodzią, bez żadnych specjalnych uprawnień można przepłynąć od Edynburga do Glasgow, bądź odwrotnie właśnie tymi kanałami. Po drodze można się zatrzymać w różnych miejscach, nocować, pozwiedzać i płynąć dalej. Całkiem ciekawa forma zwiedzania. Wokół Falkirk Wheel jest park dla turystów, gdzie przygotowane są miejsca do zabawy dla dzieci, tereny do spacerowania wzdłuż kanału… Miejsca do zajęcia na parę dni. Ale my przewidzieliśmy tylko wskoczenie po drodze do Edynburga i jedziemy dalej w trasę. Mamy namiary na kemping pod Edynburgiem Linwater Caravan Park West Lothian, EH53 0HT. Takie namiary podaje się GPS w Wielkiej Brytanii i co ciekawe – GPS sobie z tym radzi. Nasz też. Niestety, uznał, że skrótami będzie szybciej niż autostradą. Dlaczego tak uznał? Tu warto by popytać producenta nawigacji, ale jakby nie było – jedziemy. Tak precyzyjnej mapy nie mieliśmy, więc pozostało zawierzyć GPS. W końcu przejechaliśmy blisko 40 km drogami, na których wymijanie się osobówek było wyczynem. My wymijaliśmy się z ciężarówkami. Serce na ramieniu, ale duma po dotarciu na miejsce! Wchodzimy do recepcji i zagajam do pani, że trudno tu trafić. A pani robi wielkie oczy i pyta, a skąd to tak trudno? Po chwili pokazuje nam prostą jak drut drogę. Wg mapy wygląda ładnie. Jak następnego dnia nią pojedziemy, dopiero nam się oczy otworzą. Pięknie oznakowane od kilku skrzyżowań! Ale jak ktoś zawierzy GPS, to ma potem ciekawostki po drodze J. Na razie wjechaliśmy na kemping. Pani pozwala nam wybrać sobie miejsce, ale prowadząc nas po kempingu. Kemping wygląda sympatycznie – miejsca wyznaczone, na miejsca pod przyczepy wysypane żwirkiem, obok kawałki trawiaste. Znaleźliśmy sobie miejsce, trochę przesuwając sąsiadów, ale dogadaliśmy się J Dobra, trzeba zobaczyć sanitariaty. Są wyodrębnione sanitariaty jak zwykle dla mężczyzn i kobiet, pomiędzy nimi miejsca do pomywania naczyń, kawałek dalej część sanitarna do zlewu wody szarej i toalet. Wchodzimy więc do sanitariatów i tu powala nas na kolana – oczywiste jest, że czyste, ale jak czyste! Zadbane! 3 toalety, 3 prysznice, umywaleczki w zamknięciu 3, umywaleczki wolne 2, pisuary 3, dostępne mydełko na bieżąco. U kobiet podobnie (przypuszczam,  że pisuarów nie mają ;-)) I znowu bardzo sympatyczna obsługa – uśmiech na każdym kroku, oferują zaopatrzenie w mleczko, bułeczki, jajeczka… No i cena – 22 za nasz komplet za noc. Kemping mniejszy od poprzedniego, ale lepiej utrzymany, z porządną obsługą. Jesteśmy zachwyceni! Przy wejściu pani uszczęśliwia nas materiałami reklamowymi z mapkami, z informacją o komunikacji w Edynburgu oraz opisami tras turystycznych wokół kempingu. Są to również trasy do wyprowadzania piesków. Wieczorny spacerek był również pouczający – w lesie wystawione są słupki, na których powieszone są metalowe łopatki z informacją „Weź łopatkę i wyrzuć kupkę swojego psa w wysoką trawę”. I co ciekawe – te łopatki tam ciągle są! Niektórzy nawet z nich korzystają ;-) Dobra, trzeba w kimonko. Jutro zwiedzamy Edynburg.

 

Szkoci w Balloch:

post-1975-0-23590700-1375955734_thumb.jpg post-1975-0-77587500-1375955734_thumb.jpg

 

Dunbarton Castle:

post-1975-0-48860300-1375955840_thumb.jpg post-1975-0-10226900-1375955841_thumb.jpg post-1975-0-83354800-1375955841_thumb.jpg post-1975-0-64460100-1375955842_thumb.jpg

 

No i Stirling:

post-1975-0-18692000-1375955919_thumb.jpg post-1975-0-84644500-1375955919_thumb.jpg post-1975-0-54846100-1375955920_thumb.jpg post-1975-0-39857400-1375955921_thumb.jpg post-1975-0-39857400-1375955921_thumb.jpg

post-1975-0-01534800-1375955922_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Miodzio

Michał z gdzie zdjęcia z tej śluzy ?

:slina:

:blagac:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Michalc3

Patrz ciapciaka! Obiecał, a nie dał? Toż już dorzucam. Za to będzie ich 5 ;)

 

Widok od dołu - ze strony śluzy. Na pierwszym planie widać właśnie pierwszą zaraz pod kołem śluzę.

post-1975-0-83442000-1375957721_thumb.jpg post-1975-0-12867700-1375957724_thumb.jpg

 

Tu widać wpływający do śluzy stateczek - z tych możliwych do wynajęcia. Widziałem przez okna w środku łóżeczka, lodówkę jak w przyczepie i piecyk. Więcej nie oglądałem, bo w końcu zaglądałem komuś do domku:

post-1975-0-40028100-1375957723_thumb.jpg

 

Samo Falkirk Wheel:

post-1975-0-63509800-1375957722_thumb.jpg

 

No i widok od góry, gdzie właśnie wywindowali stateczek do góry. Stateczki oczywiście za jednym zamachem są "zamieniane miejscami" Górny na dół, a dolny do góry i potem kanałami sobie odpływają, gdzie trzeba :)

post-1975-0-87447900-1375957724_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Michalc3

Widzę, że relacja nieco przydługawa się robi, ale chciałem podać informacje, które moim zdaniem, są ważne dla wybierających się w te rejony. Obiecuję, że będę się streszczał. Do końca już niedaleko :)

 

Zwiedzanie Edynburga rozbiliśmy na 2 dni. Pierwszego dnia rozpoznanie miasta, drugiego zwiedzenie zamku. Oczywistym jest, że ile czasu byśmy na Edynburg nie przewidzieli, to da się go tak zagospodarować, żeby mieć co robić. Szczególnie w tak  ładną pogodę, jaką mieliśmy. 17.07 pierwszy dzień wizyty - kupujemy bilet całodniowy - 3,5 funta / osobę. Można jeździć dowolnym środkiem lokomocji. Można przesiadać się dowolną ilość razy. Najpierw jedziemy pod zamek. Od zamku rozciąga się tzw. Royal Mile (Mila Królewska). Jest to taka ulica - deptak. Fragmentami wyłączona z ruchu, fragmentami normalna ulica z ruchem miejskim. Tu zdecydowaliśmy, że kupujemy przejazd autobusem wycieczkowym. Jest to autobus, który jeździ regularnie co 20 - 30 minut przez całe miasto. W autobusie podłącza się słuchawki i słyszysz przewodnika w wybranym języku. Niestety - polskiego nie było. Ale angielski jest tak wyraźnie wymawiany, że jakoś dajemy radę. Później jeszcze okazało się, że na pokładzie są ekrany, gdzie tekst wypowiadany przez przewodnika jest również napisany. W tej sytuacji już bez problemów sobie radzimy. Autobusem możesz przejechać kawałek, autobus zatrzymuje się na przystankach. Wysiadasz w dowolnym momencie, idziesz pozwiedzać, wracasz na przystanek i wsiadasz w kolejny autobus - za tą jedną opłatą. W ten sposób zjeździliśmy Edynburg przez cały dzień. Koszt takiego biletu, to 13 funtów/osobę.

 

Edynburg - widok na budynek poczty. Pod nim jest dworzec.

post-1975-0-13655000-1376032502_thumb.jpg

 

Kilka zdjęć z Royal Mile

post-1975-0-20016400-1376032503_thumb.jpgpost-1975-0-85273200-1376032503_thumb.jpgpost-1975-0-15419800-1376032605_thumb.jpg

 

Hollyrood - oficjalna rezydencja Królowej, kiedy przebywa w Edynburgu. Poza jej wizytami można pozwiedzać.

post-1975-0-58204200-1376032504_thumb.jpgpost-1975-0-59349200-1376032603_thumb.jpgpost-1975-0-32622400-1376032604_thumb.jpg

 

No i trochę z miasta:

post-1975-0-26406600-1376032500_thumb.jpgpost-1975-0-99480400-1376032500_thumb.jpgpost-1975-0-62531800-1376032501_thumb.jpgpost-1975-0-60781600-1376032502_thumb.jpg

 

Następnego dnia również Edynburg, ale tym razem zamek. Musimy rozbić naszą wizytę na raty. Najpierw jedziemy do Edynburga sami - pies zostaje na kempingu. Wtedy możemy pozwiedzać zamek (na zamek psa wprowadzać nie wolno). Potem wracamy po psa i jeszcze trochę pozwiedzamy Edynburg.

 

Wejście na zamek:

post-1975-0-06059900-1376032884_thumb.jpg

 

Kilka zdjęć na samym zamku:

post-1975-0-63096200-1376032884_thumb.jpgpost-1975-0-19780400-1376032885_thumb.jpgpost-1975-0-52115100-1376032887_thumb.jpg

 

o godzinie 13:00 jest wystrzał armatni

post-1975-0-64004700-1376032885_thumb.jpg

 

I coś tam z wnętrz:

post-1975-0-28580200-1376032886_thumb.jpg

Edytowane przez Michalc3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×