Skocz do zawartości

Strona używa cookies (ciasteczek). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    Nie pokazuj więcej tej informacji

Zdjęcie

Turcja wiosną 2013


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
33 odpowiedzi w tym temacie

#1 nomadka

nomadka

    Karawaning user

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 621 postów
  • Skądłódzkie
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:N127

Napisano 26 kwiecień 2013 - 15:51

Trasa opracowana, przyczepa gotowa do drogi. Klamka zapadła, w poniedziałek ruszamy. Cel: Turcja. W części będzie to podróż sentymentalna. W Turcji po raz pierwszy byliśmy w 1987 roku. Tydzień na kempingu Atakoy z PTTK i tydzień już sami w Azji, wzdłuż wybrzeża morza Egejskiego. Teraz pojedziemy dalej, na wschód, może nawet do dotrzemy jeziora Van, a na pewno do Nemrut Dagi.

Jak było w 1987 roku: Granice przekraczaliśmy bez problemów, choć w paszporcie kierowcy przybyło kilka różnojęzycznych wpisów. Jedynym przykrym akcentem podróży była zdecydowana postawa bułgarskiego milicjanta, który nie pozwolił nam zrobić zakupów w Płowdiw odsyłając do free shopu. Nie pozwolono nam również wyspać się na wielkim parkingu przed granicą turecką, chociaż wstawili się za nami polscy tirowcy. Turcja okazała się krajem bardzo ciekawym i przyjaznym i znacznie tańszym od Grecji. Po przełamaniu pierwszych lodów okazało się, że nie musimy się jej obawiać. I już bez obaw zatrzymywaliśmy się na noclegi wprost na plaży. Najczęściej nie sami, a w towarzystwie turystów z innych krajów. Przez parę nocy np. spotykaliśmy się na noclegu z parą Włochów, którzy podróżowali z przyczepą i wielkim kocurem. Kilka cen: smaczny chleb kosztuje tylko 100LT, benzyna 298LT. Pocztówki kupowaliśmy po 100 a nawet 50LT, zamiast znaczka przystawiano nam stempel za 150LT. Bardzo tanie są muzea, najwięcej płaciliśmy za wstęp do Topkapi – 1000LT, w pozostałych z reguły 400LT. Przejazd przez most na Bosforze płatny tylko do Azji 2000LT za samochód z przyczepą. Prom przez Dardanele 5900LT. Najtańsze pomidory kupowaliśmy po 100LT/kg, paprykę po 150LT, bakłażany po 300LT, winogrona 350LT, brzoskwinie 500LT. Szklanka świeżego soku z pomarańczy kosztowała 400LT, wody z lodem 50LT, lody 200LT, najtańsza chałwa 1400LT. Nasz FSO 1500 z owiewką i przyczepą N127 palił średnio 9,8l/ 100 km.

Przyczepa wciąż ta sama, samochód się zmienił, a reszta – przekonamy się. Niestety nie zapisałam przelicznika lirów na złotówki

Antalya 09 140 (11).jpg Antalya 09 111 (26).jpg

A to rzadko odwiedzany, a zadziwiający wodospad w Antalii   Düden Kıyı Şelalesi  36° 51' 2.05" N  30° 46' 57.51" E   (2009, samolotem)


Użytkownik nomadka edytował ten post 26 kwiecień 2013 - 15:52


#2 Ir & Ed

Ir & Ed

    Ekspert karawaningu

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 3135 postów
  • Sprzęt:Brak

Napisano 26 kwiecień 2013 - 16:21

Trasa opracowana, przyczepa gotowa do drogi. Klamka zapadła, w poniedziałek ruszamy. Cel: Turcja.

@nomadka, jesteś super gratuluję. Tak trzymać brawo, brawo, brawo...

Życzymy przyjemnej podróży i szczęśliwego powrotu.

Nomadka jaka jest ta (Trasa opracowana) ciekaw jestem czy podobna będzie do naszej.

 

@nomadka, napisała: dnia 18 Marz 2013 - 12:19

1. Myślimy o wiosennej objazdówce po Turcji. < słowa dotrzymałaś
Bardzo dobry pomysł, jeżeli moje/nasze wspomnienia będą przydatne, bardzo polecam.
Poszperałem w swoich starych pożółkłych zasobach kajet/kantyczka=pamiętnik,
znalazłem naszą objazdówkę  Turcja 1974r.  < zerknij,
Holownik Fiat 125p/1300 bajery : "kość słoniowa" najmodniejszy kolor tamtych lat
zderzak chromowany + przyczepa N126 prosto spod igły pachnąca świeżością.
Taki zestaw to był szczyt marzeń, "aj-waj" .
Nie zakup ale "załatwienie przyczepy" w tamtych czasach to było nie lada wyzwanie.
Na mapie naniosłem miejsca które odwiedziliśmy, "cuda natury & ślady chrześcijaństwa" .
Trasę pokonaliśmy z mapą na kolanach bez klimatyzacji. Dziś GPS i klima to chleb powszedni.
Miejscowości ulokowane w panelu obok mapy wrzucaj do Googlewskich, znajdziesz więcej info.
W tamtych czasach kempingi poniżej Primorsko BG stanowiły bazę wypadową do TR
przez Małko Tarnowo, granica BG/TR. Ech... ile wspomnień z tego przejścia granicznego.
Optymalna trasa na dziś AD2013 polecam   A - B , (patrz mapa) dalej jedziecie wg własnych potrzeb.
Dawniej to się życzyło: ślepych i głuchych celników. Kto wie dlaczego ręka w górę.

Adampol  < polecam zdecydowanie oraz punkt O = kemping Ataköy, na mapie (przybliż)
Z tego kempingu kolejką mieliśmy dobry dojazd do centrum Istambułu.
Wielu rodaków jak i my byliśmy na nim wielokrotnie.
Jeżeli ktoś był na kempingu Ataköy serdecznie pozdrawiam.


Użytkownik ired edytował ten post 26 kwiecień 2013 - 16:25


 

 

 


#3 nomadka

nomadka

    Karawaning user

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 621 postów
  • Skądłódzkie
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:N127

Napisano 26 kwiecień 2013 - 18:33

Sama Turcja będzie wyglądać mniej więcej tak: http://goo.gl/maps/lDKUd. Z Kahty do Diyarbakir przejedziemy drogą D360 (promem przez rozlewisko Tygrysa) Google nie chciały nas tam przewieźć.

#4 Pawel1o

Pawel1o

    Karawaning user

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 400 postów
  • SkądŚwiętokrzyskie - Pińczów
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:Niewiadów - Freedom
  • Holownik:Citroen Picasso

Napisano 28 kwiecień 2013 - 20:16

Trzymam kciuki za udaną wyprawę i czekam na fotorelację. Do Turcji pewnie jeszcze wrócę (chodzi za mną półwysep Dacta:))



#5 nomadka

nomadka

    Karawaning user

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 621 postów
  • Skądłódzkie
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:N127

Napisano 02 lipiec 2013 - 19:24

Już wróciliśmy. Podróż udana, a na szczęśliwe zakończenie podróży wszystkich forumowiczów dedykujemy to zdjęcie z Kapadocji
TR13 270.jpg

#6 nomadka

nomadka

    Karawaning user

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 621 postów
  • Skądłódzkie
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:N127

Napisano 15 lipiec 2013 - 15:13

Mam ogromną ochotę podzielić się z wami wrażeniami z podróży. Może was zainteresuje.

 

W drodze

29.04.2013. Dzień pierwszy. Mimo wątpliwości związanych z pogodą (u nas rankiem tylko 4oC) wyjeżdżamy w wielką podróż do Turcji. Trasę przez kraje europejskie realizujemy pod hasłem minimalizacji opłat drogowych. Z granicy w Barwinku mamy niecałe 140km przez Słowację. Przez głowę mi nie przeszło, żeby obawiać się tego przejazdu! A tu drogi, którymi jedziemy, okazują się właściwie nieprzejezdne. Na dodatek ominięcie winiety będzie wymagało dodatkowych zabiegów, bo przed Swidnikiem wybudowali obwodnicę, raczej płatną, więc omijamy. To co spotykamy na słowackich drogach można podzielić na DZIURY – głębokie i niespodziewane, zespoły dziur i same dziury. Tak właśnie wygląda droga nr 15 wzdłuż zalewu Wielka Domasa. A nasi sąsiedzi zamiast łatać dziury wprowadzają ograniczenie do 40km/h. Więc my zamiast podziwiać widoki, bo okolica ładna, śledzimy dziury na drodze jadąc z maksymalną prędkością 40km/h. Nie tylko zresztą droga, ale cały zalew wygląda na zapomniany przez Boga i ludzi: nad brzegiem stoją rozpadające się szopki, zarośnięte mchem przyczepy – również niewiadowskie! Po 20-ej robi się za ciemno na śledzenie dziur, więc zatrzymujemy się przy jakiejś knajpie we wsi na nocleg. Noc ciepła i spokojna.

Dzień drugi. Z godnością, nie przekraczając 40, opuszczamy Słowację z mocnym postanowieniem: nigdy więcej tą drogą! Po prostu się nie opłaca. Na Węgrzech jedziemy też bez winiety, tu jest lepiej, bo dziur mniej i najważniejsze: trwa ich łatanie, do sezonu zdążą. Kolejny kraj Rumunia, na granicy pobieżna kontrola paszportowa - wyjeżdżamy z Shoengen. Tu już bez winiety się nie obędzie, kupujemy ją w budce na granicy. Płacimy 5€, a na rachunku  kwota 13,25 lei. Reszty nie wydają. Niezły przelicznik mają! Nie protestujemy, więc tak musi być.  Dalej jest już lepiej. Droga Oradea - Arad bez zarzutu,  eurodiesel tani, na Lukoilu po 5,64. Za Aradem wjeżdżamy na autostradę do Bukaresztu. Jeszcze niedokończona bez zjazdów, parkingów i stacji benzynowych. Tak się nam spodobała, że mamy ochotę jechać nią aż do stolicy. Viamichelin jednak nie kłamie. Autostrada kończy się za Timosoarą, zjeżdżamy więc zgodnie z planem na drogę nr 6 do Drobety. No i proszę, nie było czego się bać! Góry niestraszliwe i urokliwe, droga bez zarzutu, aż chce się jechać i jechać. I tak..... dojeżdżamy do Dunaju, mijamy Żelazne Wrota zastanawiając się nad noclegiem. Na przejściu po stronie rumuńskiej nie ma parkingu, przejeżdżamy Dunaj tamą bez problemów i opłat. Śpimy po stronie serbskiej, tuż za przejściem. Przez te noclegowo-graniczne obawy nie zatrzymaliśmy się na parkingu, że popatrzeć na przełom Dunaju i zrobić zdjęcia

TR13 003.jpg TR13 2030.jpg

Dzień trzeci. Jedziemy drogą nr 25 do Kniażewaca. Wokół piękne górki, niewiele pól uprawnych i jeszcze mniej zabudowań. Ruch niewielki, tanie paliwo (148,9d/l), a droga typu patchwork, dziury, ale połatane.  W Kniażewacu skręcamy na 121 do Pirota. To naprawdę piękny zakątek Serbii, ale z drogą trochę gorzej, wąska, kręta i czasami nie wiemy dokąd jedziemy. Na dodatek wjazd na E80 do Sofii nieoznakowany,  w Pirocie też go nie ma – trwa przebudowa, musimy się wrócić do tego nieoznakowanego wjazdu! Niefajnie. Na granicy kilkukilometrowa kolejka, na szczęście tylko dla TIR-ów. Nie ma mycia, więc nie płacimy. Na wszelki wypadek kupujemy lewa, żeby nie przepłacać za winietę. A tu proszę facet z budki chce za nią 20 lewa. Pytam dlaczego tyle, mówi, że to taksa banku. No nieźle 100% prowizji. Ostatecznie kupujemy winietę na stacji benzynowej za 10 lewa. Tu dostajemy naklejkę, w Rumunii jest tylko kwitek. Nie sprawdzamy jakości obwodnicy Sofii – przejeżdżamy przez centrum, bez problemów, dalej autostradą A1 i za Płowdiwem zjeżdżamy na Svilengrad. Nocujemy w Harmanli. W centrum miasta tuż za sklepem Lidl, przy drodze nr 8 trudno nie zauważyć dużego napisu kemping (41°55'42.34"N  25°54'31.65"E). Jest tu basen, knajpka, a przy basenie właściciel przygotował kilka miejsc dla przyczep na żwirku i piękny trawnik dla namiotów. Są sanitariaty i natryski, niestety bez zasłonek! Za 10€ z prądem.

Dzień czwarty. Tankujemy do pełna przed granica turecką. Stacji pełno przed granicą pełno, ceny normalne 2,62lewa/l, nie to co u nas. Jakiś inny ten ich kapitalizm. 1740 km – jesteśmy w Turcji. Granica bez problemu. Na tureckiej musimy wysiąść z samochodu, żeby udać się po wizę do budki nr 92. Wpisują  nam też samochód do paszportu. Na granicy nie widać propozycji sprzedaży naklejki HGS (to nowy system opłat za autostrady) a my planujemy przejechać przez Stambuł i dalej do Ankary płatną autostradą, będziemy jej więc szukać w Edirne. Pod meczetem Selima uprzejmy człowiek zaprowadza nas na parking w podwórku (5TL), dostajemy od niego paciorki na szczęście (noszą je na ręku mężczyźni), on też prosi o bakszysz i wybiera  z portfela 1lewa i 1euro. W meczecie trafiamy na czas modlitwy, nikt nie robi nam jednak trudności – zdejmujemy buty (tylko turyści nie miewają skarpetek), a ja zakładam szal. Nagrywam śpiew muezina i podglądam ludzi. Muzułmanie inaczej traktują swój kościół, powiedziałabym bez namaszczenia, po modlitwie przysiadają na dywanach, żeby porozmawiać, czy po prostu odpocząć, robią sobie pamiątkowe zdjęcia.

TR13 027.jpg TR13 028.jpg TR13 033.jpg

Na deptaku na wprost meczetu wymieniamy w kantorze EURO na liry po 2,335. W PTT pan informuje nas po angielsku, że nie sprzedają HGS, kupimy go przy wjeździe na autostradę. Jedziemy drogą D100. Im bliżej Stambułu tym bardziej niepokoi nas brak HGS – przez miasto chcemy przejechać autostradą, nie wiemy, czy tam jest płatna, a most na Bosforze jest płatny z pewnością. Sprawdzamy więc na stacjach benzynowych, odsyłają nas do kolejnych, urzędy pocztowe już zamknięte. Sprawdzamy wersję o offisie przy autostradzie, jest branka z napisem HGS, ale żadnego biura nie ma, więc najbliższym zjazdem wracamy na setkę żegnani niepokojącym sygnałem. Na razie nikt nas nie goni, ale w tym zinwigilowanym świecie na pewno wiedzą, że popełniliśmy przestępstwo.  W niezłym stresie wjeżdżamy do miasta. Już sam przejazd przez Stambuł  to przygoda, tym bardziej, że nie opanowaliśmy jeszcze tureckich zasad jazdy. I tak spacerkiem, aż do zmierzchu jedziemy sobie przez w Stambuł w dzikim (dosłownie!) tłumie samochodów.  Między samochodami sprzedają róże, wodę i rogaliki a ja podziwiam miasto troszeczkę żałując, że się tu nie zatrzymujemy. Przed mostem nasze obawy sięgają zenitu,  na szczęście pojawia się policjant na skuterze,  pytam go więc o HGS. Za mostem po prawej będzie biuro PTT. Rozpadało się.

TR13 2036.jpg

Biuro jest, kolejka nie za duża. Podajemy dane samochodu i kupujemy za 30+5TL dwie naklejki. Przyklejamy górną na szybie pod lusterkiem zgodnie z informacją w powszechnie znanym języku tureckim. Drugą naklejkę chowamy, jak się słusznie domyśliliśmy służy  do doładowania i sprawdzenia naszego konta. Za mostem przejeżdżamy pod bramką z napisem HGS, pojawia się napis 3,5 TL i coś tam sobie zagwizdało, chyba na przyczepę. Mam to gdzieś, niech sobie gwiżdże, jak musi. Za mostem na drodze zrobiło się luźniej, nareszcie można trochę pojechać.  

Dzień piaty. No i proszę, zachmurzyło się i jest chłodno. Autostradą kilometry szybko uciekają i już jesteśmy na obwodnicy Ankary. Automat kasuje nam 15 TL (przed bramką należy zwolnić do 30km/h i ustawić się na pasie z napisem HGS). Wewnątrz obwodnicy buduje się nowe miasto. Kolorowe osiedla wielkich bloków i małych domków jednorodzinnych, w sporej części jeszcze niezamieszkałych. Wszyscy przenoszą się do Ankary?

TR13 2037.jpg

Drga D750 do Adany też jest czteropasmowa, choć już niepłatna. Prowadzi wzdłuż wielkiego słonego jeziora Tuz Gölü (33% zasolenia!). Zatrzymujemy się na parkingu z orzeszkami i schodzimy nad brzeg. Sesję zdjęciową przerywa nam przyjazd samochodu żandarmerii na sygnale. Wracamy na parking. Coś przeskrobaliśmy? Uzbrojony żołnierz pokazuje nam tabliczkę z zakazem wejścia, również po angielsku. Nie zauważyliśmy. I am sorry. Żegnamy się z uśmiechem. 5 km dalej jest duży parking, restauracja, muzeum, free kemping(?) i tu można dojść do wody, a nawet do niej wejść.

TR13 044.jpg TR13 047.jpg

Znowu się zachmurzyło,  na horyzoncie widać już ośnieżony szczyt wulkanu Hasan Dagi, jednego ze sprawców Kapadocji.

TR13 2047.jpg


Użytkownik nomadka edytował ten post 15 lipiec 2013 - 15:24


#7 witus

witus

    Ekspert karawaningu

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 3816 postów
  • SkądSosnowiec
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:Eifelland Holiday 415 TM (5303)
  • Holownik:Hyundai i30

Napisano 15 lipiec 2013 - 15:48

Fantastyczna relacja. Dziękuję i proszę o więcej !


#8 Miodzio

Miodzio

    Maniak karawaningu

  • Moderatorzy
  • 2954 postów
  • SkądGliwice
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:Knaus Südwind 440 HT
  • Holownik:biały lub czerwony ;)

Napisano 16 lipiec 2013 - 16:43

Nomadka super relacja.

Czekamy na dalsze części, napisz parę słów o cenach np. jedzenia w sklepach czy knajpach.



#9 nomadka

nomadka

    Karawaning user

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 621 postów
  • Skądłódzkie
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:N127

Napisano 17 lipiec 2013 - 10:51

Co do cen: warzywa i owoce najtaniej kupuje się na bazarach. Pomidory, cukinie najczęściej kupowaliśmy po 1TL, droższe były ziemniaki – 1,5-2TL, truskawki 3-4TL, podobnie doskonałe, soczyste morele, czereśnie od 4TL, arbuzy 1,5TL/kg, banany, pomarańcze sprzedawana na worki po 1TL/kg. Świeżutki chrupiący chleb od 0,8TL (podwójna angielka) do 2TL duży okrągły bochen, świeże ryby od 15TL/kg. Pozostałe zakupy robiliśmy najczęściej w supermarketach Migros, Kipa i A101. Płaciliśmy kartą. Niestety masło (od 3,6TL/250g), sery (homogenizowany jest najtańszy od 2,2TL/200g) droższe niż w Polsce, woda mineralna od 0,4TL/1,5l, ayran 0,55TL/0,25l, jogurt naturalny 2,75TL/0,65g, soki można było kupić już 1,75TL/l. Mięso (wołowina i baranina) nawet bardzo drogie, bo powyżej 40TL/kg. Drobiu nie lubię więc nie patrzyłam na ceny, wędliny też nie wyglądały zachęcająco, bo co można zrobić dobrego bez wieprzowiny. Jakoś mi umknęło, że w kraju muzułmańskim nie kupię kiełbaski ani szyneczki i nie zabrałam odpowiedniego zapasu z Polski. Nie tęskniliśmy jednak za schabowym, bo w restauracjach drugie danie kosztowało już od 9TL, zupa 4-5TL, micha sałatki 4TL, wielkie naleśniki z wsadem 4-5TL. Najmniej przyjemna była cena paliwa: ON kupowaliśmy od 3,8 do 4,2TL/l. Staraliśmy się nie ryzykować, kupowaliśmy droższe paliwo na dobrych stacjach (Shell, BP). Za to kempingi są tu zdecydowanie tańsze. Płaciliśmy za nie od 10-40TL za dobę. 2 osoby, przyczepa, samochód i prąd. Na kempingach zawsze było WIFI, a nie zawsze miejsce do mycia naczyń. Ich właściciele uważali chyba, że je się u nich w restauracji. Dalsza relacja pisze się, próbuję zapanować nad jej obszernością. Do postu można dołączyć tylko 10 zdjęć?
TR13 1878.jpg TR13 1875.jpg TR13 1877.jpg

Użytkownik nomadka edytował ten post 17 lipiec 2013 - 10:51


#10 nomadka

nomadka

    Karawaning user

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 621 postów
  • Skądłódzkie
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:N127

Napisano 20 lipiec 2013 - 08:12

Kapadocja i okolice

Dzień szósty. Zatrzymujemy się na otoparku przy wąwozie Ihlara. Parkingowy bierze od nas 3TL, bo w cenniku nie ma przyczepy. Akurat nam to nie przeszkadza. U naszych stóp zielone wnętrze wąwozu. Jemy śniadanie i ruszmy w drogę. Bilet 8 TL. Po pokonaniu schodów  się zanurzamy się w sielankowej scenerii wąwozu.

TR13 058.jpg TR13 068.jpg

Woda, zieleń, pionowe skalne ściany i ukryte w pieczarach malowane wnętrza kościołów. W oszczędnie oświetlonych wnętrzach kolorowe postacie świętych. To jednak niepojęte, skąd się wzięła ogromna potrzeba tworzenia tylu miejsc kultu Pana Boga. W kościołach można fotografować, ale bez lampy. Przestrzegam tego zakazu, chociaż nikt tu nie pilnuje. Może dzięki temu freski poczekają na moje wnuki.

TR13 061.jpg TR13 075.jpg TR13 095.jpg

Wąwóz rozszerza się w okolicach wioski Belisirma, tu też kończy się jego płatna część. Do Selime Calesi jeszcze 7 km. Ta część wąwozu nie jest już tak urokliwa. Jest szeroka, częściowo uprawna. Spotykamy tu żółwie, krowy, osiołki, kozy, restaurację na wodzie i wielki turecki piknik.

TR13 102.jpg

Selime to imponujący kompleks klasztorny – na kilku poziomach pomieszczenia mieszkalne, kuchnia, i chyba największy ze skalnych kościołów, niestety bardzo zniszczony. W miękkim tufie można wyrzeźbić wszystko, potem tuf utwardza się w kontakcie z powietrzem, wystarczy położyć dywany  i dom wraz z umeblowaniem gotowy. Spotykamy tu grupkę młodych Polaków, którzy przyjechali tu na majówkę. Czyż świat nie jest naprawdę mały?

TR13 122.jpg TR13 134.jpg TR13 143.jpg

Do twierdzy Selime i w drodze powrotnej obowiązują zakupione wcześniej bilety. Wracamy tą samą drogą, szybciej, bo nie zaglądamy do kościołów, jednak ten pierwszy dość intensywny dzień (ponad 20km pieszo) daje nam się we znaki. Odpoczywamy przed schodami na ławeczce.

TR13 152.jpg

Śpimy na otoparku z widokiem na wąwóz i Hasan Dagi. Pod wieczór przyjechało kilka kamperów

Dzień siódmy. Droga do Göreme przez środek płaskowyżu prowadzi wśród pół uprawnych, praktycznie po płaskim. Czego się obawiałam? Nar Gulu, maleńkie jeziorko w kraterze wulkanu można objechać żwirową drogą, jest tu spokojnie i pusto, nawet dwa wielkie hotele przed kraterem wyglądają na puste.

TR13 159.jpg

Za to w Derinkuju Yeralti Sheri tłumy turystów. Byłam przekonana, że wieś będzie na wzgórzu, a podziemne miasto będzie mieściło się w jego wnętrzu. Błąd. Nie ma tu góry, wchodzi się po prostu do dziury w ziemi. Do zwiedzania udostępniona jest tylko niewielka część pomieszczeń. Przejścia między poszczególnymi pomieszczenia i poziomami bywają tak wąskie, że ruch jest jednokierunkowy i musi być nadzorowany. Trzeba przyznać, że poziemne miasto było dobrze przygotowane do przetrwania: doskonała wentylacja, zaopatrzenie w wodę, wyrównana temperatura, pomieszczenia mieszkalne i magazynowe. Ludzie, którzy tu mieszkali musieli być jednak bardzo zdeterminowani, bo ceną za bezpieczeństwo był brak słońca i zieleni. Przyjechaliśmy tu w rano, ale i tak niestety w środku było już sporo ludzi, no może nie tyle ile tu podobno mieszkało, ale za dużo. Jak na 15TL za bilet kończymy dosyć szybko przepychani przez zorganizowane skośnookie grupy turystów. Dobrze jednak, że przyjechaliśmy rano, bo teraz kolejka po bilety jest taaaka długa.

TR13 163.jpg TR13 166.jpg TR13 165.jpg

W Göreme zatrzymujemy się na kempingu Göreme Camping &  Swimmingpool (12€ za dobę, http://www.goremecamping.com/ ) w pobliżu Open Air Muzeum. Właściciel Murat wita nas herbatą, opowiada barwnie o atrakcjach Kapadocji, zaprasza na lot balonem (u jego przyjaciela będzie zniżka – nie wybieramy się) i wręcza mapę Kapadocji. Mapa bardzo schematyczna, ale się przydaje. Nareszcie ciepła kąpiel, można wyjąć stolik i rozstawić wiatkę. Dzisiejsze popołudnie przeznaczamy na odpoczynek i porządki. Upał przerywa krótka ulewa, po chwili po deszczu ani śladu. Wieczorem idziemy do Göreme. Pełno tu knajpek, sklepików, pensjonatów, domy wciśnięte między skały i domy w skałach, są nawet dwa kempingi, drogie wino, drogie piwo, więc szczęśliwy przyjazd będziemy świętować herbatą.

TR13 189.jpg

„Zaliczamy” pierwszy kościółek EL Nazar. Niedawno odnowiony. Człowiek, który go pilnuje namawia nas na wejście, ostatecznie stanęło na 5TL za dwie osoby. Nie bierzemy biletów, czym tak uszczęśliwiamy gościa, że obdarowuje nas kwiatami i namawia na zdjęcia z fleszem.

TR13 205.jpg

Wcześnie zapada zmierzch. Idziemy spać.

 

 



#11 nomadka

nomadka

    Karawaning user

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 621 postów
  • Skądłódzkie
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:N127

Napisano 20 lipiec 2013 - 18:12

Dzień ósmy. Nocną ciszę przerywa jakiś dziwny szum. Czyżby pociąg? Hałas narasta, jest niepokojący, bo nieznany. Powinnam być jednak na to przygotowana. To balony. Ale o tej porze? Przecież nie ma jeszcze szóstej! Będą lądować na przyczepie? Nie wytrzymuję, wyskakuję przed przyczepę. Na niebie dziesiątki kolorowych balonów.

TR13 214.jpg

Jedno z pól startowych jest kilkaset metrów od kempingu.  A tu nad naszymi głowami balony są „dopompowywane” ciepłym powietrzem za pomocą palników, stąd ten hałas. Po kilkudziesięciu minutach lądują na łące obok kempingu. Balony są zwijane i pakowane do samochodów, pasażerowie też. Niestety procedura powtarza się każdego ranka.

TR13 430.jpg TR13 436.jpg

Loty balonem to tu potężny przemysł. Takich pól startowych spotkaliśmy w trakcie swojej wędrówki kilkadziesiąt, a lot balonem to 150-200€ od osoby, osób w koszyku jest kilkanaście.  I nie jest to jedyna forma aktywności: można wypożyczyć kłada, rower, konia, przewodnika, a my bez tego wszystkiego będziemy uprawiać trekking. Nasz kemping to dobry punkt startowy do takich wędrówek. Po balonowej pobudce jeszcze polsko-tureckie menu na śniadanie i idziemy spacerkiem do Open Air Museum (15TL). To  Museum jest w obowiązkowym zestawie wszystkich odwiedzających Kapadocję. Na niewielkim obszarze kilkanaście skalnych  kościółków z doskonale zachowanymi freskami.  Freski pokrywają z reguły całe ściany świątyń. Są w mocnych nasyconych barwach, dominuje czerwień, zieleń, niebieski, pomarańcz. Motywy znane z naszych kościołów, ale może przez te kolory bardziej radosne, w żaden sposób nie kojarzą się ze średniowieczem (a w tym okresie powstały). Zdarzają się też kościółki oszczędnie zdobione, w czerwone geometryczne szlaczki i to już chyba wpływy muzułmańskie. Najpiękniejsze i najlepiej zachowane malowidła ścienne znajdują się w Ciemnym Kościele (za dodatkowe 8TL). Tu nigdzie nie wolno fotografować! Nawet bez flesza. Przyczyna jest chyba praktyczna, bez zdjęć będzie więcej chętnych na zakup albumów.  W każdym kościele jest  strażnik, bardzo odporny na prośby i perswazje, czasami idzie jednak na herbatę.

TR13 229.jpg TR13 232.jpg TR13 238.jpg TR13 255.jpg TR13 258.jpg TR13 239.jpg

Przy drodze do Göreme jest jeszcze jeden kościół z biletem do Open Museum – Tokali Kilise.

TR13 266.jpg

Do końca dnia zostało nam sporo czasu, jedziemy więc na zakupy do Nevsehir. W markecie Migros ceny wyższe niż się spodziewałam, ale da się wytrzymać. Płacimy kartą i dostajemy kartę klienta. Teraz za każdym razem będą o nią pytać. Zniżki są chyba tylko dla posiadaczy karty. Zatrzymujmy się w Uchisar, przy najwyższej skale Kapadocji. Oczywiście skała jest dokładnie podziurawiona - była kiedyś zamieszkała, a jej mieszkańcy mieli wspaniałe widoki na dolinę Göreme i Hasan Dagi (5TL).

TR13 276.jpg TR13 287.jpg

Przy drodze na górę mnóstwo straganów i sklepików z pamiątkami. Sprzedawcy używają magicznych, ich zdaniem, słów: „organic” – to do produktów spożywczych i mydła oraz „hand made” – to do wszelkiego rękodzieła, choć jak wiadomo, nie każde rękodzieło jest dziełem. Są też sklepiki ze starociami, ale cena 100€ za drewnianą ramkę, to już przesada! Na początku każdej rozmowy pada zawsze ważne pytanie „where are you from?”, ale Polacy nie są tu częstymi gośćmi, bo po informacji from Poland najczęściej jest aaaa i tylko czasem „jak się masz”.  Po południu, już pieszo, idziemy do wioski Cavusin. Skalna wioska była zamieszkała  w czasach współczesnych, to widać po resztkach zabudowań. Niestety w 1963r  skała się osunęła i pogrzebała część jej mieszkańców. Teraz można zwiedzać to co z niej pozostało. Czuję się tu niepewnie, bo ta reszta wygląda jakby też miała ochotę się zawalić.

TR13 291.jpg TR13 297.jpg TR13 305.jpg TR13 312.jpg

Na straganie w nowym Cavusinie kupujemy lokalne wino za 12 TL, wracamy na kemping doliną Cavusin i potem na przełaj przez grzbiet oddzielający wąwóz od Goreme.

TR13 322.jpg TR13 324.jpg TR13 325.jpg

Dzień dziewiąty. Do Zelve jedziemy samochodem. Po drodze zatrzymujemy się w Pasabagi, małej, przyjemnej dolinie z ciekawymi formami skalnymi i oczywiście z kościołem i opuszczonymi skalnymi domami. Podjeżdżają dwa autokary z polską i japońską, a może koreańską wycieczką.

TR13 331.jpg TR13 333.jpg TR13 342.jpg

Od razu robi się tłum. Za to w Zelve jesteśmy sami (8TL). Dostajemy mapę, taką prawdziwą, są nawet na niej poziomice i wędrujemy po obszernej dolinie w kolorze brudnego różu zaglądając do skalnych domów, kościółków i klasztorów.  Tu nikt nie pilnuje, można więc dowoli fotografować To jednak nie Open Air Museun, czy nawet Ihlara. Po freskach zostały zaledwie ślady. W Kapadocji jednak nigdzie nie bywa nudno, doliny, nawet te sąsiadujące ze sobą, są całkowicie odmienne, różnią się nie tylko kolorem skał, ale i ich kształtem. Dolina Zelve jest szeroka, zielona, z wygodnymi ścieżkami, a czapeczki na skałach są zabawnie malutkie.

TR13 352.jpg TR13 355.jpg TR13 359.jpg TR13 377.jpg TR13 381.jpg TR13 363.jpg

Z Zelve wracamy przez Ügrüp. Po drodze zatrzymujemy się przy Devrent Valley (to miejsce zachwalał Murat). Niestety tylko na chwilę, bo właściciel knajpki, przy której stanęliśmy wnosi jakieś uwagi do naszego wyboru miejsca do parkowania. Ludzi i samochodów jest tu sporo, więc nie mamy wyjścia fotografuję skalnego wielbłąda i wracam do samochodu. Droga z Ügrüp do Göreme kręta i stroma, dobrze, że jesteśmy bez przyczepy. Na kempingu zmiany. Wyjechali Włosi – 13 kamperów, po południu przyjeżdża następna karawana 13 kamperów włoskich. Busiki są nawet ponumerowane. 13 to dla nich szczęśliwa liczba? Po południu idziemy do Doliny Miłości i Białej. Większość turystów dociera tylko do rozległej polany na której królują  erotyczne formacje skalne, my idziemy dalej.

TR13 413.jpg

Słońce chyli się ku zachodowi, droga się dłuży, a miało być tylko 4,5 km. Przegapiliśmy wyjście? Na szczęście na końcu doliny widać znajomy kształt Uchisar. Po czerwonych strzałkach wychodzimy na płaskowyż. Przed nami ścieżka do Göreme, w prawo do Uchisar. Oczywiście idziemy w stronę Göreme. Błąd! Po kilkuset metrach płaskowyż kończy się przepaścią. Doszliśmy do rozwidlenia doliny. Rozpadlisko ciągnie się aż pod Uchisar i skutecznie oddziela nas od drogi. 

TR13 429.jpg

Trzeba się wrócić! Na asfalt! Zmęczeni docieramy wieczorem na kemping. Zajadamy słodkie truskawki i jeszcze słodsze morwy popijając czerwonym winem. Wyjechali Węgrzy (autokar + namioty). Włosi i Węgrzy wyczerpali zapas ciepłej wody.

Dzień dziesiąty. Dzisiaj w planie doliny Różowa i Czerwona. Wyruszamy o 9-ej. Przy trasie jest szczegółowa mapa szlaków. Pójdziemy niebieskim szlakiem doliną Różową 2 – tam są dwa kościółki, potem zielonym dotrzemy do doliny Czerwonej. Wejście na niebieski szlak zdecydowanie odradza nam właściciel herbaciarni, mówi, że kościoły zamknięte i nie ma tam po co wędrować. Nie będziemy z nim dyskutować, zaczniemy od Czerwonej. Mapka uwieczniona na zdjęciu więc nie powinniśmy zabłądzić. A na razie, w dość licznym towarzystwie,  idziemy piękną, zieloną doliną Meskendir, przy ścieżce co pewien czas kamienne słupki z informacja dokąd idziemy i inne słupki z numerami atrakcji turystycznych. I tak dochodzimy do słupka M13 przy którym znajdują się skalne gołębniki, a więc zdecydowanie za daleko.

TR13 442.jpg TR13 443.jpg TR13 454.jpg

Nie ma co żałować, bo dolina urocza, wracamy jednak uważnie przyglądając się kolejnym słupkom. Razem z grupą Francuzów. Jest K1, a na mim zdrapana strzałka do Kizilcukur. Dolina Czerwona nie jest tak atrakcyjna, ani czerwona. Za herbaciarnią szlak wychodzi po schodach na płaskowyż i tu jest kościółek Üzülü  Kilise z pomarańczowymi freskami, stara winiarnia i parking – można tu dojechać samochodem.

TR13 468.jpg

Niestety nie wyczerpaliśmy na dzisiaj limitu błędów i zamiast iść za Francuzami, postanawiamy być mądrzejsi. Idziemy ścieżką dokładnie w przeciwną stronę, najpierw po płaskowyżu, później wzdłuż różowego zbocza. Trochę niepokoi nas brak słupków z informacją, ale kierunek i kolor wydają się prawidłowe. Doganiamy dwójkę turystów z Holandii. Mają szczegółową mapę. Okazuje się, że idąc wzdłuż zbocza dotrzemy do wioski Cavusin, możemy też zejść do doliny. Wybieramy drogę na Cavusin. I tak podziwiając z góry i z dołu piękne różowe formy skalne docieramy na płaskowyż naprzeciwko wioski.

TR13 474.jpg TR13 482.jpg TR13 487.jpg

Gorące słońce i umykający spod nóg kamienie nieco dały się nam we znaki. Ciekawa jestem w jaki sposób autor naszego przewodnika „załatwił” wszystkie dolinki jednego dnia. Niby nie są długie, ale pod gorącym słońcem męczące, nawet w maju. Wejścia do dolinek też dzieli parę kilometrów, trzeba dojść lub dojechać. W każdym razie ja mam dosyć na dzisiaj.


Użytkownik nomadka edytował ten post 20 lipiec 2013 - 18:17


#12 nomadka

nomadka

    Karawaning user

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 621 postów
  • Skądłódzkie
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:N127

Napisano 29 lipiec 2013 - 17:08

Dzień jedenasty. Pięć dni w Kapadocji, to wcale nie jest za dużo. Lubimy chodzić po górach, a tu tras jest sporo, od mało wymagających po te trudniejsze. W planie mieliśmy podejście pod szczyt Hasan Dagi, ale śnieg, słabe oznakowanie tras i brak dobrych map skutecznie nas odstraszyły. Może następnym razem? Jedziemy na wschód, do Kahty. Kayseri (1mnl mieszkańców 1000mppm – tablice z taka informacją znajdują się przy wjeździe do większości miast) omijamy obwodnicą podziwiając z daleka ośnieżony szczyt wulkanu Erciyes Dagi, matki Kapadocji. W Pinarbasi skręcamy w dół na Kahramanmaras. Przed nami przełęcz na wysokości 1980mppm. Droga jest dobra, czteropasmowa i na przełęcz wjeżdżamy bez problemu. Nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Pod wieczór dojeżdżamy do Kahty. Nie szukamy kempingu. Śpimy na stacji benzynowej pod morwowym drzewem, jej właściciel kładąc rękę na sercu zapewnia, że nie ma problemu. W nocy przychodzi potężna ulewa i burza, strąca niedojrzałe owoce morwy.
Dzień dwunasty. Ranek jest pochmurny, ciekawe jakie będziemy mieli widoki z Nemrut. Robimy zakupy i jedziemy w stronę Karadut. To wioska na zboczu góry Nemrut Dagi na wysokości 2000mppm. Tam zamierzamy się zatrzymać na kempingu. Im bliżej góry, tym droga gorsza. Do Karadut dojeżdżamy drogą z kostki betonowej.We wsi każdy, kto ma kawałek podwórka ma też kemping, albo tylko tak mu się wydaje. Wybieramy Kardut Pensiyon za 10TL TR13 583.jpg (http://www.karadutpansiyon.net/), bo podwórko duże, równe, czyste toalety, natrysk, WIFI i można podłączyć się do prądu. Nasi gospodarze prowadzą pensjonat i restaurację i to chyba głównie kuchnia ma być ich źródłem dochodów. Na razie gości jest czwórka: my na kempingu i dwójka Holendrów w pensjonacie. Przed nami cały dzień, przyczepa stoi bezpiecznie. Jedziemy samym samochodem zdobywać górę. Za wjazd na teren Milli Parki pobierają od nas opłatę 9TL od osoby. Droga kończy się pod kopcem. Jest tu mała knajpka i pochyły parking. Za to niżej powstaje imponujący kompleks turystyczny. Góra stoi w chmurze, jest zimno, tylko 12 o, od północnej strony leżą płaty śniegu. Zakładamy długie spodnie i ciepłe kurtki. Jednak w końcu się przydały.
TR13 531.jpg TR13 529.jpg
Wygodna ścieżka okrąża górę i prowadzi pod sam szczyt, gdzie czekają na nas niewiarygodne posagi. Zabytki Kapadocji stworzyła przyroda i tysiące ludzi. Tu jest jedna góra i wola jednego człowieka, który chciał, żeby o nim pamiętano. Sprawdziło się. Patrzę na przepiękne głowy Apolla, Tyche, Zeusa, Heraklesa i Antiocha i czekam na przebłysk słońca.
TR13 502.jpg TR13 509.jpg TR13 511.jpg
Nic z tego. Chmura jest uparta, snuje się po górze, a my marzniemy. Schodzimy więc na herbatę. Może jutro będzie lepsza pogoda, przyjedziemy tu jeszcze raz i poczekamy na zachód słońca.
TR13 532.jpg
Pytamy o drogę do Arsameia – widzieliśmy drogowskaz na trenie parku. Ktoś nam odpowiada, że droga jest o key, a pod Arsameia jego brat na restaurację, będziemy mogli znowu napić się herbaty. No dobrze, sprawdzimy to o key, to przecież tylko 12 km, a my jesteśmy samym samochodem. W ostateczności zawrócimy.
TR13 533.jpg TR13 537.jpg
Po paru kilometrach z kostki robi się szuter, liczymy, że to tylko chwilowa wpadka. Nie, tak już będzie do końca. Chwilami wygląda, jakby droga kończyła się w niebie, ale nie zamiast nieba jest zakręt o 180o i następny, bo nagle zjeżdżamy w dolinę i kolejny podjazd. Ale jednak przejeżdżamy, a na końcu szutru uśmiecha się do nas młodsza kopia brata z góry Nemrut i zaprasza na herbatę. Jak widać odbieranie drogi może być subiektywne.
TR13 559.jpg
W Arsameia godna uwagi jest jedna stela z płaskorzeźbą przedstawiającą Heraklesa i Antiocha
TR13 545.jpg
i piękne widoki.
TR13 552.jpg
Z miasta pozostały mało zachęcające dziury w ziemi (nie wzięliśmy latarek!), kamienie i dużo słów wyrytych na kamieniach.
TR13 544.jpg TR13 554.jpg
Jakim cudem uratowała się ta jedna płaskorzeźba? Za to tu świeci słońce i jest upalnie. Opuszczamy Milli Parki. Pytamy bramkowego o drogę do ruin twierdzy Yeni Kale i rzymskiego mostu Cendere. Trzeba zjechać na dół, ale twierdza jest zamknięta dla zwiedzających. Muszą wystarczyć zrobione już zdjęcia. Za to po moście można sobie pospacerować.
TR13 571.jpg TR13 564.jpg
Jest w bardzo dobrej kondycji, jak na swój wiek (wybudowano go w II wieku n.e.). Odwiedzamy jeszcze jeden kopiec, który zawdzięczamy Antiochowi, a dokładnie jego synowi. W kopcu Karakus pochowane były kobiety z rodziny królewskiej. Ze zdobiącej kurhan kolumnady pozostały tylko cztery a na jednej z nich siedzi kamienny ptak, symbolu kurhanu.
TR13 574.jpg TR13 581.jpg
Z góry roztacza się piękny widok. Niestety Nemrut Dagi ciągle w chmurach. Taka mała wycieczka, a przejechaliśmy dzisiaj 50 km. Wracamy na kemping. Gospodarze pensjonatu sadzą paprykę i pomidory, będą świeże warzywa dla rodziny i dla gości.
Dzień trzynasty. Rano niebo pokrywa gruba warstwa chmur. W nocy znowu padało. Nie dla nas wschody i zachody słońca na Nemrut Dagi. Pakujemy się i ruszamy do Diyarbakir drogą D360 przez Eufrat. Ruch na Eufracie duży. Na pierwszy prom wjeżdżają wszystkie samochody osobowe. Na drugim płyniemy my (za 20TL) i cysterna.
TR13 2074.jpg TR13 2076.jpg
Mamy tyle miejsca, że udaje nam się wykręcić i zjechać przodem. Po drugiej stronie kolejka oczekujących jest dużo dłuższa. Są to głównie małe busiki. Wiozą ludzi do pracy? Przeprawę niedługo zastąpi most – widać już jego pierwsze przęsła. Droga prowadzi przez pagórkowaty step. Nie ma tu prawie zabudowań, ani pól uprawnych tylko zielone pagórki upstrzone kamieniami. Pasą się na nich owce i kozy. Gdzieniegdzie stoją kolorowe skrzynki – ule. Nostalgiczny nastrój potęgują chmury gromadzące się nad płaskowyżem. Diyarbakir milionowe miasto, stolica Kurdów szczyci się 6-o kilometrowym bazaltowym murem obronnym. Oczywiście mamy problem z parkowaniem. Stajemy w końcu pod murem na zakazie postoju, jak wszyscy. Naszego zestawu nie da rady wywieźć, najwyżej dostaniemy mandat. Bazalt to bardzo solidny materiał, mury dają opór upływowi czasu, trwają i tylko ludzie mogą im zaszkodzić burząc to, co zbudowali ich poprzednicy. Są czarne, ponure, jak ponure jest niebo nad naszymi głowami. Na czarnych murach wnęki w kształcie serc.
TR13 611.jpg
Za to miasto wewnątrz murów tętni życiem. Wszystko można kupić, sprzedaje się wszystko.
TR13 590.jpg TR13 590.jpg
Stare przeplata się z nowym. Na lepiankach przyklejonych do murów anteny satelitarne i klimatyzatory. W murach Wieży Panny sklep i restauracja.
TR13 617.jpg TR13 620.jpg TR13 621.jpg TR13 625.jpg
Panowie w szarawarach i czapkach, panie w obcisłych dżinsach. Jeden z najstarszych meczetów w Turcji Ulu Cami jest odnawiany, a przed meczetem panowie prowadzą rozmowy przy stolikach w rozmiarze S.
TR13 599.jpg TR13 609.jpg
Na trawniku wokół murów pasą się barany.
TR13 588.jpg
Przy banku na głównej ulicy stoi opancerzony samochód.
TR13 627.jpg
Przysiadamy w herbaciarni z widokiem na dolinę Tygrysa. Musimy podjąć decyzję, jedziemy do Mardin, co oznacza niebezpieczne zbliżenie się do granicy syryjskiej, czy przez Siverek do Urfy. Dzwonię do córki, żeby sprawdziła, co się dzieje na granicy turecko-syryjskiej. W Polsce jest burza, nie ma dostępu do internetu. Tu też będzie burza, niebo zrobiło się granatowe, zerwał się wiatr. Przegonił gości z herbaciarni.
TR13 629.jpg
Wciąż nie mamy informacji od córki, decydujemy się jednak na wyjazd do Mardin. Przed Mardin przychodzi SMS od córki. Nie jedzcie w stronę Syrii. Dzisiaj w Reyhanli był zamach terrorystyczny, zginęło kilkadziesiąt osób, na dodatek dopadła nas ulewa, nie ma mowy, żeby wysiąść z samochodu, nie ma też gdzie przeczekać. Od granicy syryjskiej dzieli nas 30km, żeby stąd uciec musimy podjechać jeszcze bliżej. Przestało lać, tylko pada. Na ulice wrócili ludzie, nie tu widać paniki. Toczy się normalne życie. Pewnie się przyzwyczaili do myśli, że coś może się stać i nie zamykają się w domach po takiej wiadomości. Później dowiedzieliśmy się, że tureckie media nie spieszyły się z informowaniem rodaków o rozmiarach tej tragedii, choć zginęły 43 osoby, a 140 zostało rannych.
Dzień czternasty. Żyjemy! Deszcz nareszcie przestał padać. Samochód i przyczepa w żółtym błotku aż po dach. Za przykładem tureckich kierowców ciężarówek myjemy nasze pojazdy na stacji benzynowej z pomocą wiadra i gąbki. W Sanliurfie ogród Gölbasim pełen świętujących ludzi. Kiedy patrzę jak dobrze się bawią szanli zaczyna brzmieć jak szczęśliwa. Na trawnikach i w knajpkach trawa piknik Przeważają tradycyjne stroje, np. całe rodziny w fioletowych chustkach. A na straganie przy stawie z karpiami największym powodzeniem cieszą się suknie wyszywane kolorowymi cekinami.
TR13 641.jpg TR13 646.jpg TR13 658.jpg TR13 663.jpg TR13 679.jpg TR13 669.jpg TR13 674.jpg TR13 680.jpg TR13 682.jpg
Tylko przy grocie, miejscu narodzin proroka Abrahama panuje pełna skupienia cisza, bo tu wszyscy się modlą.
TR13 664.jpg
i pamiątkowe zdjęcie przed wejściem do groty
TR13 667.jpg
A te młode damy najpierw poprosiły o zdjęcie a potem o money
TR13 686.jpg
na targu
TR13 692.jpg TR13 693.jpg
Jesteśmy chyba jedynymi Europejczykami, bo zaczepia nas młoda dama z prośbą o pomoc w rozwiązaniu szkolnego zadania. To zadanie to wywiad, po angielsku. Co prawda ja też ciągle się uczę, ale jakoś wspólnie dajemy radę. Na koniec robimy pamiątkowe zdjęcie i musimy się schować pod drzewem. Piknik przerywa ulewa. Znowu deszcz zmusza nas do odwrotu. Przed Gaziantepem wjeżdżamy na autostradę (mamy jeszcze zapas lirów na koncie HGS). Chociaż D400 jest czteropasmowa, to jazda po autostradzie okazuje się samą przyjemnością. O dziwo, tutaj kierowcy zaczynają się liczyć ze znakami drogowymi, nie ma tu błota przynoszonego z bocznych dróg i nie ma świateł. Na drogach lokalnych nawet czerwone światło nie ma znaczenia, jeśli ktoś ma taką fantazję, bez znaczenia są też pasy na jezdni, w korkach na jezdni jest tyle samochodów ile się zmieści, standardem jest wymuszanie zmiany pasa ruchu i nie używa się wcale migaczy, należy się po prostu wcisnąć przed sąsiada prawie się o niego ocierając. Jazda pod prąd? Dlaczego nie, jeśli poboczem. Jazda na pomarańczowym, to też norma. Przepisy zastępuje klakson i zrozumienie zamiarów współuczestników ruchu. I to działa! Wypadków nie widać, samochody tez nie są nadmiernie poobijanie. Są przeważnie białe, mniej nagrzewają się na słońcu, a nawierzchnia dróg wykończona szuterkiem, głośniejsza niż nasz asfalt. Znowu zanosi się na deszcz.
TR13 2090.jpg

Użytkownik nomadka edytował ten post 29 lipiec 2013 - 17:12


#13 nomadka

nomadka

    Karawaning user

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 621 postów
  • Skądłódzkie
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:N127

Napisano 02 sierpień 2013 - 16:28

Zainteresowanie niewielkie, ale ambitnie chcę skończyć temat

17 dni. Wybrzeże Morza Śródziemnego i to pozostało po Grekach i Rzymianach, choć nie tylko
W Kizkalesi pusto na plaży, puste hotele i restauracje. W zamku jesteśmy tylko my. Zamek na lądzie to ruiny, niespecjalnie ciekawe, za to w towarzystwie zamku na wyspie tworzą całkiem interesujący obrazek.
TR13 712.jpg TR13 715.jpg
Kilka kilometrów dalej w wiosce Narlikuyu odwiedzamy jaskinie(5TL). Wejście do jaskini Cennet znajduje się na dnie głębokiego, 135m, porośniętego bujną roślinnością skalnego kotła. Sama jaskinia jest bardzo obszerna, ciemna i śliska. A na progu jaskini ruiny rzymsko-katolickiej świątyni.
TR13 734.jpg
Jaskinię Cehennen ogląda się tylko z góry, lej prowadzący do niej jest dużo mniejszy, o stromych ścianach. Windy brak. Asfaltową drogą dochodzimy do kolejnej jaskini Dilek. Wejście do niej znajduje się na terenie restauracji. Kręte metalowe schody prowadzą na dół do prawdziwego królestwa stalaktytów i stalagmitów za jedyne 3TL.
TR13 753.jpg
Anamur Tuż przy twierdzy są dwa kempingi: Paradis – 30TL i Dragon – 25TL, wybieramy Dragon www.anamurdragonmotel.com Kemping jest przy plaży, dużo tu drzew, czyste toalety, natryski w kabinach na powietrzu, ale gorąca woda jest, zlewy też powietrzu, przyjemna knajpka, miła właścicielka, atmosfera rodzinna. Twierdza Anamur 3TL. Po zamczysku oprowadza nas pracownik muzeum z własnej inicjatywy i bezpłatnie.
TR13 785.jpg TR13 792.jpg TR13 819.jpg
Zamek i róże to nie jedyne hobby naszego przewodnika – razem z właścicielką naszego kempingu opiekuje się żółwiami, które składają jaja na plaży koło zamku i kempingu. Właśnie się pojawiły! Zostawiają ślady na pisku.
TR13 829.jpg
Starożytne Anamurion (3TL). Pierwsze wrażenie nie jest korzystne, bo szare rumowisko zlewa się w jedno ze zboczem na którym leży. Brak jest choćby jednego wyróżniającego się akcentu, no może poza murem obronnym. Rozległe ruiny bez ścieżek, płotów i drogowskazów zachęcają do zabawy w odkrywcę.
TR13 851.jpg TR13 872.jpg
Intryguje stare cmentarzysko z kamiennymi grobowcami.
TR13 880.jpg
Alanya to kurort, żyje z turystów i dla turystów. Tu już jest sezon. Ludzi jest mnóstwo. Właściwie nie wiem, po co tu zaglądamy, zobaczyć twierdzę? Bilet na zamek 10TL, a w środku nic, po prostu nic. Zielony teren otoczony murem za 10TL i po 3km z hakiem w słońcu! Nie warto! Za to widoki z góry piękne!
TR13 906.jpg
W Side przybyło parę hoteli, w muzeum zrekonstruowano świątynię Tyche,
TR13 917.jpg
trwają parce przy świątyni Apolina. Byliśmy tu 4 lata temu, więc bez problemu trafiamy na plażę przy starym mieście. Ktoś doradza nam duży parking przy drugiej restauracji w lewo. Przy parkingu jest toaleta i natrysk, plaża jeszcze pusta, słońce, ciepła woda. Można tu się zatrzymać na dłużej. (36°45'51.61"N 31°24'6.58"E)
Do Perge, starożytnego miasta założonego jeszcze przez Greków z drogi D400 skręca się już właściwie na przedmieściach Antalii. Bezpłatny parking, zamykany o 19-ej znajduje się na terenie ruin za stadionem. Wstęp 15TL. Starożytnym żyło się tu nie najgorzej. Szerokie dwupasmowe, wykładane marmurem ulice, których środkiem płynęła woda z pobliskiej bogato zdobionej fontanny, po bokach pod kolumnadą domy i sklepy. Łaźnia z ogrzewaną podłogą, stadion i teatr (zamknięty, w rekonstrukcji).
TR13 926.jpg TR13 949.jpg TR13 966.jpg
Na terenie miasta wciąż trwają wykopaliska, tu wydaje się to proste – wystarczy usunąć ziemię z dalszej części ulicy.
Ruiny Termessos znajdują się na terenie pięknego górskiego parku Güllük Dagi Milli Parki. Wjazd 5TL. Za szlabanem jest małe muzeum z wypchanymi zwierzakami, kilka leśnych parkingów z toaletami i wodą. Wspaniałe miejsce na piknik. Do ruin jest jakieś 500m przewyższenia i 9 km krętą, górską drogą. Zwiedzanie Termessos to górska wędrówka, bez szczególnych ułatwień dla wędrujących. Bez wątpienia największe wrażenie robi teatr, niewielki, ale w pięknym otoczeniu górskich szczytów.
TR13 1002.jpg TR13 1010.jpg
TR13 981.jpg TR13 1012.jpg
TR13 1019.jpg
Po raz pierwszy widzimy skalne i kamienne grobowce i potężne zbiorniki wodne wykute w skale. Z reszty miasta zostało niewiele, rozsypane wśród zieleni kamienie, kawałki murów obronnych, resztki murów gimnazjum i dwie kolumny z bramy Hadriana.
Nasz przewodnik pisze, ze w pobliżu znajduje się jaskinia z prehistorycznymi malowidłami naściennymi Karain Cave. No cóż, jaskinia jest, prowadzone są tam jeszcze jakieś prace i pomiary, ale po freskach ani śladu. Za to w podziemiach zgubiło się koźlątko, szuka go zaniepokojona mama.
TR13 1030.jpg
Phaselis (8TL). Zatrzymujemy się pod pozostałościami akweduktu, tuż przy przyjemnej plaży. Główna droga starego miasta prowadzi do kolejnej zatoki z plażą, do której przypływają stateczki z turystami. Spacer po ruinach zajmuje nam 15 minut. Resztę dnia spędzamy na plaży.
TR13 1035.jpg TR13 1041.jpg TR13 1044.jpg
Zjazd do Cirali dostarcza emocji 9km i 340m przewyższenia. Fatalne zakręty, droga wąska i byle jaka, a spotykamy na niej ciężarówki. Cirali to urokliwa miejscowość. Knajpki, pensjonaty, sklepy schowane w gęstej zieleni drzew. Znajdujemy nawet kemping, też pod drzewami, całkowicie pusty.
TR13 1061.jpg
Plaża jest biała, kamienista, najlepiej spaceruje się po niej w trekkingach. Wdrapujemy się na zbocze góry Yanartas zobaczyć ognie chimery (4,5TL) Przyjemną górska wycieczkę kończymy w miejscu gdzie zieleń ustępuje kamiennemu zboczu, a spod skał wydobywają się płomienie. Wrażenie niesamowite tym bardziej, że nikt nam nie przeszkadza, na górze jesteśmy sami.
TR13 1050.jpg TR13 1054.jpg TR13 1055.jpg
Odpoczywamy tu dłużej sycąc oczy pięknym krajobrazem zatoki Cirali. Plażą idziemy do Olympos (5TL). Tu ruiny połknęła wszechobecna roślinność. Kamienny tomb tuż za wejściem, parę mozaik w domach nad potokiem i całkowicie zrujnowany teatr do którego trzeba przejść przez rzekę.
TR13 1066.jpg TR13 1069.jpg
Myra (15TL). To właściwie tylko grobowce i teatr. Ale jakie! Teatr należy do największych w Licji. Dobrze zachowały się 36 rzędów siedzeń i potężne boczne wejścia. Ich konstrukcję wzmacniają aktualnie potężne stalowe podpory. Przepiękne kamienne maski, które zdobiły kiedyś budynek przy scenie leżą grzecznie poukładane wokół teatru. Grobowce zajmują skalną ścianę po lewej stronie teatru. To nie tuf, tu nie było tak łatwo jak w Kapadocji, a jednak stworzono w skale zadziwiające budowle i małe dzieła sztuki.
TR13 1076.jpg TR13 1088.jpg TR13 1106.jpg TR13 1124.jpg
W Myrze mieszkał biskup Nicola – święty Mikołaj. Pozostał po nim piękny, stary kościół (15TL), w którym go pochowano Szczątki świętego zostały skradzione przez włoskich kupców. Dla ochrony przed słońcem kościół przykryto płóciennymi płachtami. Niestety płachty chronią piękne kopuły również przed wzrokiem turystów.
TR13 1142.jpg TR13 1165.jpg TR13 1174.jpg
Kas przypomina nasze góralskie kurorty, tylko w kolorze białym no i ma morze. Otocamp Olympos http://www.kasolympos.com/ od morza oddziela droga. A plaża kempingowa? Gdyby nie betonowe umocnienie, to by jej nie było. A tak jest betonowe nabrzeże wysypane żwirem, parasole, leżaki, knajpka i przede wszystkim cudowne morze, wszystko wliczone cenę kempingu – 35TL komplet. W miasteczku pełne knajpki, place zabaw i sklepy z pamiątkami, bardziej ambitnymi. Odwiedzamy pięknie odbudowany teatr z widokiem na morze, poszukujemy z różnym skutkiem starożytnych grobowców.
TR13 1187.jpg TR13 1183.jpg TR13 1191.jpg
Plaża Kaputas (36°13'43.67"N 29°26'58.87"E przy drodze D400 przed Kalkan) przemyka nam tylko przed oczyma. Błękit i zieleń morza, złocisty piasek w zatoczce, do której prowadzi 187 schodów. Przy drodze na poboczu stało już kilkanaście samochodów osobowych i nie mieliśmy żadnych szans na zatrzymanie się z przyczepą, ale próbujcie – warto. Za to w Patarze problemów z zatrzymaniem się nie ma. Większość przyjeżdża tu dla plaży, ruiny starożytnej Patary zwiedza się przy okazji. (droga i opłata jest jedna 5TL/osoba). Jest tu dobrze zachowany amfiteatr, imponująca brama, i snieżno-biały, niedawno odkryty i odnowiony odeon.
TR13 1203.jpg TR13 1207.jpg TR13 1208.jpg
Plaża jest cudowna, długa, szeroka i piaszczysta. Jest sztorm, wieje potężny wiatr, siekąc piaskiem po twarzy. Tylko najodważniejsi walczą z falami w wodzie, o pływaniu nie ma mowy.
TR13 1195.jpg TR13 1211.jpg
W Xanthos (5TL) najlepiej zachowaną budowlą jest oczywiście teatr i grobowce. Nie tylko te przy teatrze ale i te liczne na wzgórzu, na którym znajdował się akropol. Najpiękniejsze reliefy i grobowce Xanthos znajdują się w ... Londynie.
TR13 1231.jpg TR13 1238.jpg TR13 1242.jpg
Wąwóz Saklikent (5,5TL) to dzieło rzeki Esen. Wygodny metalowy pomost szybko się kończy na zielonej wysepce. Tu pozostają ci, którzy nie mają ochoty na zimną kąpiel. Rzeka sięga pasa tuż po wejściu, potem jest już lepiej, ale cały czas brodzi się w mętnej, zimnej wodzie. Nie jest to takie trudne, wystarczy obserwować co robią inni i obserwować rzekę – niespokojny nurt oznacza kamienie (śliskie) i większą głębokość, tam gdzie rzeka spokojna idzie się w miarę bezpiecznie po mulistym dnie. A widoki są cudne. 300-u metrowe białe ściany skalne i wąski prześwit błękitu nad głową. I ta adrenalina!
TR13 1252.jpg TR13 1261.jpg TR13 1268.jpg TR13 1274.jpg
Po sporej dawce emocji fundujemy sobie pobyt na kempingu www.gorgeclub.com (15TL). Kemping to tylko przystawka. Bracia prowadzą restaurację, wynajmują domki na drzewach, organizują rafting po rzece Esen i spacery po wąwozie.
Zamarzył nam się dłuższy odpoczynek nad laguną w Ölüdeniz na kempingu The Sugar Beatch Club www.thesugarbeachclub.com. Na miejscu czeka na nas niemiła informacja: na kempingu nie ma hot water, a cena i tak nie będzie niższa – 40TL. Jakoś to przeżyjemy – mamy przecież własny prysznic solarny. Pędzimy zobaczyć kempingową plażę i lagunę. I kolejny zawód, plaża jakaś jest, za to o pływaniu nie ma mowy, bo woda płyciutka, dalej płyciutka jeszcze dalej płyciutka, rosną tu jakieś szuwary, jest jakoś zielono, zupełnie jak na zalewie Sulejowskim. I już nic nam się nie podoba, ani toalety - nie są najnowsze ani najczyściejsze i nie ma papieru toaletowego, ani towarzystwo leciwych przyczep właśnie przygotowywanych do wynajmu, ani spokojna woda laguny. Samo miasteczko też nam się nie podoba. Brzydkie hotele, mnóstwo sklepów z porażającą tandetą. Tylko plaża niezła. Ta miejska, bezpłatna. Na tą znaną z folderów na półwyspie nie wchodzimy, kosztuje 6TL od osoby. Zostajemy tu tylko na jedną noc.
TR13 1277.jpg
Plaża Sarigerme (36°42'9.32"N 28°41'50.84"E) przypomina tą w Patarze. Jest długa piaszczysta, niestety wietrzna i płatna (2x5TL parking + 2x2,5TL osoba). Mamy tu do dyspozycji zacieniony utwardzony parking, natryski, ubikacje, place zabaw dla dzieci, ławeczki, stoliki, restauracje, jest tu ratownik i miejsca na plaży dla niepełnosprawnych = drewniany podjazd do pomostu z leżakami i parasolem. Czynne do 18-ej.
TR13 1290.jpg

Użytkownik nomadka edytował ten post 02 sierpień 2013 - 16:33


#14 witus

witus

    Ekspert karawaningu

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 3816 postów
  • SkądSosnowiec
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:Eifelland Holiday 415 TM (5303)
  • Holownik:Hyundai i30

Napisano 02 sierpień 2013 - 17:14

Zainteresowanie wielkie tylko sezon ogórkowy ;) przeczytamy w długie jesienne wieczory !


#15 Miodzio

Miodzio

    Maniak karawaningu

  • Moderatorzy
  • 2954 postów
  • SkądGliwice
  • Sprzęt:Przyczepa
  • Model:Knaus Südwind 440 HT
  • Holownik:biały lub czerwony ;)

Napisano 04 sierpień 2013 - 16:50

Nomadka, zainteresowanie jest duże, widać to po liczniku odwiedzin :)

Czytamy z zainteresowaniem i podziwiamy  :ok:






Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych